Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Nie z nami te numery!

Andrzej Jarmakowski|Friday, May 13, 2011

Wybory
Po koronkowej akcji sił specjalnych USA w Abbotabadzie, w trakcie której zakończono 10-letnie polowanie na Osamę bin Ladena pojawiło się wiele pytań dotyczących polityki Pakistanu. Na razie na żadne z nich nie udzielono odpowiedzi, ale sprawa jest zbyt poważna, aby zamieść ją pod dywan. Amerykańscy żołnierze na dziedziniec posiadłości bin Ladena spuścili się po linach zaledwie 800 metrów od pakistańskiej akademi wojskowej, odpowiednika amerykańskiego West Point. W tym mieście – wojskowym kurorcie, malowniczo położonym wśród lasów sosnownych żołnierz stoi na każdym rogu ulicy, a największą grupą mieszkańców są emerytowani oficerowie pakistańskiej armii, w tym zaprawieni w bojach z Indiami oficerowie wywiadu ISI.

Przez lata sądziliśmy, że brodaty lider Al-Kaidy ukrywa się gdzieś na pograniczu pakistańsko-afgańskim, chodzi po górach, je korzonki i pije deszczówkę. Tymczasem facet mieszkał w w posiadłości wartej ponad milion dolarów. W domu, gdzie przywódca terrorystów mieszkał z trzema albo czterema żonami nie było co prawda telefonu i internetu, znaleziono jednak sporo komputerów, elekronicznych nośników informacji i kolekcję filmów porno. Z dziennika terrorysty wynika, że utrzymywał on stały kontakt ze swoimi wyznawcami. Taki stan rzeczy trwał pięć albo nawet i sześć lat. Wierzyć się nie chce, że możliwe to było bez poparcia jeśli nie rządu i miejscowych służb specjalnych, to przynajmniej osób, które w przeszłości z tymi służbami były związane. Trudno uwierzyć, iż Bin Laden ukrywał się pod nosem pakistańskiej armii bez odpowiedniej siatki wsparcia. Pytania te są zasadne także w świetle wypowiedzi wielu pakistańskich dzienikarzy twierdzących, że poszukiwany przez Amerykanów mułła Omar, który uciekł z Afganistanu kupił sobie dom w okolicach Kwety i jest strzeżony przez pakistański wywiad.

  Teoria o tym, iż Bin Laden ukrywa się na pograniczu pakistańsko-afgańskim od początku miała słabe punkty. Bin Laden miał ponad 190 centrymetrów wzrostu i gdyby nie zmarnował życia na uganianie się z bombami mógłby być koszykarzem w NBA. Tymczasem przeciętna wzrostu pasztunów na pograniczu to raptem 170 centrymetrów. Trudno mu tam byłoby pozostać niezauważonym.

  Nic dziwnego, iż po akcji komandosów pojawiły się w Ameryce pytania dotyczące realnej wartości stosunków amerykańsko-pakistańskich. Ustawodawcy nerwowo poszukujący budżetowych oszczędności zastanawiają się, czy wielomiliardowa pomoc dla tego kraju to opłacalna inwestycja. Niektórzy pytają wprost, czy czasem amerykański podatnik nieświadomie nie finansował siatki wspierającej lidera Al-Kaidy. Twierdząca odpowiedź na to pytanie byłaby dla Amerykaów zupełnie nie do zniesienia.   Historia stosunków pakistańsko-amerykańskich obfitowała w dramatyczne zwroty i przypominała burzliwe związki gwiazd Hollywood. Wpadano sobie w ramiona, po czym zrywano i nakładano sankcje. Od chwili swojego powstania władze w Islamabadzie, odrzuciły propozycje płynące ze Związku Sowieckiego i dażyły do zbliżenia z Ameryką. Zaowocowało to powstaniem paktu wojskowego SEATO w 1954 roku i sporą wojskową pomocą z Waszyngtonu. W latach sześćdziesiątych na skutek zbliżenia Pakistanu i Chin stosunki uległy pogorszeniu. Potem kiedy jeszcze okazało się, że broń otrzymana z USA wykorzystana została podczas wojny z Indiami doszło do pierwszego rozwodu i na Pakistan nałożono embargo.

  Pomoc wojskową odblokował w 1975 roku prezydent Gerald Ford, ale na krótko. Już po dwóch latach doszło do kolejnej awantury związanej z uzasadnionymi jak się potem okazało podejrzeniami dotyczącymi pakistańskiego programu nuklearnego. Nałożono na Islamabad kolejne embargo. W rewanżu Pakistan wstąpił do rchu państw niezaangażowanych, a rozwścieczony tłum spalił ambasadę USA.

  Sytuacja uległa diametralnej zmianie po agresji ZSRR na Afganistan. Prezydent Reagan uruchomił program pomocy dla Pakistanu w sumie opiewający na 10 miliardów dolarów. We wsparciu afgańskich mudżahedinów blisko współpracowały ze sobą CIA i ISI. Jednak po wyparciu Rosjan z Afganistanu stosunku znowu uległy pogorszeniu i w 1990 roku w związku z rozwojem programu atomowego zawieszono pomoc wojskową dla tego kraju. Wstrzymano także realizację drugiej cześci programu uchwalonego jeszcze za prezydentury Reagana. Za prezydentury Billa Clintona stosunki były złe, zaś Waszyngton rozważał umieszczenie Pakistanu na liście państw wspierających terroryzm za poparcie separatystów w Kaszmirze.

  Stosunki dwustronnne zostały całkowicie przewartościowane po zamachach terrorystycznych z 11 września. Pakistan stał się jednym z najważniejszych sojuszników USA w wojnie z terroryzmem międzynarodowym i podjął wiele działań niezwykle cenionych w Waszyngtonie, aresztując ponad 700 członków Al-Kaidy, w tym przypuszczalnego pomysłodawcę zamachów z 11 września Khalida Sheikha Mohammeda oraz zgadzając się na demontaż nuklearnego czarnego rynku kierowanego przez twórcę pakistańskiej bomby atomowej Abdula Qadeera Khana. Doceniając wartość dobrych stosunków z Pakistanem w epoce walki z terroryzmem Waszyngton praktycznie wstrzymał naciski na przywrócenie demokracji w Pakistanie. W czerwcu 2003 roku podczas wizyty Musharrafa w USA Biały Dom obiecał 3,1 miliarda dolarów pomocy gospodarczej i wojskowej w ciągu 5 lat. W marcu 2004 roku sekretarz stanu USA Colin Powell odwiedził Pakistan i ogłosił nadanie statusu „kluczowego sojusznika spoza NATO” (major non-NATO ally).  Politykę tę kontynuowała administracja Baracka Obamy, przyznając Pakistanowi 1.5 miliarda dolarów rocznie pomocy.

  Jednak przez cały czas istniały także i obawy związane z popieraniem przez Pakistan wielu grup talibów działających w Afganistanie. Pakistan często likwidował niewygodne mu grupy, a nie nie pozwalał ruszać innych. W końcu w 2010 roku wstrzymano wszelkie działania przeciwko grupom talibów w rejonie granicznym z Afganistanem. Pakistan krytykował także wykorzystywanie przez USA samolotów bezzałogowych do likwidowania przywódców Al-Kaidy. Przynajmniej dwukrotnie w rejonie nadgranicznym ostrzelane zostały przez armię Pakistanu amerykańskie helikoptery.

  Jak widać z tego krótkiego przeglądu Pakistan przez całe dziesięciolecia grał na dwie strony. Sytuacja z bin Ladenem nie jest więc niczym nowym. Jeżeli jeszcze dodamy do tego fakt, że rząd w Pakistanie nie posiada pełnej kontroli nad swoim terytorium, zaś ulica jest jawnie antyamerykańska, zaś liczne szkoły religijne w okolicach Kwety stanowią wylęgarnię fundamentalizmu, pytania o intencje Pakistanu wydają się uzasadnione. Można się zastanawiać, czy poczynione inwestycje miały sens. Na razie odpowiedź na te pytania wcale nie jest jednoznaczna. W walkach z terroryzem to na pewno najsłabszy sojusznik.

  Andrzej Jarmakowski

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Uważam, iż to zmarnowane pieniądze. W sumie, to Pakistan wodzil za nos Amerykę, ktora zbyt chętnie rozdaje pieniądze. Teraz sie to zmieni, gdyż kasa pusta i chęci brak.
Friday, May 13, 2011 | Waldek

•  Zarowno Afganistan z tym oszustem Karzajem jak i Pakistan to marni sojusznicy-twardzi handlarze i tyle . Trzeba patrzec im na rece bardzo uwaznie -przyklad z bin Ladenem powinien sluzyc za powazny przyczynek do rewizji stosunkow. Ameryka szuka oszczednosci we wlasnym kraju a "pasztunom" pcha ogromne miliardy pomimo ,ze oni i tak maja pieniadze z handlu OPIUM.
Friday, May 13, 2011 | Anton Wscieklica

•  ani autor powyzszej wypowiedzi , ani tez dwa glosy w sprawie tej wypowiedzi nie wiedza o co chodzi w relacjach pakstansko-amerykanskich. W ostatecznym rozrachunku pieniedzmi tylko nie mozna zwyciezyc zakorzenionej ideologii i kultury w islamskim spoleczenstwie Mordy i zabojstwa sa tylko maloskutecznym lepcem na rane , ktora bedzie sie ciagle jatrzyc , a sie nie zagoi.Smutne to to, ze Amerykanie chca prawde zwycieyc pistoletem i nalepsza wojenna technologia. Tymczasem nie umieja przeciwstawic sie prawdzie racjonalnymi argumentami .
Tuesday, May 17, 2011 | troche myslacy

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493