
Home
NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia
Galeria
Ogłoszenia
O Łomżyńskiem trochę inaczej.
Marian Bagiński Glaukopis|Wednesday, July 22, 2009
W ciągu ostatnich kilku lat wiele napisano na temat Ziemi Łomżyńskiej. Dlaczego więc ponownie wracać do tego tematu? Bynajmniej nie dlatego, by powiększać i tak już obszerną bibliografię prac poświęconych temu zagadnieniu, lecz po to, aby uporządkować dotychczasowe ustalenia, podjąć próbę innego spojrzenia na znane już wydarzenia i ich uczestników.
Okolice Jedwabnego stały się szczególnym podmiotem dociekań historyków, polityków, socjologów, moralistów, a co za tym idzie okazją do formułowania najróżniejszych sądów, nie zawsze pochlebnych dla mieszkańców tego zakątka kraju.
Stąd nieśmiało zadałem sobie pytanie: Czy mam prawo wypowiadać się w kwestii Jedwabnego?
Ziemia Łomżyńska jest mi bardzo bliska. Urodziłem się w czasie II wojny światowej dziewięć kilometrów od Jedwabnego, dziesięć od Stawisk, osiem od Radziłowa, osiemnaście od Wizny. Dzieciństwo spędziłem we wsi Przytuly (najpierw mieszkaliśmy z dala od wsi, potem w samej wsi). Moi krewni mieszkali w Radziłowie, Jedwabnem, Wiznie, Zanklewie (moja Mama urodziła się w Zanklewie. Była przyjaciółką Dobkowskich, którzy przechowali Żydów). Do dziś, mimo doktoratu na Sorbonie i ponad trzydziestoletniego pobytu poza granicami Polski, czuję się uczuciowo zwiazany z tymi terenami i myślę, że rozumiem psychikę zamieszkujących go ludzi.
Z nostalgią myślę o pagórkowatych terenach, okalajacych lasy, strumyki, rzeki Biebrzę (kilometr od Radziłowa) oraz Narew przepływajace przez Wiznę.
Jak zwykle pierwszymi nauczycielami historii zarówno tej najnowszej, jak i dawnej byli Rodzice. Do dziś z rozżewnieniem wspominam opowieści mojego ojca (jako młody człowiek wyjechał do Francji w celach zarobkowych. Chciał zdobyć pieniądze na kupno ziemi, bo zawsze marzył o kilkudziesieciu hektarowym gopodarstwie.
Ja zaś wyjechałem do Francji nie jako wyrobnik, ale jako stypendysta rządu francuskiego w celu kontynuowania studiów uniwersyteckich).
Pamiętam jak opowiadał o swym udziale w kampanii wrześniowej, ucieczce z niewoli niemieckiej, przymusowych robotach w Niemczech hitlerowskich oraz strasznym terrorze podczas okupacji, którego doświadczył na własnej skórze. Ciagle mam w pamięci jego słowa: „Jak coś się Niemcowi nie podobało to albo bił, albo strzelał”.
101 Archeologia pamięci
Dowiedziałem się od niego o tragedii Żydów w Jedwabnem, Radziłowie, Wiznie. Wspominał o Niemcach, którzy jechali furgonetkami lub samochodami z Radziłowa do Jedwabnego; dokładnie nie pamiętam jego słów. Zapamiętałem jednak, że byli uzbrojeni w ckm zainstalowany na przyczepie. Często wspominał również o Stawiskach, położonych 5 kilometrów od jego miejsca urodzenia w Sokołach. Tam spędził okres młodości do momentu wyjazdu do Francji. Opowiadał mi o Żydach handlujących z jego ojcem, czy przyjeżdżających do zamożnych gospodarzy w Sokołach. Opiwiedział mi kiedyś również, jak jechał do swego brata w Radziłowie dwa tygodnie po spaleniu Żydów w tamtejszej stodole to czuł straszny smród spalonych ludzkich ciał, jak również widział części ciał ludzkich niepochowanych w ziemi.
Z kolei z relacji mojej Mamy dowiedziałem się, że udzielała pomocy Żydom i partyzantom, którzy przychodzili nocą do naszego skromnego domu. Wspominała także o rodzinie Dobkowskich, która przechowywała Żydow. O fakcie tym wiedzieli mieszkańcy wsi Zanklewo, mimo to nikt nie doniósł okupantom niemieckim.
Zgodnie z jej opowieścią również w Kubrze udzielano schronienia ludności żydowskiej.
Ten, który brał w tym udział ożenił się nawet z ukrywaną Żydówką. Z ich dzieckiem chodziłem do tej samej szkoły podstawowej. Już po wojnie widziałem nieraz Żydów jeżdżących po wsi i handlujących szmatami, sprzedających garnki i inne przedmioty gospodarstwa domowego.
Zanim jednak przejdę do dalszych rozważań chciałbym postawić pytanie czy wręcz wątpliwość, pojawiającą się z metodycznego punktu widzenia: Czy ten, kto się urodził na omawianym terenie, jak również identyfikuje się z zamieszkującą go społecznością może bezstronnie wypowiadać się w sposób obiektywny i naukowo uporządkowany?
102
Warto przypomnieć, że właśnie niedaleko Łomży czy Wizny miał ponieść męczeńską śmierć św. Wojciech. Sama Łomża kilkanaście lat temu obchodziła tysiąclecie swego istnienia. Tam także na cmentarzu wieczny odpoczynek znazła ś.p. matka Kardynała Stefana Wyszyńskiego a w Jedwabnem szkoła nosi imię Kardynała Tysiaclecia. To właśnie w Wiznie królowa Bona miała swój zamek, a właściwie letnią rezydencję. Ufundowała tam kościół, połączony podziemnym przejściem z zamkiem. Dla dworu królewskiego trudno dostępne tereny wokół Wizny stanowiły wspaniałe miejsce do polowań. Zresztą, książęta Radziwiłłowie, urzeczeni prawdopodobnie nadbiebrzańskimi kniejami, też chcieli tam polować, a nawet założyli miasto Radziłów. Ziemia Łomżyńska była znana również kupcom. Tędy właśnie niemalże od niepamiętnych czasów wiódł szlak handlowy. Dodam na marginesie, że w Przytułach znaleziono wiele monet z czasów rzymskich.
Gdybyśmy chcieli prześledzić historię Ziemi Łomżyńskiej, to najstarsze wzmianki – dotyczące pospolitego ruszenia szlachty – pochodzą z 1446 r. (doku102 nr 11–12 – 2008 O Łomżyńskiem trochę inaczej: Refleksje syna tej ziemi dokumenty w Muzeum polskim w Chicago).
Te same nazwiska walczących pod wodzą króla Władysława IV można spotykać obecnie. Odszukać można także nazwy tych samych wsi, skąd szlachta zaściankowa wyruszała, aby bronić Ojczyzny.
Później, obok szlachty zaściankowej, pojawili się chłopi pańszczyźniani, oraz dość duże majątki w Stawiskach, Przytulach, czy Jedwabnem… nie mówiąc już o dobrach Radziwiłłów. Właśnie przez Stawiska wiódł szlak napoleoński na Rosję. Miał być tam bity trakt. Nie trzeba dodawać, że idee niepodległości narodowej nie były obce mieszkańcom Ziemi Łomżyńskiej. Wieść niesie, że mój pradziad (ze strony matki mego ojca) z Rodziny Konopka (Adam Konopka, prawdopodobnie wykształcony w carskim wojsku), był generałem w wojsku Napoleona, a potem dostał się na dwór królowej angielskiej. Znane są również nazwiska innych, którzy walczyli przeciwko rozbiorom Polski a później brali udział w powstaniu styczniowym 1863 r.
Moi pradziadowie o nazwisku Bagenski (tak też podpisywał się mój ojciec) brali udział w powstaniu styczniowym i byli zmuszeni uciekać z zaboru rosyjskiego pod zabór pruski. Właśnie wtedy, po upadku powstania, car wydał nakaz parcelacji niektórych majątków, jak np. w Sieburczynie nad Narwią. Do kolejnych parcelacji doszło po I i II wojnie światowej.
Wbrew pozorom na terenie Ziemi Łomżyńskiej można mówić o zaawansowanej stratyfikacji społecznej. Mamy dość wyraźnie wyróżniającą się bogatą szlachtę, dużo zubożałej szlachty zaściankowej, ponadto chłopów uwłaszczonych po 1863 r., którzy nie mogli zasymilować się ze szlachtą zaściankową. W dalszej kolejności możemy wyróżnić uwłaszczonych wyrobników tzw. fornali (pracujących dawniej w majątkach szlacheckich). Ta grupa znacznie wyróżniała się spośród innych posiadaczy ziemi. Nie zawsze umieli gospodarzyć, często pozbywali się nadanej ziemi. Pracowali dalej jako wyrobnicy u dużych gospodarzy lub w okrojonych majątkach szlacheckich.
Często byli świadomie bądź nieświadomie poniżani przez uwłaszczonych chłopów lub szlachtę zaściankową. Gdy dodamy do tego ludność wyrobniczą zamieszkującą małe miasteczka, trudniącą się handlem czy rzemiosłem, bądź też drobnym rolnictwem, to widzimy jaśniej zaistniałą sytuację. Dla pełniejszego obrazu dodajmy, że właśnie na owych terenach zaczęli pojawiać się nasi bracia wyznania mojżeszowego.
Zdaniem niektórych żydowskich historyków już w XVI lub XVII w. Żydzi zaczęli przybywać na teren Ziemi Łomżyńskej. Na początku XX w. we wspomnianych miasteczkach ludność żydowska stanowiła ok. 50% ogółu mieszkańców. Zajmowała się handlem, rzemiosłem, a nawet rolnictwem. Jednocześnie, jak w Stawiskach, miała własne organizacje, szkoły, partie polityczne, nie mówiąc już o synagogach.
Tak duża liczba ludności żydowskiej nie wskazuje na jakiekolwiek prześladowania czy niechęć Polaków. Od wieków żyli na tej samej ziemi, mieli swoje zajęcia, stanowili część tej samej społeczności. Mimo odmiennej tożsamości narodowej.
103
Archeologia pamięci
wydawało się, że dążenie do odzyskania przez Polskę niepodległości nie było im obce. Oczywiście pozostaje kwestia określenia stopnia zasymilowania Żydów oraz tego, na ile czuli się odrębną częścią społeczeństwa. Nas interesuje jednak klimat polityczny po I wojnie światowej. Mieszkańcy Ziemi Łomżyńskiej odzyskali upragnioną wolność. Byli świadkami zwycięskiej wojny Piłsudskiego z bolszewizmem, a zarazem idee narodowe i niepodległościowe nie były im obce. Dmowski miał spędzić ostatnie pięć lat swego życia w Drozdowie, miejscowości odległej kilka kilometrów od Stawisk.
Jednocześnie „sanacja”, jak nazywano rządy Piłsudskiego oraz lata po jego śmierci, nie była przyjmowana bezkrytycznie. Niektórzy światlejsi mieszkańcy, miejscowa inteligencja (ksiądz, aptekarz, lekarz, nauczyciele) a nawet chłopi, widzieli niedociągnięcia rządzących. Powszechnie panowała duża nieufność, nawet wrogość w stosunku do odwiecznych wrogów niepodległości Polski: Rosji i Niemiec. Posąg Piłsudskiego na rynku w Jedwabnem był znakiem, że także idee narodowe, jak: niepodległość
i niezależność są bardzo żywe wśród tamtejszej ludności.
Należy także z całą stanowczością stwierdzić, a wręcz uznać za pewnik, że ludność żydowska stała na uboczu ruchów mających za cel ochronę niepodległości, jak też samą niepodległość Polski. Wprost przeciwnie, większość Żydów była zwolennikami ruchów socjalistycznych, faworyzujących zdecydowanie idee komunistyczne.
W świetle źródeł historycznych w Jedwabnem mieliśmy tylko jednego komunistę Polaka, reszta to wyznawcy religii mojżeszowej, należący do ruchów politycznych o proweniencji komunistycznej, z gruntu rzeczy faworyzującej myśli uniwersalizmu komunistycznego. Co więcej, ruch syjonistyczny, dążący do utworzenia haretz Izrael, był bardzo popularny wśród tamtejszych Żydów. Zdaniem samych
Żydów najwięcej zwolenników miał w Stawiskach. Podobnie było w Radziłowie.
Stąd też należy wnioskować, że Polacy upatrywali w Żydach przede wszystkim przeciwników politycznych. Jeśli były jakieś tarcia czy nieporozumienia to miały one często podłoże polityczne bądź ekonomiczne, a niekoniecznie narodowościowe.
Zniszczenie pomnika Piłsudskiego po 24 września 1939 r. było pewnego rodzaju symbolem nie tylko utraty niepodległości, ale również uderzeniem w uczucia patriotyczne mieszkańców Jedwabnego. Gdy dodamy do tego pragnienie i obronę niepodległości
narodowej zakorzenionej w polskiej świadomości a będącą obcą dla mentalnosci Żydów mieszkających razem z Polakami wówczas nasz obraz będzie pełniejszy i pomoże zrozumieć zachowania Polaków i Żydów w czasie II wojny światowej.
Wrogość katolików wobec idei komunistycznej była źródłem niechęci zarówno do komunistów pochodzenia polskiego, jak i komunistów żydowskich.
Przyjmując za oczywisty argument o walce politycznej oraz dążenie do pozostania wiernym wartościom religii katolickiej można łatwiej zrozumieć przyszłe zdarzenia
104
nr 11–12 – 2008
O Łomżyńskiem trochę inaczej: Refleksje syna tej ziemi
Nie oznacza to jednak, że są to wystarczające argumenty do wytłumaczenia czy wręcz usprawiedliwienia poczynań niezgodnych z nakazami moralnymi religii i społecznymi normami etycznymi. Pozostaje jeszcze kwestia poglądów politycznych elit żydowskich, które pomimo swego zróżnicowania były raczej obce dążeniom niepodległościowym za wszelką cenę.
Trzeba zaznaczyć, że zachowania moralne były wówczas kontrolowane opinią społeczną, która aprobowała lub też potępiała pewne postawy. Uczciwość, umiłowanie wolności czy niepodległości były bardzo często uważane za najważniejsze
dla poszczególnych jednostek, lub przynajmniej istotne dla opinii społecznej. Alkoholizm, kradzieże, czy oszustwa były potępiane, a autorytet moralny i wypowiedzi duchownych odgrywały w tym względzie bardzo ważną rolę. (Stąd też częste prośby Żydów kierowane do duchowieństwa w spawie zachowań moralnych polskiej populacji).
Napiętnowanie z ambony było często gorszą karą niż więzienie. Jeśli zdamy sobie sprawę, że zarówno ludność żydowska (wprawdzie bogatsza w większości), jak i polska nie należała do najbogatszych na terenie Ziemi Łomżyńskiej to uzyskamy jeszcze pełniejszy obraz. Honor oraz cechy postawy „zastaw się a postaw” nie były obce mentalności Polaków na tamtych terenach, stąd też szacunek dla cudzej własności był nie tylko wpajany przez pokolenia, ale stanowił jeden z głównych ściśle przestrzeganych nakazów moralnych. Złodziej był napiętnowany przez całą społeczność zaś szacunek dla cudzej własności stanowił swego rodzaju wartość społeczną.
Powyższe rozważania pozwolą lepiej zrozumieć zdarzenia, jak też wyjaśnić ekscesy niektórych ludzi uważających się za Polaków, bądź też określanych przez innych mianem polskiej ludności.
Na zakończenie tych rozważań jako hipotezę roboczą można by przyjąć, iż nieraz domniemana ofiara może stać się przestępcą, jak też domniemany przestępca może stać się ofiarą. Jest to możliwe w wyjątkowych okolicznościach takich jak działania wojenne, lub rozruchy na tle rasowym czy narodowościowym. W warunkach najwyższego zagrożenia życia, człowiek kieruje się instynktem samozachowawczym umożliwiającym przetrwanie, bez należytego brania pod uwagę samozachowawczego
instynktu innych.
Po przeczytaniu większości, bądź prawie wszystkiego, co zostało napisane na ten temat wydaje mi się zasadne zwrócić uwagę na niektóre mity o tragicznym wydarzeniu w Jedwabnem.
Mity o Jedwabnem
Jeden z szeroko rozpowstrzestrzenionych mitów dotyczy ofiar śmiertelnych masakry dokonanej na Żydach. Liczby podawane m.in. przez Jana T. Grossa nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wydaje się, że liczba zamordowanych jest
105
Archeologia pamięci
bliska dwustu osób. Niestety ze względów politycznych nie przeprowadzono do końca ekshumacji. Chcąc zatrzeć kłamstwa rozpowszechniane przez określonych naukowców, stwierdzono, że lepiej będzie jeśli nie dojdzie do całkowitej ekshumacji.
Jednocześnie z tych samych względów Instytut Pamięci Narodowej w dwutomowej pracy poświęconej zbrodni w Jedwabnem nie opublikował wszystkich dostępnych dokumentów. Na koniec zabrakło rzetelności naukowej ludziom mającym dociekać
tylko i wyłącznie prawdy.
Następny mit dotyczy posiadania broni palnej przez Polaków mających pilnować i doprowadzać Żydów na rynek. Broń mogli mieć tylko żandarmi tam obecni (obojętnie jakiej narodowości), lub też przedstawiciele okupanta niemieckiego.
Inny mit odnosi się do samych sprawców i dotyczy bezpośredniego udziału mieszkańców Jedwabnego lub okolic w mordzie. Dokumenty, zeznania świadków, rzetelne opracowania naukowe, dochodzenie ewidencyjne, częściowa ekspertyza na miejscu zbrodni, archiwa, potwierdzają obecność Niemców na miejscu zbrodni oraz ich sprawczą rolę i bezpośredni udział w zbrodni. (Z Radziłowa przyjechało prawdopodobnie siedem samochodów specjalnej grupy Gestapo).
Następny mit to obojętność ludności Jedwabnego na zbrodnię. Dokumenty, zeznania świadków, wykopane drogocenne przedmioty, uratowani lub Żydzi ukryci w czasie nagonki, czy też reakcje sąsiadów (topienie własnych dzieci przez Żydówki) świadczą o współczuciu pomimo realnego zagrożenia życia ze strony Gestapo (ucieczka wielu Polaków do zganiania Żydów na rynek).
Inny mit dotyczy wiarogodności świadków i dokumentów odnoszących się do opisywanej zbrodni. Wszystko wskazuje na to, że koronny świadek Grossa nie był obecny w Jedwabnem 10 lipca 1941 r. Wątpliwej wartości są również dokumenty
sądowe z uwagi na typowo polityczny charakter procesu. Sam sąd uznał je w większości za niewiarygodne.
Kolejny mit odnosi się do postawy ludności żydowskiej pod okupacją sowiecką.
Dokumenty, świadkowie, archiwa, opracowania naukowe i źródłowe wskazują na szeroko zakrojoną kolaborację i denuncjowanie patriotów, zsyłce wielu z nich na Sybir, udział z bronią w ręku ogromnej części Żydów w aktywnym prześladowaniu Polaków. Bardzo znamienna była obecność Żydów w domach i przejęcie innego mienia Polaków, których nie zdążono wywieść na Sybir, a którzy wrócili z Łomży do swoich domów i 24 czerwca 1941 r. zastali w nich intruzów.
Inny mit to jedność Żydów i Polaków w dążeniu do niepodległości Polski, bądź też jej odzyskaniu. Archiwa, opracowania naukowe, naoczni świadkowie potwierdzają czynny udział większości Żydów w administracji sowieckiej w Jedwabnem i innych miejscowościach, czynną współpracę z NKWD, radość z nadejścia sowieckiej okupacji, niszczenie inteligencji, zabijanie partyzantów, ucieczkę z armią
106
nr 11–12 – 2008
O Łomżyńskiem trochę inaczej: Refleksje syna tej ziemi
sowiecką sprawców prześladowań, pozostawienie ich rodzin w Jedwabnem, bądź uniemożliwienie ucieczki. Znamienna stała się budowa pomnika Lenina na miejscu pomnika Piłsudskiego.
Krytyki nie wytrzymuje też stwierdzenie, iż jedyną pobódką, jaką kierowli się Polacy, biorący udział w zbrodni był antysemityzm. W rzeczywistości jednak przyczy niechęci w stosunku do ludności żydowskiej były znacznie bardziej skomplikowane.
Współpraca sowiecko-żydowska została uznana przez Polaków za zagrożenie dla walki o niepodległość i wyzwolenie spod okupacji. Żydzi byli więc przede wszystkim uważani za przeciwników politycznych, nie zaś za przedstawicieli gorszej „rasy”. Współudział z zbrodniach popełnionych na Polakach w okresie okupacji sowieckiej budził chęć zemsty nie tylko na samych oprawcach, ale też na
całej społeczności żydowskiej. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że gdyby zamiast Żydów kolaboracji dopuściliby się Białorusini czy Tatarzy to prawdopodobnie mieszkańcy Jedwabnego darzyliby ich również taką samą niechęcią.
Nieprawdziwy jest także mit o przypisywanej Polakom niepohamowanej chęci zysku, która miała być głównym motywem zbrodni. Wykluczają to wyniki ekshumacji, dokumenty, archiwa, opracowania naukowe a także znalezione przy ofiarach drogocenne przedmioty.
Następny mit: Miejscowa żandarmeria przy współpracy (lub składająca sie z) z ludnością z marginesu społecznego a także z żądnymi zemsty na Żydach za ich kolaborację z okupantem sowieckim Polakami oraz cywilnymi władzami miasteczka, narzuconymi przez okupanta niemieckiego (m.in. Karolak) byli w stanie samodzielnie dokonać wspomnianej zbrodni. Naoczni świadkowie, materiały
archiwalne, rzetelne opracowania naukowe wskazują, iż było to niemożliwe z uwagi na niemiecki terror zaprowadzony na tych terenach oraz skalę opisywanej zbrodni.
Co więc w sprawie Jedwabnego wydaje się niezaprzeczalne w świetle tak obfitej dokumentacji?
Realność Jedwabnego
W Jedwabem na wyraźny rozkaz niemieckiego okupanta zamordowano ok. 200 osób. W obecności i przy czynnym udziale Niemców w zbrodni tej wzięli udział Polacy. Wielu z nich uczyniło to pod przymusem, inni kierowali się żądzą zemsty za zbrodnie popełnione przy współpracy Żydów w okresie okupacji sowieckiej. Nie brakowało również przedstawicieli marginesu społecznego a także miejscowej administracji, narzucenej przez Niemców. Wszyscy oni jednak byli tylko przypadkowymi (opportunity crime), bądź z „urzędu” pomocnikami Niemców (Gestapo, Eisatzgruppen), wypełniającymi rozkazy i polecenia Hitlera.
107
Archeologia pamięci
Należy ubolewać, iż nierzadko badania noszące miano naukowych, opierają się w rzeczywistości na nieistniejących, bądź niesprawdzonych „źródłach”. Co gorsza trafiają one do wiadomości publicznej i są traktowane jako wiarygodne źródło wiedzy. Nawet, gdy zostaną całkowicie zdyskredytowane, jak to miało miejsce w przypadku Jana T. Grossa, są rozpowszechniane ze względów politycznych, mających na celu osiągnięcie zamierzonego efektu propagandowego.
Z ubolewaniem trzeba dodać, że niektórzy naukowcy z Instytutu Pamięci Narodowej ulegali pokusie wybiórczego doboru dokumentów, wzięcia pod uwagę i opublikowania tylko części materiałów w tej sprawie, zaniechania dalszych badań,
gdy nasuwały się wnioski niezgodne z ich oczekiwaniami, bądź z linią aktualnej polityki rządu, czy innych grup nacisku.
Niektórzy hierarchowie Kościoła, nie mówiąc już o politykach, zbyt pochopnie, bez znajomości sprawy zaczęli bezkrytycznie wypowiadać się na temat, którego nie poznali, bądź nie chcieli poznać, bagatelizując jego znaczenie. Podobnie, władze centralne, których przedstawiciele pochodzenia żydowskiego mieli decydujący głos i wypowiadali się w sposób narażający nie tylko dobre imię Polski, ale w sposób sprzeczny z interesem narodowym i polskią racją stanu.
W sposób namacalny, można było zauważyć stronniczość w środkach masowego przekazu, szczególnie reprezentowanych przez środowiska właśnie niechętne polskiej racji stanu (mowa m.in. o Gazecie Wyborczej, Tygodniku Powszechnym, Rzeczypospolitej).
Nie była to tylko pogoń za sensacją, ale przemyślany sposób co przekazać, aby urabiać opinię publiczną w określonym kierunku.
Z zażenowaniem trzeba stwierdzić, że trudno jest o całkowitą niezależność środków masowego przekazu (nawet po smutnym doświadczeniu z komunistyczną propagandą), jak też całkowitą bezstronność badań naukowych, gdzie wręcz posunięto się do fałszerstw dokumentów oraz podstawionych niby naocznych świadków.
Raz wyciągnięte pochopnie wnioski dostały się do opinii publicznej, czasem naprawienie wyrządzonych szkód jest niemożliwe.
Jednocześnie zaskakujące były postawy przedstawicieli środowisk naukowych, którym – mimo bezspornych faktów – zabrakło cywilnej odwagi do zweryfikowania swych sądów.
Korzyści z publicznej dyskusji o Jedwabnem
Dyskusja o Jedwabnem pokazała przede wszystkim jak założony i trudny jest temat stosunków polsko-żydowskich. Mieliśmy także okazję, aby przyjrzeć się szkodliwym działaniom propagandowym, prowadzonym pod pozorem rzetelnych badań naukowych. Wielu naukowców, tych bezstronnych, jak też pragnących poznać temat zaczęło studia. Niestety część z nich bezkrytycznie próbowała lansować
108
nr 11–12 – 2008
O Łomżyńskiem trochę inaczej: Refleksje syna tej ziemi
nieprawdziewe tezy, jako wyniki badań na wspomniany temat. Historiografia Holocaustu stała się znów tematem na czasie. Jednocześnie zaczęliśmy w większym stopniu zadawać sobie sprawę z działalności grup nacisku, jak też zawoalowanych
interesów, pod płaszczykiem badań zwanych naukowymi.
Pod wpływem głosów krytycznych oraz rzetelnych badań naukowych udoskonalono metodologię badań naukowych na powyższy temat. Niestety, jeszcze nie możemy „wyzwolić się” z obsesyjnego i instrumentalnego wykrzystywania badań
naukowych do osiągania określonych celów propagandowych, czy wręcz korzyści finansowych. Dialog, jaki jest czy będzie prowadzony między zainteresowanymi może okazać się bardziej owocny, lepiej poznajemy siebie i łatwiej możemy się porozumieć...
Wydaje się, że i tym razem „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.
Przypisy:
1 Zob.: T. Brannick, D. Coghan, „In Defense of Being Native”: The Case for Insider Academic Reasearch,”
Organizational Research Methods, nr 10 (2007): s. 59 i nn
Więcej infromacji patrz www.internationalresearchcenter.org
Dodaj komentarz
• Czy autor moglby wyjasnic o co tutaj chodzi? Jakas jego historia? Dlugie, nudne, beznadziejne i znowu to budowanie bohaterskiej wizji polskiej historii. Ja juz tych bredni czytac nie moge, chyba przestane odwiedzac ten portal
Wednesday, July 22, 2009 | Wojtek
• Z ubolewaniem trzeba dodac, oraz z zazenowaniem trzeba stwierdzic i z stanowczo zaznaczyc, ze Marian Baginski, syn ziemi Lomzynskiej, posiadacz doktoratu z Sorbony, jest najwiekszym nudziarzem, jakiego udalo mi sie przeczytac. Prosze p. Mariana, aby sprawdzil, co znaczy slowo szmalcownik, a pozniej, jezeli zrozumie znaczenie tego okreslenie, aby przeczytal, co to takiego zawisc.
Friday, July 24, 2009 | Ananas
• prawdziwe ale nie do konca.udzil w poggromie brali polacy
Monday, October 31, 2011 | plock
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---

