Witaj szkoło!
Iwona Sikorska – Szczupak|Friday, September 2, 2011
Pierwszy września... Dźwięk szkolnego dzwonka ogłaszającego rozpoczęcie pierwszej lekcji zawsze był odbierany z mieszanymi uczuciami. Z radością - oznaczał przecież spotkanie z wszystkimi koleżankami i kolegami po długiej wakacyjnej przerwie; oznaczał niekończące się opowieści o letnich wyprawach i przygodach; oznaczał także koniec nudy, która w sierpniu zaczynała powoli doskwierać wielu dzieciakom. Z żalem - bo oznajmiał koniec beztroski i laby; oznajmiał początek długiego wysiadywania nad książkami i zeszytami; zapowiadał czekające nas niezliczone klasówki, kartkówki i... wywoływanie do tablicy w najmniej oczekiwanych momentach!
Po klasówce z matematyki rozmawia dwóch kolegów:
- Ile zadań rozwiązałeś?
- Ani jednego. A ty?
- Ja też ani jednego. I pani znowu powie, że ściągaliśmy od siebie!
- Jasiu, jakie działanie zastosujesz, jeśli chcesz z trzech desek zrobić sześć?
- Piłowanie, proszę pani.
Letnie wakacje, a zwłaszcza okres ich trwania, mają wielu przeciwników. Dlaczego? Badania i testy przeprowadzane wśród uczniów wykazują, że podczas lata dzieci zapominają ogromne ilości materiału z takim trudem przyswojone w ciągu roku szkolnego. Po długiej dwumiesięcznej przerwie pierwszoklasistom „ciężko idzie” czytanie, a do liczenia słupków znowu potrzebne są paluszki. Kiedyś, letnia przerwa w nauce szkolnej potrzebna była po to, aby dzieci mogły pomóc rodzicom w pracach polowych. Lato to przecież pora żniw, kiedy każde, nawet małe ręce przydawały się do pracy. Dziś maszyny z powodzeniem zastępują ludzi, uczniowie więc mogliby zostać w szkolnych ławkach! Zgodnie z takimi poglądami powstają w Stanach szkoły pracujące przez okrągły rok, gdzie częste i krótkie - jedno- lub dwutygodniowe wakacje - pozwalają uczniom nabrać sił na kolejny okres nauki. Rodzice i nauczyciele pracujący w tym systemie bardzo go sobie chwalą. Dla rodziców oznacza to przede wszystkim tańsze wyjazdy na wypoczynek, gdyż odbywają się one poza sezonem. Dla nauczycieli to częstsze przerwy w pracy, a co za tym idzie - częstsze „podładowywanie baterii” tak bardzo potrzebnych w pracy z dziećmi. A co na to sami uczniowie? Obawiam się, że nikt ich nie pyta...
Istnieją także tacy, którzy przerażeni ogromem materiału, jaki obowiązuje w szkołach, podkreślają wielką wagę i potrzebę długich letnich wakacji. U uczniów przeciążonych pracą w szkole i zajęciami pozaszkolnymi może dojść do załamań nerwowych i nawet depresji; już samo powiedzenie „paluszek i główka to szkolna wymówka” kryje w sobie poważną diagnozę nerwicy szkolnej. Okres lata to odpoczynek od prac domowych, presji wywieranej przez rówieśników oraz od chuliganów szkolnych! Ponad dwumiesięczna letnia przerwa wyleczy każdego sfrustrowanego i przepracowanego ucznia - niekończące się zabawy z rówieśnikami, sporty i zabawy na świerzym powietrzu to najlepsze antidotum na zmęczenie i stres. Gdy dodamy do tego jeszcze łąkę, las czy plażę nad jeziorem możemy być przekonani, że taka „letnia kuracja” każdemu uczniowi wyjdzie na dobre.
Długość roku szkolnego w krajach wielu kontynentów jest bardzo zbliżona - zajęcia trwają przez 9 lub 10 miesięcy. Szkoły w Stanach Zjednoczonych pracują przez 180 dni. Natomiast w Azji dzieci uczęszczają na zajęcia przez 240 - 250 dni w roku. Azjaci wierzą, że im więcej pracy, wysiłku i ćwiczeń... tym lepsze wyniki! Czyżby inni o tym nie wiedzieli?
Zgodnie z powiedzeniem „co kraj to obyczaj”, wakacje na świecie wyglądają różnie. W Stanach trwają niemalże przez trzy miesiące: zaczynają się w połowie czerwca i kończą na przełomie sierpnia/września w zależności od rejonu szklonego. W Australii lato oficjalnie trwa od grudnia do lutego, wtedy też australijscy uczniowie mają swoje wakacje uatrakcyjnione nie tylko wizytą świętego Mikołaja, który odwiedza ich w kąpielówkach i w pojeździe zaprzężonym w kangury, ale także powitaniem Nowego Roku na plażach! Dzieci na Filipinach odpoczywają od obowiązków szkolnych w okresie od marca do lipca, kiedy to trwają nieznośne tropikalne upały. Natomiast w Japonii letnie wakacje to tylko miesiąc laby...
Zadzwonił pierwszy dzwonek! Rodzice już po gorączce kupowania zeszytów, kredek, linijek i kalkulatorów dla swoich pociech, bo przecież nie warto oszczędzać na edukacji; uczniowie lekko podekscytowani i ciekawi nowych kolegów i nauczycieli; a nauczyciele... Nauczyciele już od jakiegoś czasu nie śpią, bo obmyślają nowe lekcje, szukają ciekawych tematów i pomocy do nauczania; uczestniczą w szkoleniach i zebraniach planując nowy rok szkolny; mają tremę przed spotkaniem ze swoimi nowymi uczniami i ich rodzicami. I zastanawiają się, czy Emil Zegadłowicz miał rację mówiąc: „kogo bogowie chcą ukarać, tego robią pedagogiem”...
Pierwszy września - koniec wakacji, czas do szkoły! Życzę wszystkim - rodzicom, dzieciom i nauczycielom - udanego roku szkolnego.
Iwona Sikorska – Szczupak, pedagog
Dodaj komentarz
• Ja juz ten rozdzial zycia mam za soba ... moze i szkoda ???
Friday, September 2, 2011 | Romek z LA
• Ale nasza autorka-pedagog na pewno bardzo juz teskni za praca z dziecmi, prawda, Iwonko?
Saturday, September 3, 2011 | Agata
• Zaczynam we wtorek!!! Dzieciaki... bojcie sie!!! :)
Sunday, September 4, 2011 | autorka