Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Swojskiej Polski już nie ma

Dariusz Wisniewski|Saturday, January 14, 2012

Wybory
Im bardziej pobyt w USA przedłuża się i szanse na powrót do kraju maleją, albo nawet nie są w ogóle rozważane jako realne, tym coraz częściej moje wizyty w Polsce kończą się identycznie – pewną ulgą.


Latam do Polski często. Niemal każdy pobyt przebiega podobnie. Odwiedzam rodzinę i siedzę z nią tak długo, aż obie strony są już mocno sobą znudzone. Robiąc kilka kółek, z przyjemnością przechadzam się po starym mieście,  kupuję kilka upominków, zachodzę do księgarni, wieczorem wypijam wódkę ze swoimi nielicznymi już przyjaciółmi i wreszcie przychodzi dzień, w którym chętnie pakuję walizki i jak najszybciej chcę dotrzeć na lotnisko. To zaskakujące. 

   Dostrzegam pozytywne zmiany w kraju.  Żarcie, mówiąc językiem ulicznym, smakuje mi bardzo. Podoba mi się polska młodzież, wolna od obciążeń historycznych i stereotypów. Lubię przyglądać się, jak mieszkańcy Białegostoku, niczym mrówki, tłoczą się na chodnikach, co jest ilustracją pulsującego życia i ludzkiej energii. A zatem, co mi się nie podoba? Dlaczego wyjeżdżam z Polski z ulgą? Moja teza jest następująca: swojskiej Polski już nie ma, przynajmniej dla kogoś, kto za granicą mieszka długo. Możemy wspólnie kibicować Adamowi Małyszowi, Justynie Kowalczyk, możemy razem spierać się o wizje polityczne –  ale po zagłębieniu się w rzeczywistość zwykłego polskiego dnia, okaże się, że jako Polonusi jesteśmy zagubieni, ponieważ nasza perspektywa jest zupełnie inna. 

  Tym razem poleciałem do Polski na pogrzeb. Będąc już w kraju, po rodzinnej naradzie postanowiliśmy, że spróbujemy załatwić potrzebne poświadczenia i upoważnienia związane ze sprawami majątkowymi. Nie był to przypadek skomplikowany. Chciałem, aby mieszkający w Polsce brat zajął się upłynnieniem niewielkiego majątku. Słowem – sprawa stosunkowo prosta. Okazało się, że nie. Notariusz w Polsce to urzędnik, do którego nie można tak po prostu zajść, jak to się mówi – z buta. Notariusze polscy są bardzo zajęci, z uwagi na nie tylko istnienie wielu form własności, ale na częste zmiany osoby właściciela. Zapłaciliśmy 600 złotych. Drogo, ale udało się. 

  Wszystkie te procedury dziwiły mnie i denerwowały, ale moją rodzinę nie. Krewni – chociaż dostrzegali uciążliwość tych powinności – w milczeniu zgadzali się na ich konieczność. Gdy podczas uroczystego odczytywania sporządzonych dokumentów, zapytałem o coś, notariusz był wyraźnie zniecierpliwiony moją niewiedzą, a rodzina okazała zdziwienie, że spowalniam załatwienie sprawy w sytuacji, gdy i tak udało nam się w ogóle tutaj dostać. Ta rozbieżność naszych spojrzeń wynikała z różnych punktów widzenia.
 
  Pomiędzy Warszawą a Białymstokiem kursują dość szybkie pociągi, ale aby z lotniska dostać się do dworca centralnego, potrzeba wziąć drogą taksówkę. Poradzono mi więc, abym skorzystał z prywatnego połączenia autobusowego bezpośrednio z lotniska do Białegostoku. Wydrukowałem z google mapkę. Przystanek miał być oddalony od terminalu może kilkaset metrów. Odebrałem walizkę i ruszyłem według wskazówek mapy, ale trochę na wyczucie. Nie widząc żadnego przystanku, zapytałem przechodnia. Wzruszył ramionami. Nigdy nie słyszał o takim autobusie. Szedłem dalej chodnikiem. Nagle zauważyłem tył autobusu. Przyspieszyłem. Ulga. Przed pojazdem stał kierowca i palił papierosa. - Do Białegostoku? – zapytałem. - Tak – powiedział. - Kiedy pan odjeżdza? Kierowca rzucił niedopałek, przydeptał i powiedział – teraz. Dosłownie – czułem, że mam szczęście, jak w kraju, którego nie znam. To raczej przygoda cudzoziemca, a nie mieszkańca.


  To zanikające poczucie swojskości jest przykre, ale nieuchronne. A przecież to mój kraj. Znam dobrze język, a jednak do Polski trzeba się za każdym razem ponownie przyzwyczajać. Inny punkt widzenia, którym człowiek tutaj w USA przesiąkł, burzy poczucie komfortu i zmusza do różnych porównań. Stąd niepewność. Tymczasem, aby utrzymać swojskość, lepiej, jak takiej możliwości porównań nie ma. Przeklęty zatem ten, który po latach myśli o powrocie. Być może najlepiej czują się ludzie, którzy siedzą w jednym miejscu, otoczeni swojską i dobrze znaną im rzeczywistością.

    Lepsza rzeczywistość to ta, w której człowiek czuje się swobodniej. Niekoniecznie ta, która stwarza lepsze warunki bytu. Czy banki amerykańskie są lepiej zorganizowane niż polskie? Czy polski urzędnik traktuje gorzej petenta niż amerykański? Zależy kogo zapytać. Jeżeli skrytykuję polskiego urzędnika i kasjerkę w delikatesach, nie będę miał racji, zresztą Polacy w kraju słusznie zaraz mi powiedzą, że się czepiam, że przesadzam. Ale nie będę miał racji również z tego samego powodu, dla którego ludzie nieraz przesadnie twierdzą, że najlepsze jedzenie jest w Polsce i że nie ma nic lepszego niż polska, czysta wódka.



Dariusz Wiśniewski/Radio Horyzonty
 

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Pozostala swojska, ale kielbasa?
Saturday, January 14, 2012 | swojak

•  Cy oni pija tam dalej ciepla wodke ?
Saturday, January 14, 2012 | Konsument

•  Sa ludzie, ktorzy lataja do Polski bardzo rzadko i wtedy dopiero jest zaskoczenie. Wszystko sie zmienia bardzo szybko. Moi znajomi wrocili do kraju i maja klopoty aby sie zaaklimatyzowac. I ti juz trwa miesiace.
Saturday, January 14, 2012 | krakowiak

•  Nie ma Wisniewskiego Polaka,jest natomiast Wisniewski konformosta, bezpanstwowiec.Istota bez duszy,serca i mozgu,pacholek do wynajecia.
Saturday, January 14, 2012 | swojak

•  W radio uslyszalem tylko koncowke. Dziekuje za ten przekaz.
Saturday, January 14, 2012 | Stach z Utah

•  Co do jedzenia - ciezko potem na zoladeczku, oj ciezko. Co do wodki - ekspertem nie jestem. Mam podobne wrazenia z kazdej wizyty, tylko ze ja za czesto nie "wizytuje" tej naszej Polski. I chociaz uwielbiam spacery po warszawskiej Starowce, zagladanie do zamku w Olsztynie, czy noce spedzone w Krakowie na Rynku (oj, ta atmosfera!), to... z radoscia wracam do domu czyli tu. Polska to dla mnie wspomnienia dziecinstwa, mlodosci, wyglupow szkolnych i pierwszych milosci (oj kochalo sie, kochalo...). Tutaj jest dom, tutaj jest znajome, tutaj mam moja rodzine. A niebo wszedzie jest niebieskie...
Saturday, January 14, 2012 | Iwona

•  tam ciepla wodka - tu w knajpach cieple piwo. Co kraj - to obyczaj.
Saturday, January 14, 2012 | Polski Kogut

•  A co to w ogole znaczy Polonus? To ktos, kto nie zna juz polskiego, i nie zna angielskiego. To ciemniak. Nikt tak nie mowi, ale tak mysli.
Saturday, January 14, 2012 | k

•  Panie Darku, trza mówić o katastrofie smoleńskie a nie o notariuszu, o marszu na pajac prezydenta, o tym czy aptekakibędą zamknięte jak lekarz umrze, o tym czy Palikot uwzionoł się cholera na Tuska, o tym czy jutro będzie pan palił marihuanę o nie pytać o głupi autobus czy wogóle chodzi czy jeżdzi. A wogóle to wszystko się Panu poplątało bo orze ten imperializm amerykański to nie doceniasz Pan socjalnego, który z nich ma być na urlopie macierzyńskim czy syn czy brat syna do puilnowania wnuczki babci. Dlatego wszystkim niecepom a nowocześniejszym maszynom od młockarni życzę aby głupich pytań o wódce regionalnejh i konopiach się więcej nie pytali.
Saturday, January 14, 2012 | Cep

•  Tak, to prawda. Mnie polska wjurza podczas wizyt. Wcale nie czuję sie tam dobrze. Wkurzają mnie polskie procedury w urzędach, namacalnie pokazujące jak Polska jest jeszcze zapóżniona cywilizacyjnie. Wcale nie zachwycam sie polska kuchnia, a w wielu resturacjach daja jeśc marnie, tłusko, kiełbasiano. Wszystko odgrzewane i robione byle jak. POlska została odmalowana, ale tak na pokaz. Wysrczy zajrzeć na podwórka, zby zobaczyc syf. Beznadziejna jest debata publiczna, a jak widze Jaroslawa kaczynskiego, to oedchodze od telewizora. Wkurza mnie ludowy polski katolicyzm, zaś bazylika w Licheniu pozostanie symbolem architektonicznego brzydactwa. Wkurza mnie polskie cwaniactwo, ktore na kazdym kroku stara sie przybysza wydoic. Od taksowkarza po panią w sklepie. Dlatego szybo czuje się tam zmęczony. Co ciekawe doskonale spedzilemw akacje w czeskiej Pradze. Niue było tam tego polskiego zaścianka.
Saturday, January 14, 2012 | Turysta

•  Panie Wiśniewski to są pańskie odczucia, szczere - bez cienia zarozumiałości, bufonady, pogardy lub zachwytu. Ma pan rację i trudno z tym polemizować. Ta Polska nie jest (dla pana swojska i powiem więcej: ona nie jest "wasza". Mam podobne odczucia. Przyjeżdżam do miasteczka w którym kiedyś mieszkałem i to nie jest już moje miasto. Koledzy wyjechali, część się najnormalniej "zapiła na śmierć", a ci co zostali, żyją swoimi sprawami, swoim życiem. Starsi pomarli i zostali nieliczni z którymi mogę "pogadać". Takie spotkanie: "Co słychać?, jak tam żyjesz,?"... trochę wspomnień i rozjeżdżamy się. To próbuje wam uświadomić. Ja mieszkający na zachodniej ścianie Polski i dla mnie wschodnie regiony to też prawie inny kraj. Powodzenia!
Sunday, January 15, 2012 | Jarun

•  P.S...a ty Cep nie popisuj się swoją durnotą, nieuctwem i tępym spojrzeniem na rzeczywistość. Nikomu nie zaimponujesz !!!
Sunday, January 15, 2012 | Jarun

•  Do Cepa. O katastrofie mowia wszystkie katolickie szczekaczki. Nie wystarczy?
Sunday, January 15, 2012 | surfer

•  Wy tam w tej Ameryce to co same komunistyczne wypierdki ?
Sunday, January 15, 2012 | Andrzej

•  surfer bydlaczku do obory,a nie do komputera.
Sunday, January 15, 2012 | swojak2

•  No właśnie my tutaj w Ameryce wysyłamy tam do Polski takich kurierów jak Wiśniewski po to aby w przyszłości wywował wojnę i dołączyć Poskę jako stan do Ameryki. Wiśniewski niepotrzebnie o tym napisał bo to wszystko było chronione tajemnicą. Za to wszystko zostanie ukarany jak Kiszczak , nawet więcej prze sprawiedliwy sąd podwórkowy na 10 lat z zawieszeniem na sto lat ale dopiero wtedy jak dożyje wieku 86 lat. Sprawiedliwość zostanie podłączona kablem podwodnym do zorganizowanej Silidarności z Prawem, Rydzyka oraz Patrtiotycznej Solidarnrj Polski ze wskazaniem na prokuratora przestrzelonego w policzek. Odwołanie w tej sprawie możecie kierować do władz Korei Płudniowej.
Sunday, January 15, 2012 | Cep

•  I nie myście wy Jaronopodobni, że dostanie się tutaj na tą ziemię. Z Polski was najpierw deportujemy aby nie zakłucać porządku. Ale nie myście, że ta Polska zostanie w tym samym miejscu. My ją odetniemy od Europy mieczem spod Grunwaldu i przyholujemy przy pomocy dużej ilości kajaków.
Sunday, January 15, 2012 | Cep

•  Biedny jesteś Cep. Tak by się chciało coś powiedzieć a tu nic wychodzi. Same durnoty. Ani do śmiechu, bo to tępe, głupie, dziecinne, ani poważne, bo też na niczym się nie znasz. Cep to cep !
Monday, January 16, 2012 | Witek

•  ..Nie wpuścili Boysów do USA. Zespół nie dostał wiz...He, he,....W Prószkowie i Wołominie już o-srali tandetnych pseudomafiozów...
Monday, January 16, 2012 | ANAKONDA

•  Blisko 30 lat temu, w stanie wojennym, znalazłem się po demonstracji na Starym Mieście w milicyjnym areszcie. Byłem wtedy na drugim roku studiów. Podczas jednego z przesłuchań śledczy zaproponował mi paszport. - Jak ci się w Polsce nie podoba, to wypie.....j stąd ! Chcesz ? Jeszcze dzisiaj załatwię ci paszport . Dam ci go jak kupisz bilet w jedną stronę, dokąd chcesz, byle w tym miesiącu... Wtedy powiedziałem mu, że to najwyraźniej jemu nie podoba się ten kraj i ludzie, którzy mają inne niż on poglądy, a więc niech to on weźmie paszport i wraz kolegami wyjedzie, najlepiej do ZSRR. Dostałem za to w pysk i po nerkach (pewnie dlatego dzisiaj mi tak dokuczają), ale paszportu nie wziałem. wziął go mój kolega z liceum, którego esbecja zwinęła razem ze mną. Dogadywaliśmy się jak mało kto... Minęło nieco ponad 2o lat nim zobaczyliśmy się ponownie. Przemek wyjechał do UK, a potem do Australii. Tam skończył studia, zdobył dobrze płatną pracę. Kiedy spotkaliśmy się po tych dwudziestu z górą latach wspominaliśmy oczywiście tamte chwile ze stołecznej Starówki, potem opowiadaliśmy co robiliśmy przez 20 lat itd. Tak upłynęły nam 3 dni. Potem on pojechal w Polskę do rodziny i na wakacje. Zobaczyliśmy się po 3 tygodniach. Mówił, że jest zmęczony rodziną i ludźmi, ale zachwycony tym jak kraj się zmienił. Zmęczyły go kłotnie jakie Polacy wszczynali przy byle okazji. Głownie o politykę, religię, historię, ale także o jakieś banalne lokalne sprawy. Stwierdził, że chętnie już wróci do domu... Wrócił po dw och latach. Znowu się spotkaliśmy, znowu przegadaliśmy dwie noce, znowu pojechał w Polskę, ale na krócej. I znowu wrócił zmęczony, znowu stwierdził, że chce już do siebie. Bo u siebie... odpoczywa. Podobnie było z innym moim kumplem, który wraz z zoną wyjechał do Kanady przed 25 laty. Też wracali do swojego miasteczka koło Toronto zmęczeni sporami znajomych i nieznajomych Polaków. ... I ja ich w zupełności rozumiem, chociaż nigdy nie mieszkałem na stałe zagranicą. Zwiedziłem ponad 50 krajów i zawsze moje wyjazdy były bardzo intensywne. Każdego dnia oglądałem nowe miasta i krajobrazy, spotykałem się z innymi ludźmi, którzy opowiadali mi o swoich problemach, rodzinie itp. Po dwóch czy trzech tygodniach zawsze marzyłem by wrócić do domu, włożyć swoje kapcie, przytulić kota, wykapać się w swojej wannie, usiąść na swoim balkonie etc. Czyli dokładnie tak jak Pan panie Darku, jak moi znajomi odwiedzający Polskę i jak ja po wojażach. Bo ludzie tak już mają, że w takich chwilach tęskną za swoim domem. Dom to taka nasza jaskinia, twierdza, w której czujemy się bezpieczni. Tutaj znamy wszystkie dźwieki, obrazy za oknem, ustawienia sprzętów, wiemy czego możemy się spodziewać po ludziach, umiemy z zamkniętymi oczami poruszać się po tym terenie. To właśnie daje nam poczucie bezpieczeństwa. To własnie za tym tęsknimy po intensywnych podróżach. I nie ma znaczenia czy to miejsce jest w Polsce czy w kanadzie, Australii czy USA. Tam jest nasza ojczyzna, gdzie nasz dom, do którego chcemy wracać. Dom który tylko wspominamy ale nas męczy to co najwyżej dom dzieciństwa, kraj dzieciństwa. Sentyment, rodzinne i historyczne korzenie każą nam do nich wracać, ale Ojczyzna jest tam gdzie dom, do którego CHCEMY wracać. A możę się mylę ? Może Ojczyzna to ta kiełbasa, te ciastka, ta wódka i to piwo, te góry z charakterystycznym wygięciem Kasprowego, wieża kościoła Mariackiego w Krakowie, syrenka warszawska. ?... Może Ojczyzna to ciotka Marysia, dziadek Franek, szwagier Józek, burek za oborą, sad rodzinny ? Może warto na nowo zdefiniować pojęcie Ojczyzny, panowie i panie emigranci ? Czym jest dla Was Ojczyzna, zadajecie sobie jeszcze to pytanie ?
Thursday, January 19, 2012 | Krzysztof / Kem

•  Panie Krzysztofie Kem. Czy jest Pan uprawniony do zadania takiego pytania? Czy nie myśli Pan podobnie jak Kaczyński i pozostali patrioci wokół niego skupieni, którzy zadają takie pytanie np: Tuskowi, tym nie patriotycznym, którzy dzisiaj rządzą Polską i wybgrali wybory. Czy Wy Panowie Tusk macie takie prawo żądzić krajem jako niepatrioci? Niech Pan zastanowi się przez chwilę czy nie obraża nikogo?
Thursday, January 19, 2012 | Cep

•  Krzysztof /Kem ,niestety masz racje dom jest tam gdzie wiesz ,że czujesz się u siebie.Wiem ,ze są tacy co mają /mieli dwa domy ,lecz czasem tak bywa ,że zostaje ten jeden jedyny i tam się zostaje.Myślę ,że właśnie dlatego młodzi ,którzy opuścili Polskę ,założyli rodziny i się w miarę urządzili nigdy już nie wrócą ,bo do czego -do tego skłóconego narodu ,gdzie ważniejsza jest kariera i władza jak naród.Pozdrawiam ,ale zawsze będę wierna swojej ojczyźnie.
Friday, January 20, 2012 | baba-jaga- gad z patologicznej rodziny

•  Dosyć już tej spekulacji, co to jest Ojczyzna ! Co to handlujecie tym słowem jak pietruszką na bazarze ?
Sunday, January 22, 2012 | Jarun

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493