Noworoczne rezolucje demokratów i republikanów
Andrzej Jarmakowski|Saturday, January 1, 2011
Tradycyjnie w Nowy Rok reprezentanci głównych partii politycznych w radiowych wystąpieniach składali Amerykanom swoje postanowienia czy jak kto woli deklaracje woli. Tym razem wystąpień słuchano uważnie, gdyż już w najbliższą środę w Waszyngtonie zapanuje zupełnie nowa rzeczywistość polityczna. Zaprzysiężony zostanie nowy Kongres i prezydentowi przyjdzie zmagać się z niechetną mu, jeśli nie wręcz wrogą republikańską większością. Prezydent Barack Obama w swoim radiowym wystąpieniu podkreślał potrzebę ponadpartynej współpracy w poszukiwaniu najlepszych dla kraju rozwiązań. W jego wystąpieniu nie było jednak tego entuzjazmu związanego z pamiętnym, porywającym tłumy hasłem wyborczym. Raczej pojawiło się nowe. „Sorry nic nie mogę”.
W imieniu republikanów odpowiadała mu senator elekt Kelly Ayotte z New Hampshire. Nowa senator nie mówiła o potrzebie ponadpartyjnej współpracy. Jasno dała do zrozumienia, że 2 listopada ubiegłego roku Amerykanie wysłali do Waszyngtonu tłum nowych reprezentantów, gdyż nie zgadzają się na budowę wielkiego państwa oraz ciągłe zwiększanie deficytu budżetowego finansowanego przez zwiększanie obciążeń podatkowych. Obiecała, że już od środy nowy Kongres rozpocznie walkę z niepotrzebnymi rządowymi wydatkami, wielkim deficytem i rozbudowanym ponad granice rozsądku państwem kontrolującym życie obywateli. Nieco parafrazując obicała Amerykanom, iż Kongres nie da ani dolara na socjalistyczne eksperymenty ekipy prezydenta. Wyraźnie przy tym odwoływała się do ekonomicznej retoryki Ronalda Reagana, który w swojej pierwszej kampanii obiecywał Amerykanom przywrócenie działania podstawowych praw wolnego rynku i zwrócenie i ekonomicznej wolności nadszarpniętej w czasach prezydentury Cartera.
Po bardzo nieudanym dla Obamy roku 2010 taktykę prezydenta na nowy rok zdradziła jego bliska współpracownica Valerie Jarrett w programie „Meet the Press”. Dla prezydenta rok 2011 posiada decydujące znaczenie, jeżeli bowiem będzie tak nieudany jak ten zakończony jego szanse na reelekcję sprowadzone zostaną niemal do zera. Jarrett nie ukrywała, że w minionym roku prezydent stracił kontakt z wyborcami i w niedostateczny sposób wsłuchiwał się w to co myśli Ameryka. Komentatorzy tłumacząc to na bardziej zrozumiały język dostrzegali w tym deklarację, że prezydent porzuci lewe skrzydło swojej partii i zwróci się ku centrum. Republikanie nie ułatwią mu zadania, gdyż przecież głównym ich cele jest odzyskanie miejsca w Białym Domu w roku 2012. Czeka nas więc rok interesujących politycznych zapasów czasami przypominających swoją intensywnością zmagania PO z PiS. O porozumienie w podstawowych kwestiach będzie bardzo trudno, zaś republikanie z pewnością podejmą próbę odwołania reformy systemu ubezpieczeń medycznych. Co prawda prezydent zawetuje każdą ustawę zmierzającą w tym kierunku, ale Konkres może sparaliżować wprowadzenie nowego prawa bocznymi drzwiami, odcinając wszelkie dla niej fiansowanie. Wówczas rozlegnie się głośne prezydenckie „Sorry nic nie mogę!” Amerykanie zaś uwielbiający przecież tych, którzy jednak mogą poszczycić się sukcesem w takim przypadku wybiorą kogoś innego.
To samo jednak dotyczy również republikanów. Opinia publiczna bacznie obserwować będzie kto w tych zapasach będzie górą, kto pokaże, że jest skuteczniejszy. Ten skuteczniejszy zdecydowanie wygra w roku 2012. Nic tutaj nie jest jeszcze przesądzone do końca. Politycznie czeka nas w Ameryce rok niezwykle ciekawy, zaś wpływ na rozwój sytuacji mogą mieć zdarzenia nieprzewidywalne, głównie w dziedzinie polityki zagranicznej oraz przede wszystkim ekonomia. Jeżeli nie uda się zmniejszyć bezrobocia, jeżeli nadal sytuację ekonomiczną wiekszość Amerykanów oceniać będzie negatywnie, szanse prezydenta na reelekcję maleć będą z każdym dniem.
Warto więc przyglądać się politycznym zapasom jakie rozpoczną się już w środę. Od ich wyniku zależeć będzie kierunek, w którym podaży Ameryka w najbliższych latach.
Andrzej Jarmakowski
Na zdjęciu senator Kelly Ayotte
Dodaj komentarz
• Mysle, ze rok 2011 będzie początkiem konca Obamy. jego prezydentura jest zupelnie nieudana, bez wyrazu. Na polu ekonomii prezydent odniosl porażkę i to sromotną. Okazuje się, że nic nie zastąpi wolnego rynku.
Sunday, January 2, 2011 | Kamil
• Fakty są takie, że jak zaczynają politycy przemawiać, to należy się złapać za kieszeń i trzymać mocno. Problem jest taki, że może nam się to nie udać. Zobaczymy jak będą głosować "nowi" republikanie - bądź co bądź jednym z pierwszych problemów, to podniesienie limitu zadłużenia naszego jaśnie wielmożnego... Na dodatek problemy śnieżne Nowego Jorku, to nie śnieg, tylko pokazanie jak to ważni są pracownicy zrzeszeni w związkach zawodowych miejskich. Tych zaś nie brakuje w żadnym stanie, a w szczególności w Illinois, gdzie reforma emerytalna tychże zapowiada 60% podwyżkę podatków realnościowych w samym tylko Chicago. Owe polonijne slumsy będą się kończyć, gdyż prawie biblijny exodus już się zaczął - nie wspomnę tutaj o "biblijnych" prawie katastrofach w Arkansas - najpierwa tysiące spadających z nieba ptaków, a potem tysiące zdechłych ryb wyrzycanych przez rzekę. Cekawie będzie, oj ciekawie...
Monday, January 3, 2011 | AS