Thanksgiving Day, czyli kilka słów o Święcie Dziękczynienia
Andrzej M. Trzos|Wednesday, November 24, 2010
Stany Zjednoczone, jedno z największych i najbogatszych państw świata, są wyjątkowo biedne w tradycje historyczne, którymi można się powszechnie chwalić. Przyczyna tego leży nie tylko w tym, że jest to państwo liczące sobie zaledwie 234 lat, ale i w braku tu wielkich wydarzeń historycznych - poza wojną domową i stworzeniem pierwszej w świecie demokratycznej konstytucji. A przecież od najdawniejszych czasów wiadomo, że kultywowanie obyczajów, czy wierzeń, podobnie jaki i pamięci o różnych wydarzeniach urastających do tradycji - stanowi jedno z najmocniejszych więzów każdej społeczności. Bo też większość z nas kocha wracać co pewien czas do tych samych wspomnień, rytuałów, a nawet w ten sam sposób zastawionego stołu.
Stąd i w Stanach Zjednoczonych - od ich początku - skrzętnie doszukiwano się wydarzeń, które mogły być powszechnie i uroczyście celebrowane, nie omieszkując uciec się nawet do obchodów urodzin kilku co sławniejszych prezydentów. A że Bóg i natura na ogół sprzyjały amerykańskiej społeczności w budowaniu dobrego bytu, więc konsekwentnie wymyślono Dzień Dziękczynienia.
Początkowo zaistniał z tym nawet problem, bo na wybór takiego święta znalazły się dwie daty, dwa miejsca i dwie grupy przybyszów do Ameryki.
Pierwsze z nich to: 8 września 1565 roku, w miejscu o dzisiejszej nazwie Saint Augustine na Florydzie - dotyczyło przybycia tam pierwszej grupy osadników. Świętowanie w tym dniu dotyczyło jednak głównie faktu szczęśliwego dotarcia do Ameryki i w cieplarnianych warunkach fetowane było nie tylko resztkami żywności przywiezionej ze sobą, ale i bogactwem tego co rodziła tamtejsza urodzajna ziemia. Jedynym elementem mogącym zakłócić radosną uroczystość, było zgrożenie ze strony wojowniczych Indian.
Dugie to okres od 21 pażdziernika do 11 listopada 1621 roku, miejsce nazwane Plymouth w obecnym stanie Massachussetts i związane z przybyciem na statku „Mayflower” - właśnie z angielskiego portu Plymouth - grupy dewocyjnych purytanów uciekających przed prześladowaniami religijnymi, a określanych tu pielgrzymami.
Ta druga historia okazała się bardziej przydatna do obchodu Dnia Dziękczynienia w Ameryce, bowiem obfitowała w wiele wyjątkowych wydarzeń potrzebnych do powstania tradycji, którą można było już się pochwalić. A to między innymi dlatego, że pielgrzymi dotarli do Ameryki 11 grudnia 1620 roku i z trudem przeżyli ostrą zimę, zakończoną śmiercią 46 ze 102 przybyłych tu osób, licząc w tym również załogę statku i innych pasażerów. Lato 1621 roku, dzięki pomocy Indian, przyniosło jednak pielgrzymom obfite plony i pozwoliło im uczcić to radosnym trzytygodniowym świętowaniem ze śpiewami, tańcami i zawodami sportowymi, w których uczestniczyli również zaprzyjaźnieni Indianie.
Wprawdzie owo świętowanie miało wiecej z obyczajów dożynkowych w ówczesnej Anglii niż z wyrazów dziękczynienia, ale taka historia przemawiała do wyobraźni Amerykanów. Na domiar tego gubernator pielgrzymów - William Bradford ogłosił tę uroczystość jako Dzień Dziękczynienia za opiekę bożą nad przybyszami do Ameryki i ustalił jej obchodzenie każdego roku w ostatni czwartek listopada.
W czasie Drugiego Kongresu Kontynentalnego w roku 1776 zaproponowano uznanie Dnia Dziękczynienia obchodzonego tylko w Nowej Anglii za święto ogólnonarodowe i wiele stanów przyjęło tę propozycję. Jednak dopiero w roku 1863 prezydent Abraham Licoln uznał to święto za obowiązujące w całych Stanach Zjednoczonych, a w roku 1939 prezydent Franklin D. Roosevelt ostatecznie zatwierdził jego dokładną datę: każdy czwarty czwartek listopada, a nie koniecznie ten, który przypada jako ostatni.
Obecnie Thanksgiving Day jest najważniejszym świętem rodzinnym w Ameryce, ale też zawiera nadal elementy uroczystości dożynkowych. Bowiem obok tradycyjnie zastawionych stołów pojawiają się w domach dekoracje w postaci wiklinowych koszy z owocami i warzywami oraz bukiety zasuszonych traw i jesiennych kwiatów. To, co pojawia się na stołach też od ponad trzech wieków stanowi tradycyjny zestaw: pieczony indyk nadziewany farszem z bułki przyprawionej ziołami, sos żurawinowy i słodkie ziemniaki, a na deser ciasto z dyni. Wprawdzie te frykasy nie były składnikami pierwszych uczt pielgrzymów, bowiem wtedy raczono się mięsiwem z dziczyzny leśnej, ptactwa wodnego i ryb oraz produktami mącznymi, ale każda tradycja naginana jest nieco do późniejszych potrzeb i możliwości.
Podobnie jak jej dekoracyjna otoczka: paradowanie w czarnych historycznych szatach pielgrzymów, w butach z wielkimi srebrnymi klamrami i z wysokimi spiczastymi kapeluszami na głowach. I żeby temu świętu dodać jeszcze najwyższej rangi splendoru - od roku 1939 każdy prezydent uroczyście inaugurując Dzień Dziękczynienia, darowuje życie jednemu z dziesiątek milionów uśmierconych z tej okazji indyków. Trochę to śmieszne, ale przez większość Amerykanów uznane za cenny element tej tradycji.
Jako ciekawostkę należy dodać, że w Plymouth znajduje się muzeum, które zgodnie z przekazem historycznym, prezentuje pierwszą kolonię pielgrzymów. Tu też spotykają się potomkowie osób przybyłych do Ameryki na statku „Mayflower”, uznających się za najwyższej rangi elitę tego kraju.
Andrzej M. Trzos
ProgressForPoland.com życzy wszystkim swoim czytelnikom, przyjaciołom i nieprzyjaciołom, internautom, zwolennikom i przeciwnikom, tym którzy odwiedzają naszą stronę i tym, którzy jeszcze o istnieniu naszego portalu nie mają pojęcia:
HAPPY THANKSGIVING!
Dodaj komentarz
• dla mnie akurat Thanksgiving jest jedynym świętem w USA które lubię. dlatego fajnie, że oni się z tymi indianami i między sobą dogadali i święto jest :D
Happy Thanksgiving!
dla wszystkich!
Wednesday, November 24, 2010 | Antonia Moore
• Dzisiaj rano z ABC News dowiedziałem się, że owi pielgrzymi, to pierwsi socjaliści, którzy przybyli do Ameryki propagować swoje idee jeszcze przed Karolem Marksem. Na szczęście nie popsuło mi to apetytu...
Thursday, November 25, 2010 | AS
• Swoją drogą nie rozumiem Indian. Dlaczego nie wybili wszystkich indykow dookola tej kolonii. Ile problemow dzisiaj byloby mniej! Oczywiscie z ich punktu widzenia.
Thursday, November 25, 2010 | milosnik wieprzowiny
• Madre slowa pana Trzosa :) brawo
Monday, November 29, 2010 | Natalia