Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Polonia XXI wieku

Edward Dusza|Friday, October 30, 2009

Wybory
Przeżyliśmy ostatnio wydarzenia niezwykle znamienne, a mianowicie mocno reklamowane sympozjum “Polonia Amerykańska XXI wieku – wyzwania i możiwości” oraz doroczny Zjazd Rady Dyrektorów Polonii Amerykańskiej w Chicago. Sympozjum miało miejsce na Northeastern University. Wygłoszono szereg odczytów na temat jednoczenia Polonii.

W kosztach tej imprezy partycypowała Wspólnota Polska, wraz z gośćmi wzięło w niej udział około 250 osób, bilet wstępu kosztował $25. Z duma podkreślano w prasie polonijnej, iż nie było dotąd tak licznego grona z tej i tamtej strony oceanu. Jednakże nawet mniej bacznemu obserwatorowi rzucał się w oczy brak większego poparcia dla tych imprez ze strony rzesz polonijnych w Chicago. Jak słusznie ktoś zauważył, zjazdy góralskie w Munster, czy Merrillville w Indianie czy kościelne uroczystości w Amerykańskiej Częstochowie w Pensylwanii i Trójcowie w Chicago ściagają bez szerokiego promowania w mediach, dużo większą liczbę uczestników. Co znamienne, imprezy te przysłoniło zupełnie wystàpienie dr. Marka Ciesielczyka, który informował o rzeczywistych lub domniemanych kontaktach niektórych działaczy Polonii z wywiadem PRL. Trudno też przemilczeć tutaj powszechnie znaną opinię ulicy chicagowskiej, że Kongres Polonii Amerykańskiej stał się instytucją martwą i niczego konstruktywnego i nowego w życie Polonii nie wnosi. Przywódcy Kongresu nie potrafią ustalić stosunku z krajem, bo nie posiadają żadnego konkretnego programu, Polska zaś jest gotowa podjąć współprace, ale na własnych warunkach, a dodatkowo w kraju panuje opinia, że Polacy w Stanach Zjednoczonych są grupą rozbita, bez żadnej siły politycznej.   Polskę reprezentowała jednak na wspomnianych wyżej spotkaniach duża grupa ludzi nauki i kultury, choćby Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, który miał informować czołowych działaczy Kongresu o sprawach lustracyjnych i Maciej Płażyński, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Robert Kupiecki, ambasador RP w Stanach Zjednoczonych, p. Krystyna Bochenek, wicemarszałek Senatu RP i wielu innych.       Przy okazji tych dwóch na pewno znaczących wydarzeń ukazało się w prasie polonijnej wiele fotografii najwyraźniej zadowolonych z obrad uczestników. Nic nie odbiegało od starych wzorów, nowy „ojciec wszystkich Polaków w USA” pojawił się na czołowej stronie swojego pisma Dziennika Związkowego, wkrótce też dowiemy się, „w jakim kierunku powinna zmierzać nasza społeczność i co winny przedsięwziąć organizacje polonijne, by właściwie nią kierować”. Czyli – otrzymamy nadrzędne wytyczne KPA, jak mamy ustosunkowaç się do rzeczywistości w Polsce i Stanach Zjednoczonych, aby to pozostawało po myśli głównego architekta życia polonijnego, Franka Spuli.
Z artykułu redakcyjnego Dziennika Zwiàzkowego (16 października br.) dowiedzieliśmy się też rzeczy nowej, a mianowicie, że Kongres Polonii Amerykańskiej jest organizacją „z gruntu apolityczną” i ma zupełnie inne zadania niż przed rokiem 1989. „W Polsce – twierdzi Piotr K. Domaradzki, pełniący obowiązki redaktora naczelnego po przejściu na emeryturę dr. Wojciecha Białasiewicza – mamy demokrację i o żadnej walce z kimkolwiek nie może być mowy. Pan Domaradzki, zapominajàc zupełnie o post-komunie, wspomina tylko, że „wszyscy zdajemy sobie sprawę z konieczności oczyszczenia środowiska polonijnego, przez dziesięciolecie infiltrowanego przez agentów komunistycznych”. Nadmienia jednak, co dla uważnego czytelnika jest znamiennym sygnałem, źe pan Kurtyka „rozwieje nasze wątpliwości i ostudzi zbyt gorące głowy działaczy, którzy – i na obczyźnie, i w Polsce – starają się odgrywać (dla własnej często korzyści) rolę „zbawców narodu”. Są to dość ryzykowne, a bardzo znamienne sformułowania redaktora akurat tego pisma, gdzie przez tyle lat tolerowano teksty Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Wierzewskiego, a praktycznie nikt z zespołu redakcyjnego nie zdobył się na najmniejszy nawet głos protestu wobec najróżniejszych form kolaboracji niektórych członków ZNP i KPA z reżimem PRL, gdzie dotąd obecny prezes, p. F. Spula, nie ustosunkował się jasno co do konieczności przeprowadzenia lustracji na emigracji. Czy przez całe lata zarówno władze KPA, ZNP, redakcje Zgody i Dziennika Zwiàzkowego nie dostrzegły antypolskiej i antyamerykańskiej akcji, prowadzonej na własnym terenie? Przecież jeszcze nie tak dawno redaktorzy „Gwiazdy Polarnej” przedstawiali swoje problemy prezesowi KPA, A. Mazewskiemu, publikowali swoje apele i zabiegali o wsparcie kolegów dziennikarzy, protestując przeciwko dyktatorskim pociągnięciom piętnowanego dzisiaj powszechnie Piotra Mroczyka. Strajk dziennikarzy polonijnych w Gwieździe Polarnej, którzy walczyli o prawo porozumiewania się po polsku w polonijnej redakcji (!) i swobodę wypowiedzi, został złamany akurat przez ZNP i redakcję Dziennika Zwiàzkowego. W ramach solidarności establishmentu, Mroczykowi i jego totumfackiej, Magorzacie Terentiew-Ćwiklińskiej pomogli: Dziennik Związkowy i prezes KPA,   wydając kolejny numer Gwiazdy Polarnej w Chicago, już bez udziału walczących o polskość i wolność wypowiedzi redaktorów tego pisma, usuniętych przez policję z redakcji za wiedzą i zgodą właściciela pisma, Piotra Mroczyka. A przecież wszystkim było już wtedy wiadomo, jakie to usłużne dla warszawskich mocodawców teksty pisywał ten „niezwykle rzutki” działacz Solidarności. Dzisiaj sumowanie jego działalności to tylko wyważanie otwartych drzwi. No i pamiętać należy, że to właśnie Dziennik Związkowy wprowadził Mroczyka na arenę chicagowską poprzez usłużne i „niezmiernie taktowne” wywiady i komentarze. Sprawy wcześniejszego jego zaangażowania w komunistycznej i antyamerykańskiej propagandzie i krzywda, jaką wielu ludziom wyrzàdził na emigracji, nie były wówczas tak bardzo istotna, jak stają się dzisiaj. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że Mroczyk był również serdecznym przyjacielem Andrzeja Czumy i wprowadził tego ostatniego, z fatalnym skutkiem, do Gwiazdy Polarnej.
W prasie polonijnej w Chicago wylicza się obecnie z dumą, ilu znaczàcych naukowców i polityków bierze udział we wspomnianych wyżej sympozjach i spotkaniach. Z kim jednak ludzie ci się spotykają? Kim są ich informatorzy? Na jakiej bazie faktów i kwerend, ilustruje się życie i przedstawia problemy polonijnego społeczeństwawa? Kto rzeczywiście potrafi zobrazować gościom z Polski skomplikowane problemy polonijnej grupy etnicznej jak i zdoła zrobić to bezstronnie? Byłe krawcowe i sprzątaczki, czy może akurat ci ludzie, którzy narażali najróżniejsze organizacje polonijne na procesy, wyrywając dla siebie odszkodowania i narażając innych na ogromne koszty sądowe? Na Wschodnim Wybrzeżu uważa się, że na przykład delegacja Wydziału New Jersey KPA niczego w Chicago nie osiągnęła. Jedyne publiczne pytanie dotyczàce miejscowych problemów organizacyjnych zostało pisemnie przedstawione przez p. Kazimierza Panka, a dotyczyło owych terroryzujàcych polonijne instytucje procesów sądowych, wytaczanych przez naszych niektórych „liderów”. KPA New Jersey, jak niektórzy jego członkowie samokrytycznie zauważyli, był do zjazdu merytorycznie nieprzygotowany.
A problemów jest bardzo dużo. Czy podjęto najmniejsze nawet próby omówienia zanikania polonijnych ośrodków kulturalnych i rozpraszania bibiliotek i archiwów, o czym tak szeroko informowała niedawno w prasie i na Internecie b. wieloletnia współpracowniczka Gwiazdy Polarnej, red. Mirosława Kruszewska? Czy pytano o kontrowersyjne zajęcia w Polonijnych Zakładach w Orchard Lake? Czy poświęcono chociaż parę minut na rozważenia dramatycznego apelu znanego artysty Mariana Owczarskiego, który mówi o zamknięciu Galerii i niszczeniu obiektów sztuki polskiej, zgromadzonych w Polonijnych Zakładach Naukowych w Orchard Lake? Czy ktoś nadmienił chociaż kilka słów na temat losów płótna Marca Chagalla czy listów królewskich, ponoć zaginionych (list Jana III Sobieskiego) i straconych dla polonijnych zbiorów? Czy ktokolwiek przypomniał w czasie obrad dramat znanego naukowca-archiwisty, ks. dr. Romana Nira, zasłużonego działacza Polonii i co najważniejsze, równie˝ członka KPA i „Pomostu” - Wisconsin? Chyba nie, bo to mogłoby zepsuć pogodny nastrój sympozjum i zjazdu, a gościom z Polski zakłócić przyjemną wizytę w Stanach Zjednoczonych.
Pytań mogłoby być znacznie więej, wiele z nich zaś są dla KPA i ZNP, organizatorów uroczystości, dość kłopotliwe... Dlaczego dzisiaj znowu gloryfikujemy kolejnego „ojca wszystkich Polonusów”, p. Franka Spulę, ignorując zupełnie fakt, że jak dotąd nie przedstawił on żadnego znaczącego planu uzdrowienia stosunków, panujących wsród rzesz polonijnych ani nie zdobył sie na rzucenie najmniejszego wyzwania odnowy, i który jak dotad nie podjął próby konkretnego rozliczenia przeszłości, nawet w szeregach własnej organizacji?
Dość ryzykowna jest tutaj wypowiedż P. Domaradzkiego w Dzienniku Zwiàzkowym, że zadania Kongresu Polonii Amerykańskiej zbiegajà się niejako z zadaniami Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, co należy – według niego – „rozumieć jako promowanie polskości, walkę o nasze prawa tu na miejscu i wspieranie działań podobnych organizacji w innych krajach, zwłaszcza na dawnych Kresach Wschodnich”. Oznacza to wszystko kapitulację i rezygnowanie przez Polonię amerykańską z aktywnego udziału w życiu politycznym kraju i pogodzenie się jedynie z rolą służebnż, która sprowadzić się może tylko do wspierania finansowo polskich organizacji w kraju. Do czegoś takiego dażyli kiedyś komuniści. Odnotowali oni jednakże skromne sukcesy (Fundacja Kosciuszkowska, Orchard Lake, Amerykańska Częstochowa), kaptując dla swoich celów tylko kilkanaście organizacji. Polonijne stowarzyszenia, zwłaszcza weterani, potrafiły bronić swoich przekonań. Przykładem tego mogą być protesty przeciwko promowanej przez Zakłady Naukowe w Orchard Lake książki „Poland”, fałszującej, z korzyÊśią dla propagandy komunistycznej, dzieje Polski. Polonia nie chciała tylko służyć – czuła sie odpowiedzialna za los kraju swego pochodzenia. Dążono do tego, aby głos wychodźstwa polskiego w Ameryce był słyszany nie tylko w Waszyngtonie, ale także w Warszawie.       I to była jedyna prawdziwa służba ojczyźnie.   Edward Dusza  

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Polonia sie powinna wstydzic za Czume i zabrac glos!
Friday, October 30, 2009 | Teofil

•  Cale te sympozjum zorganizowal Czuma i Popielarz ze Wspolnoty Polskiej zeby wzmocnic swoja pozycje wsrod Polonii przed rozprawa sadowa w Polsce.Po co przyjechal Kurtyka? Poco przyjechal Ciesielczyk?
Friday, October 30, 2009 | Zorbii

•  A dlaczego cala delegacja spala w hotelu Seneca remontowanym przez firme asystenta Czumy pana Rygla?
Friday, October 30, 2009 | klozet

•  Nie wiem kto gdzie spał, natomiast faktem jest, ze nadętych relacji z tego zupełnie nieudanego spotkania zamieszczonych w dzienniku zwiazkowym nie dało się czytać.
Saturday, October 31, 2009 | Krystian

•  Dziennik Zwiazkowy to zupelnie martwa gazeta, podtrzymujaca jedynie folklor i informujaca o parafialnym zyciu polonusow. Bialasiewicz, ktory zawsze bal sie ryzyka, zmarginalizowal gazete do poziomu biuletynu z ogloszeniami. Jeszcze z poczatkiem lat80-tych DZ mial charakter opiniotworczy. Zamieszczal wtedy teksty kontrowersyjene i krytyczne. Ale to juz historia. Nie przypuszczam, aby Domaradzki chcial cos zmieniac.
Saturday, October 31, 2009 | progresowiec

•  Dziennik Zwiazkowy stal sie wydawniczym trupem. Ja od dawna tej gazety nie kupuje i kupowac nie zamierzam.
Saturday, October 31, 2009 | Jacek - Chicago

•  Czuma zamieszal w ostatnich miesiacach w mediach i organizacjach polonijnych, jedyne co mu wyszlo ostatnio
Saturday, October 31, 2009 | Smith

•  Edward Dusza pisze o spotkaniu na Uniwersytecie. Tyle tylko, ze kto mial sie tam spotykac, skoro Polonia w Chicago zamiera. Wystarczy popatrzec na polonijne biznesy, ktore ledwo przeda. Bank, ktory niegdys trzymal w reki Pan Ciromski wlasnie zbankrutowal. To symbol czym obecnie jest Polonia. Nie ma sie kto spotykac.
Saturday, October 31, 2009 | Mateusz

•  Rzeczowy artukul n a temat Polonii opisujacy aktualny stan , ale poznanie przyczyn takiego stanu rzeczy , jak tez sposob jak 'obudzic spiacego giganta" , to inna sprawa. Niestety wielu "dzialaczy" polonijnych bylo, lub sa pokroju CZumy. Potrafia , tylko "rozwalac" , a nie budowac. Ci , ktorzzy chca budowac, badz nie maja przebicia, czasem zrozumienia,, nieraz pieniedzy, badz tez skonkretyzowanych planow naprawy , lub dzialania. Inicjatywy , takie jak 'polonijna' ,czy inne, sa na razie odleglymi jaskolkami. Dobrze jest przynajmniej, z e pisze sie troche na ten temat. Pan Dusza zrobil to w sposob wywazony, inni bardziej zawadiacko i bez zrozumienia tematu. w tym wszystkim nalezaloby zaczac , od nowej identyfikacji'osobowosci' Polonii w XXI wieku. A moze pan Dusza zamiast przedstawiac stan rzeczy moglby sie wypowiedziec na ten konkretnie postanwiony problem.
Sunday, November 1, 2009 | heretyk

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

katalog stron internetowych
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---