Odkąd Secret Service pojawił się w domu Baracka i Michelle Obama na południu Chicago, sąsiedzi narzekają na utrudnienia - szczególnie w parkowaniu. W ubiegły czwartek służby miejskie w pośpiechu instalowały wokół posiadłości znaki z zakazem parkowania, od piątku rano wokół domu pojawiły się bariery.
- Wygląda na to jakby miała przejść jakaś parada, ale żadnej parady nie widać - mówi Melanie Kelly, która od 10 lat mieszka na przeciwko Obamy w Kenwood. - To zwariowane. Trochę jak cyrk.
Wokół domu w ubiegłym tygodniu zamontowano także żelazne barykady. Podobno wzrost ochrony kandydata na prezydenta zaplanowano właśnie na czas, kiedy przyjmie oficjalnie nominację Demokratów. Tymczasem utrudnienia w parkowaniu irytują sąsiadów.
Secret Service wydał oświadczenie:" Wszystkie zmiany w ochronie, które będzie można zauważyć wokół posesji będą koordynowane z Policja Chicago. Podejmiemy wszystkie wysiłki by być pewnym, że udoskonalenia w ochronie, które dotyczyć będą sąsiedztwa, będą jak najmniej przeszkadzały mieszkańcom".
Sąsiedzi mówią, że agenci Secret Service są przyjaźnie nastawieni i zawsze udzielają odpowiedzi na pytania. Ale ograniczenia w parkingu mają wpływ na życie społeczne wielu mieszkańców, którzy z braku miejsc do parkowania musieli je ograniczyć.
- Moja mama musiała zaparkować 4 bloki ode mnie, kiedy wczoraj przyjechała mnie odwiedzić - mówi 27-letnia Tamieka Smith, zwolenniczka Obamy i jego sąsiadka. - To utrudnienie, ale on potrzebuje ekstra ochrony. Wyobraź sobie co będzie, jeśli wygra!
Katrina McPheters, 29-latka, która z trójką małych dzieci musiała pokonać odległośc 3 bloków, by dostać się do samochodu: - Chcę, żeby był bezpieczny, ale może właściciel budynku zaoferuje mi jakąś obniżkę czynszu w ramach tej niedogodności? - żartuje.