Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Platforma w cieniu PiS

Andrzej Olechowski|Tuesday, October 10, 2006

Wybory
PO nie jest w stanie wyrwac sie z kregu dyskusji dyktowanej przez PiS. Na boczny tor zeszly ambitne programy edukacyjne, obnizenie barier dla przedsiebiorczosci, niskie podatki - pisze jeden z zalozycieli Platformy Obywatelskiej. (gazeta.pl)

Od 1989 r. debata publiczna nigdy nie byla tak jalowa, tak egoistycznie skoncentrowana na sprawach dotyczacych jedynie klasy politycznej. Zenujace epizody brutalnej walki o wladze przeplataja sie z dyskusja na tematy tak odlegle od rzeczywistosci i potrzeb, ze az absurdalne. Wezmy polityke zagraniczna. Srodowisko, które "odzyskalo" MSZ, proponuje takie na przyklad tezy: "romansko-germanski rdzen" Europy chce podporzadkowac sobie Slowian (Zdzislaw Krasnodebski); Polska bylaby czlonkiem UE i NATO, nawet gdyby Niemcy sie temu sprzeciwily (Mariusz Muszynski i Krzysztof Rak); Polska stanie sie partnerem w UE dopiero wówczas, gdy bedzie reprezentowac swój region wobec USA (Konrad Szymanski). Polityka oparta na takich zalozeniach bylaby polityka konkurencji, napiec i konfliktów, prosta droga do piekla lat 30. i 40. ubieglego wieku. Najbiedniejsze spoleczenstwo Unii, utrzymujace sie z eksportu towarów i ludzi (glównie do Niemiec), potrzebuje wspólpracy i szeroko otwartych drzwi do rynków sasiadów, a nie politycznej rywalizacji i napiec. Taka polityka nie jest wiec dla niego zadnym wyborem. W sprawach krajowych niemal caly wysilek intelektualny polityków absorbuje lustracja, dochodzenie do "prawdy" (Jacek Kuron kolaborantem - hanba!) i walka z "ukladem". Tematy równie bezplodne. Po pierwsze, wiarygodnosc - osób, srodowisk, przedsiewziec - winny ustalac sady. Opinie polityków w tej kwestii sa stronnicze i dlatego nikt ich nie szanuje. Wnosza tylko watpliwosci i zamet. Po drugie, tematy te nie maja zwiazku z zadaniem naprawy panstwa. Panstwo polskie nalezy do najbardziej niesprawnych w Europie - i ten wlasnie fakt powinien byc pierwszorzednym tematem debaty publicznej. Jednakze teza, ze panstwo ulegnie poprawie w wyniku przemiany moralnej, nalezy do sfery propagandy, a nie do polityki realnej. "Nierozliczeni" Austriacy czy Hiszpanie, "zyjacy w falszu, postmodernistyczni" Holendrzy maja dobrze funkcjonujace urzedy. Kluczowe dla naprawy panstwa sa: profesjonalizm urzedników, ograniczone i jasne uprawnienia polityków, przejrzystosc, scisla kontrola budzetu. Slowem - sluzba cywilna i odpartyjnienie. Tu akurat notujemy regres - nasze urzedy nasycane sa niekompetentnymi dzialaczami partyjnymi, arogancja instytucji rzadowych wyraznie rosnie. Panstwo ulega dalszej dewastacji, nie zas naprawie. Po trzecie, tylko niewielka czesc Polaków bezposrednio zalezy od sektora panstwowego. Prawdziwe zycie toczy sie gdzie indziej - w firmach prywatnych i za granica. Dla tych ludzi obecna debata równie dobrze moglaby dotyczyc zycia na Marsie. Chuc rzadu dusz Kto z taka debata moze wiazac swoje starania o awans zyciowy, swoje marzenia i plany? Moze tylko czesc elity politycznej - kilka osób niecierpliwiacych sie w kolejce na piedestal oraz pare tysiecy aktywistów partyjnych i karierowiczów, którzy maja nadzieje objac zwolnione posady panstwowe. Dla ogromnej wiekszosci Polaków ta debata jest calkowicie bezplodna. Co nie znaczy, ze jest obojetna i nic nie kosztuje. Zaspokajanie "chuci rzadu dusz" - jak mawial Tadeusz Konwicki - to jednak szkodliwa patologia. Koncentracja na interesach i obsesjach elity politycznej, na sprawach, które nie przysporza Polakom ani bogactwa, ani satysfakcji, wiaze sie z zaniechaniem spraw waznych dla interesu narodowego. To jedna szkoda. Druga bierze sie z niebezpiecznego odejscia od wartosci stanowiacych podstawe harmonijnego rozwoju spolecznego. Koncentrujac sie na samej tylko walce o wladze, politycy dopuscili do glównego nurtu debaty publicznej poglady i postawy antysemickie, ksenofobiczne, bigoteryjne i faszyzujace. Ta skandaliczna akceptacja koltunstwa juz przynosi odczuwalne szkody - niepokoi wiele grup spolecznych, w tym rozmaite mniejszosci. W dluzszym okresie stawka jest nasza tozsamosc i kultura, charakter narodowy. Trzecia szkoda to spadek - i tak juz niskiego - autorytetu panstwa, jego instytucji i funkcjonariuszy (polityków). Spiskowe teorie i brutalne ataki na sady, bank centralny, rzadowe grona doradcze itp. skutecznie oslabiaja nie tylko te, ale wszystkie instytucje panstwa. Pieciokrotna zmiana na stanowisku ministra finansów w ciagu niecalego roku trywializuje ten urzad, odziera go z powagi i autorytetu potrzebnych do realizacji jego misji. I wreszcie - choc wszystkie te wydarzenia nie dotycza bezposrednio zycia Polaków, to jednak utrwalaja nieszczesna "kulture zawisci i nieufnosci" (Janusz Czapinski). Nasi rodacy najmniej z wszystkich Europejczyków ufaja sobie nawzajem - tylko co dziesiaty ufa innym ludziom, podczas gdy czyni tak co siódmy Dunczyk i co czwarty Niemiec. Jestesmy tez najczesciej (wraz z Grekami) przekonani, ze inni ludzie chca nas wykorzystac - tak uwaza blisko polowa Polaków. Ten stan umyslów tlumaczy, dlaczego popularnosc zdobywaja partie szczujace jednych na drugich, ale tez dowodzi ogromnej slabosci naszego spoleczenstwa. W dobie globalizacji wspólnoty niespójne, zatomizowane, wewnetrznie skonfliktowane maja marne szanse na sukces; moga co najwyzej walczyc o przetrwanie. Rozwój, glupcze! Jak to sie stalo, ze znalezlismy sie w tak trudnej i jednoczesnie tak absurdalnej sytuacji? Dlaczego dalismy sobie narzucic debate tak nieistotna, niezwiazana z realnymi wyzwaniami? Przeciez PiS popierany jest ledwie przez trzecia czesc elektoratu. Jeden powód jest oczywisty - srodowisko, które sformulowalo projekt "IV Rzeczypospolitej" okazalo sie zdolne do zdobycia wladzy, ale niezdolne do jej sprawowania z pozytkiem dla Polski. Chyba nikt sie nie spodziewal, ze haslo IV RP okaze sie tak zalosnie puste. Do dzis przeciez nie wiadomo, czym ta Rzeczpospolita mialaby sie róznic od poprzednich - wyzszoscia rzadu ludzi nad rzadami prawa? Wielki to wstyd dla przywódców tego srodowiska. Drugi powód tez wydaje sie ewidentny - choc dyskusja toczy sie pod dyktando PiS, to jednak skwapliwie angazuje sie w nia cala klasa polityczna. IV RP rozpala emocje polityków i mediów wszystkich odcieni. Najdziwniejsza w tym ukladzie jest obecnosc Platformy Obywatelskiej. Ta partia powstala z ambicji "uwolnienia energii Polaków" - i o tym powinna przede wszystkim mówic, nie dajac sie wciagnac do tak absurdalnej debaty. Od kiedy jednak postanowila sie zajac przede wszystkim panstwem, a nie ludzmi, od kiedy pozwolila sie opanowac trawiacej polska prawice obsesji rozliczenia z PRL, nie jest w stanie wyrwac sie z kregu dyskusji dyktowanej przez PiS. Na boczny tor zeszly ambitne programy edukacyjne, obnizenie barier dla przedsiebiorczosci, niskie podatki. I choc Donald Tusk mówi (i slusznie) o "cywilizacyjnej róznicy" pomiedzy PO i PiS, w wypowiedziach polityków Platformy trudno dostrzec te róznice. Trudno sobie wyobrazic fundamentalne - "cywilizacyjne" - odmiennosci polityki ewentualnego premiera Jana Rokity czy ministra Jacka Saryusza-Wolskiego od tej polityki, która dzis realizuja Jaroslaw Kaczynski i Anna Fotyga. Ta sytuacja jest nie do wytrzymania. Trzeba bic na alarm. Trzeba debate publiczna skierowac na inne tory. Przedmiotem naszej dyskusji powinien byc przede wszystkim awans zyciowy Polaków. Rozwój, glupcze! Po Europie - bez celu W swiadomosci spolecznej nie funkcjonuje dzis zaden wspólny cel, zadne wspólne wyobrazenie przyszlosci - kim chcemy byc, dokad i jak chcemy dojsc. Do niedawna takim celem byla Unia Europejska, w której Polacy dostrzegali szanse na osiagniecie pewnego poziomu cywilizacyjnego, podobnych praw i uznania, jakimi ciesza sie bogate kraje Zachodu. Dzis nie ma wizji, która laczylaby osobiste i wspólne ambicje, stanowila drogowskaz dla wyborów zyciowych. Zajeci soba politycy odpowiedzialnosc za rozwój sprywatyzowali - zepchneli na sektor prywatny (który na szczescie jest w swietnej formie) i na UE (która dostarcza wielkich srodków, ale na wybrane przez siebie przedsiewziecia). Ta pustka pojawia sie w chwili, gdy wizja i przywództwo sa nam szczególnie potrzebne. Polacy - zwlaszcza mlodzi, ale nie tylko - dobrze odnalezli sie w Unii. Po krótkim okresie niepewnosci z wigorem zabrali sie do "zagospodarowania" Europy, wlaczyli Unie do swoich planów i dzialan. Efekty sa imponujace. Juz dzis miliony osób ucza sie i pracuja za granica, kupuja zagraniczne firmy i posiadlosci, slowem - dzialaja tam jak u siebie. Inni pracuja w kraju na potrzeby unijnych firm i konsumentów, wykorzystuja srodki unijne, rozwijaja wspólne przedsiewziecia z unijnymi partnerami. Ta nowa, szczesliwa sytuacja niesie jednak ze soba wiele znaków zapytania. Czy w dluzszym okresie damy sobie rade na tak otwartym i wyrównanym boisku? Czy podolamy tak bezposredniej konkurencji? Czy ci, którzy wyjechali i wyjada, pozostana Polakami? Niewatpliwie ciazy nam niska jakosc instytucji panstwa polskiego, infrastruktury technicznej i pracy. Analitycy miedzynarodowi przyznaja nam coraz nizsze miejsce w rankingach konkurencyjnosci. Polskie przedsiebiorstwa moga nie podolac ambitnym planom zagranicznych partnerów, inwestorzy moga przeniesc swe pieniadze do innych, bardziej konkurencyjnych krajów. Polacy pracujacy za granica moga stac sie emigrantami, cudzoziemcami polskiego pochodzenia. Dzis latwo sie z Polska rozstac. Nasze wyksztalcenie okazalo sie pelne luk. Wartosc dyplomów i zaswiadczen zawodowych - niska. Pomoc konsularna - zadna. Wizerunek Polski - slaby. Pelny kontakt z krajem - utrudniony. Polski paszport jest mniej wart od innych, latwo na niego machnac reka. Calkiem realna wydaje sie grozba, ze w europejskim i globalnym podziale pracy Polacy wykonywac beda tylko proste zajecia, a Polsce zabraknie talentów i kwalifikacji, aby przyspieszyc swój rozwój. Wynosic ludzi do góry Jak sprawic, by Polacy dali rade, by mogli sie scigac z innymi jak równy z równym? Odpowiedzia na to wyzwanie nie sa lekcje patriotyzmu, podkreslanie historycznych zaslug i promocja wymuszonej solidarnosci - polegajacej na transferach dochodów od tych, którzy je uzyskali, do tych, którym sie nie powiodlo. Jest nia natomiast strategia rozwoju kultury eksponujacej prace jako jedyna droge do awansu zyciowego. Jest nia takze budowa instytucji ksztaltujacych kreatywnosc i solidnosc - szkól i uczelni przygotowujacych do zycia w globalizujacym sie swiecie (a nie "krzewiacych cztery P" ministra Giertycha), wymagajacych, a przez to cenionych certyfikatów poswiadczajacych nabyte umiejetnosci, odblokowania sciezek szybkiego awansu dla osób aktywnych i przedsiebiorczych. Jest nia wreszcie tworzenie rozwiazan, które zapewnia najwyzszy poziom uprzywilejowania Polaków we wszystkich krajach oraz zyczliwe wsparcie przebywajacych tam rodaków. Byc dobrym w Europie - to nie ekstrawagancja, zloty zegarek z wodotryskiem. Europa to dzis nasze podwórko. Miec dokonania i uznanie - to skromne marzenie. Tak skromne i zwykle, jak zwykle jest uparte dazenie kazdej rodziny do godnosci. Aby jednak móc je spelnic, potrzebny jest program dzialan nowoczesnych, z polotem, adresowanych do obywatela, a nie do panstwa. Program awansu Polaków w Europie. Nie zas program "mocnej Polski w Europie". Taki cel to stawianie wozu przed koniem. Z mocnej pozycji panstwa w stosunkach miedzynarodowych niewiele dla obywateli wynika. Przeciwnie, gdy awansuja obywatele, awansuje tez panstwo. Kto taki program sformuluje? To pytanie kieruje do Platformy Obywatelskiej. Wciaz pozostaje ona nadzieja srodowiska, które ja wspóltworzylo. Nadzieja ludzi przekonanych do liberalnych idei w gospodarce, zgorszonych zawlaszczaniem panstwa przez partie, ludzi, dla których przeszlosc nie jest kryterium wyborów politycznych. Nawet jesli wielu z nas uwaza dzis PO jedynie za mniejsze zlo. Korzystajac z obecnego ozywienia politycznego i nadchodzacych wyborów Platforma musi wniesc nowy ton do debaty publicznej. Ton pozytywny - wiary w zdolnosci Polaków, w nadrzednosc obywateli, w sluzebnosc panstwa. Musi dowiesc, ze Polska nie jest krajem, który - jak mówi trener naszej reprezentacji pilkarskiej Leo Beenhakker - "sciaga ludzi w dól, zamiast wynosic do góry". Jesli Platforma nie sprosta temu oczekiwaniu, trzeba bedzie stworzyc inna partie. Andrzej Olechowski

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493