Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Andrzeja, Mariusza, Weroniki
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Wandalizm w Orchard Lake

Edward Dusza i Jacek Hilgier|Friday, March 20, 2009

Wybory
W listopadzie ubiegłego roku odwiedziliśmy Orchard Lake w stanie Michigan w związku z alarmującymi wieściami napływającymi do redakcji zarówno od starszej generacji księży, jak i osób bezpośrednio z Zakładami Naukowymi nie związanych. Jak donosiliśmy wcześniej, od Archiwum Polonii został nagle odsunięty ks. prałat Roman Nir. Zarząd nowo powstałej Misji Polskiej powierzono Marcinowi Chumięckiemu, wcześniej działaczom kultury polonijnej zupełnie nieznanemu, zaś pieczę nad Archiwum przekazano pani Karen Majewski, nie znającej dostatecznie języka polskiego, której przydatność zawodowa na tej pozycji wynika z sześciotygodniowego kursu archiwistyki dla studentów zagranicznych, jaki ukończyła w Polsce. Przez niespełna dziesięć ostatnich lat sprawowała ona w Zakładach Naukowych funkcję bibliotekarki, a od pewnego czasu, równolegle, pełni też urząd burmistrza miasteczka Hamtramck. Gazeta nasza zamieściła wywiady z Marcinem Chumięckim, jak również z Karen Majewski. Oczywiście, redakcja nie ingerowała w wypowiedzi nowych zarządców placówki.

Już będąc w Orchard Lake mieliśmy bardzo poważne wątpliwości, czy to, co nam powiedziano oraz to, co pozwolono nam zobaczyć, rzeczywiście obrazowało pełną prawdę o kryzysie, który ma tam miejsce. Gwiazda Polarna od prawie trzydziestu lat pozostawała w ścisłej współpracy z byłym dyrektorem Archiwum, ks. dr. Romanem Nirem, który przez długi czas pełnił też funkcję jej redaktora-korespondenta. Jego osobistej pieczy redakcja powierzyła swoje archiwum z zaleceniem przekazania go kiedyś do wolnej Polski. Podobnie było z depozytem i archiwum Edwarda Duszy. Trudno nam było uwierzyć, że – jak nas poinformowano w listopadzie – ks. Nir te rzeczy zagubił i rozproszył, tym bardziej że jeszcze w roku 2002 mieliśmy możność sprawdzenia na miejscu, iż dopozyty te były zabezpieczone. W roku 1998 ks. Nir na prośbę redakcji Relaxu i redaktora Andrzeja Jarmakowskiego wykonał fotokopie z egzemplarzy Gwiazdy Polarnej, w których zamieszczano komunikaty POMOSTU, a także drukowano w odcinkach sławną powieść emigracyjną Andre R. Poraya pt. „Skoki”. W 2004 r., na prośbę Mirosławy Kruszewskiej, ks. Nir wykonał fotokopie wszelkich artykułów Wacława Iwaniuka i Józefa Mackiewicza drukowanych w Gwieździe Polarnej, a także podał wykaz książek z dedykacjami, znajdujących się w zbiorze Edwarda Duszy, zdeponowanym w Archiwum. W czasie naszej listopadowej wizyty okazało się, że nowy zarząd nie jest w stanie wskazać pomieszczenia, w którym ten zbiór się znajduje. Na propozycję pomocy, wysuniętą przez ks. Nira, odpowiedziano odmownie, twierdząc, że zgodnie z zarządzeniem kanclerza Zakładów, ks. Timothy Whalena, i rektora Charlesa Kosanke, ks. Nir nie ma prawa wstępu do Archiwum (sic !). Pokazano nam fotografie przedstawiające potworny bałagan panujący w pomieszczeniach Archiwum. Nie wspomniano jednak przy tym o likwidacji wielu z nich, o przemieszczaniu zbiorów ani o remontach. Jak się niedawno dowiedzieliśmy, idąc za radą archiwisty z Polski, Pawła Pietrzyka z Łodzi, nowa archiwistka centralizuje zbiory, często wbrew woli ofiarodawców (!), usuwa – wyprzedając i wywożąc z terenu Zakładów – niepotrzebne, z jej punktu widzenia, druki i książki, i w końcu, ponoć wypełnia zniszczonymi egzemplarzami pudła i plastikowe worki, które ostatecznie lądują na śmietniku. Po nagłośnieniu tej sprawy przez Towarzystwo Krzewienia Nadziei oraz apelach do kanclerza Zakladow Naukowych w Orchard Lake, przyspieszono wywóz przeznaczonych na makulaturę książek z III piętra budynku, zwanego Arką. Udało nam się jednak, dzięki pomocy studentów z Zakładów Naukowych, zdobyć dowody tej akcji wandalizmu: posiadamy cały szereg zdjęć z ostatnich tygodni lutego i połowy marca, z których część tu publikujemy, jak również przesłane nam pocztą dowody rzeczowe. Są to bezpowrotne zniszczenia, podobne barbarzyństwu hitlerowskiemu w Polsce w czasie II wojny światowej. Wśród przesłanych nam zniszczonych książek znajduje się egzemplarz ze zbioru Edwarda Duszy, łatwy do rozpoznania dzięki charakterystycznej oprawie i eklibrisowi właściciela. Inne druki, które potraktowano łagodniej, każdy może zabrać sobie z regału w bibliotece – za darmo. A ktoś kiedyś je Archiwum podarował. Do niedawna zbiory Archiwum Polonii w Orchard Lake liczyły około 50 tys. książek. Jeszcze w roku 2003 pokazywano nam pierwsze wydanie „Pana Tadeusza”, niezwykle ważne druki polskiego wychodźstwa XIX i XX w., eksponaty, które wprowadziłyby archiwistów krajowych w zdumienie. Gdzie są dzisiaj te książki? Czy jest dostęp do jakichkolwiek sygnatur, wykazów inwentaryzacyjnych? Dlaczego tak lekkomyślnie powierzono zbiory pani Majewskiej, osobie być może o najlepszych chęciach, ale nie posiadającej doświadczenia w archiwistyce etnicznej i słabo znającej język polski oraz dzieje wychodźstwa? Dlaczego autorytetem dla nowej dyrekcji Archiwum jest młody, nie znający i nie „czujący” wychodźstwa pracownik łódzkiego archiwum pan Pietrzyk, zalecający usunięcie wszelkich dubletów, pozbawienie Archiwum personalnych, indywidualnych zbiorów na rzecz biblioteki centralnej? Dlaczego nie rozpisano konkursu na pozycję archiwisty w Orchard Lake, tym bardziej że wśród Polaków w Ameryce jest wiele osób o wykształceniu humanistycznym i ze znajomością kilku języków? Pamiętajmy, że mamy prawo tego się domagać, ponieważ Archiwa utrzymywane są przez polonijne wychodźstwo, a dwie wiodące organizacje Polonii – Związek Narodowy Polski i Zjednoczenie Polskie Rzymsko Katolickie – wspierają Orchard Lake stałymi, dorocznymi donacjami. Trudno tutaj nie nadmienić, że z Zakładów Naukowych znikają sami Polacy. Wśród tamtejszych pracowników trudno znaleźć osoby mówiące po polsku, i to na wszystkich szczeblach – poczynając od kanclerza i rektora, na pracownikach biurowych i personelu porządkowym kończąc. Czołowe stanowiska w tym polonijnym ośrodku zajmują Amerykanie niepolskiego pochodzenia, od których trudno spodziewać się oddania dla polskiego dziedzictwa narodowego. Kanclerz T. Whalen nie odpowiada na listy i telefony. Nowy zarząd Misji Polskiej, której samo powstanie wypacza testament ideowy założyciela Zakładów, ks. Józefa Dąbrowskiego, zwiększa niebezpieczny udział laikatu w funkcjonowaniu Archiwum, czego dowodem jest likwidowanie książek o charakterze religijnym czy rozproszenie unikalnego zbioru XIX i XX-wiecznych egzemplarzy Pisma Świętego. Brak orientacji i wiedzy o polonicach urzędników Misji Polskiej jest jednakże największym niebezpieczeństem dla zbiorów. Częsty gość w Archiwum ks. Romana Nira, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znany naukowiec i znawca zagadnień Polonii, dr Emil Orzechowski, w pięknym artykule o Zakładach Polonijnych napisał: „Kontakt ze starą książką, której nawet nie potrafimy czy nie mamy czasu przeczytać, jest kontaktem z historią, z osobami, które dziesiątki i setki lat temu książkę tę miały w ręce. Kontakt taki jest czynnikiem jednoczącym pokolenia, dającym poczucie więzi pokoleń, trwania historii narodu przez wieki. W warunkach polskich wartość taka jest szczególnie ważna, stąd niezwykły w Polsce pietyzm dla każdego starego druku jeszcze raz ocalonego z palonych, niszczonych, grabionych bibliotek i domów. (…) Książki polskie zgromadzone w Orchard Lake zbierane były w ciągu (ponad) stuletniej historii istnienia polskiego Seminarium SS Cyryla i Metodego. Książki te, przesyłane z Polski, kupowane po świecie przez kolekcjonerów a potem ofiarowane tutaj, książki przejęte po likwidowanych polskich bibliotekach, książki – pamiątki rodzinne, książki – relikwie polskości. (…) O ile jednak kontakt z historią poprzez książkę polską w bibliotece krajowej jest czymś więcej niż naturalnym, to więź taka poprzez książkę polską w zbiorach pozakrajowych dostarcza emocji nieporównywalnie większych. Raz poprzez wyjątkowość takiego wtajemniczenia (…) dwa ze względu na to, że pokłady historii polskiej zawarte w archiwach i bibliotekach polskich poza Krajem są szczególnie wielkie. Są szczególnie intensywne, szczególnie tragiczne i specjalnie barwne – trzeba tylko chcieć je dostrzec”. Szkoda, że dotąd nie pojęli tego: pan Paweł Pietrzyk z Łodzi i Jacek Miler, dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego w warszawskim Ministerstwie Kultury, jak również dyrektor Sławomir Radoń z Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych w Warszawie, który wydał Pietrzykowi specjalną instrukcję przekazania pod kontrolę wszelkich księgozbiorów historycznych Karen Majewskiej. Dlaczego? Praca ks. dr. Romana Nira jest nam wszystkim znana. Nie wierzymy, aby dzisiejszy stan rzeczy w Archiwum był wynikiem jego działania. Za czasów jego zarządu dostęp do zbiorów miało wielu wybitnych specjalistów (zaznaczmy: dostęp nieograniczony) i żaden z nich nie sygnalizował niebezpieczeństwa czy jakiegokolwiek zagrożenia. Nie potrafimy inaczej wytłumaczyć stanu faktycznego Archiwum, jak tylko dając wiarę informacjom o najeździe na Archiwum dyletentów. Najwyraźniej wielu naukowców podziela nasze zdziwienie w tej sprawie. Dyrektor Archiwum Emigracji przy Uniwerytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu dr Mirosław Supruniuk pisze w liście opublikowanym w Internecie: „To niemożliwe, to jakaś bzdura i prowokacja… Przez wszystkie lata Archiwum Polonii w Orchard Lake stawiane było jak wzór działalności archiwalnej na emigracji. Brałem udział w kilku spotkaniach Stałej Konferencji Archiwów, Bibliotek i Muzeów Polskich na Zachodzie i słuchałem ze zdumieniem o osiągnięciach i dokonaniach ks. Romana Nira. I zazdrościłem mu możliwości finansowych… Trafiały tam skarby ogromnej wartości materialnej, historycznej i muzealnej z całej »polskiej Ameryki«. Cała pamięć Polonii Amerykańskiej… a na zdjęciach widać jakieś kartony śmieci … A gdzie prawdziwe fotografie, które ksiądz Nir zamieszczał w broszurach? Nie chce się wierzyć, to, niestety, jakieś nieporozumienie…” Jaka szkoda, że nie jest to nieporozumienie, ale stan faktyczny. Musimy to zmienić, a stać nas na to. „Wystarczy – jak pisze Orzechowski w cytowanym wcześniej artykule – „trochę zrozumienia, by nie dopuścić do tego, że zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń”. Edward Dusza i Jacek Hilgier Zobacz galerie zdjęć

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Cos niesamowitego. Wierzyc sie nie chce, ze tego typu sprawy sa mozliwe. Ciekawe gdzie sa organizacje polonijne, Kongres czy nawet w kraju Wspolnota Polska. Oni maja to w nosie, gdyz zajeci sa swoimi malymi geszeftami. Tak to niestety wyglada.
Friday, March 20, 2009 | wojtek

•  Cos jednak w tym jest. Polonii nie stac juz nawet na utrzymanie wlasnego archiwum. Zreszta Orchard Lake to ciekawa instytucja. Powstala tam kiedys jedyna w swoim rodzaju historia Polski, gdzie chwalono bolszewikow. Ot, caly Orchard Lake.
Friday, March 20, 2009 | Andrzej

•  No i tak konczy sie historia Polonii. Czas wyjsc i swiatlo zgasic. To z pewnoscia jeden z najwiekszych skandali ostatnich lat. Ciekawe gdzie sa polonijne media z Chicago!
Friday, March 20, 2009 | Tadeusz

•  Musieli Panowie Dusz I Hilgier długo myśleć w nieprzespane noce, aby od czasu wizyty Orchard Lake w listopadzie ubiegłego roku spłodzić dopiero w 20 -go marca 2009 swój „pasztet”. Jeśli Panów pisanina jest prawdziwe i alarmująca to skąd to prawie półroczne opóźnienie??? Każdy, kto zna realia bibliotek, archiwum i materiałów, które tam trafiają nie da nabrać się na te wypociny. Proponuje Wam panowie tygodniowa bezpłatna prace w tych zapleśniałych i zakażonych grzybem książkach i dokumentach. Wg mojej wiedzy, wiele właśnie takich książek i dokumentów jest nie do uratowania. Ci, którzy je dotykają mogą być i są narażeni na poważne zakażenia nie tylko dróg oddechowych, ale i skóry trudne do wyleczenia. Pozostaje podjąć decyzje, która jest drastyczna i ostateczna - przeznaczenie na przemiał, albo poddania procesowi odkażania odkwaszenia a potem robienia mikrofilmu lub elektronicznej kopii. Panowie potrząśnijcie swoimi portfelami i wesprzyjcie archiwum i bibliotekę na zakup urządzeń reprodukcyjnych i na proces odgrzybiania i odkwaszania papierów. Musicie zarabiać ładne pieniądze maczając swoje pióra nie w atramencie. Jeśli wesprzecie będziecie w większej glorii jak ks. Nir, z którego zaniedbaniami borykają się dziś pracownicy archiwum, co jasno wynika z artykułu jak i zdjęć, które prezentuje na żądnie pani Kruszewska. Pani Kruszewska zagwarantuje Wam nagrodę im J. Mackiewicza. Ja natomiast gwarantuje Wam pełne wsparcie moralne i propagandowe tak, aby inni członkowie kapituły nie mieli żadnych wątpliwości, co do słuszności waszej hojności. Nim zaczniecie ponownie pisać brednie cytuje – “Są to bezpowrotnie zniszczenia, podobne do barbarzyństwu hitlerowskiemu w Polsce w czasie II wojny światowe”. Jeżli to prawda, to Wasze szpetny artykuł ma wszelkie walory gebelsowskiej propagandy z czasów barbarzyństwa hitlerowskiego w Polsce w czasie II wojny światowej. Gdzie Panowie brali lekcje zdradźcie ten Wasz sekret?
Saturday, March 21, 2009 |

•  Jeszcze jeden paszkwil w wykonaniu Pana Duszy. "Pazurami" broni ks. Nira, oczywiscie papier wszystko zniesie. Co to wszystko ma na celu? Komu Panowie zamierzacie chronic "tylek"? Mieszkam w Detroit, od lat probowalam zajrzec do Archiwum w Orchard Lake, za czasow kd. Nira, niestety dobijajac sie nigdy nie bylam uslyszana. Nie dane bylo mi skorzystac ze zbiorow Archiwum za czasow dyrektora Nira. Teraz rozumiem powod wszystkich odmow. Takich ludzi, ktorzy w celach naukowych pragneli odwiedzic Archchiwum w Orchard Lake, moge uzbierac wiecej. Moze wreszcie uratuje sie to, co jeszcze jest do uratowania. A Panowie dziennikarze z Gwiazdy Polarnej, moze przyjedziecie tutaj i pomocecie dr Karen Majewski w tym zastanym przez nia "burdelu"
Sunday, March 22, 2009 | Joanna

•  Bylam tydzien temu w Orchard Lake, pomagalam p. dr Karen Majewski archiwizowac i spisywac zbiory. To co zastalam i w czym przyszlo nam tam pracowac tego dnia opiewa o rozpacz. To nie mozliwe co panowie piszecie, zbiory sa zagrzybiale, zamoczone, budynki wielkrotnie pozalewane wada deszczowa przez nieszczelne okna, mysie odchody na dywanach. To co zastalam. W polsce czasto pomagalam na uniwersyteckiej bibliotece, wiec wiem co i jak powinno wygladac. Zbiory ochard lake sa zaniedbane od wielu lat i tego akurat nie da sie podwazyc. Jesli zbadac proces dewastacji ksiazek niezalezny od komorki ludzkiej, to grzyb i wodne zniszczenia tch ksiazek rozpoczely sie napewno wiecej niz 4-5 lat temu. Panowie tak uparcie bronicie ks. NIra, ja mysle ze tu w Detroit nikt go nie potepia. Uwazam ze to starszy zchorowany czlowiek i ostatnie lata jego pracy doprowadzily do takiego stanu, obszar pracy przerosl jego sily. Zaniedbania sa ogromne, ale nie sa nieodwracalne. Dzieki takiem osoba jak p> Majewski oraz wielu wolontariusza z bibliotek uniwersyteckich w Detroit mozna to obdudowac w najblizszym czasie. To co piszecie panowie o przcy ks Nira jest prawda, wielu z ludzi widzialo jego prace w muzeum polskiem ale haczyk w tym wszystkim jest jeden- widzieliscie tylko wystawy, nie widzieliscie tego co bylo za drzwiami zakrytymi plakatami, szawkami, za zamknietymi w korytarzach drzwiami poloczonymi z innymi pokojami. Tam gromadzily sie w wielkim haosie wszystkie inny urzyteczne lub nie eksponaty podarowane przez ludz. Wiele z nich jest bezurzytecznych i nie ma zadnej wartosci. JAk np. kilkanascie brewnianych popielniczek z warszawskimi emblematami. Takie popielniczki znajdziecie teraz w prawie kazdym polskiem domostwie na warszawskiej pradze. przchodzac do sedna mojej mysli- dajecie panowe spokuj, nie osmieszajcie sami sie bie tymi wypocinami, przyjedzcie i pomuzcie sprzatac to co zostalo nie zniszczone oraz odrestaurowac to co jeszcze sie da. Przyjedzcie, zobaczcie, dotknijcie a potem sadzcie...
Sunday, March 22, 2009 | gabrysia

•  Szanowni Panstwo! Autorzy artykulu nie beda dyskutowac z anonimami. Artykul jest dostatecznie jasny. Ukrywanie sie za aliasami nie stwarza fair play i nie pomaga wcale calej sprawie. Za tym artykulem nastapia dalsze. Bedzie wiecej szczegolow i konkretnych informacji. Bedzie wiecej zdjec. Dyskusja przeniosla sie juz na lamy prasy emigracyjnej i polskiej. Tam, aby opluc kogos i zaciemnic obraz, trzeba jednak podac odwaznie swoje nazwisko, adres i telefon. (Wypowiedzi niektorych Panstwa rozpoznajemy ze stylu i bledow ortograficznych z innego portalu). Zapraszamy do dyskusji na lamach prasy. Jednoczesnie, informujemy, ze nasze ustalenia sa prawdziwe, sprawdzalismy je bardzo dlugo, a wedlug niektorych - za dlugo. Nie kryjemy sie tez ze strachu za aliasami. Oto nasze namiary: edwarddusza@yahoo.com tel.(715)345-7041 miroslawakruszewska@yahoo.com tel.(253)887-9265 kontakt do p.Hilgiera znajduje sie w kazdym numerze "Gwiazdy Polarnej". Miroslawa Kruszewska Seattle
Sunday, March 22, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  Do Kruszewskiej: Z tych zdjęć łatwo jest wyciągnąć jeden wniosek - jakiś idiota KILKA LAT TEMU zmagazynował książki na zawilgoconym i przemakającym strychu. Książki spleśniały i się rozmoczyły. I teraz nadają się tylko do wyrzucenia. A śmieszne ludziki teraz bronią sprawcy tego wandalizmu i usiłują zwalić winę na innych. Proces niszczenia książek trwał kilka lat, a nie kilka dni. I teraz zamiast biadolić i szukać winnych - należy uratować co się jeszcze da. Ale ludzie, tacy jak Kruszewska wolą sprawę jątrzyć, szukać winnych nie tam gdzie trzeba - zamiast zorganizować jakąś pomoc. Łatwiej jest płakać i wskazywać sprawców, udawać ważną osobę, niż zrobić coś konkretnego.
Sunday, March 22, 2009 | west

•  Do Kruszewskiej, czy byla Pani kiedykolwiek w Orchard Lake? jakos nogdy nie slyszalam o Kruszewskiej i jej wizycie w detroit i Orchard Lake. Domyslam sie, ze fabrykowane informacje o tym, co teraz dzieje sie w Archiwum sa wyssane z palca Pani Kruszewskiej, badz ma Pani kiepsckich donosicieli! zapraszamy do nas, i dla Pani wystarczy pracy w Archiwum.
Sunday, March 22, 2009 | Joanna

•  W sprawie Orchard Lake chodzi nie tylko o ksiazki, ale takze o wiele dziel sztuki, ktore zostaly rozkradzione lub zniszczone przez ksiezy i ich pomocnikow. To nie ks. Nir zniszczyl archiwum a nalezaloby powiedziec polski wydzial. Zreszta sprawa jest bardziej skomplikowana i moze ktos mi to wyjasni, bo nie znams zczegolow. O ile mi wiadomo to na utrzymanie Orchard Lake sporo loza Zwiazek Narodowy Polski i Zrszeszenie Rzymsko-Katolickie. Jak sa wykorzystywane te pieniadze. Jak byly wykorzystywane w przeszlosci? Orchard Lake juz dawno stracilo swoj "polski" charakter. W tej chwili to typowa koscielna hucpa i tyle na ten temat mozna powiedziec. Faktem zas jest, ze archiwum zostalo zniszczone, wiele zbiorow wyparowalo, czyli rozeszlo sie nie wiadomo gdzie. W samym Orchard Lake panuje typowo koscielny zamordyzm i serwilizm. Zostawiam to sumieniu lokalnego biskupa, jezeli w ogole sumienie on posiada.
Monday, March 23, 2009 | wojtek

•  No i ruszyla fala obronczyn niszczycielki Orchard Lake! Tak to widac po niektorych wpisach pod artykulem. Bardzo trafny ostatni wpis Wojtka! Tak, Orchard Lake dawno juz stracilo swoj charakter.
Monday, March 23, 2009 | Andrzej

•  No , no, z "Westa" to jest tegi specjalista w prawie kazdej dziedzinie ! Nawet w sprawach plesni! Ty "West" albo nie masz zadnej ksiazki, albo nie masz swojego domu, a w nim piwnicy i strychu. Przeciek wody, np. z okna, i jesli sie ksiazek, gazet nie wysuszy, to calkiem dobrze splesnieja za 6 miesiecy, czyli za pol roku, a nie za kilka lat. Kilka lat to moze plesniala "Prawda" radziecka, bo byla przesiaknieta tawotem. Pamietasz West Prawde??
Monday, March 23, 2009 | John

•  John - na pleśni się znam, bo lubię sery pleśniowe, natomiast nie lubię starych zapleśniałych grzybów bredzących od rzeczy. Do tej całej sytuacji pasuje jak ulał to przysłowie: Kowal zawinił, cygana powiesili. Wielka Kapituła Nadętych Bufonów przyznała niedawno ks. Nirowi Wielką Nagrodę i teraz musi go bronić, aby się nie ośmieszyć. Jeżeli jest prawdą , to co pisze Wojtek - to sam sobie odpowiedz, kto doprowadził do ruiny Orchad Lake. Prawdziwym problemem jest nie to, kto zawinił, ale to jak zapobiec dalszym szkodom. Ale Wielcy Ludzie wolą się kłocić, niż coś zrobić w tej sprawie.
Monday, March 23, 2009 | west

•  Wojtek do Westa West, co ty taki Koscielny sie zrobiles! Z sytuacji panujacej w Orchard Lake sie juz nie da wyjsc, bo wszystko zniszczone lub rozkradzione. Ponadto dziala tam szkolka dla bogatych i to jest sens istnienia, a o innych sprawach nie wspominam.
Monday, March 23, 2009 | wojtek

•  Do p. Kruszewskiej, Profesor Odrowazek, podobnie jak pani, domagal sie nazwisk i adresow wpisujacych. Musze pani przypomniec, ze portal, na ktorym zamieszcza pani swoje komentarze, jest internetowym blogiem, a nie wokanda sadowa, czy urzedem skarbowo-celnym. Pan profesor Odrowazek tez nie dostrzegal tej roznicy. Prosimy pania rowniez o zaprzestanie zastraszania piszacych, gdyz taki zachowanie kojarzy sie nieodmiennie, juz nie tylko z brakiem wychowania, co z autorytaryzmem.
Monday, March 23, 2009 | aniak

•  Do Westa West! A Ty wiesz ile ja wyciskam na laweczce?? Teraz 115, a kiedys 135 oczywiscie kg nie funtow. Wprawdzie stracilem na szybkosci , ale na Ciebie to wystarczy.
Monday, March 23, 2009 | John

•  Wreszcie ujawniła sie trzecia osoba, jako autor artykułu. p. Kruszewska, która mąci w stawie gdzie nie ma ryb i to nie pierwszy raz. Nikt (przypuszczam) z panią Kruszewska nie zamierza dyskutować. Na tej stronie wypisują czytelnicy swoje opinie i nie koniecznie taka czy inna opinia ma być podpisana a pani Kruszewska czy tez pozostali autorzy nie koniecznie musza się zgadzać. Z opinii widać, że emocje upadły, mimo że autorzy selekcjonowali środki i tytuł artykułu. Jeśli pani Kuszewska cierpi na manię sławy nikt nie zabroni Jej podania imienia, nazwiska, telefonu czy też adres elektroniczny. A swoja droga to Jej pieniactwo na Internecie godne jest uwagi psychiatry. Dowiadujemy się dodatkowo, ( czego nie ma w artykule), ze autorzy bardzo długo badali sprawę i Ich (trzech autorów) ustalenia są prawdziwe. Z prawdziwością i długim czasem badania sprawy jest podobnie jak z badaniem Biblii Świętej przez uczonych radzieckich, którzy po pół roku badań stwierdzili, że waż, który skusił Ewę w raju drugim końcem przyrośnięty był do Adama. Ponad dwadzieścia lat zajmuje się konserwacja książek i starodruków. Analizując zdjęcia zniszczonych nieprawidłowo składowanych książek i innych przedmiotów bez wahania można ocenić, ze w takim stopniu degradacja papieru następuje po minimum 15-u, maksimum 30-u latach. W tym czasie za archiwum odpowiedzialny był ks. Roman Nir. Pani Kruszewska jak trzeci autor artykułu powinna zdawać sobie, jak i pozostali autorzy, że ksiądz Nir nie jest święty i podlega tym samym słabostkom, co inni ludzie. Przypisanie winy niewinnym jest ordynarnym pomówieniem. To pomówienie wychodzi z ust ludzi mających do dyspozycji środki masowego przekazu i odpowiedzialnych za urabianie opinii publicznej. To nie wstyd panowie Autorzy artykułu, to celowe rozbijanie działań aktywnych Polaków w NASZEJ POLONII, którzy chcą naprawić błędy swoich poprzedników. Jest już dziś tajemnica poliszynela, ze pierwsze zdjęcia nie pochodzą od studentów, lecz są autorstwa tych, co narażając swoje własne zdrowie selekcjonowali to, co dało się jeszcze uratować a to strawione przez bakterie gnilne czy tez upływ czas i niewłaściwe składowanie nie nadawało sie do dalszego użytkowania. Błędem ich było i jest to chcieli uniknąć skandalu i totalnej kompromitacji byłego szefa archiwum ks. Romana Nir i nie rozgłoszono tego w prasie a starano się zaradzić skandalowi wewnętrznie. Zapadła decyzja odsunięcia zmęczonego już praca archiwisty. Jednak szybko znaleźli się obrońcy działający bez pardonu i pod płaszczykiem obrony księdza załatwiając inne, jak na razie niewidoczne opinii publicznej sprawy. Osobiście uważam, że w decyzji usunięcia byłego archiwisty nie ma nic antykościelnego jak chce dopatrzyć się kwartet w składzie Edward Dusza i Jacek Hilgier, Mirosławy Kruszewskiej i trzeba tu dodać właściciela tej internetowej gazet a PROGRESS FOR POLAND. Panowie Czy to ma być WASZ PROGERS DLA POLSKI?! Pan PIOTR SVEN DABROWSKI na przycisku O NAS pisze: „Naszym celem jest informacja - dobre lub złe wiadomości, ale zawsze rzetelne. Właśnie uczciwością i obiektywizmem zdobywamy coraz większe grono czytelników i to nie tylko w Ameryce Północnej, ale także na pozostałych kontynentach.” Wasze ordynarne pomówienie wygląda na celowe działanie zmierzające do rozbicia Polonii Amerykańskiej i przejęcia kontroli nad tym, do czego ani nie jesteście uprawnieni ani predysponowani. Czternaście lat temu w GAZECIE CHICAGOWSKIEJ, którego wydawca był również obecny właściciel PROGRES ROR POLAND, w numerze 132 (1342) 2 lipca 1995 dnia ukazał się artykuł p. Kruszewskiej w cyklu KOSCIOŁY POLSKIE W AMERYCE. Cykl ten nie został dokończony. Pani Kruszewska bez pardonu atakowała księży z Zakon Chrystusowców. W numerze z 3 lutego Dziennik Chicagowski pisał o współpracy księży z Zakonu Chrystusowców z UB. Pani Kruszewskiej nie przyczepiono łatę antychrysta ani wydawczy DZIENNIKA. Pani Kruszewska dale płodzi swoje paszkwile artykuły a Chrystusowcy dalej głoszą imię Boże wśród Polonii Amerykańskiej i we wielu innych krajach świata. Za to dziennik Chicagowski przestał istnieć z powodu ….. braku czytelników! Nie rzucim ziemi skąd NASZ ROD …….. Chwilowo Niemowa PS. Propozycja dla autorów artykułu. Proszę kontynuować styl tego cyklu i wtedy będzie tak jak poniżej; Rozdziobią nas kruki, wrony Na obcych pobojowiskach, Strach ślepy, gość nieproszony, Siądzie przy naszych ogniskach Pójdziemy głodni i chłodni Bez domu i dach wszędzie, A wschodni wiatr i zachodni Każdy nam w oczy wiać będzie. Ed. Słoński (1872-1926)
Wednesday, March 25, 2009 | Wladzio

•  Co ty Wlkadzio bredzisz w swoim przydlugim wpisie. Chodzi o to, ze w ostatnim czasie rozszalalo sie zlodziejstwo. Aby wyniesc i wyrzucic na smietnik lub ukrasc nie potrzeba 15 lat, wystarczy piec minut. Dla wyrwania kartek tez nie potrzeba lat. Kupy sie nie trzyma, natomiast niepokoj wynika z faktu, ze zagrozony zostal interes grupki korzystajacej na tym zamieszaniu.
Wednesday, March 25, 2009 | wojtek

•  Dla Log In: Wojtek To nie jest miejsce na dyskusje z tymi, co piszą komentarz do zamieszczonego artykułu. Porada praktyczna; Zatrudnij sie w urzędzie do ścigania złodziei wtedy być może zatrudnia Pana do ścigania złodziei w polskich organizacjach. A póki, co bądź w swoich wypowiedzeniach i stwierdzeniach o złodziejstwie - rozważny. Chwilowo Niemowa
Wednesday, March 25, 2009 | Wladzio

•  Wojtek do Wladzia Krzykami niczego nie da sie zakryc. I to by bylo na tyle cymbale.
Wednesday, March 25, 2009 | wojtek

•  Cytat z WLADZIA: "Czternaście lat temu w GAZECIE CHICAGOWSKIEJ, którego wydawca był również obecny właściciel PROGRES ROR POLAND, w numerze 132 (1342) 2 lipca 1995 dnia ukazał się artykuł p. Kruszewskiej w cyklu KOSCIOŁY POLSKIE W AMERYCE. Cykl ten nie został dokończony. Pani Kruszewska bez pardonu atakowała księży z Zakon Chrystusowców. W numerze z 3 lutego Dziennik Chicagowski pisał o współpracy księży z Zakonu Chrystusowców z UB. Pani Kruszewskiej nie przyczepiono łatę antychrysta ani wydawczy DZIENNIKA. Pani Kruszewska dale płodzi swoje paszkwile artykuły a Chrystusowcy dalej głoszą imię Boże wśród Polonii Amerykańskiej i we wielu innych krajach świata. Za to dziennik Chicagowski przestał istnieć z powodu ….. braku czytelników!". ................ EJ, WLADZIU! WLADZIU! Wiesz, ze gdzies dzwon bije, ale nie wiesz w jakim kosciele... A do dyskusji z pania dr redaktor Kruszewska trzeba sie dobrze przygotowac. Pani Kruszewska napisala 10 artykulow o dzialalnosci zakonu Tow. Chrystusowego wsrod Polonii w USA. I opublikowala w calej prasie emigracyjnej. M.in. W "Dzienniku Chicagowskim" i "Dzienniku Nowojorskim". Wydawca tych gazet byl nie pan Jarmakowski, ale pan Michal Kuchejda. Pan Jarmakowski byl w tych gazetach zwyklym redaktorem, jako i ja. Gazety pana Kuchejdy byly najpoczytniejszymi dziennikami polskimi w USA. W przeciwienstwie do starozakonnego "Nowego Dziennika" z N.Y., a ktory pan Wladzio pewnie z luboscia czytuje, nabija starozakonnym kase i daje sobie prac mozg, Wracajac do Chrystusowcow, byl to i jest zakon jedyny w swoim rodzaju. Paszporty otrzymywali chrystusowcy na Rakowieckiej. A tutaj, w USA, wypelniali pracowicie ankiety do "Systemu Polonia" na wszystkich swoich parafian. Wiecej informacji na ten temat posiada pan Toni Szczepanski z Florydy. On badal te sprawe dokladnie. Wszystkie moje materialy przekazalam na rece ks.Isakowicza-Zaleskiego. Co racja, to racja. Warto by odgrzebac te wszystkie artykuly i ponownie przypomniec Polakom o roli chrystusowcow wsrod Polonii na swiecie. Mieli oni niesc posluge polskiej emigracji, a sluzyli calkiem komus innemu. A my, Polacy, tak szybko nasze krzywdy zapominamy... Pozdrawiam. M.Kruszewska P.S. Michal Kuchejda zlikwidowal swoje wydawnictwo i drukarnie na skutek ciezkiej choroby. Moglby Pan lepiej sprawdzac swoje informacje. Przekreca Pan fakty, nazwiska i tytuly gazet. Widac, ze jestes z Detroit. mk
Wednesday, March 25, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  No Panie Wladzio i jak Pan teraz wyglada, jak powiedzy pol d... zza krzaka. Nic nie obroni zlodziejstwa i to jest podstawowy fakt Panie Wladzio. Niech Pan sie zastanowi czego Pan broni! A te komentarze ile czasu tzreba zeby papier sie zniszczyl to naprawde guzik warte. Wierzyc sie nie chce, ze ktos moze cos takiego wypisywac.
Wednesday, March 25, 2009 | Tadeusz

•  Ajak skomentujecie doniesienia, ze ks. Jankowski byl kontaktem SB? Nic nie zmieni faktu, ze wspolczesny kosciol jest przede wszystkim przedsiewzieciem biznesowym.
Wednesday, March 25, 2009 | Tadeusz

•   Co za nadęty bufon i upierdliwy człowiek z tej Kruszewskiej. Gdyby nie kazała mówić do siebie"Pani dr redaktor Kruszewska" mógłbym powiedzieć, że to baba jarmarczna lub dewotka koscielna. Mania wielkości ją zżera, a brak sławy kompensuje sobie ujadaniem na różnych forach. Zaraz zostanę przez nią nazwany SBekiem i nieukiem. Do niej nie przemawiają fakty i to, że za kadencji Ks. Nira Orchade Lake upadło lub zostało rozkradzione- jak sugeruje Wojtek.
Wednesday, March 25, 2009 | west

•  West nie przeaadzaj. Sprawa Orchard Lake pokazuje jak bardzo merkantylna instytucja jest dzisiaj kosciol katolicki. Szmal, korzysci. Popatrz na te ich szkole i katabasa dowodzacym tym interesom. To po prostu banda sprzedajaca nieistniejacego Boga. Archiwum facecie nie rozkradl ks. Nir, tylko zupelnie inni ludzie.
Wednesday, March 25, 2009 | Andrzej

•  Sluchaj West! Kruszewska ma swoje lata i ma prawo byc nadeta i upierdliwa. Jak Ty bedziesz mial tyle lat co Kruszewska, to bedziesz mial tylko pieluche i Alzheimera. A ksiazki do piwnic i na strych w Archiwach w Orchard Lake wystawila pani Karen Majewski, ktora urzeduje w Archiwum od kilku lat. Miala czas, aby nasze najdrozsze pamiatki zamienic w zagrzybione zwaly smieci. Ja sama zdeponowalam w Orchard Lake w latach 80-tych trzy bloki listow, a byla to korespondencja moja i Edwarda Duszy z Jozefem Mackiewiczem. Jeszcze w roku 2002 listy te byly w Archiwum, bo tam bylismy i mielismy je w reku. Teraz Wielki Pan Dyrektor Misji Polskiej, polanalfabeta, pan Chumiecki, twierdzi, ze nie moze naszych depozytow odnalezc. Pani Karen nie zabiera glosu - ona po prostu systematycznie wszystko wyrzuca. Ksiadz Nir patrzyl na te dewastacje i milczal. Dopiero w koncu ubieglego roku, na prosbe pana Grzegorza Eberhardta, ktory napisal ksiazke o Jozefie Mackiewiczu, postanowilismy skopiowac w/w listy i napisac wlasna ksiazke. I coz sie okazalo?... Otoz okazalo sie, Kochanienki, ze nasza korespondencja z Mackiewiczem "zaginela". Ks. Nir juz wtedy nie mial dostepu ani do naszych depozytow, ktorych byl prawnym i legalnym kustoszem, ani do samego Archiwum. Niechcacy otworzylismy wiec puszke Pandory. (Prosze, nie pytaj mnie co to jest Pandora, jak Chumiecki, ktory myli Mackiewicza z Mickiewiczem i nie wie, co to jest kamaryla! Bo takie pytania wpedzaja mnie w depresje). Ktos pytal tutaj, czemu nasza dziennikarska reakcja nastapila tak pozno. To proste. Musielismy zebrac niezbite dowody na to, co sie w Orchard Lake dzieje. My nie strzelamy na wiatr, jak obroncy wandali z paczki Chumieckiego. Kazde nasze slowo jestesmy w stanie poprzec konkretami oraz niezbita ewidencja, ktora w kazdej chwili mozemy przedstawic w sadzie. Nie oskarzamy tez Kosciola ani nie nazywamy go zadna instytucja. My dopominamy sie o swoja wlasnosc, zlozona w Archiwum w Orchard Lake i pokazujemy, kto za zniszczenie Archiwum Polonii jest odpowiedzialny. A sa nimi: pani Karen Majewski - archiwistka po 6-tygodniowym kursie dla obcokrajowcow w Polsce, nie znajaca jezyka polskiego ani polskiej kultury i literatury oraz analfabeta i fotograf-amator, ktory z zawodu byl dotad komiwojazerem firmy tytoniowej Phillips-Morris - pan Marcin Chumiecki z Bielska-Bialej. Pan Chumiecki ma klopoty nie tylko z jezykiem angielskim, ale takze z polskim. Np. nie umie odmienic przez przypadki nazwiska ksiedza Nira. W celowniku wychodzi mu "ksiedzu Niru" zamiast "ksiedzu Nirowi". Nie brakuje mu za to tupetu, co jest zwykle wlasciwoscia ludzi prymitywnych z tzw. awansu spolecznego, ktorzy nic poza tym soba nie reprezentuja. W Polsce to jest na porzadku dziennym, ale tutaj, w USA, panuja stare, konserwatywne tradycje i stara przedwojenna Kindersztuba. I my, polscy Amerykanie, nikomu na bolszewicki tupet nie pozwolimy. A teraz West, lec w te pedy do Chumieckiego i powiedz mu, ze juz ukazaly sie o nim i o jego wyczynach artykuly w prasie nowojorskiej, chicagowskiej i polskiej, a za tymi artykulami ukaza sie nastepne. Twoj idol staje sie slawny. m.Kruszewska
Thursday, March 26, 2009 |

•  Do Kruszewskiej Ten post i inne pokazują, że jest Pani nadętym bufonem. O człowieku, jego inteligencji i wykształceniu nie świadczą przedrostki przed nazwiskiem, które stara sie Pani tak bardzo eksponować przed swoim. Bardzo śmieszą mnie ludzie, którzy z częstotliwością karabinu maszynowego podkreślają, że wiedzą co to jest puszka Pandory, co to są bajki Krasickiego i kim był ich autor. To są zachowania zadufanego w sobie bufona.
Thursday, March 26, 2009 | west

•  Do Kruszewskiej Mówienie o sobie w osobie trzeciej może wskazywać na poczatkowe stadium Alzheimera. A więc niech Pani lepiej uważa. Jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby osoba wykształcona, osoba z autorytetem -musiała podkreslać i krzyczeć , że taką jest, zamiast nią być. Piękna dziewczyna nie musi ciągle opowiadać o swoim pięknie. Ona jest piękna i wszyscy to widzą.
Thursday, March 26, 2009 | west

•   www.sosfororchardlake.com wiecej dyskusji
Thursday, March 26, 2009 | max

•   Wojtek do Maxa Niestety ta strona mi sie nie otwiera. czyzby zostala zamknieta, a moze tylko jakas chwilowa usterka? Mozesz Max wyjasnic dlaczego?
Thursday, March 26, 2009 | wojtek

•  Zastanawiam sie kto to jest ten "West", mieszka w Nowym Jorku, popija piwo w zbyt duzych ilosciach, jest ewidetnym tchozem, i bardzo zaklamanym stronniczym czlowiekiem. Czy ktos wie kto to jest "West"? Moze sie podzieli informacja. " West pisuje tutaj juz od dluzszego czasu, zauwazylem ze posiada spora inteligencje, pewna wiedze, i sporo zdrowego rozsadku, ale z charakteru to jest menda, i to tega menda. Jest bardzo stronniczy, gdy cos , jakis temat dotyczy jego osobiscie, odrazu zaczyna krecic, klamac, przeinaczac, inaczej poprostu mendzic. Domyslam sie ze lubi miec pieniadze, a jednoczesnie nie umie pieniedzy normalnie uczciwie zarobic, w zwiazku z czym uprawia prostytucje, gdy tylko ktos chce mu zaplacic. Ostatnio zajadle atakuje Kruszewska, tak calkiem bez powodu. Znajac "Westa" taki nagly wyskok wskazuje na to , ze "West" nie atakuje Kruszewskiej bez powodu, lecz ma calkiem konkretny powazny powod. Powodem tym moze byc wylacznie to ze w jakis konkretny sposob jest powiazany ze szkodnikami z Orchard Lake, ktorych opisala Kruszewska. Czy ktos pomoze i wskaze kto to jest :West:? Wtedy tez wyjda na jaw jego powiazania. A ja to bym nic nie mial do "Westa", ale w swym zacietrzewieniu i zdenerwowaniu spowodowanym rosnacym mu od klamst nosem, nazwal mnie starym grzybem. To jak ja juz spotkam "Westa", to jak mu dam pigule, to sie przekona ile kozlow fiknie po prawym prostym od starego grzyba. I nawet nie bedzie mnie mogl zaskarzyc, bo zaden sad nie uwierzy ze stary grzyb mogl mlodego "Westa" znokaltowac jednym ciosem.
Thursday, March 26, 2009 | John

•  Panowie, spokojnie. Nie przyjmujcie metod Kruszewskiej czy Sliwy, metod, ktore w zamierzeniu maja nie walczyc z argumentem, a z nazwiskiem. Ale w sumie musze pochwalic Edwarda Dusze a nawet kruszewska za opisanie tej calej sytuacji. Rzecz jasna, kij mam dwa konce, i w tej calej historii sa tez slabo ukryte ambicyjki i frustracje. Bo przeciez Edward Dusza jest takim fantastycznym kandydatem na kuratora zbiorow, zna oba jezyki i wie, co to znaczy kuratela. Ale temat jet powazny. Polskie ksiazki i cenne manuskrypty niszczeja. O tym trzba pisac. Ciekawe czy Dziennik Zwiazkowy cos na ten temat? Pewnie nie, bo jak nie ma prykazu, to Bialasiewicz trzymam morde na klodke. Po co sie narazac przezd emerytura.
Friday, March 27, 2009 | poldek

•  Panie Chumiecki, napisz Pan po polsku jesli potrafisz. A ponadto podaj jakie masz przygotowanie, bo z tego co wiem, to jestes Pan glab kapusciany.
Friday, March 27, 2009 | wojtek

•  Panie Marcinku Chumiecki Ukochany! A kto to Panu napisal te wypowiedz po angliczansku? Przeciez Pan nie zna jezyka angielskiego. Polskiego, zreszta, tez nie. Nie wie Pan, kto to jest Mackiewicz, Mickiewicz, kamaryla i pyta Pan niewinnie: "kto to jest kontekst?". Skad wiec ta elokwencja? (Zaznaczam, ze jest to m.in. drugie imie mojej siostry). Chyba uruchomil Pan swojego ukochanego kanclerza Whalena, w ktorego sypialni Pan przesiaduje i fotografuje obraz Chagalla. I nie tylko. Wlasnie doslano nam z Orchard Lake nowy serwis fotograficzny. Jest tam Pan uwidoczniony jako masazysta i chlopak Przynies, Wynies, Pozamiataj na polu golfowym w Bloomfield Hills, gdzie kanclerz Whalen Pana wyszukal i zrobil swoim pupilem nadwornym, w sypialni w Orchard Lake z pensja ponad 40 tys. rocznie. Zapewniam, ze ani pan West, ani pan Dusza, ani ja takiej sumy - przy wszystkich naszych seksualnych preferencjach - nigdy na oczy nie ogladalismy. A mamy wyksztalcenie wyzsze archiwistyczne. Pewnie nie jestesmy w typie slodkiego kanclerza Whalena. Szkoda... mk
Friday, March 27, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  Zapraszam na strone internetowa www.safeorchardlake.com Uwaga. Adresy z Detroit sa tam zablokowane. Tzn. chamstwo, klamstwo i prostactwo jest tam niemile widziane. Moderator
Friday, March 27, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  Panie West, moj przsyjaciel, psycholog-seksuolog, proesor doktor hrabia Marian Izdebnik - autentyczny, znany w literaturze polskiej, autor glosnej powiesci emigracyjnej "Cory syn Ewy", ktorej Pan pewno nie czytal, bo ukazala sie po francusku - analizujac Panskie wypowiedzi na roznych postach, zauwazyl symptomy typowe dla ciezkiej przypadlosci nieustajacego samozaspokojenia w mlodosci. Ten zacny uczony przypuszcza, iz Panska matka nie kazala Panu trzymac rak na koldrze przed zasnieciem, co jest jedyna metoda zapobiegawcza w tej ciezkiej, nieuleczalnej chorobie o ogromnych konsekwencjach w wieku meskim. Profesor stwierdzil, ze nastepujaca po tej chorobie niemoc seksualna hamuje podzial szarych komorek, a co za tym idzie - obniza drastycznie IQ i zdolnosc rozeznania w sytuacjach wymagajacych trzezwego myslenia. Nie mam powodow nie wierzyc w profesjonalizm profesora hrabiego Izdebnika. Smutne to. Nie wszyscy moga byc geniuszami. Wystarczy jeden geniusz w Orchard Lake - Chumiecki. Po odejsciu ktorego z klubu golfowego zwolnila sie pozycja dla Pana. Moze sie Pan tam zalapie z pozytkiem dla calego internetu? Jak Pan wie, z pozycji masazysty jest bardzo blisko do roznych karier dyrektorskich. Zalezy kogo sie masuje. Zwlaszcza w kierownictwach tych instytucji, ktore tyle deklamuja o celibacie i moralnosci. I jeszcze pouczaja innych. Wymagany warunek: dobra figura i swietnie rozwiniete wtorne cechy seksualne. Tak, ze gdyby Pan rozpial koszule, to by niektorym zacnym ludziom sztuczne szczeki wypadly z jamy ustnej. No, Pan wie, juz niektorzy w ten sposob zrobili kariere. Zarowno pan Dusza, jak i ja, jestesmy juz w zaawansowanym wieku emerytalnym, wiec nas taka kariera nie kusi. Wzielismy obstalunek na trumny i rozaniec do reki i przygladamy sie, co to na swiecie sie nie wyrabia. Pozdrawiam. mkrusz
Friday, March 27, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  Do Dyrekcji Misji Polskiej Nie musze udawac, ze nie jestem dotkniety oswiadczeniem p.Chumieckiego. Czyzby pan Marcin tak bardzo poczul sie urazony, iz uznalem jego propozycje o napisaniu o nim wiersza za smieszna i odmowilem rowniez napisania wstepu do jego albumu zdjec? Przez ostatnie 38 lat ja i gazety, ktore redagowalem, wiernie sluzyly Orchard Lake. Opublikowalem wlasnym nakladem szesc ksiazek ks.Zdzislawa Peszkowskiego - mojego serdecznego przyjaciela. Opublikowalem rowniez ksiazke ks.dr Nira "Na stulecie Orchard Lake". Na co sam Orchard Lake nie mogl sie zdobyc!!! Wspomne tutaj rzecz moze malo wazna, ale dane mi bylo w zyciu opublikowac 54 ksiazki pisarzy polskich - od wielkiego Jozefa Mackiewicza poczynajac, na Tadeuszu Katelbachu skonczywszy. Nie widze pod angielskim listem Chumieckiego podpisow ludzi, ktorych szanuje w Orchard Lake i nie sadze, iz podzielaja oni jego zdanie. List Chumieckiego - arogancko napisany po angielsku do polskojezycznego odbiorcy - przynosi wstyd Orchard Lake. Za Maria Konopnicka chcialoby sie powiedziec Whalenowi i Chumieckiemu: "pojdz dziecie, ja cie uczyc kaze". (Jezyka ojczystego). Wszyscy dobrze wiemy, ze ani Whalen, ktory jest przecietnym, diecezjalnym ksiedzem zaprotegowanym na stanowisko kanclerza (nawet wiem przez kogo), ani Chumiecki - byly chlopiec do wszystkiego i masazysta w klubie golfowym - nie sa dla mnie partnerami do dyskusji. Jak mowil ksiadz druh Zdzich Peszkowski: "takich to trzeba za leb i kopa w cztery litery". Pewnie przyjdzie i na to czas. Pania Karen Majewski bardzo prosze, by w koncu przekazala moje depozyty i zbioty ich prawnemu kuratorowi ks.pralatowi dr Nirowi, do ktorego mam zaufanie. To nie ja bylem strona bioraca z Orchard Lake. Ja bylem osoba, ktora Orchard Lake obdarowywala. Ludzie przyzwyczajeni doic gdzie sie da dla siebie, nigdy tego nie zrozumieja. W ostatnich dniach udzielilem wywiadu dwom pismom w Polsce oraz najwiekszemu dziennikowi w Chicago, "Kurierowi Codziennemu". Po ukazaniu sie wywiadu zostanie on przeslany na blogi internetowe. Powolywanie sie na rozne ministerstwa w Polsce w chwili, kiedy Polacy w kraju krytykuja naduzycia finansowe i kradzieze na szczeblach rzadowych, jest po prostu nieostrozne. Ostatnia uwaga do pana Chumieckiego: Chloptasiu, pracowalem za darmo dla Orchard Lake dluzej niz Pan zyje na swiecie. Nie wymusi Pan na mnie szacunku dla siebie i dla Whalena, tak, jak nie wyrzuci Pan ks.Nira z terenu Orchard Lake, chociaz sie Pan tak bardzo stara. Niech Pan pamieta, nawet Al Capone zakazal swoim bandziorom atakowania dziennikarzy. No i kiedy w koncu zwroci mi Pan moj zbior? Czy tez ma byc rozkradziony? Z okazji Swiat Wielkiej Nocy zycze wszystkim Czytelnikom portalu dobrych, spokojnych Swiat! Niech Zmartwychwstaly Chrystus ma nas wszystkich w opiece - w Orchard Lake. I na portalach. I niech ma w swojej pieczy wielkie dzielo ksiedza Jozefa Dabrowskiego. Edward Dusza Stevens Point, Wisconsin
Friday, March 27, 2009 | Edward Dusza

•  Wiecie co panstwo, w czasach tak trudnych dla Polonii - i dla calej Ameryki , zamiast dążyć do zgody i pojedniania, wyciągacie szabelki i wojujecie wśród swoich... Z obrzydzeniem patrze na wiekszość komentarzy p. Kruszewskiej, są wulgarne i ironiczne, nie szanuje pani za nic cudzej godności a tym bardziej swoich rodakow- jacy by oni nie byli... Tak pani chce zawladnać i zostac liderem Poloni? - wstyd...
Sunday, March 29, 2009 | gabrysia

•  A co, Polonia jest w przededniu hekatomby? Stoimy na krawedzi przepasci? Musimy sie pojednac, gdyz za chwile przestaniemy istniec? Brednie.
Sunday, March 29, 2009 | poldek

•  Pani Gabrysia? Pani Gabrysia pomaga w Orchard Lake swojej kolezance, p.Majewski, pakowac polskie ksiazki w plastikowe worki i wyrzucac na smietnik. I tez jest archiwistka, chociaz bez 6-tygodniowego kursu. Ciekawe, ile juz skarbow kultury polskiej zaprzepascila? Zapytamy. Dowiemy sie. Pani Gabrysiu, jest Pani pod lupa. mk
Wednesday, April 1, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  JAK WYGLąDA WIARYGODNOść PANA CHUMIECKIEGO? ________________________________________________________________________ W oficjalnym liście, pisanym w imieniu Misji Polskiej, Marcin Chumięcki odmawia nizej podpisanej i Edwardowi Duszy wiarygodności oraz autorytetu wśród Polonii oraz intelektualnych i profesjonalnych kół zblizonych do Orchard Lake. Tych wypowiedzi nie można komentować, zważywszy na „prawdomówność” ich autora. Aby nie być gołosłownym, przytaczam fragment wyjęty z wywiadu przeprowadzonego z Chumięckim w piśmie „Profile” przez red.Alicję Karlic (dn.31 stycznia 2009). Zachowuję oryginalna pisownię: CYTAT z wypowiedzi Chumieckiego: (...)„No i w końcu, tak znakomici wieloletni działacze Poloni jak Edward Dusza, aktywny działacz organizacji „Pomost” wraz z naszym szanownym Ks. Prałatem Romanem Nirem, polonijny poeta, wydawca, wieloletni redaktor naczelny „Gwiazdy Polarnej”, przyjaciel Józefa Mackiewicza, Ks. Zdzisława Peszkowskiego; wymieniać by można w nieskończoność, który pomimo że mieszka poza stanem MI jest ze mną w codziennym kontakcie i na bieżąco wdraża mnie w sytuacje polonijne poza stanem Michigan..Najważniejsze jest to, że Ci ludzie uwierzyli w autentyczność moich zamierzeń, uwierzyli w Polską Misję. Wspólnie pragniemy zabezpieczyć to, co jest polskie w Orchard Lake” (koniec cytatu). W najnowszych swoich wypowiedziach dla pism krajowych, Edward Dusza zdecydowanie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek był mentorem Chumięckiego: Cytat z wypowiedzi E.Duszy: „(...) Uważałem Misję Polską od samego początku jej powstania za twór sztuczny i szkodliwy dla Orchard Lake, zaś projekt utworzenia Instytutu Poszukiwań Genealogii Rodzin Z Polskim Pochodzeniem za niewczesne wywalanie już dawno otwartych drzwi. Nadzieja Chumięckiego, że Instytut ten pozwoli na 'generowanie' dochodów, a więc środków na utrzymanie Misji Polskiej, nie wytrzymuje krytyki. Poszukiwania genealogiczne prowadzi się obecnie zupełnie innymi metodami i każdy może uczynić to swobodnie, np. przez internet (zob. www.genpol.com). Niestety, wszystkie moje rady, których udzieliłem Chumięckiemu, zostały odrzucone. Zwracałem mu uwagę, że nie wolno oskarżać powszechnie szanowanych ludzi o czyny kryminalne. Tak, jak to było w przypadku pomówienia księdza infułata Stanisława Milewskiego o zdefraudowanie 5 tysięcy dolarów, ofiarowanych Archiwom w Orchard Lake przez wdowę po Robercie Lewandowskim z przeznaczeniem na remont pokoju mającego pomieścić jego zbiory. Znając niezwykłą szczodrobliwość ks.Milewskiego dla Orchard Lake i jego hojność w sprawach Polonii, wyśmiałem pomówienia Chumięckiego. Podobie było w przypadku pana Mariana Owczarskiego, którego Chumięcki podejrzewając o kradzieże obrazów, prześladował regularnym śledztwem przez długi czas – tym samym, nadszarpując dobrą opinię i nieposzlakowaną uczciwość tego wielkiego artysty. Cała działalność Chumięckiego, a zwłaszcza jego nieludzki wręcz stosunek do ks.Romana Nira, wprowadziły atmosferę podejrzeń i nieufności w samym Orchard Lake. Nagle wszyscy zaczęli być podejrzani, szpiegowani, podsłuchiwani, fotografowani itp. (szprzątaczy nie wyłączając). Nie podobało się nawet Chumięckiemu nieustannie palące się światło w apartamencie vice-kanclerza Jamesa Mazurka ani jego ornitologiczne zainteresowania, ani też specjalna przebudowa okna w oddzielnym pokoju dla ptaków, tak, aby stworzenia te miały więcej światła. Komentarze o kosztach łożonych przez ks. Mazurka na hodowlę jego rybek, w ogromnym akwarium!, wolę przemilczeć ze względu na dosadność wypowiedzi Chumieckiego, gdzie padło m.in. sformułowanie, że vice-kanclerz ma pierd...ca. Podkreślam, wszelkie informacje, jakie otrzymałem o Orchard Lake do 10 lutego 2009, pochodziły od osoby najbliższej kołom intelektualnym i naukowym Orchard Lake, czyli od samego Marcina Chumięckiego, ktory suchej nitki nie zostawiał na żadnej osobie tam znajdującej się - od samego kanclerza Whalena począwszy, na „księdzu prałatu Niru” kończąc. Najbardziej jednak gnębiło Chumięckiego pytanie: skąd Mistrz Owczarski zdobył środki na zgromadzenie swojej imponującej kolekcji sztuki. I tak rośnie w Orchard Lake atmosfera wzajemnej podejrzliwości i sensacyjności, wykreowania sprytnie przez przybyłego z Polski nowego dyrektora Misji Polskiej, który, jak sam mówi, jest bardzo dobrze ustosunkowany z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie”. (...). Tyle Edward Dusza. * Niżej podpisana była również zadręczana zwierzeniami pana Chumięckiego na temat Orchard Lake. Nie tylko e-maile z setkami fotografii, które zamrażały komputerowy inbox, ale przede wszystkim liczne telefony o najróżnieszych porach dnia i nocy, doprowadziły mnie do decyzji definitywnego przerwania tej niewygodnej znajomości, by nie wpaść depresję maniakalno-prześladowczą. Aby odczepić się od natarczywości, użyłam tutaj starego, wypróbowanego sposobu – strasząc pana Marcina moim mężem. Niestety, nie na wiele się to zdało. Chumięcki zaczął wydzwaniać do mojego męża z przeprosinami. Zapowiedział nawet swoje odwiedziny w Seattle i chęć przeproszenia mego męża osobiście. Oburzył mnie stosunek Chumięckiego do polonijnej prasy. Mówił on, że takie "pikusie", jak Jacek Hilgier czy Alicja Karlic, na jedno jego gwizdnięcie wyczekiwać będą przed biurem Misji, bo chodz im tylko o pieniądze za ogłoszonka. Krytykował Chumięcki także samych członków fakultetów, uważając poziom Zakładów Naukowych w Orchard Lake za zatrważająco niski, wręcz żenujący i odmawial wykładowcom jakiejkolwiek wymaganej wiedzy oraz kwalifikacji naukowych. Tu dawał przykład swojej żony, przemiłej, zresztą, pani, która porzuciła Kolegium Najświętszej Marii Panny i podjęła studia na Wayne University. Obecnie, w Orchard Lake poszukuje się winnych przecieku najnowszych informacji, odebrano klucze sprzątaczom, których posądza się o kontakt z dziennikarzami. Obcięto wymiar godzin wieloletniemu pracownikowi serwisu sprzątającego, panu J.S., Bogu ducha winnemu 80-latkowi, który w ogóle nie jest zorientowany w sprawach Orchard Lake. Poszukuje się usilnie wykonawców kompromitujących zdjęć, które obiegły całą prasę polonijną i polską. Spece zastanawiają się nad rodzajem aparatu fotograficznego, którym w/w zdjęcia zostały wykonane. I zapomina się o tym, że dziennikarze nie muszą ujawniać źródeł swoich informacji, jeśli to naraża kogokolwiek na prześladowanie. Nikt nie chce przyjąć do wiadomości i nikt nie przypuszcza w bezradnej swej naiwności, że najwięcej kompromitujących informacji o sytuacji w Orchard Lake przeciekło z biura samego dyrektora Misji Polskiej, pana Chumięckiego. Nie ujawniłam dotąd rewelacji dotyczących prywatnego życia poszczególnych dostojników w Orchard Lake. Niejednemu z nich by zrzedła mina, jak znane i komentowane są fakty z ich prywatnego życia, przeróżnych hobby i preferencji seksualnych. Ale o tym jeszcze nie czas mówić z wielu względów. Kłaniam się panom adwokatom, przypominając, że pod latarnią jest zawsze najciemniej. Czekam na ten upragniony pozew sądowy. Wówczas wszystkie informacje, którymi, my dziennikarze, już dysponujemy – głównie dzięki panu Chumięckiemu ! – będą mogły pójść swobodnie w szeroki świat. (mk) www.safeOrchardLake.com Ostatnio edytowany przez Dr Miroslawa Kruszewska (Wczoraj 16:00:25) Offline #193 Wczoraj 12:38:43 Dr Miroslawa Kruszewska Partner do rozmowy Od: Seattle Zarejestrowany: 09.03.2009 Posty: 30 Serwis Re: Wywiad Pani Karlic w Polskie Detroit Co Słonko Widziało Nad Orchard Lake? ______________________________________________________________ W ostatnich tygodniach w Metropolii Detroickiej miało miejsce spotkanie amerykańskich księży pochodzenia polskiego w Michigan. W kuluarach mówiło się wiele, z wielką dezaprobatą, o traktowaniu ks. prałata dr Romana Nira przez kierownictwo Orchard Lake (tj. Whalena i Kasankę). Postanowiono uhonorować odejście ks. Nira na emeryturę uroczystym bankietem, jak to jest w zwyczaju Orchard Lake. Całemu światu życzliwy, a Bogu ducha winien, ks. infułat Stanisław Milewski zwrócił się do ks. Whalena – który dopiero co odszedł od Stołu Pańskiego odprawiwszy Przenajświętszą Ofiarę i wygłosiwszy podniosłe, chrześcijańskie kazanie – z pytaniem, co do okoliczności planowanego bankietu pożegnalnego. Na co, ks. kanclerz objechał biednego infułata z góry na dół, jak św.Michał diabła, stwierdzając, aby ks.Milewski przestał zajmować się nie swoimi sprawami. Nie pierwszy to raz ks.infułat musiał wysłuchać podobnej reprymendy. Co ciekawe, podobny bankiet urządził kanclerz Whalen zwolnionemu przez Orchard Lake panu Joe Lentiniemu, który to Lentini wykazał tyle brutalnej inicjatywy usilując usunąć księdza Nira z jego poprzedniego mieszkania w grudniową, niezwykle mroźną noc. Informacje o tym zajściu, które miało miejsce 29 grudnia 2008 roku, między godziną 5:00 a 9:00 PM, możecie Państwo uzyskać u mecenasa Rollera, tel. (248) 335-5000, a fotografie videokamer i potężnych zamków znajdują się w posiadaniu detroickiej stacji radiowej. Adresu „Słonko” udzieli imiennie na żądanie. I tak to, dwie miary wobec dwóch pracowników tych samych Zakładów Naukowych stosowane są w Orchard Lake i świadczą o dyskryminacji. Słonko odnotowało również ogromne wzburzenie i nasilający się tick nerwowy głowy księdza Mazurka, który po ujawnieniu szerokiej publiczności jego rozrzutności odnośnie remontu luksusowego apartamentu przeznaczonego wylacznie dla siebie oraz zamiłowania do rybek i ptaszków, wpadł w szał i ryczał w stołówce, jak zarzynany tępym nożem żubr, nie pozwalając swoim kolegom na spokojne spożycie obiadu. Istnieją obawy, że tick nerwowy głowy ks.Mazurka wyjątkowo niebezpiecznie się nasilił. Po opuszczeniu przez ks.Mazurka jadalni, księża pokładali się ze śmiechu. Pointa: Coż, Prawda, nawet śmieszna, boli. A funduszy na remont Archiwum notorycznie brak. Za to rybki i ptaszki czują się lepiej. A teraz uwaga na serio: Ciekawe, kto z nas, ubogich emigrantów, czy polskich ksiezy, ma możliwość urządzenia sobie osobnego pokoju na hodowlę ptaszków i rybek?... Rzeczywiście, miał rację pan Chumięcki krytykując to hobby księdza vice-kanclerza Mazurka.
Friday, April 3, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  Chryste panie, ta kobieta jest chora! Moze i Chumiecki jest niewlasciwym czlowiekiem na tym stanowisku - zgoda, ale pasja i obsesja Kruszewskiej i Duszy w opisywaniu wszystkich szczegolow jest chorobliwa i nieco komediowa. Czy nie ma pani innych klopotow, na przyklad co ugotowac mezowi, albo gdzie poswiecic wielkanocne jajka? Tylko Chumiecki i Chumiecki, tak jak wczesniej byl Czuma.Moge pani podrzucic przepis na gulasz z kasza gryczana, po ktorym pani maz zgodzi sie w sekunde zgladzic Chumieckiego.
Friday, April 3, 2009 | poldek

•  Popieram, Poldek- masz racje- obsesja maniakalna wieku "ponad" sredniego...
Friday, April 3, 2009 | gabrysia

•  Poldek i Gabrysia - nie macie racji. Chumiecki rozwalil Orchard Lake.
Monday, April 6, 2009 | wojtek

•  Poldek i Gabrysia - nie macie racji. Chumiecki rozwalil Orchard Lake.
Monday, April 6, 2009 | wojtek

•  Anons: W zwiazku z tym, ze Forum MediaDetroit zlikwidowalo nasza dyskusje na temat dewastacji polonikow w Orchard Lake, informacje beda kontynuowane na innych polskich blogach oraz w prasie polskiej i anglojezycznej. A oto najnowsze wiadomosci o tym, co Slonko widzialo w okresie swiatecznym w Orchard Lake. Tekst ten dedykujemy specjalnie dla pani Gabrysi i pana Poldka. A co slonko widzialo, ze az mu oko zbielalo? Czytajmy: CO SŁONKO WIDZIAŁO NAD ORCHARD LAKE Okres przed Wielką Nocą – Trójca z Orchard Lake (nie mylić z Trójcą Swietą) Whalen, Kosanke i Chumięcki, spędziła bardzo pracowicie te dni na spotkaniu z pewną adwokatką, która świąt Wielkanocnych najwyraźniej nie obchodzi. Meeting Wielkiej Trójcy w Orchard Lake spowodowany był publikacją wywiadu Marka Bobera z Edwardem Duszą na temat Archiwum w O.L. w „Kurierze Codziennym”, artykułem E.Duszy i J.Hilgiera „Wandalizm w Orchard Lake” w Gwieździe Polarnej” i cyklem mini reportaży i wpisów Mirosławy Kruszewskiej na forum detroickim. Narada była bardzo owocna. Wszyscy dziennikarze otrzymali od adwokatki prymitywne listy z pogróżkami. Zarzuty w listach były zręcznie wymanipulowane z nieporadnego tłumaczenia na jęz. angielski tekstów wyżej wymienionych autorów, co dało w sumie żałosny efekt. Największą wesołość wzbudził punkt w liście do Kruszewskiej, mówiący o niewłaściwym stosunku emocjonalnym pana Chumięckiego i kanclerza Whalena. Wypowiedź adwokatki sugeruje wyraźnie stosunek homoseksualny pomiędzy tymi panami. A my przecież wiemy, że kanclerz Whalen jest kapłanem i przestrzega celibatu. Natomiast p.Chumięckiego życia intymnego nie znamy i temat ten nigdy nas nie interesował. Skąd wzięły się te brudne myśli pani adwokatki? A to z tego, że Wielka Trójca dostarczyła jej prawdopodobnie wymanipulowanych informacji. Fr. Whalen, który jak dotąd nie dał się poznać jako błyskotliwy intelektualista, przejdzie do historii i Orchard Lake nie tylko jako ten, który najbardziej zadłużył Zakłady Naukowe (jeszcze jest do spłacenia około 18-tu milionów dolarów plus odsetki), ale również jako pierwszy, który wikła Zakłady w proces z prasą polonijną i niezależnymi dziennikarzami polskimi. Czy nie lepiej byłoby dla wszystkich, aby Fr.Whalen siedział na swojej parafii w Detroit, gdzie zawsze jako tako mógł się sprawdzić i być w miarę pożytecznym? Słonko ma też nadzieję, że spełni się nareszcie sen rektora Kasanki. Rzeczywiście, ustawiono go w bardzo niewłaściwym miejscu. Kazano mu, Amerykaninowi niemieckiego pochodzenia, znać się na sprawach polskich i Polonii i pokochać ją. Co, jak wiadomo, jest kompletnie niemożliwe. I są na to dowody. W ciągu swego pobytu w Orchard Lake ks.Kasanke usunął z seminarium tak wybitnych pedagogów i naukowców, jak ksiądz dr Krzysztof Bałt, legitymujący się doktoratem z brytyjskiego Oxfordu (dzisiaj kapelan więzienny Corpus Christi), ksiądz dr Stanisław Flis (dzisiaj dyrektor Centrum Liturgicznego) oraz księdz dr Ludwik Madej, wykształcony i doktoryzowany na polskim KUL-u. O rezygnacji ks.Grzegorza Tokarskiego już wcześniej było wspomniane. Proszę zauważyć, że wszyscy zwolnieni przez Kasankę księża są Polakami, ludźmi starannie wykształconymi, o niebagatelnym dorobku naukowym. Czy to czegoś nam nie sugeruje? Aż strach pytać. Niestety, chmury zbierają się nad głową Kasanki. Nowy arcybiskup Archidiecezji Detroit już w pierwszych dniach swojego urzędowania zaakcentował swą głęboką troskę o polskich etników. Arcybiskup nie tylko spotkał się z księżmi polonijnymi, ale dokonał nominacji na stanowisko dziekana ks. prałata Johna Kaszy, postaci popularnej w środowisku polskim i budzącej największe nadzieje Polaków. Kapłan ten uważany jest za człowieka szlachetnego, o wysokim i niekwestionowanym morale oraz wielki m rozeznaniu w sprawach Polonii. Ważne jest też to, że mówi po polsku. Jest nadzieja, że Orchard Lake wróci do polskości. Wzyscy wiedzą, że prałat Kasza nie pozwoli sobą manipulować, a ks.Kasanke nie zdoła już go tak łatwo usunąć czy sparaliżować jego działalność jako dziekana. Powróćmy do zadłużenia Orchard Lake. Whalen i Chumięcki pracują całymi nocami nad projektem, który zamierzają przedstawić tzw. regensom Zakładów Naukowych (rada dyrektorów). Chodzi o drobną sumę czterech milionów dolarów. Słonko, niestety, nie wie, czy w tej sumie uwzględniono honoraria dla adwokatki, reprezentującej Orchard Lake w sprawie zajść z prasą i dziennikarzami polonijnymi. Co się stanie, jak dziennikarze proces wygrają i Dusza z Kruszewską zażądają pięciu milionów dolarów jako rekompensaty za zniesławienie, fałszywe pomówienia i zagubienie bezcennych archiwaliów zdeponowanych przez nich w Orchard Lake? Najbardziej żałosnym jest fakt, że Karen Majewski, Ph.D., która tyle deklamowała w swoim wywiadzie z Duszą o metodzie uzyskiwania funduszy federalnych i stanowych, bezradnie teraz milczy, najwyraźniej nie mając nic do powiedzenia. Natomiast „zdolności marketingowe” gwiazdora tzw. Misji Polskiej Chumięckiego, zawiodły również na całej linii. Pięć milionów dolarów w złocie leży po dawnemu w Szwajcarii, bo nie udało się ich przejąć z braku konkretnego planu biznesowego. Z tego widać, że najlepszy nawet sprzedawca wyrobów tytoniowych i licencjowany pracownik klubu golfowego (i jak wieść niesie: utalentowany masażysta) nie potrafi spełnić powierzonej mu przez ks.Whalena funkcji. Słoneczko ma nadzieję, że decydenci od spraw finansowych Zakładów Naukowych (wspomniani tu regensi) wykażą daleko idącą ostrożność w podejmowaniu decyzji finansowych. To nowe zadłużenie Zakładów może bowiem doprowadzić do katastrofy. Niestety, ks.Whalen jest jak zwykle bardzo zajęty. Wyjeżdża właśnie na zjazd księży zrzeszonych w PAPA, do Bostonu. Ks.Kasanke po powrocie z wyjazdu służbowego do Kalifornii odpoczywa w Grecji i Turcji, a Chumięcki, jak wiemy, ciężko pracuje w tej chwili nad przekonaniem wszystkich o swojej użyteczności jako dyrektora Misji Polskiej. Zbiera też materiały pragnąc definitywnie ustalić czy Kruszewska i Dusza to jedna i ta sama osoba. Ten sam problem ma jego pani adwokatka z Detroit, która nie umie zlokalizować adresu domowego Kruszewskiej i, jak widać, stać ją tylko na pogróżki emailowe. A Kruszewska zmieniła właśnie adres emailowy. Natomiast komputer pana Duszy siadł kompletnie - co można sprawdzić w firmie Office Max. No cóż, komputer też swoje nerwowe limity. Edward Dusza rozpamiętuje ze smutkiem oświadczenia Chumięckiego, który wielokrotnie powtarzał wszystkim: „Największym moim szczęściem związanym z Orchard Lakebyło to, że mogłem tu Pana poznać”. To samo pisał w emailach do Kruszewskiej. (Chyba, że te emaile z jego komputera wysyłali do Kruszewskiej państwo Stolarczykowie...) Mirosława Kruszewska i Edward Dusza
Friday, April 17, 2009 | Miroslawa Kruszewska

•  Jakze zalosne jest wzajemne opluwanie i ta dyskusja.. Zamiast przyjrzec sie faktom , zdjeciom brakom merytorycznym decydentow.. to sie sprowadza dyskusje na boczne tory i wola adwokata.. Niestety, Pani Kruszewska powinna wiedziec, z e jak "duchowni" mowia to plebs milczy , slucha i wykonuje polecenia bez dyskusji. Kiedys s.p. B-p Abramowicz chwalil sie pomoca Amerykanskiego Kosciola Katolickiego , jakiej udzielal Kosciolowi w Polsce. Gdy mu zwrocono uwage , ze pomoc ta wynosila tyle, co budget przecietnej jednej parafii amerykanskiej ( bez oplat za szkole) , to sie strasznie obrazil i uznal mowiacego , za przemadrzalego, a jak sie dowiedzial, ze mial on stypendium rzadu francuskiego to juz byl szpiegiem.. Takie sa objawy myslenia tego srodowiska.. to nic , ze pani Mira pokazala zdjecia, to nic , ze podala fakty. To sie nie liczy .. a tylko "niech bedzie wola twoja panie".. Niestety , juz kiedys komuniscie wzieli na przemial w 1976 roku dwa wagony ksiazek katolickich, a ostatnio konsulat w Chicago tez wyrzucil watrosciowa biblioteke do 3 -ech kontenerow na smieci. Jest to bolesne, ale faktyczne.. A swoja droga .. to kilkadzeisiat lat temu dalem wlasnie do Orchard Lake unikalna serie zdjec Kosciolow w Polsce.. Czy tez wyrzucono je do smieci?Marian
Thursday, April 30, 2009 | Marian

•  Przenioslem ze stronki tytulowej. Tak dla uzupenienia tematu: ............ List Otwarty do Arcybiskupa Detroit __________________________________ Komitet Ocalenia Skarbów Kultury Polskiej 11251 SE 324th Street Auburn, WA 98092 Towarzystwo Krzewienia Nadziei 2601 Ellis Street Stevens Point, WI 54481 LIST OTWARTY 30 kwietnia 2009 Jego Ekscelencja Arcybiskup Allen Henry Vigneron Archbishop's Office 1234 Washington Boulevard, 7th Floor Detroit, MI 48226-1875 Komitet Ocalenia Skarbów Kultury Polskiej oraz Towarzystwo Krzewienia Nadziei zwracają się do Jego Ekscelencji Arcybiskupa Detroit, Allena Henry’ego Vignerona, o zdecydowaną i możliwie szybką interewencję w sprawie systematycznego niszczenia polskich archiwaliów, muzealiów oraz unikalnych zbiorów bibliotecznych, zgromadzonych w Archiwach Polonii w Orchard Lake. Dewastacja historycznych kolekcji polskich, jakie przez 30 lat wytężonej pracy zgromadził ksiądz prałat dr Roman Nir, następuje od dłuższego czasu za sprawą dwójki przypadkowych pracowników. Nie posiadają oni w tym celu żadnego przygotowania naukowego, wykształcenia bibliotekarsko-archiwistycznego ani kompetencji. Są nimi: anglistka ze szczątkową znajomością języka polskiego – Karen Majewski, oraz przybyły niedawno z Polski młodzieniec, były sprzedawca papierosów, bez żadnego wykształcenia, człowiek niezwykle pierwotny – Marcin Chumięcki, dzisiaj, z zagadkowej nominacji kanclerza Zakładów Naukowych, ważny urzędnik tzw. Misji Polskiej. Osoby te, pod pozorem „reorganizacji” i „wygospodarowywania zasobów” finansowych w Orchard Lake, likwidują na oślep, bez żadnej kontroli, polskie archiwalia i wyrzucają bezcenne zbiory do śmieci! Archiwa Polskie w Orchard Lake zaliczane są do największych i najbogatszych tego typu archiwów emigracji polskiej na świecie i nie mają one podobnego sobie w żadnym innym kraju. Wandalizm rozgrywający się na naszych oczach w Orchard Lake wzbudza rozgoryczenie i gniew wielomilionowej społeczności polsko-amerykańskiej, która głośno domaga się interwencji Prokuratora Generalnego stanu Michigan w tej sprawie. Naruszone bowiem zostały prawa Polaków jako grupy etnicznej, którym utrudnia się swobodę kultywowania tradycji narodowej i gromadzenia historycznych pamiątek, jakie łączą Polonię amerykańską ze Starym Krajem. Ponadto zaistniało podejrzenie popełnienia przestępstwa w postaci kradzieży poszczególnych depozytów, które znikają w zastraszającym tempie. Tak było z drzeworytami Stefana Mrożewskiego, obrazami Vlastimila Hofmana, kolekcją świątków polskich ks.Zdzisława Peszkowskiego, kolekcją bursztynów, listami Józefa Mackiewicza itd. Na liczne zapytania, co się z tymi depozytami stało, Chumięcki nie potrafi odpowiedzieć. Za każdym razem informuje, że zostały one rozkradzione. Podkreślić należy, że Archiwa Polskie przy Zakładach Naukowych w Orchard Lake zostały utworzone przez Polonię amerykańską, która przez wiele dziesiątków lat archiwa te wspiera finansowo. Dlaczego Arcybiskupstwo Detroit, mimo licznych monitów, nie reaguje na to, co się dzieje w Orchard Lake? Dlaczego barbarzyństwo pani Majewski i pana Chumięckiego jest tolerowane i akceptowane przez kanclerza Zakładów Naukowych ks.Timothy’ego Whalena i rektora ks.Charlesa Kasankę? Whalen i Kasanke są powszechnie znani ze swojej niechęci do Polaków. To wiemy od dawna. Widomo też jest, że kanclerz Whalen z chwilą objęcia swego stanowiska w Orchard Lake wydał rozporządzenie, w wyniku którego zabroniono przyjmowania wszelkich archiwaliów i muzealiów do Archiwum Polskiego, skasowano, i tak już skromne, środki pieniężne dla biura archiwisty, odmówiono pieniędzy nawet na znaczki pocztowe. Na jakiej podstawie prawnej rzeczy osobiste ks.prałata dr Romana Nira – w tym tak podstawowe i prozaiczne, jak szczoteczka do zębów, bielizna, pościel, notatki osobiste, korespondencja prywatna – zostały przez Chumięckiego zarekwirowane i trzymane są pod kluczem? Dlaczego roczniki czasopism polskich, takich, jak: „Nowy Dziennik”, „Dziennik Związkowy”, „Gwiazda Polarna” i in., które ks. prałat dr Roman Nir prenumeruje z własnych, prywatnych funduszy i stanowią one jego osobistą własność, zostały przez Chumięckiego skonfiskowane? Dlaczego kanclerz T.Whalen pozwala na jawną dyskryminację Polaków w ich własnym ośrodku, który zawsze stawiał sobie za cel kultywowanie polskiej kultury i tradycji? Dlaczego zezwala się na jawne dyskryminowanie, zastraszanie i terroryzowanie polskich księży w Orchard Lake – w miejscu, które zostało stworzone przez Polaków i dla Polaków? Dlaczego twórca i wieloletni dyrektor Archiwum Polskiego ks. Roman Nir – uhonorowany za osiągnięcia naukowe najwyższymi polskimi odznaczeniami państwowymi przez rząd wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej – jest w Orchard Lake obrażany, szkalowany i wyrzuca się go bez prawa zabrania swoich osobistych rzeczy z zarekwirowanego lokalu? Na podstawie Statutu Zakładów Naukowych ks. Roman Nir ma zapewnioną dożywotnią rezydenturę w Orchard Lake. Inni polscy księża korzystają z tego przywileju. Na jakiej podstawie prawnej kanclerz T.Whalen i Chumięcki odmawiają tego tak zasłużonej dla Zakładów osobistości? Podobnych pytań jest znacznie więcej. Zostaną one opublikowane w formie listów otwartych do Arcybiskupa Detroit w polskiej prasie etnicznej i krajowej oraz w prasie amerykańskiej. Z całego Archiwum Polskiego zostały już tylko szczątki, ale i te warto uratować. Informujemy, że jesteśmy w posiadaniu ewidencji fotograficznej oraz zeznań naocznych świadków o tym, co się z polskimi zbiorami w Orchard Lake dzieje. Sami przekazaliśmy do Archiwum cenne polonica. Z chwilą pojawienia się Chumięckiego depozyty te uznane zostały za „zaginione”. Wiemy, że nasze eksponaty są w Archiwum. Mieliśmy do nich dostęp dwa lata temu i ks.Roman Nir nie miał żadnych kłopotów w zlokalizowaniu ich w archiwach. Obecnie ks. Nira obejmuje zakaz wstępu do archiwum. Nowy zarządca nie orientuje się w tym, co znajduje się w archiwach i żałosne efekty swej niekompetencji za każdym razem spycha na barki starego archiwisty. W ten sposób dochodzi do przekomicznych sytuacji, wielokrotnie już opisywanych przez prasę polską. Prosimy Jego Ekscelencję Księdza Arcybiskupa o natychmiastową interwencję w tej sprawie oraz powstrzymanie wandalizmu w Orchard Lake. Prosimy też o rzecz najważniejszą: o przywrócenie podstawowych praw ludzkich ks. prałatowi Romanowi Nirowi. Z wyrazami najwyższego szacunku Za Zarząd Komitetu Ocalenia Skarbów Kultury Polskiej i Towarzystwa Krzewienia Nadziei Mirosława Kruszewska Edward Dusza _______________________________ __________________________________ Podobno p.Kruszewska i p.Dusza dostali listy z pogrozkami od adwokatki Chumieckiego. Widac, wcale sie tym nie przejeli. Brawo! Michal
Tuesday, May 12, 2009 | Michal

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

katalog stron internetowych
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---