Narodziny Chrystusa Króla w Polsce. Aby tradycji stało się zadość
Ewa Michałowska-Walkiewicz|Saturday, December 18, 2010
Od dawnych lat do najpiękniejszych świąt chrześcijańskich należało Boże Narodzenie. Kochali je wszyscy ludzie, bez względu na wiek, pochodzenie i wykształcenie.
W latach pięćdziesiątych osiemnastego stulecia, w gospodarstwie młynarza Macieja w podkrakowskich Oleandrach, pieczołowicie przygotowywano się do świąt Bożego Narodzenia. Pieczono pikantne półgęski, pieprzne obierzyrasy oraz słodkie baby lukrowane z rodzynkami. Gdy już posprzątano wszystkie pomieszczenia domowe, w izbie czeladnej u powały wieszano tak zwanego turpista, wykonanego ze słomy jaglanej, celem odstraszenia złych mocy, które by mogły zakłócić celebrowanie narodzenia Bożej Dzieciny.
W Zawierciu natomiast w pieleszach domowych szewca Józefata, tuż przed Bożym Narodzeniem przeglądano się w czystej wodzie zaczerpniętej ze studni. Gdy twarz wyglądała ładnie, oznaczało to wszelką pomyślność w nadchodzącym Nowym Roku. Niekiedy, na tle swojego odbicia widziano dziwne ogniste strzały, które przeglądającym się wróżyły rychłą śmierć.
Na Lubelszczyźnie w wigilię Bożego Narodzenia zasiadano na sianku, które kładziono na siedziskach krzeseł znajdujących się przy stole. Tradycja ta pozwalała utożsamiać się domownikom z Synem Bożym, a tym samym wyzbywano się w ten sposób niepotrzebnej buty.
W Końskich w niewielkim świętokrzyskim miasteczku podczas świąt Bożego Narodzenia panował zwyczaj dzielenia się opłatkiem ze wszystkimi zwierzętami znajdującymi się w danym gospodarstwie domowym. Zwyczaj ten potęgował przyjaźń człowieka i zwierzęcia i zacieśniał więź między nimi.
We wszystkich domostwach polskich dziewiętnastego stulecia, obowiązywał zwyczaj wodny. Polegał on na tym, że w wysprzątanych pokojach skrapiano podłogę wodą święconą, której to bał się bies i jemu podobne złe licho. Tym sposobem wyganiano nieproszonych gości z domu, w którym wszyscy chcieli celebrować przyjście na świat Pana Jezusa.
W Gdańsku natomiast panował zwyczaj modlitewny, celebrowany tuż przed wigilią. Chrześcijanie udawali się zatem do katedr i pobliskich świątyń, aby zanosić do Boga modły za wszystkich rodaków rozproszonych poza granicami naszego kraju. Zwyczaj ten nazywano zwyczajem trzygodzinnym.
Zatem podczas tegorocznych świąt Bożego Narodzenia również chcemy łączyć się we wspólnej modlitwie z tymi, którzy na wskroś są Polakami, ale nie mieszkają w ukochanym kraju nad Wisłą. Kochamy Was i nigdy o Was nie zapomnimy.
Ewa Michałowska-Walkiewicz
Dodaj komentarz
• Mily tekst i fajne zdjecia.
Sunday, December 19, 2010 | vitro