Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Porażka BVB na zakończenie LM

Piotr Wojciechowski / iGol.pl|Tuesday, December 6, 2011

Wybory
Porażką zakończyła swoją przygodę z europejskimi pucharami Borussia Dortmund. Zespół trójki Polaków bardzo obiecująco rozpoczął rywalizację z Marsylią od dwubramkowego prowadzenia. Jednak wicemistrzowie Francji zaprezentowali swoją dojrzałość i sięgnęli po kluczowe dla nich trzy punkty w kontekście awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów.


Najbardziej polska ekipa w tegorocznej Lidze Mistrzów (trzech naszych rodaków, a z nich aż dwóch gra regularnie w pierwszym składzie) z dzisiejszym spotkaniem z Marsylią wiązała jeszcze cień szansy na awans. Co prawda, do tego potrzebna była niezwykła wręcz postawa piłkarzy Juergena Kloppa, ale jak wiadomo nadzieja umiera ostatnia. Warunkiem przepustki do 1/8 Champions League była porażka Olympiakosu z pewnym awansu Arsenalem, co było jak najbardziej realne, ale co gorsza z wicemistrzami Francji Borussia wygrać musiała różnicą przynajmniej czterech bramek. A jest to konsekwencją fatalnego rezultatu na Stade Velodrome, gdzie „Les Phoceens” rozgromili przyjezdnych aż 3:0. Klopp musiał zatem nastawić swoich podopiecznych bardzo ofensywnie. Kluczem przecież była jak największa liczba strzelonych bramek. Za nie odpowiadać miał przede wszystkim duet napastników Robert Lewandowski i Lucas Barrios. Obok byłego snajpera Lecha Poznań zobaczyliśmy z reprezentantów Polski w podstawowym składzie jeszcze Łukasza Piszczka oraz Kubę Błaszczykowskiego, co można uznać za sporą niespodzianką. W końcu kapitan „Biało-czerwonych” niewiele zaufania otrzymywał ostatnio od swojego szkoleniowca. Pierwszą ciekawszą akcję gospodarze. Potrzebujący jak powietrza goli zespół chciał już na samym początku zepchnąć rywali do defensywy. Bliski zaś pokonania, choć dość przypadkowo, był Lewandowski. Polak dośrodkowywał, a piłka tak niefortunnie dotknął Diawara, że ta zmierzała do siatki przy krótszym słupku, lecz na posterunku był Steve Mandanda. OM dostosowało się do takiej taktyki rywali. Mając korzystniejszą sytuację goście nie chcieli forsować tempa w ataku. Czekali raczej na szybkie kontry, w których jak przypomnimy sobie pierwszą rywalizację tych zespołów radzą sobie doskonale. Pierwszy intencjonalny strzał padł w 18. minucie i oczywiście padł on ze strony BVB. Goetze będąc na linii pola karnego zgubił obrońcę i uderzył po ziemi, ale dostatecznie słabo, by problemów ze złapaniem futbolówki nie miał drugi golkiper reprezentacji Francji. W 23. minucie było już jednak 1:0 dla gospodarzy, a strzelcem został Kuba Błaszczykowski. Zakończył on wręcz polską akcję Borussii, bo rozpoczęła się ona od wrzutu z autu Piszczka, piłkę głową przedłużył co prawda Sebastian Kehl, ale zaraz potem przyjął ją i wyłożył koledze do strzału Lewandowski. Do szczęścia brakowało „już tylko” trzy trafienia. Mistrzowie Niemiec chcieli pójść za ciosem i niewiele brakowało, żeby Kuba zanotował również asystę. Zabrakło jednak dokładności w strzale Barriosa. Co się odwlecze, to nie uciecze. Kolejne zamieszanie w „szesnastce” OM i rzut karny dla gospodarzy, gdyż Stephane Mbia trafił z woleja zamiast w piłkę, to w głowę Kehla. Kapitan BVB ucierpiał tak mocno, że został zniesiony na noszach. Howard Webb nie miał wątpliwości, a okazję wykorzystał obrońca Mats Hummels. Na pięć minut przed końcem podopieczni Kloppa byli o krok od trzeciej bramki. Piłka minęła już bramkarza OM po dośrodkowaniu, lecz zaasekurował go na przedpolu Souleymane Diawara, blokując strzał Goetzego. Z powodu kilku przerw w pierwszej połowi Webb przedłużył tę część aż o pięć minut. Skrzętnie skorzystali z tego goście, którzy właściwie w ostatnim momencie uzyskali gola kontaktowego. Właściwie z niczego Amalfitano dośrodkował wprost na głowę Loica Remy'ego. Znany ze świetnej gry głową reprezentant Francji szczupakiem wykorzystał złe krycie Piszczka i pokonał Weidenfellera.

  Drugą połowę obie ekipy rozpoczęły zdecydowanie spokojniej niż pierwszą. Gospodarze wciąż chyba byli oszołomieni straconym do szatni golem, zaś marsylczycy opanowali wreszcie nieco grę w środkowej strefie boiska, mając większą ochotę do ofensywy. Pomogła w tym zdecydowanie obecność Cheyrou, który zastąpił w przerwie Mbię. I to właśnie przyjezdni z Prowansji bliżsi byli zmiany wyniku, gdy słabe krycie w przed własną bramką Piszczka chciał wykorzystać tym razem Andre Ayew. Polak zdołał zainterweniować, ale niewiele brakowało, by lobem pokonał Weidenfellera. BVB odpowiedziała strzałem Gundogana, który jednak otrzymał podanie w nogi i nie miał miejsca, by silniej kopnąć futbolówkę. Bliski powiększenia prowadzenia był też Lewandowski, lecz jeden z defensorów przyblokował go w ostatniej chwili i uderzenie napastnika o włos minęło słupek świątyni Marsylii. Widowisko, które zaprezentowały ekipy w drugiej odsłonie zdecydowanie nie dorównywało temu sprzed przerwy. Wiele było przestojów, walki w środku boiska i niedokładności w podaniach i centrach, co oczywiście skutkowało małą ilością sytuacji podbramkowych. Podłamaną Borussię w końcówce meczu dobili zaś Andre Ayew i Mathieu Valbuena (wprowadzony za Remy'ego). Ghańczyk, choć niewielkiego wzrostu, dopadł do dośrodkowania z rzutu rożnego i na jego mocną główkę nie był nic w stanie poradzić bramkarz BVB. Reprezentant Francji za to minął pilnującego go przeciwnika i posłał cudowną piłkę w okienko bramki. Tym samym sytuacja w tym meczu zmieniła się diametralnie, gdyż Marsylia zapewniała sobie takim wynikiem awans do następnej rundy i tej okazji z rąk nie wypuściła. Co prawda Olympiakos pokonał Arsenal Londyn, lecz "Les Phoceens" dzięki zwycięstwu w Niemczech nie musieli się oglądać na wynik z Grecji.


(fot. Skysports.com)

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493