Real Madryt podejmie w niedzielę na Santiago Bernabeu Barcelonę w pierwszym meczu rywalizacji o Superpuchar Hiszpanii. Nawet jeśli sprawdzą się czarne scenariusze i start ligi opóźni się, emocje ze zbliżającego się wielkimi krokami dwumeczu długo jeszcze będą elektryzować kibiców futbolu z Półwyspu Iberyjskiego.
Historia po stronie Realu
Czy piłkarskie święto może powszednieć? Czy pojedynek dwóch biegunowo odległych filozofii gry może być nudny? Czy jakiekolwiek inne spotkanie piłkarskie gromadzi na boisku tyle piłkarskiego geniuszu? Odpowiadając na te pytania śmiało można wziąć przykład z bohatera „Samych swoich”. Gran Derbi to święto całego futbolowego świata i ogromnym szczęściem jest możliwość oglądania tego meczu tak często.
Gdy spojrzymy w statystyki, to zobaczymy, że jeśli chodzi o superpuchar, górą zdecydowanie jest Real Madryt. „Królewscy” pokonywali Barceloną 4 razy w ciągu ostatnich 23 lat, ale ostatni triumf miał miejsce jeszcze w 1997 roku.
Ciągle nie wiadomo, czy obie ekipy będą mogły wystawić najsilniejsze jedenastki. Pod znakiem zapytania stoi niedzielny występ Sergio Busquetsa i Gerarda Pique, narzekających na urazy po spotkaniu reprezentacji Hiszpanii. W obozie Realu kontuzje wyeliminowały nowych piłkarzy, Nuriego Sahina i Hamita Altintopa. Fani „Królewskich” mogą jednak liczyć na debiuty innych nabytków Realu, Fabio Coentrao, Jose Callejona czy Raphaela Varane'a. Nie wydaje się, by w tak ważnym meczu Mourinho dał szansę piłkarzom rezerw, których zabrał do USA czy Chin.
Pewność czy gra psychologiczna?
Przed pierwszym etapem bitwy nr 1 o prymat w Hiszpanii zwłaszcza z obozu madryckiego dobiegają sygnały optymizmu i pewności siebie. O ile wypowiedzi Paco Buyo i jego nieprzyzwoicie wysokie typy wyników dwumeczu trzeba oceniać jako mało obiektywne i raczej mało realne, o tyle oceny Jose Mourinho na temat okresu przygotowawczego Realu są pozytywne i zdecydowanie dają do myślenia.
Pisanie o pewności siebie wśród piłkarzy „Dumy Katalonii” byłoby kpiną, zważywszy na pasmo sukcesów tej drużyny od momentu przejęcia posady trenerskiej przez Guardiolę. Katalończycy są pod zdecydowanie mniejszą presją. Balonik o nazwie „tytuł dla Realu” jest konsekwentnie nadmuchiwany przez stołeczne media i środowiska związane z klubem. Sytuacja ta trwa od pierwszych minut po zakończeniu minionego sezonu. Porażka gospodarzy niedzielnego starcia nie spowoduje raczej, że koncepcje Mourinho się posypią, ale być może wpłyną na nastawienie piłkarzy, a na pewno na atmosferę wokół madryckiej drużyny.
Kwestia wygranej w Supercopa rozstrzygnie się w dwumeczu, który będzie trzecim podwójnym starciem Pepa Guardioli z Jose Mourinho. Jak na razie dwukrotnie górą był Katalończyk, choć w wynikach i przebiegu rywalizacji widać progres madryckiej ekipy. Interesującą kwestią jest sposób gry, jaki wybierze na niedzielne starcie Portugalczyk. Od jakiegoś czasu mówi się o tym, że Real postawi na ofensywę. W ostatnich latach otwarta gra madryckiej drużyny przeciwko Barcelonie kończyła się jednak fatalnie dla Realu.
Niezależnie od wyniku niedzielnego starcia można być pewnym, że wywoła ono kolejne burzliwe dyskusje na temat gry obu drużyn. Trzeba być jednak świadomym faktu, że w futbolu nie istnieją złote środki, uniwersalne recepty na odnoszenie zwycięstw. Wygranej nie można z całą pewnością zapewnić sobie za każdym razem dzięki posiadaniu piłki czy tylko i wyłącznie kupując najlepszych na świecie.