Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

„ZAWSZE MAM COŚ DO ZROBIENIA”.

Edward Dusza|Wednesday, May 5, 2010

Wybory
Marian Owczarski (1932-2010) - ambasador polskiego dziedzictwa   (Archiwalna rozmowa Edwarda Duszy z MARIANEM OWCZARSKIM, artystą rzeźbiarzem, zmarłym 15 kwietnia 2010 roku w Orchard Lake, Michigan).


     EDWARD DUSZA: – Od naszego ostatniego spotkania minęło dokładnie 39 lat...


   MARIAN OWCZARSKI: – No popatrz, a to było zupełnie jak dziś – nic się nie zmieniło.

   E.D.: – Przez te wszystkie lata, w dziedzinie, którą reprezentujesz – w sztuce, w rzeźbie – w Stanach Zjednoczonych nie pojawiło się zbyt wiele polskich nazwisk.

   M.O.: – Niestety. Spotkałem wielu kolegów, z którymi studiowałem w Akademii, ale żaden z nich nie pracował jako artysta. Większość poszła do przemysłu, żeby się utrzymać, bowiem zapotrzebowanie na sztukę jest, niestety, bardzo małe.



   E.D.: – W kołach kolekcjonerów w Ameryce, których jest wprawdzie niewielu, ale jednakowoż są, czy też ludzi interesujących się sztuką, pamięta się i mówi powszechnie, że przez wiele lat, szczególnie już w trakcie pobytu w Orchard Lake, promowałeś artystów, pokazywałeś dorobek polskiej sztuki, konserwowałeś obrazy i ratowałeś obiekty artystyczne, które uległy zniszczeniu. I, co najważniejsze, nadałeś polsko-artystyczny charakter instytucji, w której pracowałeś. Bo gdziekolwiek w Orchard Lake postawimy stopę, to albo znajdujemy twoją kapliczkę, albo rzeźbioną w drewnie Madonnę, albo inne wspaniałe rzeczy – jak choćby Jezusa Frasobliwego. Ponadto, przez całą serię swoich rzeźb-portretów stworzyłeś historyczne dokumenty. Nie tylko ująłeś w niej największych ludzi naszej nauki, polskich męczenników, ale też przedstawicieli opozycji – to bardzo ważne, bo nikogo za to po głowie nie głaskano, zwłaszcza po tamtej stronie. Jesteś autorem pomnika Katyńskiego – niesłychanie wymownej, wysoce artystycznej rzeźby. Obserwowaliśmy podobne akcje w stanie Nowy Jork, gdzie niestety była dobra wola, ale zabrakło talentu.



    M.O.: – Od samego początku moim założeniem stworzenia galerii w Orchard Lake było umożliwienie przybywającym do USA Polakom, zorganizowanie pierwszej wystawy i wydanie pierwszego katalogu, co dla nowo przybyłych jest najtrudniejsze. Każdy więc, kto się do nas zgłosił, miał możliwość zrobienia swej pierwszej ekspozycji. Pomagaliśmy nie tylko formalnie, ale i praktycznie, bo przecież trzeba było oprawić te rzeczy, wyeksponować je, a także rozreklamować, ogłosić. Chciałem też, aby galeria ta była jak Dom Polski – zachęcający do przyjścia, do odświeżenia uczuć, myśli. Gdzie tylko więc mogłem, zbierałem okruchy polskiej kultury. I albo je potem trzymałem, albo konserwowałem, zabezpieczałem, albo rekonstruowałem, by można je było potem pokazać. Większość obrazów, które są u nas w galerii, związana jest z historią lub z uczuciami polskimi – szczególnie ciekawe są te religijne. Na przykład Ryszkiewicza „Okropności wojny”, który pokazał męczeństwo ludzi mieszkających po wschodniej stronie Bugu, czy płótno przedstawiające wieśniaków, polskich grekokatolików, broniących swego kościoła przed bestialskimi Kozakami. Mamy tutaj cały szereg malowideł przedstawiających nie tylko charakterystyczne, nie tylko ważne, ale i nobliwe wydarzenia w polskiej historii. Między innymi Jerzego Kossaka „Pierwszą bitwę” – wygraną pod Kutnem w II wojnie światowej przez szwadron polskiej kawalerii, który odebrał Niemcom czołgi. Mamy też bardzo piękną tkaninę – dar od Ojca św., który sam ją otrzymał od rzemieślników z Krakowa – wykonaną przez panią Zając. Gobelin ten przedstawia Jana Pawła II w powitalnym geście, z rozpostartymi rękoma, na tle Niepokalanowa, Wadowic, Rzymu i kościoła Najświętszej Marii Panny – Mariackiego...



   E.D.: – ...w Krakowie.



    M.O.: – Tak. Ale jednocześnie są tam herby i Wadowic, i Krakowa, i godła tych wszystkich państw, jakie do tamtego czasu papież odwiedził.



    E.D.: – Mówisz cały czas o galerii, a tymczasem ja chciałbym pokazać naszym czytelnikom nie tylko ją i eksponaty, które tak pieczołowicie odczyściłeś, odnowiłeś i przechowałeś, lecz przede wszystkim artystę rezydującego w Zakładach Naukowych w Orchard Lake – Mariana Owczarskiego. Żeby obronić się przed twoją skromnością, zaznaczę od razu, że chodzi tu o jednego z wybitniejszych twórców nowoczesnej polskiej rzeźby. I co najważniejsze – autora ukierunkowanego na naród. Nie tylko naród polski, bo w galerii twoich rzeźb-portretów figuruje cała plejada ludzi innych narodowości, którzy z Polską nie byli nigdy związani, aczkolwiek poprzez twoją twórczość zostali dokooptowani do historii polskiej sztuki. Myślę tu o twoich pracach kanadyjskich, o portretach-rzeźbach amerykańskich, o tych wszystkich wielkich ludziach, którym dałeś nowe życie w swoim metalu. Druga rzecz, jaką chcę podkreślić, a z której ty – mieszkając niejako na uboczu, w tym pięknym Orchard Lake – możesz nie zdawać sobie sprawy: twoje krucyfiksy są dosłownie wszędzie! Widziałem je w Paryżu, w Nowym Jorku, w Chicago i w Stevens Point. Nawet w Domu Jana Pawła II w Rzymie, dokąd jakiś turysta przywiózł, wprawdzie nieduży, ale bardzo piękny krucyfiks Mariana Owczarskiego z Orchard Lake. No właśnie, kiedy pada twoje nazwisko, zaraz po nim pojawia się nazwa: Polonijne Zakłady Naukowe w Orchard Lake. Wysuwam z tego wniosek, że w jakiś sposób, poprzez swoją sztukę, stałeś się ambasadorem ich polskiego dziedzictwa. A może wręcz polskiego dziedzictwa w ogóle. Co ty na to?

    M.O.: – Wyjeżdżając z Polski do Kanady, chciałem mieć dostęp do galerii, pokazać, co robię. Tymczasem okazało się, że sztuka jest tam całkowicie zawładnięta przez Francuzów, którzy skutecznie uniemożliwiają pokazywanie „obcych” prac. Musiałem więc znaleźć coś, co mogłoby stać się moim własnym kluczem do wystawy. Odkryłem, że Kanadyjczycy nie mają galerii rzeźb swoich premierów. W związku z tym wykonałem portrety 15 premierów kanadyjskich – od MacDonalda do Trudot. Tak się cudownie złożyło, że ówczesnym ministrem wielokulturowości był Stanisław Hajdasz, który umożliwił mi wystawienie ich w Ottawie. Dzięki niemu otrzymałem zaproszenie pokazania „moich premierów” w nowoczesnych, pięknych salach Narodowych Archiwów.

W tym samym czasie zacząłem też przygotowywać serię portretów Polaków, którzy wnieśli wkład do kultury światowej. Połączyłem więc jedno z drugim. Wykonałem wtedy osiemnaście portretów – osób bardzo znanych, jak Kopernik czy Skłodowska-Curie, ale i tych znanych mniej, jak choćby Jan Łukasiewicz, profesor matematyki na Uniwersytecie Warszawskim, twórca systemu sylogistycznego, który to system pozwolił na zbudowanie współczesnego komputera. Niewielu ludzi o tym tutaj wiedziało. Pokazałem również Włodkowica, Kościuszkę, Pułaskiego, Paderewskiego, Helenę Modrzejewską – przedstawicieli zarówno nauki, jak i sztuki, godnie reprezentujących Polskę i Polaków na obczyźnie. Sportretowałem także tych, którzy zasłużyli się dla rozwoju Kanady ­– m.in. Gzowskiego, budowniczego Peace Bridge i kolei łączącej Pacyfik z Atlantykiem. Zależało mi, aby pokazać, jak wielki wkład w dorobek światowy wnieśli Polacy. Bardzo nas to podniosło w oczach Kanadyjczyków.

     E.D.: – Do dzisiaj pamiętam twoją wystawę w Fundacji Kościuszkowskiej. Bardzo udaną, co trzeba zaznaczyć, bo niestety większość innych, tam prezentowanych, była raczej niefortunna – z niemal zerową sprzedażą dzieł sztuki i nieliczną publicznością. Jedynie dwoje artystów, jak pamiętam, wywołało ogromne zainteresowanie, a nawet zaskoczenie prezentowanymi pracami: ty i kilka lat później Izabela Racławikowska z Krakowa, która z dużym sukcesem wykonywała portrety na zamówienie, a także miała to rzadkie szczęście, iż trafiła do Białego Domu, malując – także na zamówienie – portret prezydenta Geralda Forda. Portret ten znajduje się dziś w oficjalnych zbiorach Białego Domu. Była jeszcze trzecia osoba, która odniosła tam względny sukces – młody grafik Bogdan Skupiński, który wykonał ciekawą serię grafik poświęconych śmierci prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

Wracając jednak do twojej wystawy. Pamiętam, że dr Kusielewicz, do którego mam ogromny sentyment, bo rzeczywiście kochał sztukę, chociaż jej zupełnie nie rozumiał, rozdawał przed Fundacją Kościuszkowską wycieczkom autokarowym katalogi twoich prac, by ludzie mogli je zobaczyć. Zainteresowałeś wówczas także kolekcjonerów w Nowym Jorku, a ponadto twoje prace pojawiły się w prywatnych domach. Ludzie zamawiali głównie krucyfiksy. Jedna z pracownic Fundacji, pani Kulikowska, zawiozła twój krucyfiks do Fatimy. I on tam został gdzieś zawieszony. U mnie jest twój Mojżesz, a w Fundacji pozostał twój Don Kichote.



    M.O.: – Wykonując serię sławnych i wybitnych Polaków w Kanadzie, nie zapomniałem też o tych, którzy mieli duże osiągnięcia w Stanach Zjednoczonych. Jednym z nich był Tadeusz Sendzimir – jego portret uważam za bardzo udany; budził ponadto zainteresowanie, bo nikt wówczas nie robił realistycznych, ale bardzo ekspresyjnych portretów w stali nierdzewnej. Moje były pierwsze. I to robiło wrażenie. Dlatego miałem wystawy od Nowego Jorku do San Francisco – wędrowały po kolei od miasta do miasta. Ze wschodu na zachód, od północy do południa. Była to też swojego rodzaju propaganda – pokazanie Polaków od strony wniesionego przez nich bogactwa do kultury Stanów Zjednoczonych.

    E.D.: – Czy jest jakiś inny artysta emigrant, który osiągnął tyle co ty, który miał tyle co ty udanych ekspozycji?

    M.O.:– Nie wiem. Trudno mi powiedzieć. Niewielu miejscowych artystów stać było na to, żeby tak jak ja, z całą serią rzeźb jechać trailerem od miasta do miasta, od wystawy do wystawy. Ja miałem jednocześnie ekspozycję w Filadelfii, w Youngstown u Butlera – to jest amerykańskie muzeum, w Toledo u Edisona i w San Francisco. To dużo na jeden raz. Byłem bardzo produktywny. Ale większość tych rzeczy była związana właściwie z Polską. Chodziło o propagowanie Polaków.

      Ze swej strony pomagałem robić wystawy każdemu z polskich artystów, który tu się pojawił. Jeździłem też do kraju, by tam kupować dzieła sztuki, które następnie tu przywoziłem. Nie było zresztą innej drogi – nie można ich było zamówić, wypożyczyć. Ściągałem najlepsze, najnowsze prace z dziedziny grafiki, malarstwa, żeby móc tutaj pokazać, co reprezentują polscy artyści. Mam obrazy i organizowałem wystawy przedsolidarnościowe, z okresu „Solidarności” i po niej. Galeria spełniała rolę jakby informatora tego, co się w Polsce aktualnie działo.

    E.D.: – Jakie miejsce w twojej sztuce zajmują motywy religijne, kościelne?     M.O.:– Zrobiłem portrety siedemnastu papieży. Jeden z pierwszych został ofiarowany Watykanowi przez Kongres Polonii Kanadyjskiej. Zdaje się, że później znalazł się w Domu Jana Pawła II. Do Watykanu trafił również ogromny orzeł – z wystawy prezentowanej w Ottawie. Wykonałem mnóstwo kielichów ze stali nierdzewnej, do odprawiania Mszy św., i każdy z nich miał elementy polskie. No właśnie: bo cokolwiek robiłem, musiało mieć też element narodowy, nasz polski – czy to była rzecz religijna, czy polityczna, czy jakakolwiek inna. Tak samo było z Katyniem, który wykonałem w 1972 r. jako artystyczną propozycję dla Toronto w Kanadzie. Pomnik miał stanąć przy autostradzie. Z profilu wygląda jak znak topograficzny lasu sosnowego na mapie, bo cała tragedia katyńska odbywała się w lesie. Pomnik mówi więc już o niej z daleka. Są na nim zobrazowane warstwy zabitych strzałem w tył głowy ludzi – mogiły zbiorowe; są też dwie postaci, które w jakiś sposób przypominają Chrystusa, niewinnego człowieka, związanego drutem kolczastym i z rozbitą głową. Zależało mi na tym, aby pokazać niewinnych, a jednocześnie jakże ważnych ludzi, zamordowanych przez Rosjan.

E.D.: – Z perspektywy lat, jeśli przyjdzie ci dokonać ostatecznego bilansu, czy uważasz, że emigracja była elementem rozwojowym czy też wpłynęła hamująco na twój rozwój artystyczny?

M.O.: – Nie wyjechałem z Polski dla przyjemności – w Polsce komunistycznej byłem artystą tzw. „niewygodnym”. Bo byłem niezależny, bo nigdy nie miałem żadnego państwowego zamówienia, bo robiłem dużo rzeczy dla kościołów. I tworzyłem rzeźby, które sam uważałem za właściwe. A to się wielu ludziom nie podobało. Część z nich nawet teraz niechętnie na moje prace patrzy. Jednocześnie jednak wielu z tych, którzy mnie w Polsce tępili, dzisiaj robi to samo, co ja robiłem kiedyś – po prostu mnie naśladują. Wyjazd na Zachód nie tylko mnie nie przyhamował, ale dał mi bodziec, aby robić i pokazać możliwie jak najwięcej tego, co mam do powiedzenia. Poza tym, w Polsce byłem ograniczony pod względem materiałów – wszystko było reglamentowane: stal, elektrody i miejsca wystawiania. Pierwszą rzeźbę, którą zrobiłem ze stali nierdzewnej na wystawę „Warszawa w sztuce”, skradziono z tejże wystawy. Pierwsza kaplica, którą zrobiłem w żelazie, w poznańskim kościele akademickim, po roku straciła 70 procent najbardziej delikatnych i wrażliwych elementów. To mnie naprowadziło na szukanie materiału, który by oparł się korozji i wytrzymał czas. W Polsce starałem się o odpowiednie materiały różnymi sposobami, uciekałem się do własnych wynalazków – na przykład, nie mając elektrod do stali nierdzewnej, używałem elektrod normalnych, rdzewych, które owijałem cienkim drutem miedzianym i tym spawałem stal nierdzewną. Efekt był taki, że najpierw spawy były czerwone, ale za parę dni robiły się zielone. To było żywe! Wprowadzało szczególny element – to co robiłem elektrodą, wyglądało, jakbym robił ołówkiem czy pędzlem, czy narzędziem. Nie szlifowałem ani nie polerowałem swoich prac. Do dziś mają one ekspresję wynikającą z technologii, z techniki, którą je tworzyłem.     E.D.: – Czy swój okres emigracyjny uważasz za pozytywny? Czy nie żałujesz swojego wyjazdu?

    M.O.: – Absolutnie nie żałuję. Wręcz przeciwnie – to było okazja, impuls do tego, by zrobić coś, czego w Polsce zrobić bym nigdy nie mógł. Wykonałem ponad sto rzeźb. Mieszczą się one w muzeach, bibliotekach, różnych innych miejscach publicznych. Zrobiłem chyba 12 portretów Chopina, 20 portretów Kopernika – rozrzucone są po Kanadzie i Stanach, a co najważniejsze, świadczą o nas, Polakach, mówią o polskości, o polskiej kulturze.

    E.D.: – Kiedy jest mowa o polonijnych rzeźbiarzach, ludzie sztuki, tutaj w Ameryce, wymieniają dwóch zupełnie od siebie różnych pod względem kunsztu artystów: Mariana Owczarskiego – seniora z Orchard Lake oraz rezydującego w Princeton (New Jersey) Andrzeja Pityńskiego. Mimo dzielącej was różnicy pokoleń i ogromnej różnicy w technice, ekspresji i materiale, widać w Waszej twórczości pewne podobieństwo. Zwrócono mi na to uwagę także w czasie rozmów z dziennikarzami z Polski. Mianowicie, wasze dzieła są pełne patriotyzmu, pełne polskości i zakodowanej w nich woli służby ojczyźnie.

    M.O.: – Z całą pewnością, tak jest. Przez lata śledziłem twórczość Andrzeja Pityńskiego; niewątpliwie ma on ogromne osiągnięcia, zwłaszcza w zakresie rzeźb monumentalnych, jednakże moje spojrzenie na sztukę jest nieco inne.             Wspomniałeś o dziennikarzach z Polski. Nie mogę więc odmówić sobie tutaj uwagi, iż mimo tego, że zrobiłem w Stanach setki wystaw Polaków, w kraju nigdy to nie miało żadnej reminiscencji. Ci panowie z Ministerstwa Kultury, którzy niby zajmują się kulturą, nigdy się nimi nie zainteresowali. A przecież to była ogromna robota! Zresztą, ja nie szukałem poklasku. Wspominam o tym tylko na marginesie. Chciałem pokazać Polaków Amerykanom i myślę, że mi się to udało.

     E.D.: – Dzisiaj, kiedy pada Twoje nazwisko w nowojorskiej czy chicagowskiej galerii, natychmiast jest ono rozpoznawane. A jest zaledwie garstka poszukiwanych i rozpoznawalnych polskich artystów w USA: Marian Owczarski, Barbara Wengorek i Stefan Mrożewski. Trzy różne aspekty i widzenia sztuki, a nie różne pokolenia, bo jesteście wszyscy w jednym wieku. Nie jesteście też ludźmi nowej fali, którzy przyjechali ze swą sztuką z nowej Polski.

     M.O.: – Wielu młodych artystów, którzy docierają tu teraz z Polski, nie posiada uczuć patriotycznych, co jest bardzo bolesne i zubaża bardzo ich sztukę. A przecież i mnie byłoby dużo łatwiej robić portrety Amerykanów, znanych i cenionych, za które by mi płacono. Tymczasem, za moje rzeźby w większości nikt nie płacił, robiłem je własnym sumptem. Pewno, że robiłem też rzeźby, szkice, małe formy – od abstrakcyjnych do realistycznych – które mi dawały pieniądze. Ale to właśnie one umożliwiały mi wykonanie innych, większych rzeczy. To jest zresztą normalne. Wcale tego nie żałuję, ja się cieszę. Większość rzeźb robiłem w stali nierdzewnej jako propozycje, licząc, że znajdzie się instytucja czy ktoś, kto zamówi podobną. Ale generalnie wybierano właśnie te propozycje – tego mojego Chopina, tego Kopernika, czy tę Marię Skłodowską-Curie, które wcale nie były robione na zamówienie, odpowiednie w skali, zaprojektowane do otoczenia, w którym miały być eksponowane. Pewno, że one były świeże, były bardzo ekspresyjne i dlatego ostatecznie znalazły swe miejsce w tak wielu różnych atrakcyjnych punktach w Stanach Zjednoczonych. Wykonałem też bardzo wiele rzeźb religijnych oraz witraży. Niektóre z tych ostatnich uważane są już za klasyczne, z czego do niedawna jeszcze nie zdawałem sobie sprawy. Moje witraże również tchną Polską, tchną tym, co mamy z naszej wielkiej historii do zaoferowania. I to jest chyba najważniejsze.      E.D.: – Sądzę, że dzisiaj, kiedy jesteś po ciężkiej chorobie, możesz spokojnie sobie powiedzieć, że zrobiłeś swoje.

    M.O.: – Nie, ja zawsze mam coś do zrobienia.



      ..........................................................................................       POST SCRIPTUM DO WYWIADU EDWARDA DUSZY Z MARIANEM OWCZARSKIM:       W maju 2009 roku zamknięto (nie uprzedzając o tym Mariana Owczarskiego), kierowaną przez niego Galerię w Orchard Lake w celu „krótkotrwałej inwentaryzacji”. W końcu października Marian Owczarski dowiedział się, że nie jest już dyrektorem tejże Galerii, zaś jego obecność na campusie Zakładów Naukowych jest niepożądana. Zamknięto mu także jego prywatną pracownię i pomieszczenie mieszkalne. Nie zwrócono też artyście jego prywatnych zbiorów, które umieścił tam kiedyś wielkodusznie jako depozyt, by udostępnić je wszystkim zwiedzającym. Sprawą tą obecnie zajmują się adwokaci.



     Dzisiaj Galeria, jak poinformował mnie Marian Owczarski w naszej ostatniej rozmowie, dwa tygodnie przed śmiercią, jest zamknięta i niszczeje bez opieki, bez odpowiedniej klimatyzacji i konserwacji. W polskiej prasie emigracyjnej ukazywały się pod koniec ubiegłego roku (2009) rozpaczliwe jego apele o ratunek dla polskich zbiorów w Orchard Lake. Niestety, ten krzyk rozpaczy przeszedł bez echa. Załamany tym, co się stało z jego artystycznym dorobkiem, pozbawiony z dnia na dzień – bez podania jakichkolwiek przyczyn! – dostępu do hołubionej przez niego Galerii, którą praktycznie stworzył oraz przez pół wieku z całym sercem rozwijał, systematycznie zaszczuwany i lekceważony, na koniec został zepchnięty brutalnie na dno upokorzenia, Marian Owczarski, do końca walcząc z prześladowcami, zmarł 15 kwietnia 2010 r.  



     Dyrekcja nowopowstałej, świeckiej Misji Polskiej, sztucznego tworu przy Zakładach Naukowych w Orchard Lake, w okresie niecałych dwóch lat swej zatrważająco niekompetentnej działalności, spowodowała praktycznie zanik kulturalnej aktywności polonijnej, usunięcie wieloletnich, zasłużonych strażników kultury polskiej tamże (m.in. księdza prałata dr. Romana Nira oraz twórcę i dyrektora Galerii, Mariana Owczarskiego), jak również wplątała dyrekcję Zakładów Naukowych w bezprecedensowe dotąd, kosztowne konsultacje z adwokatami oraz wywołała głośne protesty w prasie polskiej i anglojęzycznej.



     Wydaje się rzeczą słuszną uważać, iż kanclerz Orchard Lake Schools, Tymothy Whalen, który jest odpowiedzialny za całość działalności Zakładów Naukowych, a w tym „Misji Polskiej”, tworu marionetkowego, obliczonego na „przereformowanie” polonijnej placówki w sensu stricto amerykańską, winien jest nam, Polakom, jeśli nie przeprosiny i zadośćuczynienie krzywd, to przynajmniej wyczerpujące wyjaśnienie motywów swego, jawnie szkodzącego polskości, postępowania.


     Zdumiewające jest także tchórzliwe milczenie arcybiskupa Detroit, Allena H. Vignerona, który nie zareagował – jak dotąd – na listy otwarte, jakie organizacje polonijne skierowały do archidiecezji domagając się interwencji. Listy te były publikowane w prasie polskiej, polonijnej i amerykańskiej oraz na forach internetowych. Przeczytało je i poparło setki tysięcy osób w formie prywatnej korespondencji kierowanej bezpośrednio do arcybiskupa.

     Gdyby Orchard Lake miało szczęście znajdować się na terenie metropolii chicagowskiej, gdzie kardynał Francis George wykazuje troskę o etników, ich duszpasterstwa i kultywowanie ojczystej tradycji, do podobnego zajścia nigdy by nie doszło. Kardynał George bowiem, odwrotnie niż arcybiskup detroicki, zdobywa się nie tylko na wielkie słowa, ale również popiera je czynami – podążając zgodnie ze wskazówkami Kościoła, który zaleca szczególną opiekę nad emigrantami i szacunek dla ich narodowego dziedzictwa. Ale, aby tak postępować trzeba rzeczywiście wierzyć w swoje posłannictwo i nakazaną przez Stwórcę przede wszystkim duchowieństwu (!), miłość bliźniego.

     Obrońcy polskości w Orchard Lake – stworzonym przez Polaków dla Polaków i przez amerykańską Polonię do dziś finansowanym – mogą przegrać swą walkę o zachowanie skarbów kultury polskiej na ziemi amerykańskiej. Skarbów, jakie zostały tam przez ponad sto lat zgromadzone. Dowodem na to m.in. jest brak odpowiedzi Whalena na stawiane mu publicznie pytania, z których najważniejsze są: kto ukradł obraz Chagalla i autograf listu Jana III Sobieskiego. Wynikałoby z tego, że nawet przy tak poważnym znaku zapytania kanclerz Zakładów Naukowych w najwyższym stopniu lekceważy opinię publiczną. A może sam czuje się winny? Przecież to on ostatni, jak pisze Owczarski w swoim pozwie, miał wyżej wymieniony obraz Chagalla w swoim posiadaniu. Sprawę tę ujął w swoim pozwie sądowym, wystosowanym przeciwko m.in. Whalenowi i Chumięckiemu, śp. Marian Owczarski. Kopia pozwu znajduje się w rękach przyjaciół Mariana Owczarskiego, którzy z pewnością dokument ten opublikują. 



     Pesymizmem napawa fakt, iż szkody już w Orchard Lake poczynione wydają się nie do odrobienia. Unikalne zbiory muzealne i archiwalne w dużej części zostały już rozproszone, zniszczone, wyrzucone na śmieci. Najwartościowsi ludzie zostali zaszczuci i usunięci. Śmierć Mariana Owczarskiego przyniosła ulgę wielu, którzy nabrali nadziei, że wiele kompromitujących spraw nie ujrzy nigdy światła dziennego. Tym niemniej, panowie Whalen i Chumięcki powinni pamiętać, że na placu boju pozostaje zawsze bezlitosna Historia. Historia, która odnotuje skrupulatnie nazwiska ludzi, którzy stali się grabarzami polskości w Orchard Lake – tego niepowtarzalnego, polskiego gniazda na gościnnej ziemi amerykańskiej, budowanego z tak ogromnym wysiłkiem przez polskie wychodźstwo.   

    Edward Dusza Stevens Point, Wisconsin – 30 kwietnia 2010

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Nic dodać, nic ująć. Eksponaty zostały rozkradzione, część sprzedana na e-bay przez panią Majewski, część wyrzucona na śmietnik. Ks. Roman Nir wygnany do Polski, a Marian Owczarski zadręczony UB-eckimi metodami, zmarł. Agent Marcin Chumięcki dopiął swego: zniszczył polonijne mienie i jeszcze na tym zarobił. Sławomir Cenckiewicz w swej najnowszej książce napisał, że agentura prosowiecka w Orchard Lake tryumfuje. A my? A my, Polonia amerykańska, siedzimy z ręką w nocniku i mielimy gówienko. Dusza i Kruszewska walczą na www.forumdetroit.com osamotnieni. Dlaczego nikt nie przychodzi im z pomocą?! Wstyd, Polonio! Obudź się z letargu! Ksiądz Michalski
Wednesday, May 12, 2010 | Ksiądz Michalski, Orchard Lake

•  A POLONIA DETROICKA ZASNEŁA NIEDZWIEDZIM SNEM. A NA CENZUROWANYM PRZEZ SITWE Z ORCHARD LAKE FORUMDETROIT.COM JEST JUZ PRAWIE 3 TYS. WEJSC NA TEMAT "OWCZARSKI"!. REKORD TEGO BLOGU WYNOSI NIE WIECEJ NIZ TRZYSTA. LUDZIE CHCA WIEDZIEC.
Saturday, May 22, 2010 | Ciekawski

•  Nie wiem, czy to wychowanie "Głosu Ludowego" z Detroit, czy dawne wpływy reżimowe w Orchard Lake (oj, łasili sie i merdali ogonkami i przytakiwali konsulom, i płynęła do Orchard Lake School polska wódka, kilimy, wyroby Cepelii, , i serdecznie witano tam przedstawicieli reżimowych konsulatów, nasz zacny infułat Stanisław Milewski zawsze w usmiechach witał w Orchard Lake ludzi z placówek dyplomatycznych PRL-U, delektowano sie lektura osławionej ksiązki "Poland", pogodzono sie łatwo z reżimem komunistycznym w Polsce. Dzisiaj gorzej, nie ma bezpłatnej wódy, prtezentów, wycieczek na cudzy koszt do kraju ojców. No i Polaków z prawdziwego zdarzenia też nie ma, kierownicze stanowiska w zarządzie objeli Amerykanie, tylko paru smutnych kleryków, którzy sie tam kształcą na księży, pęta sie po campusie. Ale jest juz nowe pokolenie, które wije sobie z ogromna determinacja gniazka w Orchard Lake. No bo miejscowość piekna, żarło znosne, brak trosk, a co najważniejsze, konkretnych obowiązków, a w koło wiele poboznych staruszek, zawsze pare groszy wsuną w łapę, a i niejeden spadek mozna przejąć, jak sie umie przemówic do serca i o miłosierdziu Bozym wspomnieć. Już sie tam pewien figlarz w sutannie, znany z wystepów w New Jersey, nijaki Król Mirosław z Tarnowa, zadekował i jest ci nawet wicerektorem... Swoich kumpli ściaga. iA obrazy giną, listy królewskie giną, a po campusie biega w mundurze żołnierza armii II Rzeczypospolitej jeszcze jeden wesołek, co kiedys handlował koło Bielska- Białej papierosami, a dzisiaj udaje dyrektora "prężnej" Misji Polskiej. Nira wykończyli, upodlili i moralnie sponiewierali, Owczarskiemu skrócili życie. Kto? Whalen, ksiądz diecezji Pittsburgha, który z poparciem Stanisława Milewskiego, Infułata, posadę kanclerza otrzymał i już dziesięc lat żeruje na Polonijnych Zakładach Naukowych. Wszystko pozamykane na kłódki, powyrzucane na śmieci, koniec z polskościa w Orchard Lake. A Polonia milczy, jak zwykle.
Sunday, May 23, 2010 | Obserwator

•  CIEKAWSKI NAPISAL: FORUMDETROIT.COM JEST JUZ PRAWIE 3 TYS. WEJSC NA TEMAT "OWCZARSKI"!. REKORD TEGO BLOGU WYNOSI NIE WIECEJ NIZ TRZYSTA. MYLISZ SIĘ MÓJ DROGI CIEKAWSKI LUB PODAJESZ ŚWIADOMIE NIEPRAWDZIWE WIADOMOŚCI. I TAK NP. FINANSE I UNIA KREDYTOWA MA PONAD 57 000 TYS. WEJŚĆ A TO TYLKO CZĘŚĆ PONIWEAŻ TEMATÓW DOT. FINANSÓW JEST WIĘCEJ. POLSKIE MEDIA W DETROIT RAZEM OK.150 000,RELIGIA OK.38 000,ORGANIZACJE POLONIJNE OK 30 000 I WIELE WIELE INNYCH TEMATÓW. OCZYWIŚCIE TAK JAK NA KAŻDYM FORUM SĄ TEMATY MNIEJ LUB BARDZIEJ 'ODWIEDZANE' BŁENDEM JEST WIĘC I ZAPRZECZENIEM WŁASNEJ WYPOWIEDZI, ŻE POLONIA NIE INTERESUJE SIĘ TYM TEMATEM.TO RACZEJ WYPADA SPOJRZEĆ NA WŁASNE PODWÓRKO .ART. WPIS PIERWSZY 54 (PIĘĆDZIESIĄT CZTERY) ODPOWIEDZI Z TEGO KILKA ZDUBLOWANYCH.TEMAT WPIS DRUGI 4 (CZTERY) ODPOWIEDZI .WYŚWIETLEŃ TU I TAM PEWNIE NIE WIĘCEJ. CZYTAM FORUM DETROIT I Z TAKIMI TENDENCYJNYMI WPISAMI NIE MOGĘ SIĘ ZGODZIĆ. WARTO CZASEM TOCZYĆ WALKĘ DLA SWOICH WŁASNYCH IDEII ALE ......... A WIĘC CIEKAWSKI CZY POLONIA DETROICKA ZASNEŁA JAK PISZESZ? A NA KONIEC PODSUMUJMY TO TAK : RACJA JEST JAK DUPA KAŻDY MA SWOJĄ. NIE ODPISUJ. nowy
Sunday, May 23, 2010 | nowy

•  MAŁE SPROSTOWANIE : TEMAT PIERWSZY ILOŚĆ KOMENTARZY 11 nie 54.Przepraszam. nowy
Sunday, May 23, 2010 | nowy

•  Panie Nowy - sprawdziłem. Temat o śmierci Mariana Owczarskiego przeczytało na Forum Detroit prawie 3000 osób. Dlaczego Pan zaciemnia sprawę? Czyzby pochwalał Pan metody, jakie Polonijne Zakłady Naukowe stosuja wobec Polaków? Czy napawea Pana radościa fakt, że wszystko tam zamkniete na kłódki? Oj, łzy się kreca!
Monday, May 24, 2010 | Prowincjałka

•  Panie Nowy - sprawdziłem. Temat o śmierci Mariana Owczarskiego przeczytało na Forum Detroit prawie 3000 osób. Dlaczego Pan zaciemnia sprawę? Czyzby pochwalał Pan metody, jakie Polonijne Zakłady Naukowe stosuja wobec Polaków? Czy napawea Pana radościa fakt, że wszystko tam zamkniete na kłódki? Oj, łzy się kreca!
Monday, May 24, 2010 | Prowincjałka

•  Panie Ciekawski a w ktorym miejscu zaciemnilem? Nie zaciemnilem i nie zaprzeczam, ze wejsc na temat poruszony przez pana to 3000 podalem tylko sprostowanie dot. informacji dot.tego wpisu cytuje: REKORD TEGO BLOGU WYNOSI NIE WIECEJ NIZ TRZYSTA.Nalezy czytac dokladnie a dopiero potem wysuwac oskarzenia panie ciekawski.A to jakie i kto stosuje metody mnie nie interesuje to nie moj problem tylko pana panie ciekawski ja tam az taki ciekawski nie jestem abym byl ciekawski gdzie kto i jakie zaklada klodki to sa tematy dla ciekawskich a ja do ciekawskich nie naleze.Nie ciekawski nowy ,pozdrawiam.
Monday, May 24, 2010 | nowy

•  To jest jakaś krucjata nowożytna. Dwoje dziadków próbuje coś udowodnić rzucając się na każdego co chce mieć i wyrazić swoją opinię na ten temat. Czytałem na forumdetroit ich wpisy. Prowadzą walkę obrażając wszystkich wokół.Teraz są prawdopodobnie za podawanie nisprawdzonych i nieprawdziwych informacji oraz obrażliwych tekstów usunięci z tego forum.Drodzy państwo więcej szacunku dla tych do których się zwracacie.Więcej tym osiągniecie.
Tuesday, May 25, 2010 | Ja myślę

•   Cześć, "Ja myśle" Myslenie ma wielką przyszłość. Dusza i Kruszewska posługują się wiarygodnymi dokumentami. Widać się Panu podoba antypolskość i kradzieże mienia polonijnego. Może Pan jest jednym z tego antypolskiego gangu Dość lekko podchodzi Pan do tragedii ludzkich. Oby się Panu to samo nie zdarzyło...To już Pana wybór. No i zacznij, człowieku, myśleć.
Tuesday, May 25, 2010 | Prowincjałek

•  Ty, specu od krucjat nowożytnych! Uważaj, co piszesz i nie obrażaj zasłużonych ludzi. Poczekaj, jak za Kruszewska ujmie sie masoneria, bo przecież ona u nich jest na stałej pensji, prawie że rzecznik prasowy. Za obrażanie Duszy Podhalanie, obojętnie gdzie, w Chicago czy Detroit, skuja ci mordę! On przecież jeszcze jeden górol, i choć mówi po hebrajsku to nie żaden ceper, w dodatku krewny sławnego Jontka Duszy spod Monte Cassino! Poczekaj, aż ci się cały Odrowąż Podhalański na łeb zwali! Cham jesteś, ot co , tchorzliwy na dodatek i nie wiesz, że wedle stawu grobla. No i dziwne, że Ci sie ten Orchard Lake tak podoba, chociaż wieść niesie, że to zakamuflowany gay club. Tak ludzie mówią, więc cos w tym być musi. No i taka Majewski tam jest za bibliotekarkę, dorabia sobie na boczku jako burmistrz Hamtramick i handlarka polskimi książkami na internecie. Skąd ona ma te polskie książki? Może Ty wiesz? No i jak Ci sie to podoba, że w takim świetym miejscu jak Orchard Lake toleruje sie kobietę-burmistrza o pogladach super lewackim i zwolenniczke kontroli urodzin? Ot, bagno!
Tuesday, May 25, 2010 | Wojtek Dziwisz (nie kardynałani ani jego krewny)

•  Ludziska kochane. Powiedzieli mi, że się za łby wodzicie, a na forumdetroit dzisiaj pojawiła się nowa petarda, którą warto przeczytać. Pozew sądowy też tam jest od dawna.. Faktem jest, że gdy na tym forum pojawia się Kruszewska czy Dusza, to czytelność podskakuje do kilku tysięcy otwarć. Ewenementem wpisów tej dwójki jest jawność nazwisk. Przeciwnie do hołoty, która na nich naskakuje i chce zakneblować. Owszem, byli zbanowani za mówienie prawdy. Ale na interwencję publiki już zostali odbanowani. Panie \"Myślący\", panie \"Nowy\" - coś mi tu śmierdzicie chamstwem detroickim. Lepiej idźcie do spowiedzi.
Wednesday, May 26, 2010 | Ksiądz Michalski, Orchard Lake

•  A to ja przeniosę swój wpis z poprzedniego tematu o Owczarskim i dedykuję go buckom - Nowemu i Myślłcemu: TO, CO SIE DZIEJE W ORCHARD LAKE, TO JEDEN WIELKI SKANDAL. SZERZY SIE TAM AGENTURA, ZŁODZIEJSTWO I PEDALSTWO. GROZILI KIEDYS KRUSZEWSKIEJ I DUSZY PROCESEM ZA NAGLASNIANIE TEGO WSZYSTKIEGO. TERAZ SAMI STOJA W OBLICZU PROCESU O SZEROKO ROZUMIANE PEDOFILSTWO. A WIEC NIE TYLKO ZŁODZIEJE, ALE I ZBOCZENCY. PIERWSZE SKRZYPCE GRAJA KANCLERZ TIMOTHY WHALEN (PEDAŁ DO KWADRATU), VICE-REKTOR ks.MIROSŁAW KRóL, KTORY KAżDEGO LATA JEźDZI NA FILIPINY NA PEDOFILSKIE WYSTęPY, MARCIN CHUMIęCKI (PEDAŁ I SŁUGUS LEWICY i SIKORSKIEGO) I JESZCZE KILKU ZRAMOLAŁYCH I ZDEPRAWOWANYCH KATABASóW (MILEWSKI, FLIS, VUCINAJ, KASANKE etc), KTóRZY CHCą DOCZEKAć SPOKOJNEJ I DOSTATNIEJ STAROśCI NA KOSZT POLONII. JEDEN HODUJE RYBKI, INNY TROPIKALNE PTASZKI, A JESZCZE INNY KOLEKCJONUJE PLUSZOWE MISIE. A MY, KURWA, UTRZYMUJEMY TEN CAŁY CYRK ZA NASZE CIężKO ZAROBIONE PIENIąDZE!
Wednesday, May 26, 2010 | POLONUS

•  Panie \"Myślący\", panie \"Nowy\" - coś mi tu śmierdzicie chamstwem detroickim. Lepiej idźcie do spowiedzi. Wednesday, May 26, 2010 | Ksiądz Michalski, Orchard Lake A kiedy masz otwarte klecho! Ja też chcę.
Wednesday, May 26, 2010 | Twój fan

•  Panie "FAN". Any time, mój synu, any time. Ja nie hoduję tropikalnych ptaszków ani rybek i nie mam hopla na punkcie soft-toys. W ogóle nie mam hopla. Przyjmuję w konfesjonale, a nie w sypialni, nocną porą i w piżamie, jak ksiądz kanclerz Whalen, który z ambony nawoływał do takiej formy "konsultacji" uczniów i seminarzystów w Orchard Lake i mówił, że nie ma w tym nic "zdrożnego". To ja nie widzę nic zdrożnego przyjąć cię w ciągu dnia, w konfesjonale. Tylko ubierz się przyzwoicie i umyj zęby.
Wednesday, May 26, 2010 | Ksiądz Michalski, Orchard Lake

•  żebyś nie wiem jak się wyszorował, Fan, to rozgrzeszenia i tak nie dostaniesz!
Wednesday, May 26, 2010 | Ciekawski

•   Pan Ciekawski napisal: żebyś nie wiem jak się wyszorował, Fan, to rozgrzeszenia i tak nie dostaniesz! Wednesday, May 26, 2010 | Ciekawski Mam pytanie a kto rozgrzesza czlowieka? Czy ma do tego prawo?Czy grzeszny moze rozgrzeszyc grzesznego? Zainteresowany.
Wednesday, May 26, 2010 | Zainteresowany

•  PANIE MICHALSKI dlaczego pierze pan brudy kościoła na publicznym forum w tak drażliwym temacie o Panu Owczarskim. Ma pan coś do tego kanclerza czy jak mu tam to niech pan mu to wali w twarz a nie poza plecami. A z tym hoplem to się nie zgadzam.I jeszcze jedno ja ani moja rodzina nie poszedłbym do pana nawet bez zębów a i moich znajomych bym przestrzegał przed panem.Pańskie wypowiedzi świadczą o braku szacunku dla ludzi i mówią o pana wielkim emocjonalnym zaangażowaniu w walkę z tym kanclerzem.Niech pan to przemyśli to forum również czytają w Polsce.
Wednesday, May 26, 2010 | Czytelnik z Polski

•  OJ POROBIŁO SIĘ POROBIŁO. KTO MA INNE ZDANIE TEGO STRASZĄ WYZYWAJĄ A KTO ANO POPATRZMY; OBSERWATOR, POLONUS, CIEKAWSKI, WOJTEK DZIWISZ, PROWINCJAŁEK I PROWINCJAŁKA CZYŻBY TO JEDNA I TA SAMA OSOBA? WSZYSTKIE NICK'I? JA SIĘ CIEBIE PYTAM CZY MOGĘ MIEĆ SWOJE ZDANIE POLONUSIEPROWINCJAŁKUCIEKAWSKIWOJTKUDZIWISZUPROWINCJAŁKOFANIEOBSERWATORZENOWYJAMYŚLĘCZYTELNIKUZPOLSKI?
Wednesday, May 26, 2010 | ROZSZYFROWAŁEM CIĘ KOCHANI

•  Co do grzeszności jednego człowieka przed drugim, nie nam oceniać. Punkt jest: te wielebności z Orchard Lake składały śluby ubóstwa i czystości. A wiecie, co tam się dzieje? Jedźcie i zobaczcie. Od dogmatów kościelnych i grzeszności są mądrzejsi od nas. Słyszałem i czytałem, że grubym rybom w Orchard Lake grozi proces o pedofilię. Drogi Zainteresowany - Zawsze możesz się stawić w sądzie jako świadek obrony... I ten moherowy berecik, niby z Polski też. Jak dotąd, świadków oskarżenia jest bez liku.
Wednesday, May 26, 2010 | Biblista

•  Mam 89 lat. Dałam obraz Niepokalanej i przedwojenne książeczki do nabożeństwa na Orczard Lejk. I pewnie już są na garbiczu. Ten list pisze z wnuczkiem.
Wednesday, May 26, 2010 | Babcia

•  A ja jeszcze raz powtórzę: TO, CO SIE DZIEJE W ORCHARD LAKE, TO JEDEN WIELKI SKANDAL. SZERZY SIE TAM AGENTURA, ZŁODZIEJSTWO I PEDALSTWO. GROZILI KIEDYS KRUSZEWSKIEJ I DUSZY PROCESEM ZA NAGLASNIANIE TEGO WSZYSTKIEGO. TERAZ SAMI STOJA W OBLICZU PROCESU O SZEROKO ROZUMIANE PEDOFILSTWO. A WIEC NIE TYLKO ZŁODZIEJE, ALE I ZBOCZENCY. PIERWSZE SKRZYPCE GRAJA KANCLERZ TIMOTHY WHALEN (PEDAŁ DO KWADRATU), VICE-REKTOR ks.MIROSŁAW KRóL, KTORY KAżDEGO LATA JEźDZI NA FILIPINY NA PEDOFILSKIE WYSTęPY, MARCIN CHUMIęCKI (PEDAŁ I SŁUGUS LEWICY i SIKORSKIEGO) I JESZCZE KILKU ZRAMOLAŁYCH I ZDEPRAWOWANYCH KATABASóW (MILEWSKI, FLIS, VUCINAJ, KASANKE etc), KTóRZY CHCą DOCZEKAć SPOKOJNEJ I DOSTATNIEJ STAROśCI NA KOSZT POLONII. JEDEN HODUJE RYBKI, INNY TROPIKALNE PTASZKI, A JESZCZE INNY KOLEKCJONUJE PLUSZOWE MISIE. A MY, KURWA, UTRZYMUJEMY TEN CAŁY CYRK ZA NASZE CIężKO ZAROBIONE PIENIąDZE!
Wednesday, May 26, 2010 | POLONUS

•  Pierwszy raz spotykam BABCIE coby dała modlitenik komu.Jakie to naiwne, nie tędy droga droga babuleńko. No a Michaś jakoś siedzi i spowiada tylko kogo? Skoro sam grzeszny? Oj grzeszny i do pyskówki skory. To taki szop pracz co w mentnej smierdzącej wodzie swoich wypowiedzi biały ornat pierze z dodatkiem babci dziadka i ciekawskiego biblisty co to nie wie jak Biblia wygląda. Och ciekawostki wielkie serwują jak chłop na chłopa włazi.
Friday, May 28, 2010 | FAN MICHASIA

•  Oj, Michasia, Michasia, jakaś tys seksualnie niewydarzona ialbo mocno kopnięta! Czy ci dewocja uderzyła do łby? W Orchard Lake by ci powiedzieli dokłanie jak to sie wszystko robi. A możesz też na internecie jakies gay-porno obejrzeć, żebyś sie babino przed własnymi wnukami nie musiała, że jesteś taka moherowa! Więcej nie będę pisał, bo jutro idee do spowiedzi do ks. Whalena.
Sunday, May 30, 2010 | Lisek Chytrusek z Lasku w Orchard Lake

•  Michasia, jak Babcia miała kilka modlitewników i to sprzed Soboru, to nic dziwnego, że dała do muzeum. Poza tym, to chyba jest amerykańska Babcia, to się nie dziw.
Tuesday, June 1, 2010 | STOKROTKA

•  Oj ja sie napatrze na te wyuzdanstwa w tym Orchard Lake. Oj napatrze.
Tuesday, June 1, 2010 | LASEK z ORCZARD LEJKU

•  Napatrzysz się i potem do spowiedzi polecisz i w rękę pocałujesz i czapkę na ulicy zdejmiesz i w dupę właził będziesz i na kolana padał . Mój ty lasku
Thursday, June 3, 2010 | racjonalista

•  Smutne jest to, że nikt właściwie nie zastanawia się nad sprawą najważniejszą: dlaczego kanclerz T. Whalen i Marcin Chumięcki oraz archiwista z Łodzi, Paweł Pietrzyk nie odpowiadają na konkretne zarzuty: ktoś przecież ukradł obraz Chagalla wartości wielu setek dolarów, ktoś podiwanił autograf listu Jana III Sobieskiego. A przecież te eksponaty podarowano Polonii. Dyrektorzy polonijnych ośrodków kulturalnych wiedzą, że wielu stypendystów z Polski po prostu "wynosiło" z polonijnych instytucji, gdzie prowadzili badania, wiele cennych obiektów. Zazwyczaj zamiatano sprawę pod dywan. A przecież wiele osób, na przykład w Orchard Lake, wie o tych sprawach, a nie reaguje. Nawet wicerektor seminarium, Mirosław Król, w którym niektórzy naiwni widzą "nowego lidera, bardzo propolskiego" w Orchard Lak milczy dystyngowanie i nie zabiera głosu. Polonia detroicka zachowuje się skandalicznie w całym konflikcie, pismo "Czas Polski", donosząc o śmierci Owczarskiego, słowem nie wspomina o skandalu Galerii. Jęszcze gorzej zachowuje się p. Alicja Karlic, ekonomistka z Polski, która kreowała się dziennikarzem i przejęła upadający dawny "Dziennik Polski". Ta pani promowała "silnych" z Orchard Lake i przeprowadzała liche wywiady z nowo kreowanym dyrektorem Misji, Marcinem Chumięckim, który ponoć teraz reprezentuje Polonie detroicką bez najmniejszego przygotowania czy choćby minimum wykształcenia humanistycznego. Umie tylko grozić adwokatami, za których usługi płacą Zakłady Naukowe (dwa pozwy przeciwko Orchard Lake: ks. Nira i M. Owczarskiego!) Jesteśmy świadkami skandalu, jaki nie znała dotąd Polonia amerykańska. A Frank Szpula i inni liderzy Polonii milczą również. No bo co ich obchodzi kultura polska?l Trzeba wołać głośno: Złodzieje mienia polskiego: oddajcie Chagalla i list Sobieskiego! Panowie Whalen i Pietrzyk: wy byliście ostatni, którzy mieli te eksponaty w rękach! Dr. Karen Majewski, co się dzieje z bursztynami i cennymi książkami, które, jak twierdził ks. Nir w rozmowie z detektywami, pani widziała ostatnia. Proszę przedstawić listę książek, które Pani sprzedała na e-bay'u! To nie były Pani książki! Dobrze byłoby, gdyby doprowadzono również do lustracji Pani zbiorów prywatnych, kto wie, ile eksponatów z Archiwum Polonii by się tam mogło odnaleźć! No i wyborów nowego kanclerza, które miały się statutowo odbyć, nie odbyły się. Dalej polonijnym Orchard Lake rządzą Amerykanie z Polonią kulturowo i językowo nie związani. In to właśnie jest największy Polish joke! A w sprawie Whalena przedstawiciele Polonii powinni zwrócić się do biskupa Pittsburgha. Whalen należy do tamtejszej diecezji. Jak dotąd, biskup nie załatwił mu nowego przydziału tamże. No to będzie siedział w Orchard Lake, na polonijnym wikcie. Kiedy się ten cyrk skończy? Oby nie skończył się tragicznie pozwami sądowymi dotyczącymi obyczajności. A mówi się o tym wiele w Detroit.
Saturday, June 5, 2010 | Prowincjusz

•  W Orchard Lake kto chce może grasowac, bo przecież Polonia, a zwłaszcza jej ojczulek, pan Frank Szpula po polsku ledwo jąka. Jak mozna wymagać od ludzi, którzy czesto nie potrafią wymówic po polsku swojego nazwiska aby bronili polskiej kultury? Przecież oni jej nie znają... Chca tylko łasi władzy - i to absolutnej - nad polonijnym ciemnogrodem i chca robić pieniądze! Dlatego różne Whalany i Pawły Pietrzyki pozostaja bezkarni i robia co chcą. Jesteście naiwni, jeżeli uważacie, że p. Szpula i jemu podobni staną na ringu w obronie polskiej kultury.
Friday, June 11, 2010 | Obserwator

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

katalog stron internetowych
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---