Samozwańcza piąta władza
Bruno Kruszelnicki |Saturday, May 16, 2009
Jeśli ktoś zdziwi się, że w Polsce istnieje jakaś piąta władza - od razu należy mu wyjaśnić, że właśnie po taką władzę sięgnęli etatowi działacze z grona wątpliwej wartości spadkobierców NSZZ „Solidarność”, odprysków z OPZZ. i polipu związkowego zwanego „Sierpień 80”. Określenie ich jako piąta władza możnaby uznać za mało poważne, a nawet za tani żart, gdyby nie dowody na to, że ci radykałowie usiłują dyktować swoją wolę konstytucyjnej władzy ustawodawczej i wykonawczej, a bywa że nawet sądowniczej.
I robią to nie siłą przedstawianych argumentów, ale siłą publicznych brutalnych demonstracji, z posługiwaniem się nie tylko słownymi wulgaryzmami i groźbami pod adresem prawowitej władzy, ale coraz częściej także przy użyciu wyjących syren, żelaznych łomów, drewnianych pałek, butelek z benzyną, łącznie z podpalaniem opon oraz obrzucaniem służb porządkowych petardami i kamieniami.
Rodzi się to ze źle pojętego, obowiązującego w naszym kraju zapisu „demokracja”, którego jednym z głównych składników jest pojęcie „wolność”.Rzecz w tym, iż w żadnym przypadku to pojęcie nie upoważnia do anarchii.
Niestety - relikt zwany „związki zawodowe” jest mocno osadzony w polskim ustawodastwie, ze wszystkimi jego bezsensownymi przywilejami. Przytoczmy tu konkrety.
Co mówi artykuł 31 Ustawy o związkach zawodowych z roku 2001?
Prawo do zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy (czyli brania od właściciela firmy wynagrodzenia za darmo) na okres kadencji w zarządzie zakładowej organizacji związkowej przysługuje: 1) jednemu pracownikowi w miesięcznym wymiarze godzin równym liczbie członków związku, gdy organizacja jest mniejszsza niż 150 osób, 2) jednemu pracownikowi, gdy związek liczy od 150 d0 500 członków, 3) dwom pracownikom, gdy związek liczy od 501 do 1000 członków, 4) kolejnemu pracownikowi za każdy rozpoczęty nowy tysiąc członków organizacji.
Weźmy tu za przykład polskie stocznie w Gdańsku, Gdyni i Szczecienie. W niedawnym jeszcze okresie skupiały one niemal 27. tysięcy związkowców - w tym około 20. tysięcy pracowników oraz 7.tysięcy rencistów i emerytów tych stoczni (bo oni zgodnie z ustawą też mieli prawo przynależności do organizacji związkowych w swoim byłym zakładzie). Gdyby wszyscy byli skupieni w jednej tylko organizacji - dawałoby im to prawo do około 40. przedstawicieli nie wykonywujących pracy dla swoich zakładów, ale opłacanych przez te zakłady. Tu jednak trzeba podkreślić, że w każdej z tych stoczni działał nie jeden, ale w rzeczywistości po15 różnych związków zawodowych o takich ilościach członków, które dawały prawo do korzystania z najkorzystniejszych ilości ich reprezentantów utrzymywanych przez zakład. W ten sposób ogólna liczba darmozjadów w tych stoczniach sięgała niemal 70 osób.
Nie mniejszy idiotyzm zawiera artykuł 32 owej ustawy mówiący o tym, że pracodawca bez zgody zarządu zakładowej organizacji związkowej nie może: 1) wypowiedzieć ani rozwiązać stosunku o pracę z imiennie wskazanym członkiem organizacji związkowej, 2) zmienić jednostronnie warunków pracy lub płacy na niekorzyść pracownika, o którym mowa w pkt.1.
Nie wdając się w szczegóły obszernej tabeli uzależniającej ilość tak uprzywilejownych osób od ilości członków istniejących orgaznizacji związkowych i okresu ich ochrony - w trzech polskich stoczniach ich liczba sięgała ponad 900. I warto tu dodać, że do takiego przywileju ochronnego przed zwolnieniem z pracy typowani byli ludzie o poglądach najbardziej radykalnych w walce o partykularne interesy związków zawodowych.
Dodatkowy przywilej związkowców określa artykuł 33 tejże ustawy, zobowiązujący właścicieli zakładów pracy do udostępnienia każdej organizacji związkowej pomieszczenia z urządzeniami technicznymi, niezbędnymi do wykonywania działalności tych organizacji. A zatem w polskich stoczniach przysługiwało im w sumie... co najmniej 45 pomieszczeń, a więc ogromny budynek.
Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, ani biegłości matematycznej, żeby wyliczyć jakie koszty ponosili właściciele stoczni na rzecz organizacji związkowych, rzekomo „chroniącch prawa pracownicze”, które... i tak są chronione przepisami Konstytucji RP.
Koszty otrzymywania związkowców w stoczniach - to t.zw. „małe piwo” w stosunku do tego co ponosi polskie górnictwo, w którym działa ponad 100 tysięcy związkowców skupionych w niemal 300 organizacjach związkowych.
To wrzód infekujący organizmy także tysięcy innych polskich przedsiębiorstw, objawiający się egoistycznymi żądaniami nie mającymi nic wspólnego z interesem ogólnospołecznym, czy nawet realiami ekonomicznymi, a rozwijający się wyłącznie z rozrabiackiej inicjatywy opozycji politycznej.
A już wyjątkowo bezczelne i bezmyślne są takie żądania - jak przykładowo stoczniowców gdańskich, będących pracownikami prywatnej firmy ukraińskiej - żeby rząd polski subsydiował działalność tej firmy pieniędzmi polskich podatników.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat w Polsce niemal wszystko się zminiło: ustrój polityczny, system ekonomiczny, samorządność społeczna, wykształcenie i światopoglądowa dojrzałość większości obywateli, powiązania polityczne i gospodarcze ze światem, a zwłaszcza z naszym europejskim otoczeniem - tylko nie zmieniła się struktura związków zawodowych i zupełnie nieprzystająca do współczesności mentalność ich zadufanych działaczy.
Najwyższy już więc czas, aby obowiązującą dotychczas ustawę o związkach zawodowych z roku 2001 odesłać do lamusa, a uchwalić przepisy nowe, pozbawiające związkowców bezpodstawnych przywilejów. Oczywiście, ze zgodą na ich działalność organizacyjną, ale wyłącznie na ich własny koszt pokrywanych ze składek członkowskich i z określeniem prawnej odpowiedzialności za wszelkiego rodzaju ich zadymy i za szkody poniesione na skutek ich rozrabiackiej działalności przez państwo i społeczeństwo.
Dodaj komentarz
• Mnogosc zwiazkow zawodowych jest nie do przyjecia, ale Panowie nie przesadzajcie. Ustawe trzeba zmeniac bardzo ostroznie, aby nie wyjac dziecka z kapiela. Zreszta przypuszczam, ze nic z tego nie bedzie, bo prezydent zawetuje, a SLD nie poprze w tej sprawie PO i jak zwykle skonczy sie na pyszczeniu.
Saturday, May 16, 2009 | wojtek
•
Polskim związkowcom należy przypomnieć rolę Wielkich i Niezwyciężonych Związków Zawodowych amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego.
Rolę związków w dobiciu tego przemysłu.
Jeszcze na początku 2008 był kolejny strajk w Chryslerze. A po jego zakończeniu ogłoszono kolejną wygraną bitwę przez związki. I jak się okazało było to pyrrusowe zwycięstwo.
Przez lata związki wygrywały wszystko co chciały, aż dobiły GM, Chryslera i Forda.
Koszt pracy i świadczeń pracowniczych był dwukrotnie wyższy, niż np. w Toyocie.
Obecne prawo związkowe w Polsce to jest paranoja. I jeżeli dodać do tego strach władzy przed konfrontacją z idiotyzmami, to nie należy spodziewać się niczego dobrego.
Sunday, May 17, 2009 | west
• Libertas ma aktualnie poparcie 5,5 % i ma szansę być w PE.
Elżbieta Dorota Wilczyńska
Sunday, May 17, 2009 | Elżbieta
• A moze by tak "West" cos napisal o "zwiazkach zawodowych" w archiwum w Orchard Lake ? Relacje z pierwszej reki.
Sunday, May 17, 2009 | John
• Związki zawodowe dobiły amerykański przemysł samochodowy, a teraz stały się częsciowym jego właścicielem. Ciekawe co z tego dalej wyniknie? Może nagle okaże się, że amerykańskie auta są tak samo dobre jak japońskie? Podobno emeryci UAW są największym konsumentem
viagry...
Monday, May 18, 2009 | Diann