Jeszcze nie tak dawno temu idea samochodu, który jeździłby bez kierowcy należała do gatunku science fiction. Nie znaczy to wcale, że idea ta powstała niedawno. Chodzi o to, że jeszcze w roku 2005 Sebastian Thrun, profesor Uniwersytetu Stanforda wraz ze swoim zespołem wygrał pierwszy konkurs tzw pojazdów autonomicznych zorganizowanym przez Defense Advanced Research Projects Agency, w którym jego pojazd z wielkim trudem, po kilku awariach i "pomyłkach" udowodnił, że... trochę jeszcze nam brakuje do skonstruowania takich pojazdów.
Od tamtej pory jednak profesor Thrun zdążył nawiązać współpracę z firmą Google, która postanowiła zainwestować w idee pojazdów autonomicznych.
Owocem tej współpracy jest mała armada takich samochodów, które łącznie do tej pory przejeździły ponad 140 000 mil po drogach Californi. Aby uniknąć zatrzymania tych pojazdów przez policję, w każdym z nich za kierownicą siedział człowiek, który w razie czego mógłby (ale jak do tej pory nigdy nie musiał) interweniować. Obok niego siedział pracownik firmy Google, który monitorował urządzenia pokładowe.
Oprócz tego Google niedawno zatrudniła lobbystę z Las Vegas Davida Goldwater'a, który już doprowadził do tego, że Nevada jest pierwszym stanem, który być może pozwoli po swoich drogach jeździć komercyjnym pojazdom autonomicznym.
Nie jest do końca jasne jakie konkretnie cele ma w tym firma Google, ale wiadomo, że w ich propozycjach legislacyjnych jest wykluczenie właścicieli takich pojazdów z zakazu tekstowania podczas jazdy.
Sceptycy twierdzą, że ryzyko związane z bezpieczeństwem, oraz trudności związane z dostosowaniem przepisów prawnych do prawidłowej regulacji ruchem drogowym w nowych warunkach wpłynie na opóźnienie wprowadzenia takich rozwiązań.
Jednak zalety pojazdów autonomicznych są tak ewidentne, że jeśli wstępne eksperymenty na drogach Nevady się powiodą, nic nie będzie w stanie zatrzymać rozwoju tych nowych maszyn.
Według profesora Thruna pojazdy takie oprócz tego, że zwiększą nasze bezpieczeństwo i będą o wiele ekonomiczniejsze, to pozwolą nam spożytkować czas spędzony na przemieszczanie się z miejsca na miejsce.
Zamiast kierować autem- człowiek będzie mógł pracować, lub po prostu ucinać sobie potrzebną mu drzemkę.
W dalszej perspektywie- gdy już na drogach jeździłyby tylko pojazdy autonomiczne ruch wyglądałby zupełnie inaczej, niż obecnie. Na przykład do przeszłości odeszłaby sygnalizacja świetlna, samochody zamiast zatrzymywać się na skrzyżowaniach, dostosowywałyby jedynie swoją prędkość do obecnego ruchu i przejeżdżały tuż obok siebie bez ryzyka zderzenia. Korki stałyby się rzadkością, a wypadki spowodowane zmęczeniem kierowców, albo ich pomyłkami stałyby się tylko strasznym wspomnieniem.
Wygląda na to, że wizjonerzy z Google dostrzegli potencjał jaki otwieraja pojazdy autonomiczne i nie wahaja się w to inwestować. Biorąc pod uwagę skalę inwestycji niezbędnych do produkcji nowych pojazdów i akcesoriów do nich można sie spodziewać, że wymusiłoby to stworzenie zupełnie nowej ifrastruktury. Rozwoj tych idei ma szansę stać sie nowym bodźcem dla rozwoju amerykańskiej gospodarki, która poza ogromnym zwiększeniem ekonomii transportu zyskałaby nowe obszary ekspansji. Dlatego wypadałoby z uwagą śledzić wydarzenia w Nevadzie. Być może to właśnie stamtąd przyjadą do nas samochody bez kierowców.
Tomasz Zaborowski
Dodaj komentarz
• Może już wkrótce marzenia osób bez prawa jazdy się spełnią, a szofer odejdzie do lamusa...
Friday, May 20, 2011 | cuda_wianki