Wniosek PiS o wotum nieufności dla Rostowskiego poparło 193 posłów, przeciwko było 223, od głosu wstrzymało się 5. Większość konieczna do odwołania ministra wynosiła minimum 231 głosów. Sejm nie zgodził się na odwołanie Jacka Rostowskiego z funkcji ministra finansów. Przed głosowaniem doszło do ostrej debaty z udziałem premiera Donalda Tuska i posłów PiS. Wniosek PiS o wotum nieufności dla Rostowskiego poparło 193 posłów, przeciwko było 223, od głosu wstrzymało się 5. Większość konieczna do odwołania ministra wynosiła minimum 231 głosów.
PiS składając wniosek o odwołanie Rostowskiego argumentował, że powinien on zmusić rząd do działań w sprawie kryzysu i zwrócić uwagę opinii publicznej na sytuację gospodarczą w Polsce. Wiceszefowa sejmowej komisji finansów publicznych Aleksandra Natalli-Świat (PiS), prezentując w Sejmie wniosek swego klubu, zarzuciła Rostowskiemu m.in. przyjęcie nierealnych założeń do budżetu na rok 2009 r. Rostowskiego bronił premier Donald Tusk. Przekonywał, że to dzięki wysiłkom Rostowskiego sytuacja Polski na tle innych krajów jest pozytywna. Dyskusja była niezwyke zacięta i obfitowała w wiele oratorskich chwytów. Tusk przekonywał opozycję, aby nie działała jak rabuś I nie plądrowała walizek. Rostowski więc zostaje, ale zostają i problemy, bo one od ministra finansów są niezależne. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom kryzys w końcu zaczyna docierać nad Wisłę, co widać po sytuacji budżetu. Polacy muszą przygotować się na podwyżki podatków i inne nieprzyjemne niespodzianki związane z sytuacją ekonomiczną. Bez względu na to kto będzie ministrem finansów nikt pieniędzy nie wyczaruje.