Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Małgorzaty, Marty, Nikifora
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Orędzie prezydenta, pełno frazesów, zero treści

Andrzej Jarmakowski|Thursday, January 26, 2012

Wybory
 Prezydent Barack Obama przed połączonymi Izbami Kongresu wygłosił swoje trzecie orędzie o stanie państwa. Prezydent, który jest znakomitym mówcą przedstawił Amerykanom obraz ich kraju widziany przez różowe okulary. Jak zwykle w przypadku Obamy w jego przemówieniu mnóstwo było chwytliwych figur retorycznych. Kiedy jednak rozebrać tekst wystąpienia na czynniki pierwsze, kiedy z gąbki wydusić wodę w ręce nie zostanie nic, poza skrajną demagogią.

 Niewątpliwie do większości Amerykanów trafiały stwierdzenia prezydenta dotyczące niesprawiedliwości systemu podatkowego. Prezydent nie ukrywał, że jego zdaniem, bogaci Amerykanie, zarabiający ponad milion dolarów rocznie powinni płacić wyższe podatki. Prezydent twierdził, że 30% podatek byłby sprawiedliwy. Obecny system powoduje, iż rosną nierówności społeczne. Nieliczni bogaci stają się coraz bogatsi, klasa średnia zaś ubożeje. Prezydent wezwał Kongres, aby republikanie i demokraci wspólnie w Kongresie przygotowali projekt znian,a on chętnie podpisze. Wezwania do zgodnej miedzypartyjnej współpracy powtórzone zostały kilkakrotnie. Brzmi ładnie. Tylko, że to skrajna demagogia. Jeżeli mówimy o pewnie koniecznej reformie podatkowej, musimy zdać sobie sprawę, że normalnie z unicjatywą ustawodawczą w tej kwesti powinien wstąpić rząd. Członkom Kongresu trudno jest wystąpić z inicjatywą w tej skrajnie skomplikowanej materii, gdyż w przeciwieństwie do rządu nie dysponuja oni aparatem umożliwiającym dokonania odpowiednich wyliczeń, opisania konsekwencji finansowych ewentualnych zmian. Logicznie rzecz biorąc z inicjatywą w tej kwestii winiem wystapić Departament Finansów. To właśnie po to pracuje tam 1200 osób. Przecież nie zatrudniono ich tylko po to, aby przekonywać Chiny do beztroskiego kupowania amemerykańskich obligacji. Nawet gdyby członkowie Izby zabrali się za pisanie odpowiedniej ustawy, to znając życie wylicznia zostaną zakwestionowane przez Departament Finansów. Prezydent w gruncie rzeczy w swoim orędziu umył ręce i po wygłoszeniu serii sloganów powiedział,niech Kongres się tym zajmie, a rząd sobie postrajkuje i żadnych projektów w tej materii nie przygotuje. Potem prezydent ruszy w kraj i będzie zwalał winę na Kongres. Nikt sprawy badać nie będzie i nie zwróci uwagi na to, że prezydent żadnej inicjatywy w tej kwestii nie wykazał i strajkował przez cztery lata, choć obecny system tak bardzo mu się nie podoba.


  Prezydent zresztą w tej kwesti strajkuje od dawna. Przypomnijmy, że to przecież zaniepokojony rosnącym deficytem Biały Dom powołał tak zwana komisję senatora Simpsona. Komisja przedstawiła swoje rekomendacje, ale prezydent wszystkie odrzucił. Jak zwykle więc skończyło się na frazesach i gadulstwie. Zrzucając na Kongres obowiązek przygotowania projektu reform z dziedzinie podatków prezydent zdaje się mówić tak: Ja sobie fajnie pogadałem, ale to w duchu ciesze się, że nic z tego nie wyjdzie, a a potem wykorzystam w kampanii wyborczej.


  W swoim orędziu prezydent nawiązał do problemów związanych z dramatycznie rosnącymi kosztami edukacji. Zagroził, że uniwersytety podnoszace opłaty za naukę nie będą mogły korzystać z pomocy funduszy federalnych. Brzmi ładnie, zwłaszcza, że preydent dodał, że ewdukacja na wysokim poziomie nie może być luksusem.Tylko co z tego wymika? Gwarantuję, że uniwersytety znajdą setki sposobów na omięcie ewentualnego zakazu. Mimo górnolotnych stwierdzeń prezydenta edukacja na dobrych, koszmarnych drogich uniwersytetach stała się już dobrym luksusowym, zaś przeciętna amerykańska rodzina w obecnych warunkach nie ma żadnej szansy na uzyskanie kredytu na edukację dzieci. Prezydent nie przedstawił żadnego pomysłu na zmianę tego stanu rzeczy.


  W orędziu prezydent stwierdził, że jego administracja wprowadziła odpowiednie regulacje rymków finansowych zabezpieczających Amerykę przed powtórzeniem się kryzysu finansowego. To już zupełnie wirtualny świat. W żadnej poprzedniej administracji, demokratycznej, czy republikańskiej, nie pracowało na eksponowanych stanowiskach tylu ludzi z Wall Street. Na czele z sekretarzem finansów stanowili oni skuteczne lobby uniemożliwiające wprowadzenie jakichkolwiek regulacji regulujących postępowanie instytucji finansowych. Wprowadzone akty prawne niczego na dobrą sprawę nie regulują. Prezydent mówił o nie istniejących w praktyce regulacjach. Administracja Obamy na dobrą sprawę jest administracją Wall Street i kutecznie pilnuje, aby świat finansów nie został poddany poważniejszym rygorom.


  Mówiąc o ekonomii prezydent słusznie zauważył, że firmy przenoszące miejsca pracy za granicę nie powinny korzystać z upustów podatkowych. Pięknie. Tylko dlaczego, choć kadencja zbliża się już do końca prezydent nie wystapił z żadna inicjatywą z tej dziedzinie. Przecież wszyscy pragną, aby było wspaniale i sprawiedliwie. Niestety sama gadanina w tej kwestii nie wystarczy. Liczą się konkretne działania, a nie frazesy. O sprawiedliwości społecznej prezydent mówił sporo. Stwierdził między innymi: „"Możemy albo przystać na to, że kurcząca się liczba ludzi w kraju ma się naprawdę dobrze, podczas gdy coraz więcej Amerykanów ledwo daje sobie jakoś radę, albo też odbudować gospodarkę tak, żeby każdy miał sprawiedliwy udział w dobrobycie, by każdy wniósł do niego swój należny wkład i każdy grał według tych samych reguł". Znowy brzmi ładnie, dokładnie jak niegdyś pamiętne hasło polskiej „Pomarańczowej Alternatywy” „jesteśmy za tym, aby było wspaniale”. Jakie działania w związku z tym należy podjąć? To już pilnie strzeżona tajemnica.


  Zaledwie ostatnich dziesięć minut swojego wystapienia prezydent poświęcił polityce zagranicznej. Prezydent przypomniał, że komandosi zabili Bin Ladena. To cieszy jak wiele innych sukcesów walce z terrorystami. Prezydent przypomniał, że ostatni zołnierze wrócili z Iraku. Fajno. Trzeba jednak pamietać, że powrót z Iraku oznaczał de facto zafundowanie Irakowi wojny domowej. Obecnie sunici i szyici strzelają do siebie jak do kaczek, Bagdad podzielony został na religijne sektory, a nieliczni pozostali przy życiu chrześcijanie wieją z Iraku co sił w nogach. Sukces marny, zwłaszcza, że w Iraku poważnym graczem politycznym staje się Iran, który obecnie bez jednego wystrzału może osiagąć swoje cele polityczne. Doprawdy patrząc na efekty wieloletniej wojny nie ma się z czego cieszyć.


  Prezydent zadeklarował, że Ameryka jest zdeterminowana do, aby nie dopuscić do tego, aby Irak posiadał broń nuklearną. Żadna opcja nie jest wykluczona – deklarował prezydent. Konkretów znowu jednak nie było. Barack Obama także sprytnie pominął niewygodne tematy jak chociażby sprawa Syrii. Jak do tej pory to kompletna klapa dyplomatyczna. Szkoda, że prezydent nie powiedział ani słowa o relacjach transatlantyckich stanowiących przez wiele dekad podstawę polityki zagranicznej USA.


  Dyskutować można także, czy rzeczywiście Amerykanie odczuwają, że ich kraj wychodzi z kryzysu. Jeżeli wierzyć badanion nastrojów, to przekonania takiego w tej chwili nie ma. Prezydent nieco na wyrost ogłaszał koniec kryzysu. Niestety nie powiedziano w orędziu prawie nic o walce z kryzysem zadłużenia finansów publicznych. Ameryka jest coraz bardziej zadłużona. Trzeba pamietać, że oszczędności, te realne, to obecnie 20 minut potrzeb pozyżyczkowych rządu. Na razie więc Ameryka pożyczać będzie na potegę.


  Przyznam się szczerze, że z ogromnym trudem słucham sloganów o nowych źródłach enerii, programach, które temu służą, czy uzyskiwaniu energii z czystych węglowych elektrownii. Prawda jest taka, że żadna technologia czystego węgla nie istnieje. To kompletna fatamorgana. Admninistracja Baracka Obamy skreśliła zresztą projekt budowy eksperymentalnej rzekomo czystej węglowej elektrownii w Illinois. Powód był prosty. Nie istnieje na razie taka technologia. Jedyny realny efekt działań w tej materii to afera Solyndry w Kalifornii gdzie z publicznych pieniędzy finansowano bankruta.


  Treści z tego orędzia zostaje niewiele. Było to typowe polityczne przemówenie, pokazujące do czego prezydent będzie odwoływał się w kampanii wyborczej. Będzie sporo mowy o sprawiedliwości społecznej, o reformach, ltórych administracja nie podjęła w ciagu czterech lat. Wkroczymy więc w czas bajkopisarstwa.


  Andrzej Jarmakowski

 
 

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Ciekawe gdzie Obama widzi koniec kryzysu. Niech pojdzie on po jakikolwie kredyt. Niech zobafczy jak trudne jest prowadzenie dzialalnosciu gospodaczej. On nie wie o czym mowi. Kryzys wcale sie niestety nie skonczyl. Ja jego konca nie wizę. W Chicago firmy ciagle zwalniaja, kto zreszta bedzie prowadzil biznes w miescie, gdzie bez przerwy rosną podatki i rozmaite opłaty.
Thursday, January 26, 2012 | Kamil

•  Czytanie pomiędzy wierszami to sztuka, której uczono (się) za czasów komunizmu. Ponieważ komuna zaczyna coraz bardziej panować w USA, więc wysłuchałem przemówienia Obamy jak np. Gierka. Włos się jeży gdy za panią Obamową zobaczyłem sekretarke proroka biznesu Buffett’a i na dodatek podaną jako przykład niesprawiedliwosci. Biedaczka płaci 30% podatku, a jej szef, najbogatszy (lub jeden z) człowiek płaci tylko 15% - sprawiedliwosci musi się stać zadosć i trzeba wszystkich wyrównać. Brzmi to pięknie. Ja nie chcę być bilionerem, ale kurcze blade zeby sekretarka aż 30% podatku – sięgam do tabel IRS-u. Przy $100,000 tylko 28%, następny to od $174000 do $379000 wynosi 33%, czyli jak odejmę „odciągnięcia”, to własnie tam gdzies jest dochód tej pani. Ładna mi biedota. Ale zadałem sobie pytanie: jak to jest możliwe, że taki biznesman Buffet na „ochotnika” oddaje swój zarobek – nie wygląda mi to na normalne. A jesli jest to wszystko ukartowane dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba, którzy mają aspiracje do klasy „Sredniej”. Kilka faktów, które z tym nie mają nic wspólnego: Obama odrzuca zezwolenie na budowę rurociągu z Kanady tydzień temu – odkłada decyzję na ”potem”, czyli po wyborach. Buffett nie tak dawno zakupił linię kolejową Burlington Northern Santa Fe, gdzie jak wszyscy twierdzili dla przewozu węgla do swoich zakładów. Przy odrzuceniu zezwolenia na rurociąg zakupioną ropę będzie przewozić... kolej! Odrzucenie zezwolenia tłumaczone jest względami srodowiskowymi (nie należy zanieczyszczać) – zas wszystkie badania wskazują, że rurociąg jest bardziej bezpieczny niż kolej. Dlaczego więc kolej? Patrzę na tą „biedną” przedstawicielkę sekretarek i zalewa mnie krew (a nie ropa). Czy ktos jeszcze to widzi jak nas w konia robią.
Friday, January 27, 2012 | AS

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493