Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Trwa zacięta budżetowa debata

Andrzej Jarmakowski|Thursday, April 7, 2011

Wybory
W Kongresie trwa zacięta, pełna emocjonalnych wystąpień debata budżetowa. Perspektywa, w której 800.000 pracowników federalnych wysłanych zostanie na przymusowy wypoczynek staje się coraz bardziej realna, choć cały czas trwają rozmowy i być może zawarte zostanie porozumienie umożliwiające rządowi normalne funkcjonowanie do września lub kolejne preliminarium budżetowe. W przypadku tego drugiego rozwiązania prezydent grozi wetem.

Poprzedni Kongres, w którym Partia Demokratyczna posiadała zdecydowaną większość w obu Izbach nie zdołał uchwalić budżetu na trwający obecnie rok fiskalny, kończący się 30 września br. Po listopadowych wyborach, kiedy wielki sukces odniosła Partia Herbaciana, republikanie, którzy uzyskali większość w Izbie i sporo zyskali w Senacie,  zgodnie ze swoim programem wyborczym rozpoczęli przymuszanie administracji do zmniejszania deficytu. Nowy spiker Izby John Boehner przypominał, że sam wychowywał się w ubogiej rodzinie, w której oszczędzanie było nakazem chwili. Przekonywał, iż tak samo powinno zachowywać się państwo w czasie kryzysu. Nie może ono bez przerwy wydawać więcej niż otrzymuje od obywateli. Zrównoważenie budżetu było najważniejszym punktem programu wyborczego republikanów i sprzymierzonej z nimi Partii Herbacianej. Można powiedzieć, że obecna budżetowa batalia jest realizacją obietnic wyborczych, nie może więc stanowić zaskoczenia.

  Tu nie chodzi tylko o władzę, o to kto będzie miał większe szanse w kampanii prezydenckiej 2012 roku. Powodzenie wyborcze „herbacianych” wynikało z głęboko zakorzenionego w świadomości Amerykanów indywidualizmu i odwiecznego dążenia człowieka do wolności. W świadomości wielu Amerykanów państwo zawsze funkcjonuje jako oprawca. Dlatego pragną oni państwa ograniczonego w swoich działaniach w jak najmniejszym stopniu ingerującego w życie obywatela. Nie chcą rządowych regulacji., ani sugestii na temat tego jak mają żyć. Wzrost rządowych wydatków jak i groźba nowych, wyższych podatków spowodowała gwałtowną reakcję wyborców i wymiotła demokratów z Izby Reprezentantów.

  Spór o rolę państwa, to także podstawowe zagadnienie w makroekonomii. Co jest lepsze: państwo rozbudowane, regulujące wiele dziedzin życia, zapewniające liczne świadczenia, ale i ściagające wyższe podatki, czy rząd niewielki pozostawiający decyzje w rękach obywatela? W demokracji makroekonomia nie rozstrzyga tego sporu, decyzję pozostawiając wyborcom. W 2010 roku wyborcy postawili na zwolenników rządu ograniczonego. Nic dziwnego, że doszło do budżetowego, czyli fundamentalnego starcia z administracją Obamy, czyli zwolennikami państwa rozbudowanego, często ingerującego w życie zwykłych obywateli.

  Wraz z rozpoczęciem sesji nowego Kongresu republikanie, zgodnie z wyznawaną przez siebie filozofią rozpoczęli działania na rzecz ograniczania wydatków. Oczywiście w obowiązującym obecnie budżecie oszczędności nie mogły być zbyt wielkie. Wszak mjały kolejne miesiące. Mimo to Izba uchwaliła w bieżącym budżecie oszczędności w wysokości 61 miliardów dolarów. Biorąc pod uwagę wielkość budżetu Ameryki nie jest to wielka suma, ale i na to nie zgodzili się demokraci w Senacie oraz Biały Dom. Rozpoczęły się żmudne negocjaje, zaś rząd działał na zasadzie przedłużanego na kilka tygodni prelinarium budżetowego. Zgody na dalsze funkcjonowanie rządu nie uchwalano jednak za darmo. Każda zgoda na kolejne finansowanie na następnych kilka tygodni oznaczała ścięcie z budżetu kolejnych wydatków. Likwidowano przede wszystkim tak zwane „pork” czyli wydatki dopisywane w budżecie głównie przez demokratycznych ustawodawców. Obcięto także wydatki wielu rządowych agencji.

  Obecne prelminarium wygasa w najbliższy piątek o dwunastej w nocy. O ile więc nie zostanie zawarte porozumienie rząd przestanie funkcjonować. Do pracy nie stawi się około 800.000 rządowych pracowników. O tym co to będzie oznaczało jasno mówił także w środę prezydent. Powiedział on, że w sytuacji kryzysowej IRS zaprzetanie wysyłnia zwrotów podatkowych, na które czekają tysiące Amerykanów. Operacje wojskowe będą co prawda trwać nadal, jednak żołnierze zapłatę otrzymają w późniejszym terminie.

  Swój własny plan na taki wypadek posiada Departament Sprawiedliwości. W sądach federalnych niczego nie załatwimy. W placówkach dyplomatycznych nie będą wydawane wizy na przyjazd do USA. Departament Stanu nie będzie rozpatrywał podań, które już do niego napłynęły. Zamkniętych zostanie wiele instytucji jak Smithsonian w Waszyngtonie. EPA zaprzestanie rutynowych kontroli i działać będzie tylko w przypadkach zagrożenia ludzkiego życia. Normalnie pracować będzie FBI czy Homeland Security jak i kontrolerzy ruchu lotniczego. Znacznie mniej pracowników pojawi się w Białym Domu i we wszystkich innych rządowych agencjach. Obecni bedą tylko ci absolutnie niezbędni. Możliwe będą opóźnienia w wysyłaniu czeków social security.

  Wraz ze zbliżanie się piątkowej daty w Kongresie rozpoczęto kolejne rozmowy. Republikanie w zamian za zgodę na funkcjonowanie rządu domagali się kolejnych oszczędności w wysokości najpierw 33 a potem 40 miliardów dolarów. Rozmowy prowadzone w Białym Domu jak i w Kongresie zakończyły się przynajmniej jak do tej pory fiaskiem. W takiej sytuacji republikanie zaproponowali kolejne prelminarium, tym razem na siedem dni w zamian za 12 miliardów dolarów oszczędności. Biały Dom zagroził wetem, gdyby ustawa ta została przyjęta. Prezydent twierdzi bowiem, że rząd nie może bez przerwy funkcjonować na zasadzie przedłużania mu finansowania od poniedziałku do piątku. Demokraci w Izbie podnieśli krzyk, że nie można bez przerwy wymuszać kolejnych ustępstw i cięć budżetowych w zamian za przedłużanie funkcjonowania administracji Obamy o parę dni.

  Z kolei Partia Herbaciana uważa, że prowadzący negocjacje spiker izby John Boehner jest zbyt mięki wobec demokratów i idzie na zbyt duże ustępstwa. Herbaciani uważają, że zgodnie z obietnicami wyborczymi i mandatem otrzymanym od wyborców wydatki ciąć trzeba ostrzej. Zagrozili oni spikerowi, że nie poprą jego w wyborach w 2012 roku.

  W tej chwili nie sposób przewidzieć jak zakończy się ta rozgrywka, czy dojdzie do zatrzymania prac rządu, czy osiągniety zostanie kolejny kompromis dający Obamie kilka dni wytchnienia. Jest to prawdopodobne, gdyż obie strony chciałyby uniknąć przerwy w funkcjonowaniu rządu.

Trzeba jednak pamiętać, że obecna debata budżetowa to tylko przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości. Prawdziwe starcie dwóch wspomnianych wyżej filozofii rozegra się podczas dyskusji nad budżetem na rok 2012. Administracja przedstawiła projekt zakładający deficyt w wysokości 1.105 biliona dolarów. Republikanie w Izbie nie kryją, że prędzej im kaktus na rękach wyrośnie niż zgodą się na kolejny tak wielki deficyt. Przewodniczący Komisji Budżetowej Kongresu republikanin z Wisconsin Paul Ryan opracował plan oszczędności w wysokości 4.4 biliona dolarów w ciagu najbliższych 10 lat.  Z najbliższego budżetu Obamy pragnie on ściąć blisko 500 miliardów. To już nie przelewki. Demokraci nazywają Ryana dr. Kevorkianem programów Medicare i Medicaid. Proponowane cięcia uważają za drakońskie. Debata będzie więc niezwykle zacięta.

  To jednak jeszcze nie koniec kłopotów, gdyż Ameryka zbliża się do ustalonego przez Kongres najwyższego dopuszczalnego poziomu długu publicznego, wynoszącego obecnie 14.3 biliona dolarów. Republikanie zapowiadają, że nie zgodzą się na automatyczne podniesienie tego progu bez jasnego programu naprawy sytuacji finansów publicznych. Wskazują także, że w praktyce deficyt jest i tak wyższy, bowiem do deficytu federalnego doliczyć należałoby deficyty w poszczególnych stanach, które także nie radzą sobie finansowo.

  To oczywiste, że zwycięzca z tego starcia dwóch przeciwstawnych filozofii będzie faworytem w prezydenckich wyborach 2012 roku. Tutaj nie chodzi jednak tylko o władzę, ale o wizję państwa i jego rolę w życiu obywateli. Dlatego obecna i przyszła budżetowa wojna jest tak ważna, posiadająca fundamentalne znaczenie dla wszystkich Amerykanów. Od wyniku zmagań zależy to w jakim państwie będą żyli, a to powinno obchodzić wszystkich.

  Andrzej Jarmakowski    

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Zgadzam się z autorem, też jestem przeciw wielkiemu panstwu i wydatkom demokratów. Już w Illinois demokraci podnieśli podatki i co z tego wynika? kasy nadal im brakuje. Rację mają republikanie, którzy chcą dficyty stanowe doliczyc do ogolnej sumy. Trzymam kciuki, licząc, że wyslą oni Obamę na zieloną trawkę.
Thursday, April 7, 2011 | Wacek

•  Także uważam, że wydatki rzadowe powinny zostac znacznie obcięte. Masę federalnych pieniędzy się marnuje na rozmaite beznadziejne programy i utrzymywanie nierobów. Republikanie mają rację, że tną wydatki.
Thursday, April 7, 2011 | Jur

•  Zdaje się jesteśmy bliżej "shutdown"rządu. Czwartkowe rozmowy nie dały rezultatu, wieczorem zaplanowano jeszcze spotkanie w Białym Domu, o 6 wieczorem czasu chicagowskiego. Demokraci nie zgadzają się na koleje przedluzenia i chcą spokoju do 30 wrzesnia, ale czy republikanie się na to zgodzą? Tea Party twardo krzyczy zadnych ustepstw. I mają rację. Dość z rozrzutnością. Trzymam kciuki za Johna Boehnera. Niech się nie da w Białym Domu!
Thursday, April 7, 2011 | Wacek

•  Co za stek bzdur. I gdzie byla ta partia herbaciana, kiedy Bush wydawal pieniadze jak oblakany z karta kredytowa? Jarmakowski wypisuje hasla propagandowe i jakies ideje jak PZPR za komuny w Polsce. Partia herbaciana to skrajnie prawicowe skrzydlo republikanow utrzymywana pienieznie przez wlascicieli najbogatszych korporacji, ktorzy pragna trzymac swoich zwolennikow w niewiedzy. Republikanie pragna zwalic wine za kryzys na nauczycieli, strazakow, policjantow i innych przedstawicieli klasy sredniej w tym wlascicieli malych biznesow. W tym samym czasie pragna obnizki podatkow dla najbogatszych, ktorzy i tak placa procentowo najmniejsze podatki lub w ogole ze wzgledu na dziury prawne. Najwieksze korporacje nie placac w ogole podatkow, dodatkowo dostaja dotacje od panstwa, a republikanie ze swoimi haslami wmawiaja ludziom, ze tak powinno byc. Na szczescie coraz wiecej ludzi zaczyna widziec przez te klamstwa i zaczyna myslec.
Thursday, April 7, 2011 | Piotrek

•  PIotrek piszesz krancowe bzdury. GE w ubieglym roku nie zaplacil zadnych podatkow, ale rzadzil Obama, a nie Bush. Za Busha placilo podatki wysokie. Ponadto z tego co widzę tekst opisuje obecną sytuację w Kongresie, bez zajmowania jakiejs strony. Ale bolszewicy w postaci Piotrka zadają jasnych deklaracji. Tea Party jest ruchem spolecznym i nikt ich nie oplaca, nie przesadzaj. Ludzie mają prawo do odmiennych pogladow. A co do pieniedzy' do kazdy w domu wie, ze nie moze wiecej wydawac niz ma. Poza demokratami, ktorzy kochają wydawać nie swoje pieniądze.
Thursday, April 7, 2011 | Mariola

•  Nie tylko GE nie placi podatkow, ale wiele wielkich korporacji olejowych. Wiekszosc wielkich korporacji otrzymuje sybsydia od panstwa. Obama nie moze zmienic prawa podatkowego, jesli w Izbie Reprezentantow rzadza republikanie i wory herbaciane, ktorzy nigdy nie zgodza sie zamkniecie dziur w prawie podatkowym. Nazywajac mnie bolszewikiem tylko potwierdzasz teze, ze wory herbaciane to zbieranina cwiercinteligentow, ktorzy nie potrafia myslec. Jasne, ruch herbaciany jest oplacany ze skladek czlonkow, jestem ciekaw ile ty placisz. Do wora herbacianego nigdy nie dotrze, ze to wlasnie Bush zadluzyl ten kraj i teraz przyszedl czas aby to splacic. I ty pewnie kupilas swoj dom za cash, buhahaha.
Thursday, April 7, 2011 | Piotrek

•  Substydia dla korporacji uchwalane są przez Kongres. I republikanie w obecnej kadencji nie zgodizli się na jakiekolwiek. największe substydia uchwalili demokraci za Obamy dla przemysłu motoryzacyjnego kupując głosy w Detroit i Michigan. także banki na przyklad Citibank należący w większości do saudyjskiego księcia dostał dotacje. Nie jest prawdą, że korporacje olejowe nie placą podatków. Jak wynika z dokumentów kongresowego biura obrachunkowego Kompanie naftowe zaplacily w 2007 roku, a więc za czasów Busha 35 miliardów dolarow podatkow. Natomiast korzystaly ze zwolnien podatkowych wiercąc nowe szyby w Zatoce meksykańskiej, czy opracowując nowoczesne technologie. Jednak opowiadanie, że kompanie naftowe w ogole nie placą podatkow jest wierutną bzdurą powtrzaną przez demokratow. Tak wiec ci, ktorzy przyznawali najwieksze substdydia oskarzają o to tych, ktorzy obcieli te wydatki. Wyjątkiem jest finansowanie podstawowych badan naukowych prowadzonych przez wielkie korporacje, ale to inna sprawa i chyba nie budzi kontrowersji.
Thursday, April 7, 2011 | Jarek

•  Nie zgadzam się ze stwierdzeniem autora wpisu, że w świadomości amerykanów państwo funkcjonuje jako "oprawca" - jest to wrażenie autora widziane przez pryzmat własnych przeżyć w odniesieniu do tzw. państwa. W samym założeniu państwo miało służyć obywatelowi, nie ingerować w jego sprawy i pozwolić mu jak gwarantuje konstytucja "dążyć do szczęścia". Stąd też stwierdzenia, że rząd pracuje dla mnie (obywatela) i to na każdym szczeblu, nie tylko federalnym. Ciekawym jest spostrzeżenie autora książki (circa lata 50-60 - czy ktoś wie kogo?), który opisywał naturalne dążenie kapitalizmu w stronę komunizmu, a z drugiej strony komunizmu w stronę kapitalizmu. To dążenie w stronę komunizmu było było pod hasłem "postępu" (progress - nomen omen nie dotyczy niniejszego portalu) i wcale się nie zakończyło. Nie zgadzam się również z zaszeregowaniem "herbacianych" do republikanów - w ruchu tym są zarówno republikanie, jak i demokraci. Błędem również jest stwierdzenie, że obcinanie wydatków, to filozofia wyznawana przez republikanów - wydają oni równie szybko jak demokraci. Szkoda tylko, że nie nazwie się po imieniu tych, którzy są socjalistami, a nawet komunistami. Jest to o tyle dziwne, że przecież polacy, ci którzy przyjechali tu po wolność tego nie widzą. Osobiście zaś mam jedno pytanie: w ABC news dzisiaj o 5-tej oglądałem protest pracowników federalnych (chyba w Chicago) przeciw "shutdown" - ja pytam, czy oni protestowali w godzinach pracy? Bo jeśli tak, to należy ich zwolnić za lekceważenie pracodawcy (czyli nas) - z drugiej strony, może oni nie mają co robić, więc trzeba zrobić cięcia, bo po co utrzymywać darmozjadów?
Thursday, April 7, 2011 | AS

•  Udate: wieczorne rozmowy na temat budżetu zakończyły się fiaskiem. Jesteśmy bliżej zamknięcia biur rządu.
Thursday, April 7, 2011 | Wacek

•  Dobry artykul Jarmakowksiego. Swiatowe lewactwo atakuje i Republikanie moga jako jedyni powstrzymac ta czarna chmure na amerykanska gospodarka.
Friday, April 8, 2011 | Smith

•  Warszawski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dużą większością głosów przyjął uchwałę potępiającą pobicie Michała Stróżyka, szefa Trójmiejskich Klubów "Gazety Polskiej" i dziennikarza "GP" przez Straż Miejską. Do incydentu doszło 11 kwietnia 2011 r. w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu podczas usuwania namiotu Stowarzyszenia Solidarni 2010 przed Pałacem Prezydenckim. Drugim pobitym podczas tej akcji okazał się Marek Wernica z Solidarnych 2010. Michał Stróżyk, dziennikarz "Gazety Polskiej" został pobity tak ciężko, że pogotowie ratunkowe odwiozło go do szpitala. Ma złamany ząb i objawy wstrząsu mózgu, założono mu kołnierz ortopedyczny. Cały czas przebywa w szpitalu na Solcu. wiadomość taką przekazał portal niezalezna.pl Co na to progressforPOland, czy protestujecie przeciwko biciu kolegów dziennikarzy przez służby podległe wywodzącej sie z PO prezydent miasta Warszawy.
Wednesday, April 13, 2011 | Piotr

•  Piotr, puknij się w swoją łepetynę. Co do dyskusji o budżecie w USA mają burdy wszczynane przez oszołomstwo pod Pałacem Prezydenckim?
Wednesday, April 13, 2011 | Normalny

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493