Prosto z mostu. Inglisz Szop
Maciej Białecki|Saturday, August 20, 2011
Śmieszy mnie bezradność urzędników, próbujących naprawiać swoje błędy sprzed kilku lat. Stadion piłkarski przy ul. Łazienkowskiej wybudowany za 456 mln zł, wyasygnowane przez Hannę Gronkiewicz-Waltz z budżetu miasta, oddany w dzierżawę firmie ITI, od sierpnia nosi nazwę "Pepsi Arena".
Oczywiście, nie za darmo: ITI dostanie za to od PepsiCo rocznie dwa razy więcej pieniędzy, niż wynosi oplata dzierżawna na rzecz miasta. Zawierając umowę dzierżawy władze miasta nie wpadły na pomysł, żeby w wpisać do umowy podział zysków z tego tytułu, więc wychodzi na to, że ITI ma stadion od miasta za darmo, by nie rzec - za dopłatą. Urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz teraz się pieklą. Jedni mówią, że umowa dzierżawy nie daje klubowi prawa do sprzedaży nazwy; inni, że nadawanie nazw jest wyłączną kompetencją samorządu. To oczywiste bzdury. ITI nazwy nie "sprzedał", a sama nazwa nie jest nazwą w rozumieniu prawa samorządowego czy geodezyjnego. Samorząd nie nadaje nazw sklepom, kinom ani stadionom, w każdym razie nie po 1989 roku.
Mnie bardziej martwi samo brzmienie nazwy stadionu. "Arena" w języku polskim nie kojarzy się z piłką nożną, ale z cyrkiem. Nazwa "Pepsi Arena", oparta na angielskiej składni, wpisuje się w estetykę nazw typu "Fitness Klub", "Wola Park" czy "Hill Park Apartments" (to osiedle na Bielanach). Ten pseudoangielski sznyt to prawdziwa choroba. Najgorzej wyglądają szyldy typu "Spożywcze Szop", ale w swoim nagromadzeniu nawet poprawne językowo angielskie nazwy sprawiają w mieście wrażenie śmietnika.
Gdyby prawo decydowania o nazwie stadionu przy Łazienkowskiej zachowały władze miasta, niewiele by to zmieniło. Miejscy urzędnicy chętnie przykładają bowiem rękę do powiększania tego śmietnika. W ubiegłym roku zorganizowali w Warszawie festiwal muzyczny wzorowany na festiwalu w Nantes. Impreza w Nantes nazywa się "La Folle Journée", co w języku kraju, w którym się odbywa, oznacza "Szalone Dni". Impreza w Warszawie nazywa się z angielska "Chopin Open" i w żadnym języku nie oznacza nic. Nijak nie nawiązuje ani do francuskiego pierwowzoru, ani do Chopina, który angielskiego chyba akurat nie znał. Nawiązuje może do nazwy turnieju tenisa, ale Chopin w tenisa grywać nie mógł, gdyż w jego czasach takiej gry nie znano.
Na początku lipca Nowy Świat obwieszono transparentami z napisem "Warsaw Welcomes You". Zapewne z okazji początku polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, ale napisowi nie towarzyszyło logo polskiej prezydencji, lecz... znaczek Euro 2012. Nic z tego nie rozumiem. Wiem jedno: w żadnej innej europejskiej stolicy, oprócz Londynu rzecz jasna, przy takiej okazji nie pojawiłby się napis po angielsku.
Maciej Białecki
Stowarzyszenie "Obywatele dla Warszawy"
maciej@bialecki.net.pl
www.bialecki.net.pl
Dodaj komentarz
• Wszędzie na świecie nazwy się sprzedaje. Linie lotnicze United placą grube miliony za to, że United center gdzie grają Bulls i Blackhawks tak się nazywa. Lakers grają w Stamples Arena. A Legia na Pepsi Arena. Wszędzie jest to sposob na dofinansowanie zawodowych druzyn sportowych. Miasta chca je przyciagnąć, aby ludzie chodzili na mecze, aby miasta się z nimi kojarzyły. Ten interes się oplaci. Lepej Pan Białecki zająłby się polskim chamstwem jakie towarzyszyło na przyklad meczowi Legii i Spartaka. Jestem kibicem w Stanach Zjednoczonych i tutaj takie chamstwo jakie zademonstrowali kibole Legii jest nie do pomyślenia. A jak mozna nie sprzedac szalika kibicowi gości jako pamiątki? Debilizm biznesowy i pospolite chamstwo. Nie widzę też nic zlego w uzywaniu angielskich wyrazow. To wspolczesne esperanto, a francuskie fochy językowe są smieszne. Dla mnie w ogole Europa zaczyna byc smieszna. Ale polskie chamstwo mnie smuci. Oglądając ten mecz bardzo bylo mi przykro za polską glupotę i debilizm. A Gronkiewicz Waltz postapila zgodnie ze swiatowymi standardami.
Saturday, August 20, 2011 | Kibic
• I jeszcze jedno. Ocenia się, że biznes w Chicago w okresie wielkiej popuarności Chicago Bulls zarabiał na tej druzynie okolo 5 miliardow dolarow rocznie. Przyjezdzali kibice, spali w hotelach, jedni w restauracjach (lepszych niż w Warszawie), kupowali pamiatki. Oplaca się stworzyc takiej druzynie dobre warunki, bo miasto zarobi na podatkach w innych branzach. Dlatego tak bardzo nie zgadzam się z Panem Białeckim w tej kwestii.
Saturday, August 20, 2011 | Kibic
• Białecki nigdy nie napisał niczego mądrego. Ciągle oodgrzewa zimne kotlety. Nawet dziecko wie, że sport to olbrzymie pieniądze. Niedawno pisał, że Gronkiewicz dała Walterowi 500 mil zł na remont stadionu, teraz jest już bliżej prawdy i kwoty. I jeżeli w Warszawie jest jakiś "Inglisz Szop" - to się nazywa Maciej Białecki i jego stowarzyszenie.
Saturday, August 20, 2011 | ela
• Ale dlaczego nas mieszkajacych tutaj , ma to ziebic albo grzac , panie Macieju (wkolo) ??
Nie po to smy stamtad spie....alali, zeby sie teraz frustrowac waszym tusko -kaczynsko-kaliszowo -czerwonym badziewiem
Walcie sie !!!!
Saturday, August 20, 2011 | Stach z Utah