Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Zbuk - czyli Wielkopolska PISanka

Andrzej M. Trzos|Friday, April 10, 2009

Wybory
Wielkopolska znana jest z tego, że w społecznych ocenach więcej tam - proporcjonalnie do innych regionów Polski - ludzi przesiębiorczych, rozsądnie myślących, pracowitych i uczciwych. Takim był też, mimo iż z legitymacją członka PiS, Poznaniak z krwi i kości Marcin Libicki. Pochodzący z rodziny szlacheckiej, zasłużonej dla Polski - ukończył studia w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Adam Mickiewicza w Poznaniu i trzykrotnie zasiadał jako poseł w polskim sejmie: I, III i IV kadencji. W roku 2004 wystartował ze swojego rodzinnego miasta jasko kandydat na posła Parlamentu Europejskiego z listy PiS i uzyskał w swoim regionie najwyższą poparcie społeczne.

I na pewno słusznie, bo w okresie pięciu lat europejskiego posłowania wykazał się wszystkimi pozytywnymi cechami Wielkopolanina służącemu interesom Polski - powtórzmy: przedsiębiorczością, rozsądnym myśleniem, pracowitościę i uczciwością. I za to właśnie znalazł się w najwyżej ocenianym, zaszczytnym gronie 25. z pośród 732. posłów Parlamentu Europejskiego. Problem jednak w tym, że cechy osobiste Marcina Libickiego nie zupełnie odpowiadały temu, co cechuje Prawo i Sprawiedliwość, a już szczególnie kierownictwo tej partii. Dla nich służenie interesom Polski, więc bezpośrednio i rządzącej obecnie kolalicji , a nie wyłącznie partykularnym interesikom PiS, jest niewybaczalnym błędem. To zadecydowało, że Marcin Libicki nie znalazł się na pisowskiej liście kandydatów do Parlamentu Eruropejskiego w nadchodzących wyborach. Tak zadziwiająca decyzja w stosunku do wielce zasłużonego posła, wymagała jednak jakiegoś uzasadnienia. Ale dla ludzi doświadczonych dwuletnim tworzeniem w Polsce „prawa i sprawiedliwości” i ich stosowania przez kolektyw: Jarosław Kaczyński - Zbigniew Ziobro, nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczyło sięgnąć do archiwów Instytutu Pamięci Narodowej, aby na niesformego europejskiego posła znaleźć odpowiedniego haka. Dalekowzorczny prezes PiS nie uczynił jednak tego sam, lecz już dość dawno, rzec można: przewidująco - posłużył się przychylną mu redakcją „Głosu Wielkopolskiego”. Tam znalazł się „specjalista śledczy”, który na dwie stronych gazetowej płachty wysmarował artykuł oskarżający Marcina Libickiego o współpracę ze służbami bezpieczeństwa PRL, w okresie akcji prowadzonej w Poznaniu przeciw... zachodnim dyplomatom. Obfitość i częstotliwość materiałów zamieszczych w tej gazecie o Libickim nie sięgałaby tych rozmiarów, gdyby nawet w Polsce nastąpił zamach stanu. Władze PiS przez długi czas poozornie nie reagowaly na to oskarżenie. Ale w momencie gdy trzeba było ujawnić listry kandydatów na tegoroczne wybory posłów do Parlamentu Europejskiego - ten zarzut wyciągnęły jak iluzjonista przysłowiowego królika z cylindra. Trzeba tu podkreślić, że Marcin Libicki już wcześniej sam wniósł do sądu wniosek o lustrację, a także przedstawił Jarosławi Kaczyńskiemu ekspertyzy mówiące o bezpodstawności stawianych mu zarzutów. Wszystko to nieważne, jeśli ktoś swoim patriotycznym działaniem zasłużył sobie u prezesa na czarną krechę. Komitet Polityczny PiS, jako instancja rzekomo ostatecznie decydująca o tym, kto się znajdzie na listach wyborczych, uzasadnił swoją decyzję tym, że Libicki jest wciąż podejrzany o niegodną przeszłość, a takich spraw partia nie może pomijać milczeniem, w imię przestrzegania zasad moralnych... W odpowiedzi Marcin Libicki określił to jako stosowanie podwójnych standardów przez tę partię, bowiem wśród polityków związanych z PiS, bez żadnych zastrzeżeń funkcjonują osoby obciążone poważniejszymi zarzutami, jak Mariusz Handzlik z kancelarii prezydenta, czy poseł Bogusław Kowalski, a nawet Zbigniew Wasserman. Ostatecznie Libicki stwierdził, że w jego sprawie zadecydował typowo partyjny mechanizm, objawiający się politycznymi rozgrywkami różnych grup w oderwaniu od faktów. I oddał legitymację partyjną. Podkreślił przy tym, że nie jest to decyzja polityczna, ale sprawa honoru. Wraz z nim, w dowód solidarności, uczynili to dwaj pisowscy posłowie: jego syn Jan Libicki oraz Jacek Tomczyk, a także trzej radni PiS we władzach Poznania i Wielkopolski. A jest to chyba dopiero początek ubywania członków PiS w tym regionie. I tu rzec można: partia Prawo i Sprawiedliwość, tracąc wartościowych członków, poślizgnęła się na łajnie produkowanym przez siebie samą. A skutki tego poślizgnięcia są tym bardziej dla niej bolesne, że tracąc dwóch posłów w polskim sejmie, straciła też - jeśli chodzi o stan liczbowy swojego klubu poselskiego - możliwość blokowania zmian w Konstytucji Rzeczpospolitej. Andrzej M. Trzos

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Artykuł jest dobry, tylko te pianki trochę mylą, bo sugerują, że jest to artkuł o pisankach i pewnie dlatego, niktórzy, go ignorują. Tytuł jest fajnie napisany. Ale mogłoby być też PiSanka.
Monday, April 20, 2009 | Diann

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

katalog stron internetowych
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---