Działacze Stowarzyszenia „Akcja dla Polski” złożyli przyżeczenie, że nie będą w mediach poruszać problemów, co do których istnieją tylko jakieś podejrzenia, przypuszczenia czy pogłoski, ale ich wypowiedzi dotyczyć będą wyłącznie spraw znajdujących potwierdzenie w zaistniałych faktach. Będziemy to czynić z głęboką nadzieją, że fakty przemówią do osób nawet najbardziej zacietrzewionych w swoich mylnych przekonaniach.
Takim faktem była podróż pezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do Mongolii, Japonii i Korei Południowej, obfitująca w różne nieprzewidziane, ale przykre dla prezydenta wydarzenia.
Permenentni złośliwcy już wcześniej ogłosili - z czym się nie zgadzamy - że polski prezydent zdecydował się na tę daleką podróż, chcąc uniknąć spotkania z prezydentem Francji - w czasie zapowiedzianej wcześniej jego wizyty w Polsce - a któremu z tej okazji obiecał złożyć podpis pod Porozumieniem Lizbońskim.
W żadnym przypadku nie zamierzamy komentować perypetii związanych z tą azjatycką podróżą, a mianowicie:
- podejrzenia, że w prezydenckim samolocie na lotnisku w Ułan Bator celowo nie spuszczono wody z jakiegoś precyzyjnego urządzenia, które na skutek zamarznięcia zostało uszkodzone i uniemożliwiło dalszą podróż tym samolotem,
- przypuszczenia, że w Japonii Cesarz tego kraju dostał rozwolnienia na wieść, iż ma się spotkać z polskim prezydentem i polecił swojemu dworowi odwołałć wszelkie przyjęcia,
- plotki, że przykra turbolencja polskiego samolotu przed lądowanie na lotnisku w Seulu, była spowodowana nie złymi warunkami meteorologicznymi, ale wyłącznie złośłiwością pilota, który w ten sposób odegrał się na prezydencie za wcześniejszą skargę złożoną przez niego do władz wojskowych, za to że nie chciał zgodnie z wolą prezydenta wylądować w objętej wojną Gruzji, a dokonał tego w Azerbejdżanie.
Faktem jest, że przez owe perypatie z samolotem, polski prezydent spóźnił się na spotkanie z prezydentem koreańskim i także ono nie doszło do skutku. Zdegustowany tym prezydent Lech Kaczyński odwołał zaplanowane na dzień następny spotkanie z koreańskimi biznesmenami i zarządził natychmiastowy powrót do Polski. Konsekwencją nieudanego pobytu w Korei Południowej jest fakt, że polski prezydent chcąc zrekompensować zawód jaki sprawił koreańskim przyjaciołom - zadeklarował zakupinie myśliwców szkoleniowych dla polskiej armii „made in Korea”.
Tu jednak pojawiły się aż dwa kolejne fakty: pierwszy - że koreańskie odrzutowce nie należą do najlepszych tego typu produktów w świecie i drugi - że o zakupie sprzętu dla potrzeb naszej armii, zgodnie z obowiązującymi przepisami, decyduje nie polski prezydent, ale polski rząd na wniosek specjalistów z Ministerstwa Obrony, a nie z Kancelarii Prezydenta.
Zaistniał też wcześniej fakt trzeci, że nasze władze wojskowe już od dawna prowadzą rozmowy z producentami fińskimi na zakup od nich wysoko ocenianych samolotów szkoleniowo-bojowych „Hawk”, jako najlepszego sprzętu dla szkolenia polskich pilotów wojskowych.
Bruno Kruszelnicki
Prezes Stowarzyszenia Akcja dla Polski
Dodaj komentarz
• Proszę nie naśmiewać się z ludzi rozgarniętych inaczej - a do takich z pewnością należy Pierwszy Cham Rzeczypospolitej.
Monday, December 15, 2008 | west