Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Bernarda, Eryki, Rajmunda
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Moj po(d)gląd - O nie-ładzie medialnym

Andrzej M. Trzos|Monday, December 22, 2008

Wybory
Chwaląc naturę - a właściwie Boga jeśli On ją stworzył! - udało mi się przeżyć i działać kilkadziesiąt lat w środowisku twórczym, które z reguły musi współpracować z mediami: prasą, radiem i telewizją, a także wydawnictwami. Ta działalność zawsze dawała mi wielką satysfakcję, pomniejszoną tylko o to, że dość długo dla mnie trwały czasy (PRL), w których media były całkowicie upolitycznione. Nie wyłączając nawet niby niezależnych teatrów, dla których miałem też zaszczyt pracować. To upolitycznienie skutkowało dla mnie zakazem publikacji mojego dorobku twórczego w instytucjach państwowych - a innych wtedy wszak nie było - i nawet zakazu osobistego występowania w zakładowych domach kultury. I wreszcie zakończyło się to łaskawym oddaniem mi wcześniej odbranego paszportu, ale tylko ze zgodą na podróż w jedną stronę: z Polski.

Te fakty niejako upoważniają mnie do zabrania głosu na temat ładu medialnego w Polsce, a w szczególności tzw. państwowego radia i telewizji. O polityczne panowanie nad tymi mediami toczy się także od 20. lat wolnego już kraju, zaciekła walka między różnymi partiami, które władzę na radiem i telewizją traktowały zawsze jako łup polityczny. Dosadnym przykładem tego była i wciąż jest sytuacja w państwowych instytucjach medialnych. Stworzono administracyjny garb w postaci Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który decyduje o składzie rad nadzorczych tych instytucji, a z kolei owe rady wskazują kto ma się znaleźć w zarządach radia i TVP. Ten garb ma tym większe znaczenie, że w KRRiT zasiadają wyłącznie przedstawiciele partii politycznych, w ilości zależnej od liczebności ich wybrańców do sejmu i senatu, a przewodniczącego owej KRRiT zatwierdza upolityczniony prezydent. Siłą rzeczy cały łańcuszek decydentów w państwowych mediach jest dogłębnie upolityczniony. Wszystkie te „regulacje i zapisy prawne” spowodowały, że zarządzanie polskim radiem i telewizją przez partyjnych dyletantów stało się sobiepaństwem, a również przysłowiową komedią omyłek programowych i ekonomicznych. A jeśli jeszcze uznać za wielce znaczące dla polityków haslo: „Kto ma media, ten ma władzę!” - tym łatwiej zrozumieć obecną degrengoladę w Telewizji Polskiej: podział na dwa zarządy, oskarżenia o „pucz” i „faszystowski zmach stanu”, a co za tym idzie: trwający tam chaos i bezwład. Ten stan to efekt rzeczywistego zamachu na państwowe media, dokonanego w roku 2005 przez PiS, polegającego na wyeliminowaniu ze składu zarówno KRRiT jak i rad nadzorczych radia i telewizji przeciwników politycznych i obsadzenie ich w decydującej większości przez osoby z ówczesnej koalicji rządzącej, a więc PiS-u, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. A więc w spółce skarbu państwa po prostu zawiązano spółę partyjną. Obecnie członkom tej sitwy z LPR i Samoobrony udało się wziąć wobec PiS odwet za butalne wyeliminowanie ich partii z aktywnego bytu politycznego i decyzją okrojonej personalnie rady nadzorczej TVP zawiesić uległy braciom Kaczyńskim zarząd i powołać z własnego grona osobę do pełnienia obowiązków prezesa tej instytucji. Takiemu rozwiązaniu wrzaskliwie, wręcz histerycznie przeciwstawia się dotychczasowy zarząd TVP i aktyw PiS. Sytuacja jest więc zdecydowanie patowa i trudna do rozwiązania, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami orzeczenie o tym, który z tych zarządów jest prawomocny, może wydać tylko Sąd Gospodarczy. Problem jednak w tym, że na takie - i to ostateczne - orzeczenie, jeśli prawnicy zastosują różne kruczki formalno-prawne, można czekać nawet kilkanaście miesięcy. To wszystko zrodziło już nawet dowcip: - Kto obecnie rządzi w TVP? - Strażnik przy bramie. Kogo wpuści, ten zasiada na stołku prezesa. Z tej sytuacji nie ma innego szybkiego i rozsądnego wyścia jak tylko to, że w możliwie krótki czasie - przy wiadomym już zresztą oporze PiS i kolejnym wecie prezydenta - opracowana zostanie i uchwalona nowa ustawa medialna, która rozgoni do swoich partyjnych pieleszy wszystkich członków obecnie upolitycznionych instancji rządzących radiem i telewizją i powoła w ich składy - obowiązkowo w drodze konkursów - ludzi bezpartyjnych i kompetentnych ze środowisk naukowych i twórczych. Ta ustawa powinna też ustalić, że Polskie Radio i Telewizja będą instytucjami niezależnymi od rządu, utrzymującymi się w określonym stopniu z reklam oraz ustalonych przez sejm dotacji z budżetu państwa. I już bez narzuconemu obywatelom haraczu w postaci opłat abonamentowych. Również w tej ustawie powinne być wyraźnie określone społeczne obowiązki publicznego radia i telewizji, zwłaszcza w zakresie emisji programów edukacyjnych, naukowych, kulturalnych czy sportowych. Opracowanie i uchwalenie takiej ustawy nie będzie - jak niektórzy politycy uważają - działaniem doświadczalnym, bowiem w większości krajów o ustroju prawdziwie demokratycznym wszystkie media - nawet o statusie publicznym - programowo są niezależne od władz rządzących. Mamy tego znakomite przykłady i wzory do naśladowania, jak choćby brytyjskie radio i telewizja BBC, czy amerykańska telewizja publiczna. Warto dodać, że brytyjska BBC zatrudnia 3 tysiące pracowników, którzy przygotowują 9 tysięcy godzin programu miesięcznie. W polskiej upolitycznionej TVP pracuje około 9 tysięcy – łącznie z producentami zewnętrznymi – realizując 3 tysiące godzin programu. Andrzej M. Trzos

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

katalog stron internetowych
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---