
Home
NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia
Galeria
Ogłoszenia
Plan Obamy bez szans w Kongresie
Andrzej Jarmakowski|Monday, September 19, 2011
Przedstawiając swój plan Obama zaprezentował zupełnie inną filozofię od tej dominującej w Kongresie w czasie batalii o podniesienie dopuszczalnego progu zadłużenia publicznego. Prezydent budżetowe oszczędności chce uzyskać po połowie przez cięcia wydatków i podniesienie podatków. Obama podkreślał, że wszyscy, włącznie z najzamożniejszymi obywatelami i największymi korporacjami, muszą się do tego przyczynić - powiedział Obama.
Prezydent pragnie, aby jego plan był podstawą negocjacji na temat redukcji deficytu w mieszanej dwupartyjnej komisji (tzw. superkomisji) Kongresu, która musi uzgodnić plan zmniejszenia deficytu. Jeżeli Kongres nie uchwali takiego planu do 23 grudnia, to na podstawie porozumienia między Białym Domem a Kongresem z początku sierpnia cięcia budżetowe wejdą w życie automatycznie. Takie rozwiązanie w tej chwili wydaje się prawdopodobne, także dlatego, iż krytycy wskazują, że oszczędności proponowane przez prezydenta są fikcyjne i istnieją jedynie na papierze.
Kontrowersyjne jest zapisanie w planie Obamy oszczędności w wysokości 1.1 biliona dolarów w związku z redukcją kosztów wojen w Iraku i Afganistanie. Krytycy planu Obamy zwracają uwagę, że USA już od dawna wycofują się z Iraku, za kilka lat wojsk USA nie będzie tam w ogóle. Pieniądze te nie zostałyby więc i tak wydane. Zaliczenie ich do oszczędności jest typowym robieniem ludziom wody z mózgu i dowodzi, iż tak naprawdę, to administracja Obamy nie chce prowadzać żadnych oszczędności.
Odliczając wątpliwe oszczędności w związku z wycofywaniem się z Iraku realne zaoszczędzone pieniądze w planie Obamy to 580 miliardów dolarów. Z tego 248 miliardów ma pochodzić ze zmniejszenia wydatków na Medicare. Administracja twierdzi, że suma ta osiągnięta zostanie poprzez likwidację przypadków nadpłacania przez system za świadczenia medyczne. 72 miliardy dolarów przyniosą oszczędności w programie Medicaid. 33 miliardy mniej zostanie wydane na dopłaty dla farmerów.
Sporo, bo 92.2 miliardy dolarów rząd pragnie uzyskać poprzez oszczędności poczynione w administracji.
Prezydent pragnie także zwiększyć dochody budżetu o 1.5 miliarda dolarów. 800 miliardów pochodzić ma z wycofania się ze stosowania ulg podatkowych uchwalonych w czasie prezydentury George W. Busha. Resztę przyniesie nowy tak zwany podatek Buffetta dotyczący milionerów.
Prezydent zaznaczył, że nie podpisze żadnej ustawy oszczędnościowej, która nie będzie zgodna z jego filozofią, w myśl której rozwiązanie problemów deficytu budżetowego nastąpi poprzez redukcję wydatków oraz zwiększenie wpływów podatkowych.
Spiker Izby Reprezentantów John Boehner w reakcji na plan prezydenta wezwał Komisję Kongresu do opracowania gruntownego systemu reformy podatkowej w USA. Dał więc do zrozumienia, aby ni przejmowali się gadaniną prezydenta.
Eksperci są rozczarowani. Obok wyimaginowanych oszczędności w związku z wycofywaniem wojsk z Iraku i Afganistanu, co i tak by nastąpiło niezależnie od konieczności oszczędności, plan przewiduje także zaoszczędzenie 430 miliardów na kosztach obsługi długu zagranicznego w zwiąkzu z mniejszymi potrzebami pożyczkowymi państwa. Ekonomiści twierdzą, że wliczenie tej pozycji do ogólnej sumy oszczędności jest typowym przykładem kratywnej księgowości w stylu Enronu.
Najważniejsze jednak jest to, że w Kongresie, zwłaszcza w Izbie Reprezentantów żadnych szans w tej kadencji nie mają pomysły podwyższenia podatków. Najbardziej prawdopodobny w tej sytuacji jest więc pat polityczny i bardzo prawdopodobne automatyczne oszczędności od 1 stycznia 2012 roku, kiedy to agencje rządowe zostaną zmuszone do ograniczenia swoich budżetów. Postawa prezydenta pragnącego mocno opodatkować milionerów powoduje, że sanse na uchwalenie kompromisu w Kongresie są niewielkie, jeśli nie wręcz żadne.
Republikanie twierdzą, że większość oszczędności Obamy posiada propagandowy charakter, w rzeczywistości nie są żadnymi oszczędnościami. Choć prezydent dowodził, o ile w stosunku do PKB zmniejszy się poziom deficytu budżetowego, to krytycy wskazują, że przyjmując plan Obamy za dwa lata deficyt państwa przekroczy 16 miliardów dolarów i będzie nadal rósł.
Andrzej Jarmakowski
Foto: WhiteHousemuseum,.org
Dodaj komentarz
• W gruncie rzeczy więc Obama, pomijając fikcyjne oszczędności proponuje podniesienie podatków i oszczędności na emerytach. Nic dziwnego, że program ten nie ma szans w Kongresie. Nie poprawi także słabych notowań wyborczych Obamy.
Monday, September 19, 2011 | Jur
• Czyli tak jak zawsze...Republikanie krytykują, ale sami nie mają żadnego pomysłu na to aby otworzyć swoje grube portfele i po prosty pomóc. Typowa republikańska zgnilizna nie mająca nic wspólnego z szukaniem prawdziwego rozwiązania. Poza tym zapominają Republikanie o tym, że w to gówno wpędził USA nikt inny tylko największy imbecyl w historii USA republikański prezydent George W. Bush, który roztrwonił tryliony dolarów na bezsensowną wojnę w Iraku i Afganistanie i pozwolił szaleć swoim kolesiom z Wall Street i banków. Obama jest dzisiaj w sytuacji bez wyjścia.
Monday, September 19, 2011 | Janusz John Sztyber
• Janusz John Sztyber powtarza stereotypy lewicowej propagandy. Nawet Demokraci nigdy nie krytykowali potrzeby dzialan w Afganistanie, a Obama nawet wyslal więcej żołnierzy, ale za to pewnie też winą opatrzy Busha. Ponadto deficyt jaki wzrosl za Obamy jest większy niż cale koszta wojny w Iraku i Afganistanie razem wzięte. Zwracam także uwagę, że nigdy tylu ludzi z Wall Street nie pracowalo w administracji rządowej jak za czasow Obamy. Ssztyber więc nie wie czym mowi. Problem w tym, ze cala polityka Obamy w dziedzinie rozruszania gospodarki nie przyniosla efektu. I temu nie jest winien Bush. Prawdą jest, że proponowane przez Obamę oszczędności mają wirtualny charakter, sa przykladem robienia ludziom wody z mozgu. A deficytu nie mozna zwiększac bez konca. Mitem jest także twierdzenie Sztybera, że republikanie mają jakos szczegolnie grube portfele. Przeciętny demokrata wcale nie jest biedniejszy. Wyborcy republikanscy często rekrutują się sposrod ludzi z ubogich stanow srodkowych, przywiązanych jednak do ideii amerykanskiego indywidualizmu i wolnosci.
Monday, September 19, 2011 | Obsewator
• Troche zgadzam sie z Johnem. Co moze zrobic Obama. Oczywiscie, moze wprowadzic drakonskie oszczednosci, ale to sie odbije glownie na elektoracie demokratycznym. Juz w tej chwili ilosc biedakow jest zatrwazajaco wysoka, a bedzi ejeszcze wiecej. Ale zamoznych to nie dotyczy. Ni ema dobraych rozwiazan.
Monday, September 19, 2011 | czlek
• Od 97 roku przepasc miedzy bogatymi a biednymi stale sie powiekszala, a ilosc biednych i nieubezpieczonych rosla. Za Busha liczba nieubezpieczonych przekroczyla 40 milionow a pod progiem ubostwa znalazlo sie okolo 14 procent spoleczenstwa. To prawda, ze za Obamy liczby te jeszcze wrzosly, ale przeciez Barcak zaczal prezydenture wraz z poczatkiem kryzysu. Natomiast trend od dolu zapoczatkowany byl duzo wczesniej. Ale Jarmakowski tego nie dostrzega, dlatego jego analizy sa dosyc plytkie i stronnicze. Ktos tu slusznie zauwazyl, ze Jarmakowski nie powinien w ogole pisac na temat Obamy.
Monday, September 19, 2011 | zlota rybka
• Obama sie odezwal i znowu wszystkie swiatowe gieldy spadly. Katastrofa Grecji jest tez spowodowana wypowiedziami Obamy. Hiszpania, Wlochy i Irlandia nie powinny sluchac wystapien Obamy. Horror!
Monday, September 19, 2011 | abrakadabra
• Złota Rybka: Skoro Obama zaczynal prezydenturę w czasie kryzysu, to należalo oszczędzać, a nie zwiekszać wydatki. Czy ty jak nie masz kasy, to tez wydajesz więcej!
Monday, September 19, 2011 | Obserwator
• Kto wiedzial, co robic? Ty? Sprobowano stymulus - nie zadzialalo. Wykupiono kilka gigantow - nic sie nie zmienilo. Trzeba wiec sprobowac czegos innego. Ale wtedy, gdy Jarmakowski kasowal czeka od Obamy, to nie bylo protestow. Rooseveltowi sie udalo, a Obamie nie. Nikt do konca nie wie nawet do tej pory co robic, gdyz kryzys ten wlasciwiei ni ema precedensu. Przypominam Jarmakowskiemu, ze gdy wykupywano ogromne firmy za pieniadze podatnikow, to republikanie trzymali mordy na klodki. Zreszta wykupywanie zaczelo sie jeszcze za Busha. Jarmakowski wtedy nie alarmowal. Nikt wtedy nie mowil o deficycie i wydawaniu nie swoich pieniedzy. Dlaczego? Dlatego, ze republikanie mieli w tym swoj interes, aby niektore firmy i banki wyszly z zapasci. Dopiero teraz - gdy okazalo sie, ze gospodarka nie ruszyla odzywaja sie rozni medrcy rynkowi klasy Jarmakowskiego. Juz wole jak Jarmakowski zali sie, jak rozwalono Pomost. Wtedy przynajmniej mozna mu wspolczuc.
Monday, September 19, 2011 | zlota rybka
• Złóta Rybka, a jakie to zaklady wykupywano w USA, bo nie znam ani jednego. Jak rząd pomagał, albo jak kto woli marnowal pieniądze aby ratowac banki czy GM albo AIG to przedstawiciele rządu nie wchodzili nawet do Rad Nadzorczych. Wymyslasz fakty! Jakie interesy mielirepublikanie, aby na przyklad Bank of America, co dostal sporo szmalu wyszedl z tarapatow? Czlowieku, ty bredzisz jak potluczony, czy myslisz, ze demokraci nie mieli kont w BofA?
Monday, September 19, 2011 | Obserwator
• Może Jarmakowski wreszcie powie jaka jest ta cudowna recepta na wyjście z kryzysu. I w jaki sposób zmniejszyć deficyt i ograniczyć wydatki. Krótki plan - w kilku zdaniach. Ameryka czeka na to. Taki plan, który uszczęśliwi Rep. i Dem. Wtrzymujemy oddech i liczymy na tę cudowną receptę. Wszyscy potrafią tylko kwękać. Z jednej strony chcą małego państwa, niewidzialnej ręki rynku, a z drugiej strony chcą, aby to rząd posprzątał bałagan po tej niewidzialnej ręce, która spowodowała kryzys i rozstrojenie gospodarek USA i światowej. Może wreszcie jakies konkrety Panie i Panowie. Rozmowy o dupie Maryny nie mają najmniejszego sensu - podobnie jak ten artykuł i większośc komentarzy.
Monday, September 19, 2011 | ela
• Nie o to chodzi, kto mial konta, tylko kto mial duze iwestycje. Konta osobiste sa ubezpieczone do 100 tysiecy, ale nie ogromne inwestycje. Przypominam, ze to republikanie jako pierwsi zainicjowali pomoc podatnika amerykanskiego. To bylo za Busha. Ale jak to? Gdzie dyscyplina w wydawaniu pieniedzy? Jarmakowski? Przeciez to bylo wydawanie nie swoich pieniedzy? Jak moglo do tego dojsc? Przeciez tylko demokraci ioBama sa tacy bezmyslni. Jarmakowski?
Monday, September 19, 2011 | zlota rybka
• W przemowieniu Obamy chodziło tylko o politykę, a nie o ratowanie finansów. Obama, krytykowany za brak aktywności pokazal pokazac lewicowemu elektoratowi Demokratow, ze bedzie dowalal bogatym. To wazne z punktu widzenia interesow kampanii wyborczej, ale z ratowaniem finansow nie ma nic wspolnego.
Monday, September 19, 2011 | Karla
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493

