Polityczna batalia o budżet
Tomasz Zaborowski|Thursday, April 7, 2011
Amerykański system finansowy w praktyce jest dość skomplikowanym procesem, którego zawiłości obie partie wykorzystują do walki politycznej. To co dzieje się w tej chwili wokół budżetu jest czystą walką polityczną, w której stawką wciąż nie jest zbalansowanie wydatków w stosunku do przychodów, lecz zwycięstwo wyborcze w nadchodzących wyborach prezydenckich.
Warto zatem przyjrzeć sie dokładniej strategii obu partii. Aby zrozumieć te strategie pozwolę sobie na bardzo skrótowe przypomnienie jak działa proces uchwalania budżetu.
Rok budżetowy dla budżetu federalnego zaczyna się 1go października i kończy 30go września następnego roku. Normalnie budżet jest uchwalany w oparciu o tzw. appropriations measures, które określają wysokość wydatków na poszczególne cele i ustala się je na podstawie uchwały pod nazwą authorizing legislation, która określa wysokość wydatków na cały rok. Obie te ustawy muszą być uchwalone przez Congress i zatwierdzone przez Senat do 30-go września.
Ze względów polityczno-praktycznych czasem jednak nie dochodzi do ich uchwalenia w terminie i wówczas, aby rząd mógł nadal funkcjonować uchwalane są uchwały krótkoterminowe zwane continuing resolutions (CR), a jeśli ich również nie uda się uchwalić następuje tzw. government shutdown.
Budżet federalny opracowuje administracja prezydenta (a konkretnie Office of Managment and Budget czyli OMB) według wytycznych zawartych w ustawach o appropriations measures i zwykle jest przedstawiany kongresowi przed pierwszym poniedziałkiem lutego.
Obecnie w kongresie toczy sie batalia na dwóch frontach. Pierwsza i najbardziej paląca, to uchwalenie budżetu na rok bieżący. Republikanie którzy kontrolują większością głosów w kongresie nie godzą sie na zaproponowany przez prezydenta Obamę budżet twierdząc, że jest w nim za dużo wydatków. Zaproponowali więc swoją wersję, w której obcięli ok 40 miliardów dolarów- głównie z programów, które popierają demokraci. Demokraci (w tym prezydent) są zatem przeciwni tym cięciom i jednoznacznie dają republikanom do zrozumienia, że taka propozycja nie przejdzie w senacie, w którym to demokraci mają większość. Obecnie obowiązująca CR kończy się w piątek o północy i wygląda na to, że government shutdown jest bardzo prawdopodobne. Jeśli do niego dojdzie co prawda większość z nas nie odczuje tego bezpośrednio, ale dla przykładu zamknięte zostaną Parki Narodowe, zakłócone zostaną wypłaty dla weteranów, oraz wstrzymane będą programy pomocy dla małych biznesów. Choć niektóre programy nadal będą finansowane, to jednak odbywać się to będzie na poziomie roku poprzedniego, który często nie odzwierciedla ich obecnych potrzeb, a czasem wręcz finansowane są programy nieskuteczne, które inaczej zostałyby zamknięte.
Chociaż demokraci mogli uchwalić autorizing legislation jeszcze w zeszłym roku, zanim utracili większość w Kongresie, to nie uczynili tego w obawie, że jego polityczne skutki będą dla nich bolesne. Ich tchórzostwo zostało ukarane, gdyż nawet mimo tej "ostrożności" to republikanie uzyskali kontrolę nad Kongresem. Ryzyko demokratów było jednak skalkulowane, ponieważ konsekwencje nowego budżetu spoczywają teraz nie tylko na ich barkach.
Ze względu na to, że demokraci nie mogą jednak całkowicie umyć rąk w sprawie budżetu- poszli więc republikanom na ustępstwa w postaci przyzwolenia na cięcia w wysokości 33 miliardów dolarów. Do porozumienia nie doszło jednakże ze względu na twarde stanowisko republikanów, którzy obstają przy swoich 40 milardowych cięciach. Walka zatem toczy się o śmieszne 7 milardów w porównaniu do grubo ponad 3 bilionów w całym budżecie. Jeśli dojdzie zatem do government shutdown, to demokraci będą mieli prawo powiedzieć, że mimo iż poszli na 33 milardowe ustępstwa, republikanie będą całkowicie odpowiedzialni za jego konsekwencje.
Drugą batalią jest natomiast budżet na rok 2012. Obie batalie mimo, że nominalnie toczą się sie o coś innego, to jednak są ze sobą ściśle połączone właśnie ze względu na przyszłoroczne wybory prezydenckie. Obie partie bowiem zdają sobie sprawę, że od wyniku tych batalii, oraz od ich skutków zależeć bedzie wygląd kampani wyborczej.
Dlatego nie ma się co dziwić, że żadna z partii nie odważy się na razie na reformy fiskalne, które znacząco wpłyną na rosnący w zastraszającym tępie amerykański dług publiczny. Nawet cięcia proponowane przez republikanów są zbyt ostrożne i nie będą miały na ten dług żadnego wpływu, a nawet go powiększą. Politycy obu partii zasłaniają się obecną sytuacją ekonomiczną, która jakoby nie sprzyja większym cięciom, gdyż zagroziłoby to procesowi wychodzenia z kryzysu.
Ogłoszenie udziału prezydenta Obamy w przyszłorocznych wyborach, oraz spekulacje na temat rekordowych funduszy jakie planuje zebrać na kampanię wyborczą stawiają republikanów w trudnej sytuacji. Ich kampania wyborcza będzie bowiem musiała sfinansować nie tylko walkę z Obamą, ale również tzw. primaries w łonie swoich własnych kandydatów. Wyjściem dla nich byłoby nałożenie limitów na finansowanie prezydenckich kampanii wyborczych, a to ściśle wiąże sie z ewentualnym kształtem propozycji na przyszłoroczny budżet.
Jesteśmy więc świadkami klasycznej walki o polityczne ideały obu parti. Demokraci twierdzą, że cięcia są niezbędne, ale nie kosztem najbiedniejszych i to najbogatsi powinni pogodzić sie z tym, że to z ich kieszeni powinny być sfinansowane różnice w proponowanych cięciach. Republikanie zaś twierdzą, że podnosząc podatki najbogatszym zahamuje się przyrost miejsc pracy. Ocenę kto ma rację pozostawiam czytelnikom.
Tomasz Zaborowski
Dodaj komentarz
• Od wielu lat republikanie karmia biednych Amerykanow i wielu Polakow zamieszkalych w USA tzw teoria "trickle-down economics". I nie zanosi sie na to, aby ten ciemny lud kiedykolwiek to zrozumial. Wiekszosc ludzi glosujacych na republikanow nie jest bogatych, ale wskutek niedoinformowania albo jakies idei, glosuja wbrew swoim interesom. Na szczescie wielu otworzylo oczy i zaczelo myslec, najlepszym tego przykladem sa wczorajsze wybory w Wisconsin. Jarmakowski zamilkl jak glaz i nie pisze ani slowka od czasu kiedy sad najwyzszy w Wisconson orzekl, ze cala ustawa przeciwko klasie sredniej jest nielegalna.
Thursday, April 7, 2011 | Piotrek
• Nie wiem, czy w interesie tak zwanego ciemnego ludu jest zadłużanie państwa w nieskonczoność. W koncu trzeba to będzie splacić. Z rozmaitych przywilejów chętnie się korzysta w przypadku kiedy samemu nie trzeba za to placic. Ciemny lud wie jednak, że nie ma nic za darmo.
Thursday, April 7, 2011 | Wacek
• "Z rozmaitych przywilejów chętnie się korzysta w przypadku kiedy samemu nie trzeba za to placic." Czy ty masz na mysli wielkie korporacje olejowe lub banki, ktore nie placa podatkow? Czy moze 2% najbogatszych, ktorzy procentowo placa najmniejsze podatki? Obudz sie Wacus i zacznij myslec.
Thursday, April 7, 2011 | Piotrek
• Wracając do wyborów w Wisconsin - radość Demokratów była trochę przedwczesna, bo David Prosser w/g ostatnich danych ma przewagę 40 (słownie czterdziestu) głosów. To najlepszy dowód jak ważnym jest głosowanie w każdych wyborach. Wracając do puenty autora wpisu - ani republikanie, ani demokraci nie maja patentu na cięcia - w końcu to właśnie oni doprowadzili do obecnego stanu w który ameryka się wali finansowo, gdzie jesteśmy na chińskim garnuszku i nasze wnuki będą spłacać dzisiejsze wybryki - o ile ameryka nie zbankrutuje. A zbankrutować może bardzo szybko jeśli dolar przestanie być monetą w rozliczeniach międzynarodowych, czego ani sobie ani wam nie życzę.
Thursday, April 7, 2011 | AS