Były, nieżyjący już szef Centralnej Agencji Wywiadowczej William Casey należał do ludzi bajecznie bogatych. Fortunę zdobył dzięki ciężkiej pracy i łutowi szczęścia. Ten stary weteran w dziedzinie biznesu i szpiegostwa jeszcze z czasów wojny znał twórcę agencji generała Donovana. Casey miał opinię człowieka kryształowo uczciwego. Na pewno nie wykorzysytwałby możliwości jakie stwarzało szefowanie CIA do pomnażania swojego majątku. Uwielbiał jednak inwestować na giełdzie i potajmenie czynił to kiedy na prośbę Ronalda Reagana przeprowadził się do Langley. Dziennikarze nie dawali więc spokoju, z czym biuro prasowe CIA miało ciągłe utrapienie.
W końcu pracownicy biura postanowili działać z wyprzedzeniem i dać odpór dziennikarzom zanim ci zorientują się o co chodzi. Wykorzystując możliwości jakie daje CIA postanowili na własną rękę śledzić ewentualne operacje giełdowe swojego szefa. Dowcipkując, że CIA znaczy teraz Casey Investment Again zauważyli, że czołowy amerykański James Bond kupił sporo akcji Delta Airlines. Natychmiast sprawdzili i przesłali do prasy oświadczenie, że CIA nie ma żadnych biznesowych konekcji z Deltą. Nie zlecała tej linii żadnych usług, ani nie podpisywała żadnych umów. Zaskoczeni dziennikarze przez kilka dni sprawdzali wiadomość. Okazało się, że Casey kupił akcje Delty, zaś CIA rzeczywiście żadnych kontraktów z liniami nie posiada.
W końcu Ronald Reagan wezwał swojego starego przyjaciela. Sprawę postawił jasno. Albo szef CIA powoła trust, który będzie zarządzał jego majątkiem, albo zrezygnuje z funkcji. Casey wybrał jednak szpiegostwo więc trust powołał, zaś biuro prasowe odetchnęło. Podobno pracownicy biura prasowego po powołaniu trustu wysłali do szefa wielką mleczną czekoladę, o powierzchni metr na metr, którą naczelny szpieg uwielbiał.
Demokratyczne standardy stawiają bowiem wysoki mur między polityką a biznesem. Nie można jednocześnie żyć w obu światach czyli kierować własną firmą i być ustawodawcą uchwalającym prawa regulujące działanie także owej firmy. Nie można także podpisywać umów reprezentując państwo z własnymi firmami, czy fundacjami zarządzanymi przez mamusię. To banały i przypominanie ich stanowi stratę czasu. W przypadku Polski okazuje się jednak, że to banał wcale nie jest. Mieliśmy bowiem całą serię zachowań polityków standardy łamiące. Najpierw Andrzej Czuma posługiwał się synem jako swoim asystentem. Potem wybuchła afera związana z Waldemarem Pawlakiem, a następnie senatorem Misiakiem z PO. We wszystkich tych przypadkach naruszenie standardów jest oczywiste i nie ma sensu nad tym się rozwodzić. Znakomicie wykazała to prasa krajowa i można tylko postawić kropkę na końcu zdania.
To, co najbardziej mnie niepokoi w sprawie to reakcja niektórych polityków zarówno PSL jak i PO, którzy ewidentne naruszenie standardów traktują jako normalkę, czepianie się lub odwracają kota ogonem i atakują dziennikarzy. Waldemar Pawlak z wielką pewnością siebie stwierdza, że rodzina musi sobie pomagać! Poseł Kłopotek snuje spiskowe teorie, zaś Stefan Niesiołowski mówi, że Misiaka czepiają się i w ogóle nie ma żadnego problemu.
Tak oto z zapowiedzi wysokich standardów, które miała realizować PO ostał się....Stefan Niesiołowski odgrywający obiecnie taką samą rolę jak Jerzy Urban w czasach Jaruzelskiego. Urban w okresie stanu wojennego miał za zadanie udowadniać, że białe jest czarnym. W czasie minionego weekendu zadanie to wziął na siebie Stefan Niesołowski. Wśród Polonii Niesiołowski łże jak bura suka na łamach Dziennika Związkowego, w Polsce na przykład w „Kawie na Ławie” nie widzi żadnego problemu w działaniach senatora Misiaka. Spisek, czepianie się, działania bez sensu.
Nie wiem po co „Związkowy” opublikował wywiad z Niesiołowskim. Być może po to, aby pokazać, że wiele polonijnych mediów jest dzisiaj cenzurowana podobnie jak Trybuna Ludu w czasach Władysława Gomułki? Jeżeli mowa o standardach, to przypomnijmy, że „Związkowy” milczał jak zaklęty kiedy w Polsce o sprawie Czumy pisano. Nigdy nie przedstawił argumentów drugiej strony. W wywiadzie z Niesiołowskim kłamstwo stoi niemal w każdej linijce. Redakcja założyła jednak ciemne okulary i niczego nie dostrzega. Dlaczego? Skąd ta obrona? Czyżby przy okazji także tutaj w Chicago naruszone zostały czyjeś personalne interesy finansowe? Jak inaczej wytłumaczyć kompromitującą publikację?
W podobnie arogancki sposób Niesiołowski występował w krajowych programach publicystycznych. Gdyby uwierzyć w twierdzenia głoszone przez wicemarszałka polskiego Sejmu, to naruszanie standardów jest normą, zaś potępić należy tych, którzy czepiają się i zwracają uwagę na takie rzeczy. Reprezentują rozmaite wraże siły, przeróżne oddziały małpiarni bezczelnie atakującej wspaniałą władzę. Na razie niestety tylko tyle zostało z szumnych zapowiedzi przestrzegania wysokich standardów.
Andrzej T.Jarmakowski
Dodaj komentarz
• OOOO! Niesiolowski pokazal swoje zeby morsa!Morsa to by byly, gdyby Niesilowski jadl wiecej wloszczyzny i zieleniny, a tu widac ze on jest bardzo , bardzo nalogowym palaczem, jak mu proteza az tak pozolkla.
Monday, March 16, 2009 | John