Trudne początki, w bardzo trudnych czasach
Andrzej Jarmakowski|Friday, August 19, 2011
Kiedy Rahm Emanuel pracując w Białym Domu podejmował decyzję o starcie w wyścigu wyborczym o urząd burmistrza Chicago prawdopodobnie nie przypuszczał, że przyjdzie mu zarządzać miastem w czasach globalnego kryzysu finansowego, co siłą rzeczy musi przełożyć się na kondycję miasta. Tymczasem po łatwo wygranych wyborach został włodarzem miasta na trudne czasy i pewnie w najbliższych miesiącach i latach przyjdzie mu podejmować wiele trudnych i niepopularnych decyzji. Będzie to tym trudniejsze, że rządzić musi w mieście, gdzie o swoje interesy zaciekle walczą związki zawodowe, gdzie polityczny patronaż choćby poprzez tworzenie zbędnych stanowisk stanowi element miejskiej tradycji, zaś rozbudowane w czasach prosperity, kiedy wydawało się, że słońce świecić będzie przez 365 dni w roku, przywileje miejskich pracowników, obecnie są rujnujące dla miejskiego budżetu.
Z reprezentacyjnej, pełnej luksusowych sklepów Michigan Avenue na plażę nad jeziorem Michigan prowadzi zaniedbany tunel. To brzydkie przejście, ulokowane w jakże urokliwym miejscu doskonale oddaje kłopoty finansowe z jakimi musi borykać się nowy burmistrz. W czasach, gdy głównym tematem są wydatki publiczne, inaczej nie może być w Chicago. Deficyt miasta, już po poczynieniu pewnych oszczędności wyniesie 636 milionów dolarów. Jednak chicagowski „Inspector General” Joseph Feruson wskazuje, że w rzeczywistości przekroczył on już miliard dolarów. Do sumy 636 milionów należy bowiem dodać w roku 2011 przynajmniej 363 miliony niepoczynionych wpłat na fundusz emerytalny miejskich pracowników. Jego zdaniem rzeczywisty deficyt wyniesie w 2012 roku około 1.4 miliarda.
Nic dziwnego, że brakuje pieniędzy, aby kupić farbę na tunel przy Michigan Avenue. Trzeba poczynić oszczędności znacznie większe. Burmistrz zaproponował więc ograniczenie wydatków na policję o 15%. Mniej pieniędzy będzie na finansowanie programów pomocy dla emerytów i wiele innych miejskich usług. Zamkniętych ziostanie kilka bibliotek. Wygląda na to, że burmistrz nie dotrzyma także swojej podstawowej wyborczej obietnicy złożonej w trakcie kampanii wyborczej, iż nie poniesie podatków. 150 milionów dolarów uzyskanych z wzrostu podatku od nieruchomości ma pomóc załatać wiecznie dziurawy budżet Rady Szkolnej. Co ciekawe, coraz większe wydatki na finansowanie oświaty publicznej nie idą w parze z poprawą jakości nauczania. Mało kto zagląda pod adres 1900 N. Austin, gdzie w budynkach byłej fabryki telewizorów mieszczą się biura chicagowskiej Rady Szkolnej. Pracuje tam tłum biurokratów. Nigdy nie mogłem rozszyfrować czym tak naprawdę zajmuje się owa masa ludzi wypełniających szczelnie kilka pięter potężnego gmachu. Obawiam się, iż ci urzędnicy od niczego, nie mający nic wspólnego z procesem nauczania oddają jeden z największych problemów Chicago. To znakomity przykład tworzenia miejsc pracy dla osób związanych z polityczną, miejską maszyną. Na razie burmistrzowi nie udało się ruszyć tego układu, a bez tego trudno będzie rozwiązać finansowe problemy miasta. Maszyna ta przeje każde pieniadze, każdą podwyżkę podatków. To po prostu worek bez dna.
Z podnoszeniem świadczeń trzeba jednak uważać. Niezależnie od metody liczenia już w tej chwili Chicago jest jednym z trzech najdroższych miast w USA, a niektórzy uważają, że najdroższym. Jeszcze wyższe koszty spowodują, że miasto przestanie być konkurencyjne dla biznesu. Już w tej chwili raczej biznes ucieka z miasta, potwierdzając słuszność twierdzenia zapisanego w krzywej profesora Laffera. Powiedzmy sobie szczerze. Chicago w tej chwili nie jest miastem atrakcyjnym dla biznesu nie tylko z powodów finansowych. Liczne miejskie regulacje, pewien widoczny purytanizm spowodowały, że Chicago umieszczane jest na liście najbardziej ponurych miast w Ameryce. Być może niesłusznie, ale opinia idzie w świat.
Burmistrz ma więc do rozwiązania prawdziwy węzeł gordyjski. Liczy na dochody z miejskiego kasyna, które jednak z powodu zupełnie nierozumiałego oporu władz stanu nie może powstać, choć jak grzyby po deszczu powstają one w innych miejscach Illinois.
Emanuel rozpoczął więc swoją kadencję w bardzo trudnym czasie. Nie wszystko, jak choćby kondycja gospodarki zależy od niego. Choć na pewno władze miasta powinny głęboko zastanowić się nad tym jakie funkcje miasto powinno spełniać, w jakich kierunkach się rozwijać. Chcąc rozwiązać ten gordyjski węzeł potrzeba będzie wielu śmiałych decyzji i naruszenia skostniałego układu jaki wytworzył się w mieście. Przyszłość pokaże, czy burmistrz sprosta tym zadaniom.
Andrzej Jarmakowski
Foto: Wikipedia / ewamalcher.com
Dodaj komentarz
• Emanuel nic nie zrobi, gdyż jest zalezny od związkow zawodowych i innych mafijnych organizacji.
Friday, August 19, 2011 | wkurzony podatnik
• Panie Jarmakowski ten Pan nie jest z Pańskiego ugrupowania. On jest od kryzysu i łamania Ameryki.
Friday, August 19, 2011 | Cycek
• Emanuel ma renomę polityka energicznego, twardego i skutecznego. Jeśli to prawda, to możemy się tylko cieszyć że tak trudna kadencja przypadła w udziale komuś takiemu.
Friday, August 19, 2011 | zainteresowany
• Jednak do tej pory raczej zmaga się z miejską maszyną, a jedyne co zaproponowal to podwyzkę podatkow od nieruchomości, co oczywiście nie rozwiąże problemów.
Saturday, August 20, 2011 | Ktys
• Jednak i w Chicago jest przechowalnia dla "byłych politycznych i społecznych "cwaniaków,a w Polsce myślą ,że w Ameryce to raj na ziemi .Raj taki zapowiada Yarko.
Saturday, August 20, 2011 | baba-jaga- gad z patologicznej rodziny