Na styku języków, czyli o niepowodzeniach polskiej polityki zagranicznej.
Artur Amol Wojtowicz|Sunday, February 7, 2010
Popijałem piwo w Port Ed. Nie byłoby w tym niczego ekscytującego, gdyby nie jedno spojrzenie. Zdziwione. Później następne. To drugie zdziwione najpierw, a później rozbawione. Oba skierowane raczej nie na mnie, tylko na szklankę z piwem.
Zazwyczaj piję tam kalwados. Czasami koniak. Ale skąd ci obcy ludzie mogą wiedzieć, że to moje pierwsze piwo od bardzo dawna, no i dlaczego tak się interesują akurat moją szklanką? Nawet mój podgrzewacz kalwadosu, awansowany ze zwykłej świeczki do utrzymywania masła w stanie płynnym nie budził aż tyle zainteresowania!
Szklanka jak szklanka. Wysoka. Na boku duży napis 'LECH", wypiaskowany w szkle. W środku piwo. Lekka pianka. Co jest??? Co ich może tak bawić?
O! Następny. Szybkie spojrzenie na moje szkło i szept do dziewczyny obok. Z trudem powstrzymują śmiech. Zamówiłem tego Lecha bardziej z ciekawości niż pragnienia. Obok szklanki stoi duża zielona butelka. Lech... Przecież to słowo nic po angielsku nie znaczy, jestem tego PRAWIE pewien.
I wtedy przypomniała mi się historia firmy Pewnego Polskiego Kierowcy Ciężarówki. Człowiek ów pochodził z Warszawy. W drodze do urzędu długo rozmyślał o NEUTRALNEJ w OBU językach nazwie dla swojej firmy transportowej. Kiedy juz dotarł na miejsce, wpisał z dumą w odpowiedniej rubryce : WARS TRANSPORTATION Inc. !
I jeszcze jedną historię mi to przypomniało, tym razem z Polski:
Tabuny angielskojęzycznej młodzieży fotografujące się podczas Zimowej Uniwersjady (na początku lat dziewięćdziesiątych) w DH "Świt", pod szyldem "FART BAR". A w tle rodacy z okolicznych wiosek, zajadający się hamburgerami i nie mający pojęcia co jest przyczyną nagłej, acz wielkiej wesołości fotografującej się młodzieży...
Nauczony doświadczeniem rodaka - truckera, i nie chcąc być jak ten tłum w Fart Barze, postanowiłem sprawdzić w domu słownik. Nie ma! Zaraz, chwileczkę! A slang? Wrzucam Urban Dictionary.Hmmm.
Założę się, że jak pokażę tę etykietkę angielskojęzycznym kolegom, to będą się obnosić z flaszką tak, żeby wszyscy widzieli z daleka napis LECH.
To tyle ja. Teraz słownik:
Lech - skrót od Lecher.
Sprawdzam dalej:
Lecher - rozpustink.
PS
Być może ta anegdotka chociaż częściowo wyjaśni trudności rozmów między Polską i USA w sprawie wiz. I rozwiąże tajemnicę podejrzanie szerokich usmiechów na twarzach amerykanskich dyplomatów podczas spotkań z urzędnikami kraju, którym rządzi LECH.
Dodaj komentarz
• A jak sie przy piwku dobrze oglada SuperBowl!
Sunday, February 7, 2010 | Mateusz
• No, to dopiero wymyślił AAA Wójtowicz, przepraszam, A.A. Wójtowicz (nieodparcie powyższy teks
skojarzył mi się z tym skrótem). Teraz wszyscy wiemy, że wszystkiemu winien jest prezydent.
Trzeba naprawdę złej woli, aby takie idiotyczne teksty pisać, a jeszcze gorsze - publikować.
Szkoda czasu na czytanie takich tekstów, szkoda też czasu na zaglądanie na ten portal. Szkoda tym bardziej, że mało tutaj wiadomości, rzadko dodawane są nowe, a jeżeli już pokazuje się coś
nowego to np. takie, jak powyższe.
Monday, February 8, 2010 | Ryszard
• Tak jest Ryszardzie, ten tekst to sprawka samego szatana... Zazdroszczę Ci analitycznego i prznikliwego juk u Sztyrlica umysłu. Nie powinieneś się wahać ani chwili, z takim poczuciem humoru i inteligencją już dawno temu powinieneś się zapisać do Samoobrony!
Tuesday, February 9, 2010 | Agnes
• Agnes, Ty nie dyskutujesz, Ty od razu przechodzisz do agresji, fazy cechującej tych, którzy nie
mają argumentów. Tacy ludzie miast merytorycznie odnieść się do tematu, obrażają, opluwają...
Tacy ludzie mają jeszcze kilka innych, charakterystycznych cech, które Freud szczegółowo opisał w swoich pracach i określił ich przyczynę. Ja powiem tylko, że przyczyną tej agresji jest poczucie alienacji, brak głębszych więzi emocjonalnych, wręcz wyobcowanie. Jedną z przyczyn tego jest także to, że ludzie ci widzą, że nie są kochani, a w skrajnych wypadkach, nie są nawet akceptowani przez otoczenie.
Tuesday, February 9, 2010 | R
• Rysiu, poszukaj sobie innego portalu. Przestan tutaj wode macic.
Sunday, February 14, 2010 | Tadeusz
• Ciekawe, skad pana takie dziwne ciekawostki wygrzebuje? Zawsze z przyjemnoscia pana czytam.
Thursday, February 18, 2010 | czytelnik
• Tekst rzeczywiście żenujący. Przede wszystkim ze względu na sugerowaną przez autora infantylną myśl, że produkty eksportowane na rynek amerykański powinny mieć dostosowaną nazwę do tego rynku, żeby nie rozśmieszać klientów z umysłem przedszkolaków. Bo w przeciwnym razie mogą wywołać jakieś zamieszanie. Ciekawe jak autor zinterpretowałby wejście na polski rynek niemieckiej marki żarówek Osram, która jakoś nie wywołała zamieszania w niemiecko-polskiej polityce międzynarodowej. Przy czym, powiedzmy sobie szczerze, 'rozpustnik' przy 'osram' wygląda mało śmiesznie i do tego osram nie jest żadnym skrótem.
Zgadzam się z Ryszardem, że przy zastraszającej wprost liczbie problemów przed jakimi stoi społeczeństwo zachodnie, publikowanie takich tekstów jest wyrazem skrajnego infantylizmu i ignorancji ludzi zajmujących się dziennikarstwem.
Friday, February 19, 2010 | Kowal