O odwracaniu kota ogonem
Andrzej Jarmakowski|Monday, April 20, 2009
Podstawowe chwyty erystyczne opisano już w starożytnej Grecji. Nauczyć ich musiał się każdy, kto chciał w dyskusji pokonać swojego oponenta. Istniały nawet specjalne szkoły, w których erystyki uczono. Potem wiedza ta zanikła. Ludzie uczyli się coraz mniej, godzinami wpatrując się w ekran telewizora lub komputera. Szczególnie nad Wisłą wiedza o tajemnicach związanych z prowadzeniem dyskursu z powodu licznych wojen oraz chorób nawiedzających te tereny i innych nieszczęść poszła w zapomnienie. Dzisiaj, przynajmniej w świadomości polityków, na potrzeby których kiedyś erystykę stworzono, pozostał jeden i to niestety prymitywny chwyt polegający na odwracaniu kota ogonem.
Niezależnie czego sprawa dotyczy. Czy chodzić będzie o kłamstewka ministra Czumy, o alkohol zakupywany przez kancelarię prezydenta, o spoty reklamowe, o chrapanie Jan Rokity w domu, o ustawę kompetencyjną, czy walkę z bezrobociem wiemy, że jak tylko politycy pojawią się w telewizyjnym studiu natychmiast rozpocznie się odwracanie kota ogonem. Rzecz jasna kota ogonem odwraca reprezentant partii, dla której sprawa jest niewygodna.
Pierwszy z brzegu przykład z minionego weekendu. Prasa poinformowała, że kancelaria naszego prezydenta zakupiła 500 buteleczek alkoholu. Takich niewielkich, podawanych zazwyczaj w samolotach, albo kupowanych przez alkoholików, aby mieć pod ręką jak przyjdzie ochota, której jak wiadomo oprzeć się nie sposób. Z pewnymi oporami kancelaria wyjaśniła, że zakupiono je na potrzeby „cateringu”. To dziwne, gdyż na zdrowy rozum owego „cateringu”, czyli w językach słowiańskich wyżerki wraz z popitkiem dostracza do prezydenckiego samolotu chyba jednostka wojskowa samoloty obsługująca. Przecież prezydent, czy premier nie zabierają ze sobą do samolotu kanapek z kiełbasą i drinka oraz papieru toaletowego.
Powstało więc przypuszczenie, że alkohol jest kupowany w celach konsumpcji tegoż przez najwyższych prezydenckich urzędników. Może potajemnie biorą do samolotów podczas podróży, albo noszą w kieszeni i na przykład jadąc do Skarżyska i w samochodzie poprawiają sobie humory. W końcu alkohol kupowany był za państwowe pieniędze, więc podatnik ma prawo wiedzieć, kto za jego szmal gasi pragnienie.
Jak zwykle wyskoczył z szeregu Janusz Palikot, który podczas zorganizowanego happeningu nielegalnie, bo w miejscu publicznym wypił zawartość takiej buteleczki, przy okazji zapytując o ewentualny alkoholizm prezydenta Lecha Kaczyńskiego. No i zaczęło się. Politycy kancelarii i PiS przecigają się w odwracaniu kota ogonem. Nikt z nich nie powiedział bowiem przy jakich okazjach zakupuiony alkohol został spożytkowany. Meritum nie ma znaczenia! Winny jest Palikot, który zapytał. Prokuratura sprawdzi, czy poseł obraził majestat Rzeczpospolitej. Czy prezydent został obrażony zadanym pytaniem? W ogóle skandal. Palikota należy ukarać. Nie wiadomo tylko jeszcze jak. Zakuć w dyby, zamknąć w kozie, wyrzucić z kraju, spalić na stosie? Tu istnieją różnice poglądów.
Tak po prawdzie, to skandalem jest odwracanie kota ogonem! Palikot nie jest winiem temu, że kancelaria prezydenta zakupuje podejrzanie wielkie ilości alkoholu w niewielkich buteleczkach. Zwłaszcza, że prezydent sporo nie podróżuje, a ostatnie loty na „szczyty”, to podróże krótkie, tyle co start i lądowanie. Jeżeli alkohol wypito podczas lotów samolotami, to rzeczywiście dokonania kancelarii prezydenta są imponujące i budzące szacunek każdego, kto za kołnierz nie wylewa. Podatnik ma prawo wiedzieć jak marnowane są jego pieniądze.
Dyskusja jednak nie koncentruje się na wydatkach kancelarii tylko na pytających. A to uśmiechnęli się nie tak, a to forma pytania niewłaściwa.
PiS nie jest tutaj wyjątkiem. Postępują tak reprezentanci wszystkich partii. Kiedy prasa pisała o ministrze Czumie i ten kłamał w żywe oczy politycy PO czynili tak samo, atakując tych, co to podesłali dokumenty. Czuma nie był winny w sprawie swoich długów, tylko ci, którzy sprawę odkryli. Powinni zaś siedzieć cicho gdyż są tacy i owacy. Może nawet prokuratura w Ameryce nimi się zajmie.
Kiedy dajmy na to polityk SLD wyciągnie sprawę niekorzystną dajmy na to dla PiS w odpowiedzi w ramach odwracania kota ogonem usłyszy na przykład o aferze Rywina. I tak zacznie się dyskusja o przebrzmiałej już historii nasłynniejszej łapówki w dziejach III RP. W praktyce uniemożliwia to jakąkolwiek dyskusję. Sprowadza spór do argumentów wyłącznie personalnych, często wręcz humorystycznych. Życie polityczne przypomina dzięki temu epopeję Dody i bramkarza Radosława Majdana albo perypetie Kasi Cichopek. Politycy zaś są bohaterami niekończącego się serialu „Na Wspólnej”. Jedyna niewiadoma polega jedynie na tym, co wymyślą, aby odpowiednio odwrócić uwagę od zasadniczego w danej chwili tematu. Dlatego przebiegu polskiego sporu praktycznie nie da się już śledzić i obserwować. Dyskusje są nużące, nudne, beznadziejne, pozbawione sensu. Taka jest w tej chwili polska polityka. Męcząca dla wszystkich dookoła i przez to nieprzekonywująca. Ile razy bowiem tego samego kota można odwracać ogonem?
Andrzej Jarmakowski
Dodaj komentarz
• W tym samym czasie kiedy Kancelaria prezydenta zakupiła wódkę, to Kancelaria premiera zakupiła wina za 70 tys.złotych.
Czyli nikt tu kota ogonem nie zawraca , tylko kombatanci Solidarnosci piją równo. Łeb w łeb. Jak to się ma do wychowania w trzeźwości to inna sprawa. Miało być inaczej tak deklarowała Platforma, ale sama dobrze ciągnie winko .Palikot atakuje Kancelarię prezydenta chwytem poniżej pasa. Jak sie okazało to 800 tys złotych na jego kampanię wyborczą pochodzi z "datków" biednych ludzi , którzy przed sądem łżą , że to oni wyciągnęli resztki zaskórniaków po 12-15 tys. złotych. Trzeba przyznać , że Palikot przerósł posłankę z Samoobrony. Jednak moralność Kalego obowiązuje również polityków Platformy.
A miało być inaczej ?
Monday, April 20, 2009 | jurek
• Jaki prezydent - takie buteleczki - marniutkie takie.
Doskonałym przykładem na odwracanie kaczki ogonem jest komentarz JURKA. My o buteleczkach, on o winie w innym miejscu, ale taki już jest los pisiorka.
W szkole było tak samo. Jak dostałem dwóję, to moim wytłumaczeniem było, że połowa klasy też dostała.Ale uszy i tak były wytargane.
Przy okazji - odejście Kamińskiego z Wielkiej Kancelarii małego człowieka spowoduje chyba spadek sprzedaży wazeliny w okolicznych hurtowniach. Tak obrzydliwego lizusa jeszcze nie widziałem.
Monday, April 20, 2009 | west
• Najnowszy dowcip o kaczynskim.
Skoro w pałacu jest tyle małpek, to Kaczyńskiego można teraz nazywać Tarzanem.
Wednesday, April 22, 2009 | west
• Stary dowcip o Tusku
Skoro w pałacu gdzie miesci się kancelaria premiera wypija się w sezonie wina
za 70 tys. zł,
to Tuska można nazwać wodolejem...
Wednesday, April 22, 2009 | jurek
• Wszystko, co zostało wymyślone przez pisiorów jest raczej żałosne, niż śmieszne.
Jacy mędrcy, takie dowcipy.
Pomódl się chłopie do Rydzyka i wrzuć mu coś na tacę. Właśnie zbiera na opony letnie do Maybacha.
Thursday, April 23, 2009 | west