Obama straszy emerytów
Andrzej Jarmakowski|Wednesday, July 13, 2011
W Stanach Zjednoczonych rośnie niepokój związany z brakiem porozumienia pomiędzy prezydentem i Kongresem umożliwiającym podniesienie dopuszczalnego poziomu długu publicznego. Ben Bernanke zeznając w środę przed Kongresem powiedział, że brak porozumienia może spowodować totalny chaos i kryzys światowej ekonomii. Niepokoju nie widać na razie na giełdzie. Indeksy w środę w Nowym Jorku wzrastały, wyraźnie drwiąc sobie z tych apokaliptycznych wizji.
Prezydent Barack Obama w wywiadzie dla telewizji CBS ostrzegł we wtorek wieczorem, że w przypadku braku osiągnięcia porozumienia z Republikanami w ciągu najbliższych tygodni w sprawie redukcji zadłużenia, nie może zapewnić Amerykanom wypłat zasiłków emerytalnych z systemu Social Security.
"Nie mogę zagwarantować, że czeki zostaną wysłane 3 sierpnia jeśli nie rozwiążemy tego problemu. Po prostu w kasie nie będzie na to pieniędzy". Natychmiast odpowiedzieli Republikanie jak i ekonomiści wskazując, że twierdzenie prezydenta nie jest zgodne z prawdą, zaś prezydent strasząc Amerykanów pragnie wywrzeć presję na swoich konkurentów politycznych. Przewidywany deficyt w sierpniu wyniesie około 125 miliardów dolarów. Rząd na pokrycie wszystkich wydatków potrzebuje około 360 miliardów, zaś dochody wyniosą około 240 miliardów dolarów. Z tych 240 miliardów z powodzeniem można pokryć wydatki związane z social security, na co potrzeba około 20 miliardów. Z powodzeniem można pokryć wydatki związane z wynagrodzeniem armii i innych służb państwowych. Jeżeli więc 3 sierpnia przy braku porozumienia nie wysłanoby czeków social security byłaby to decyzja polityczna, a nie merytoryczna. Prezydent zaś straszy naród, ze swojej strony nie przedstawiając żadnego sensownego planu – mówią krytycy prezydenta.
Tymczasem rokowania budżetowe znalazły się w impasie. Republikanie, z których w Kongresie 230 podpisało zobowiązanie, że nie zgodzą się na żadne podwyżki podatków nie chce zaakceptować planu prezydenta przewidującego liwkidację wielu ulg podatkowych dla bogatszych Amerykanów. Plan prezydenta jest zresztą niezwykle ogólnikowy, mglisty i obiecuje oszczędności w długiej perspektywie czasowej. Republikanie zaś chcą szybkiego cięcia wydatków, uważają bowiem, że poziomu długu publicznego nie można bezkarnie podnosić w nieskończoność. Ameryka nie może w nieskończoność wydawać więcej pieniędzy niż dostaje od obywateli i korporacji. Prezydent z kolei nie chce zgodzić się na żadne porozumienie tymczasowe, umożliwiające rządowi regulowanie płatności przez 30, 60 lub 90 dni. Biały Dom argumentuje, że rozpoczynająca się kampania wyborcza powodować będzie, że osiągnięcie każdego kolejnego porozumienia może nastręczać coraz większe trudności. Prezydent pragnie, aby Kongres podniósł poziom dopuszczalnego zadłużenia o dwa biliony dolarów, co pozwoli spokojnie działać niemal do końca kadencji. O tym w ogóle nie chcą słyszeć Republikanie i domagają się znacznych oszczędności. Uważają oni, że dalsze „radosne” zwiększanie zadłużenia może spowodować, iż Ameryka podzieli los Grecji i w końcu nie będzie w stanie spłacać swoich długów. Wielu ustawodawców republikańskich otwarcie mówi, że nie zaakceptuje porozumienia nie przewidującego zbalansowania budżetu. Postępuje tak większość republikańskich kandydatów na urząd prezydenta przemierzających obecnie kraj.
Na duże cięcia budżetowe nie godzą się z kolei Demokraci posiadający większość w Senacie. Sytuacja jest więc patowa. Choć w środę nadal prowadzone będą rozmowy do porozumienia bardzo daleko.
Ben Bernanke straszył w środę Kongres apokaliptyczną wizją przyszłości w przypadku braku porozumienia. Przewidywał znaczny spadek cen dolara i totalny chaos w kraju. Przekonywał, że Departament Finansów nie będzie w stanie zapłacić od 40 do 45% rachunków. Przyjdzie dokonywać dramatycznych wyborów komu wysłać czeki, a komu nie. Ponadto znacznie wzrosną w takiej sytuacji stopy procentowe, co dramatycznie zwiększy koszty obsługi zadłużenia i tym samym poziom długu.
Eksperci twierdzą, że w końcu jakiś „świński kompromis” nie zadawalający żadnej ze stron zostanie wypracowany.Nie rozwiąże on jednak problemu amerykańskiego zadłużenia. Trzeba także pamiętać, że sierpień to miesiąc wakacji w Kongresie. Ustawodawcy nie wyjadą jednak z Waszyngtonu do czasu zawarcia porozumienia. Kilku pesymistycznie nastawionych polityków już odwołało swoje wakacyjne wyjazdy.
2 sierpnia tego roku Ameryka osiągnie obecny, dopuszczalny poziom długu publicznego wynoszący 14.292 biliona dolarów. Jeżeli poziom zadłużenia nie zostanie zwiększony, rząd będzie mógł wydawać tyle pieniędzy, ile otrzyma i ani centa więcej. Będzie musiał się więc zachowywać jak normalny człowiek, który osiągnął już limit zadłużenia na kartach kredytowych. Sondaże nie są korzystne dla prezydenta. Większość Amerykanów uważa, że rząd powinien wydawać mniej i musi ciąć wydatki.
Andrzej Jarmakowski
Dodaj komentarz
• W pełni zgadzam się z tymi politykami Partii Republikańskiej, ktorzy nie chcą zgodzić się na dalsze zadłużanie. Obama tylko wydaje pieniądze. Bezrobocie wśród czarnej mlodziezy wynosi 40%. Wszyscy siedzą na zasiłkach, podobnie jak wielu Latynosów. Obama jak przystało na demokratę spowodował, że biedni są jeszcze biedniejsi. Niogdy w Ameryce nie bylo tylu ludzi na food stamps. Czas wybrać prezydenta, który spowoduje, ze zamiast food stamps ludzie zaczną dostawać czeki z pracy.
Wednesday, July 13, 2011 | Pijawka
• Zdecydowanie jestem przeciwna zwiekszenia poziomu zadluzenia Zdecydowanie rzad powinien
ciac wydatki, tam gdzie jest tego potrzeba Nie rozumiem jednak komentarzy typu "Pijawka "
cyt "nigdy nie bylo tylu ludzi na food stamps" oraz " Obama jak przystalo na demokrate "
A co zrobill Bush ,wpedzil kraj w dlugi przez dwie kadencje - no coz " przeliczyl sie troszaczke "
Jak wiemy na kazdej poprzedniej wojnie Ameryka stawala finansowo na nogi ,niestety ostatnia
wojna Busha wprowadzila nas w deficyt !!!! "Pijawka" czy przeprowadzilas sondaz ile bialej ,
polskiej ,rosyjskiej populacji jest na " social" ??? Odpowiadam Twoim sposobem myslenia
" jak przystalo na Polakow Ty jestes typowym przykladem rasizmu "
Friday, July 15, 2011 | content50
• Faktycznie słów Prezydenta nie można traktować jako realne zagrożenie dla emerytów, ale raczej jako sygnał budzący Republikanów do panującej rzeczywistości.
System Social Security jest przewidywalny, przyszły emeryt czego może się spodziewać i jest przekonany, że żaden urzędnik nie będzie kombinował, jak go oszukać. Zazdroszczę tamtym emerytom i chciałbym mieć tylko takie problemy. Problemy, które w porównaniu z moimi realnie odczuwanymi są tylko teoretycznymi przypuszczeniami. W Social Security, niewyobrażalny jest przypadek, żeby urzędnik przekręcał zasady matematyczne i zaniżył należącą się emeryturę.
A ja z taką sytuacją od wielu lat nie mogę się uporać. „Radosna twórczość” Władzy Ludowej , pozostawiła nam w spadku sposób obliczania emerytury na podstawie wartości przeciętnej zarobków z danego roku kalendarzowego. Nie jest on najgorszy i po rozszyfrowaniu – typowych dla tamtej władzy – zawiłości rozumowych, można się „połapać”, o co chodzi.
Kłopot w tym, że urzędnicy, ukształtowani totalitarnym systemem, do bezmyślnego posłuszeństwa wobec szablonowych wytycznych, nie bardzo kwapią się do logicznego postępowania i prawidłowego pojmowania zasad matematycznych. Nie odróżniają wartości przeciętnej od sumy kwot, a słowo „kwota” uważają za wskaźnik dodawania, matematycznie przypisany do słowa „suma”. W konsekwencji tego, przeciętna wartość mojej emerytury za 6 miesięcy pracy sezonowej w danym roku kalendarzowym, zostaje – wbrew obowiązującym przepisom – zaniżona aż o połowę. Gdyby to był 1 miesiąc, to nic wielkiego, ale jeżeli jest ich kilkanaście, to strata jest olbrzymia.
Friday, July 15, 2011 | Dziadek Franek z Łodzi