Kampania wyborcza w USA wkracza w decydującą fazę. Do wyborów pozostał nieco ponad tydzień i choć patrząc na sondaże wynik wydaje się przesądzony kandydat republikanów nie traci wigoru i nadal wierzy w zwycięstwo. W końcu cztery lata temu na dwa tygodnie przed głosowaniem John Kerry miał siedem procent przewagi nad Georgem W. Bushem. McCain wierzy więc, że finiszując zza pleców swojego rywala Baracka Obamy wyprzedzi go na mecie i ostatecznie wygra.
Jednak jeśli wierzyć sondażom szanse na to nie są wielkie. Obama prowadzi w stanach dających w sumie 277 głosów elektorskich, co zapewnia wybór. McCain musiałby więc wygrać we wszystkich sześciu stanach gdzie trwa zacięta walka czyli w Ohio, Colorado, Virginii, Północnej Karolinie, Florydzie i Newadzie i wyrwać przynajmniej jeden ze stanów gdzie prowadzi Obama. Teoretycznie jest to możliwe i takie przypadki zdarzały się w historii. Obamie sprzyja jednak trwający kryzys na rynkach finansowych i groźba recesji. Z sondaży zdecydowanie wynika, że wyborcy uważają, że Obama lepiej radzi sobie z problemami ekonomicznymi. Republikanom nie pomogły ponadto informacje o wydatkowaniu przez sztab republikanów 150.000 dolarów na stroje dla Sarah Palin.
Kampania w ostatnich dniach koncentrowała się właśnie na atakach personalnych. Obama zarzucał McCainowi, że jego ekipa będzie kontynuatorem polityki Busha, zaś McCain i Sarah Palin straszyli socjalizmem bijącym ponoć z programu Obamy. W wystąpieniach obu kandydatów mało było wystąpień merytorycznych. Komentatorzy podkreślają, że na przykład gdzieś uleciał problem konieczności reformy systemu social security, a to jedno z najważniejszych zadań jakie stanie przed nową administracją.
W ostatnich dniach kampanii obaj kandydaci zapewne starać będą się przekonać wyborców niezdecydowanych, których ciągle pozostało od 7 do 10%. To właśnie oni ostatecznie mogą zadecydować o wyniku wyborów.
Trudno oczekiwać, aby w ostatnich dniach kampanii kandydaci przedstawili jakieś nowe, przełomowe propozycje. Raczej powtarzać będą to, co powiedzieli wcześniej, koncentrując się na mobilizacji swoich wyborców. Oczekiwana jest wysoka frekwencja wyborcza, co także raczej sprzyja Obamie. Demokraci przed wyborami zarejestrowali rekordową ilość nowych wyborców.
Andrzej Jarmakowski