Dosłownie w ostatniej chwili wstrzymano wczoraj deportację do Francji 43-letniej Toriny Turcinovic. Biały „van” Urzędu Imigracyjnego był już na lotnisku O’Hare, Turcinovich została jednak zwolniona dzięki interwencji kongresmanów, adwokatów i kilkudziesięciu organizacji. Kobieta dodatkowo zwolniona została z aresztu imigracyjnego i na rozwiązanie swojej sprawy poczeka na wolności.
Turcinovic przyjechała do USA opiekować się najpierw swoim sparaliżowanym w następstwie wypadku drogowego narzeczonym, a potem mężem. Mara Turcinovic wystapił o obywatelstwo USA, jednak w wyniku błędu Urzędu Imigracyjnego proces rozpatrywania jego aplikacji nie został zakończony, podobnie jak Coriny. Historia biurokratycznych zmagań sparaliżowanego mężczyzny i jego żony jest długa i może stanowić temat dla napisania imigracyjnego „Paragrafu 22”. Na przykład Urząd Imigracyjny z uporem maniaka wzywał Turcinovica do osobistego przybycia do biura na przesłuchanie, mimo, że posiadał informacje o stanie zdrowia mężczyzny. Wiedziano, że jest sparaliżowany i leży na specjalnym łóżku, więc nie może osobiście przyjechać.
Urząd Imigracyjny wysłał więc pracownika w celu pobrania odcisków palców, ale ostatecznienie doszło do zakończenia tej czynnosci. W końcu Turcinovic nie doczekał się rozpatrzenia swojego podania i zmarł. W takiej sytuacji Corina Turcinovic, która przez 14 lat opiekowała się mężem została potraktowana jako osoba, która nielegalnie przedłużyła swój pobyt. Wcześniej mieszkająca w Bordeaux kobieta powiedziała, że po tak długim pobycie w USA nie ma do czego wracać we Francji.
Po opisaniu jej historii przez dziennik Sun Times w sprawie Turcinovic interweniowało w sumie kilkudziesięciu członków Kongresu, akcji przewodził kongresman Lipinski. Protesty te przyniosły pozytywny skutek, w ostatniej chwili Turcinowic uniknęła deportacji.