Ciekawe, na co trzeba było chorować, żeby dostać taką receptę?
W wyniku triumfu sufrażystek w senacie, na początku 1920 roku ogłoszono prohibicjię.
Wstrętnie brzmiące słowo, prawda? Szczególnie dla nas, Słowian. Aż trudno uwierzyć, że komuś to mogło przyjść do głowy...
A jednak przyszło. I zostało zatwierdzone jako osiemnasta poprawka do konstytucji i wprowadzone w życie na długich trzynaście lat w styczniu 1920 roku.
W Rosji „Suchyj zakon” obowiązywał już od sześciu lat, czyżby Amerykanie pozazdrościli Ruskim?
Żeby było dziwniej, osiemnasta poprawka nie zakazywała picia ani kupowania gorzały. Zakazywała tylko jej importowania, produkcji i sprzedaży. To właśnie doprowadziło do powstania szarej strefy - na niespotykaną do tej pory skalę.
Milczą o tym podręczniki historii, ale od czasów wprowadzenia prohibicji gwałtownie wzrosła w USA popularność kościołów katolickich, jako że wino mszalne nie było objete zakazem produkcji i rozprowadzać można je było wśród uczestników mszy... Ale wróćmy do Chicago i tych, którzy do kościoła po to, żeby się napić, nie chodzili.
Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać miejsca nielegalnego wyszynku, tajne bary (speak-easy - szeptane). W Chicago i okolicach znam trzy takie miejsca, ciągle otwarte i wyglądające niemal identycznie, jak w tych strasznych, suchych czasach...
Jedno z tych miejsc to klub Jazzowy – najlepszy w Chicago, jeden z najlepszych w Stanach – „Green Mill”. Przez klapę za barem schodzi się do milami ciągnących się podziemi wybudowanych profesjonalnie przez ówczesnych właścicieli – gangsterów, w celu potajemnego dostarczania alkoholu do lokalu. Jest tam wszystko, kolejkę podziemną włączając. Żołnierze Alfonsa Capone przejęli klub rękami najbardziej zaufanego goryla pracującego dla Człowieka z Blizną - "Machine gun" Jacka McGurna. Ówczesny manager klubu - Danny Cohen oddał bandytom ćwierć udziałów, mając nadzieję że skutecznie przekonają wielką gwiazdę, słynnego Joe E. Lewis’a (naprawdę nazywał się Józef Klewań) – komika, piosenkarza i ówczesnego idola – żeby nie przenosił swojego show do klubu należącego do konkurencyjnego gangu – „The New Rendezvous”. O tym, że ludzie Alfonsa Capone nie żartują, Józek Klewań przekonał się we wrześniowy poranek 1927 roku. Po odwiedzinach przez nowych właścicieli „Green Mill” znaleziono go we własnym pokoju hotelowym, z poderżniętym gardłem i częściowo obciętym językiem. O dziwo przeżył, ale przez następnych 10 lat był zajęty ponowną nauką mówienia, więc jako piosnkarz przestał być dla publiczności atrakcją.
Al Capone lubił piosenkarza i podarował mu 10 tysięcy (dom w Chicago kosztował wtedy 5 tys, a roczne zarobki około 1tys) na leczenie, zaklinając się, że nie wiedział nic o akcji swoich chłopców.
O tym zdarzeniu opowiada film z 1957 roku z Frankiem Sinatrą – „The Joker is Wild”.
Spośród wielu słynnych muzyków, którzy się w klubie pojawiają współcześnie, są i polskie akcenty – Ula Dudziak, Michał Urbaniak czy Grażyna Auguścik.
Do dzisiaj, co czwartek możemy przenieść się w czasie – kiedy na scenie „Green Mill” pojawia się „SWING SHIFT ORCHESTRA” Alana Gresika i klub zaludnia się gośćmi w fedorach, panamach i dwurzędowych garniturach, a my, zapadając się w loży pamiętającej czasy Alfonsa Capone, możemy – już bez obawy że zamkną nas zdezorientowani dla kogo właściwie pracują chicagowscy gliniarze czy zastrzelą przez przypadek gangsterzy (to akurat mało prawdopodobne, oni wiedzieli co robią i do kogo i za co strzelają), zająć się kontemplowaniem pastisu, calvadosu, koniaku, czy innej legalnej już krwawej maryśki...
Dobrze, że są jeszcze takie miejsca, bo większości pamiętających brutalnego syfilityka budynków nie ma już od lat. Rajcy miejscy próbują oddzielić czasy korupcji w magistracie grubą kreską od czasów współczesnych?
Ale my przecież i tak wiemy swoje, prawda?
Dodaj komentarz
• Pan Amol ponownie nas zaskakuje ciekawostkami dotyczacyni naszego miasta. Gdzie to pan wykopuje?
Monday, June 29, 2009 | Mariola
• All Capone , tak na prawde mial na imie Alfons!!!. Tego nie wiedzialam, a tyle gangsterskich filmow juz widzialam!!!
Monday, June 29, 2009 | Maggy