Łukasz Grabowski / iGol.pl|Thursday, October 20, 2011
Wisła Kraków odniosła pierwsze zwycięstwo w Lidze Europejskiej. Krakowianie pokonali na własnym boisku Fulham Londyn 1:0. Jedyną bramkę zdobył niezawodny David Biton.
Od pierwszych minut widać było, że i jednym, i drugim zależy na wywalczeniu trzech punktów. Pierwsze zaatakowało Fulham. W 5. minucie groźnie uderzał zza linii pola karnego Duff, ale pewnie interweniował Pareiko. Na odpowiedź Wisły czekaliśmy tylko do 10. minuty. Podopieczni Roberta Maaskanta długo utrzymywali się przy piłce, próbowali rozprowadzić obronę przyjezdnych, co wychodziło im całkiem nieźle. Całą akcję zakończył celnym strzałem Iliev, ale pewnie interweniował Schwarzer. Chwilę później krakowianie byli bliscy objęcia prowadzenia. Po przejęciu piłki w środku pola futbolówka trafiła pod nogi Ilieva, który z dystansu próbował zaskoczyć bramkarza gości. Piłka po rykoszecie od nogi jednego z obrońców zatrzymała się jednak na poprzeczce.
W 19. minucie znów groźnie uderzał bardzo aktywny Iliev, ale po raz kolejny na posterunku był Schwarzer. Chwilę później gorąco było w polu karnym gospodarzy. Kilka bardzo dobrych, szybkich podań pozwoliło zawodnikom Fulham przedrzeć się przez defensywę Wisły, ale w dobrej sytuacji spudłował Dembele. Odpowiedź Wisły była błyskawiczna. Dobrym dryblingiem popisał się nie kto inny jak Iliev, który ładnie oszukał obrońcę i uderzył mocno z 10 metrów, ale nie trafił w bramkę.
Po pół godziny gry Wisła grała w przewadze. Czerwoną kartkę ukarany zostały Bembele, który odepchnął bez piłki Nuneza. Powtórki pokazały, że kartka była zdecydowanie na wyrost.
Na trzy minuty przed końcem pierwszej części gry wiślacy stworzyli sobie kolejną dobrą okazję do strzelenia bramki. Ładnie z pierwszej piłki zagrała trójka Diaz – Biton – Garguła, ten ostatni zakończył tę wymianę podań strzałem, ale znów górą był Schwarzer. Dwie minuty później świetną okazję zmarnował Biton, który mając przed sobą tylko bramkarza, uderzył wysoko nad bramką.
Do przerwy przy Reymonta nie oglądaliśmy bramek, ale gra Wisły mogła się podobać. Podopieczni Maaskanta byli zespołem wyraźnie lepszym od Fulham.
Druga połowa zaczęła się od… awarii świateł. Na stadionie Wisły zepsuły się trzy maszty oświetleniowe i przerwa zamiast piętnastu minut trwała niespełna pół godziny.
Kiedy piłkarze wreszcie wrócili już do gry, to niespodziewanie lepsze w pierwszych minutach po przerwie było Fulham. Kilka akcji ofensywnych napędziło stracha obrońcom Wisły, ale na szczęście dla gospodarzy, piłka nie zatrzepotała w siatce Pareiki. Sygnał do ataku dał wiślakom Cezary Wilk, który potężnie uderzył z około 30 metrów, ale znów dobrze interweniował Schwarzer.
W następnych minutach Wisła spokojnie rozgrywała piłkę na połowie Fulham, ale nie przynosiło to żadnego rezultatu. Dopiero po kwadransie stadion przy Reymonta wybuchł okrzykiem radości. Piłkę przejął Biton, który bez zastanowienia, precyzyjnie uderzył obok słupka i Wisła prowadziła 1:0. Ledwo goście rozpoczęli grę po stracie bramki, a mogło być 2:0. Dobrze do Garguły dogrywał Biton, ale Polak źle odczytał intencje partnera i nie zdołał opanować piłki w „szesnastce” rywala.
Później gra się uspokoiła. Podopieczni Maaskanta spokojnie rozgrywali kolejne ataki pozycyjne, a Fulham szukało okazji do wywalczenia stałego fragmentu gry, po którym piłkarze Jola mogliby stworzyć zagrożenie pod bramką Wisły.
Cztery minuty przed końcem meczu stan piłkarzy na boisku się wyrównał. Drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymał Chavez. Trzeba przyznać, że piłkarz Wisły zasłużył na tę kartkę i powinien ją otrzymać znacznie wcześniej.
Ostatnie minuty meczu przypominały obronę Częstochowy. Na szczęście dla wiślaków, ta obrona była tak samo skuteczna. Wisła zasłużyła na te pierwsze trzy punkty w Lidze Europejskiej i udało jej się je zdobyć.