Żeby dojść do odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule tego felietonu, trzeba zacząć od poczynań przedświątecznych. Oczywiście okres ten dotyczy głównie robienia zakupów. Na szczęście większość Polaków zasiedlających USA jeszcze nie poddała się całkowicie amerykańskim zwyczajom, a zwłaszcza trwającemu tu już od miesiąca szaleństwu wymiatania sklepów ze wszystkiego co zostało chytrze niby przecenione, lub zachęcająco-namolnie przystrojone świąteczymi ozdóbkami.
Tu warto podkreślić, że w tym roku niektóre środowiska amerykańskie znów ogłosiły swoisty bojkot Świąt Bożego Narodzenia.
Objawia się to w odradzaniu zakupu jakichkolwiek świątecznych prezentów, zakazach umieszczania w miejscach publicznych tradycyjnych choinek, obecności Świętych Mikołajów, a nawet grania kolęd. A do tego jeszcze ograniczenia ilości świątecznych przysmaków kulinarnych. Katolik i do tego Polak może to uznać za szczyt głupoty. Ale taka jest Ameryka, gdzie jedna skrajność - czyli mówiąc dosadniej i po polsku: zajob - goni drugą i raczej nie da się ich wyelimonować.
Dla nas, nie spaczonych jeszcze tymi skrajnościami, najbardziej intensywne przygotowania do uczczenia Bożego Narodzenia następują dopiero w tygodniu przedświątecznym. I tu zaczyna się oszałamiające nerwówka. Najpierw biegamy po sklepach z upominkami, żeby znaleźć i kupić: dzieciom - to czego najbardziej oczekują, mężczyznom - to czego najbardziej potrzebują, a kobietom - to co im się najbardziej podoba. W efekcie nabywamy to co: dzieci nie zadowala, mężczynom jest zbędne, a kobietom się nie podoba i zmusza je po świętach do ponownego biegania po sklepach w celu wymiany rzekomo trafnych prezentów.
Najwięcej jednak czasu, wysiłku i pieniędzy kosztuje nas buszowanie po polinijnych delikatesach. I tu ważna uwaga: tegoroczne Boże Narodzenie będzie dla nas - świętujących tradycyjnie dwa dni - wyjątkowo kosztowne, bowiem Wigilia przypada w środę, owe dwa dni w czwartek i piątek, a potem na dokładkę mamy wolną sobotę i niedzielę. W tej sytuacji poniedziałek raczej nie będzie wydajny jeśli chodzi o pracę i z góry można go zaliczyć do dnia półświątecznego.
Dobre samopoczucie w ciągu takiej ilości dni świętowania może nam zakłócić nieoptrzny rzut oka na plik sklepowych rachunków. I raczej nie będzie nadziei na to, że widoczne na nich kwoty nas nie przygnębią, bowiem podczas przedświątecznych zakupów wyzwalają się w nas emocje osłabiające nawet najsilniejszą wolę i najbardziej zdrowy rozasądek, w konsekwencji czego ładujemy do sklepowych koszyków i wózków artykuły w rodzajach i ilościach, których nie da się zaliczyć do niezbędnych. Zwłaszcza, że w przypadku chętnego zapraszania do świątecznego stołu bliskich przyjaciół i mniej chętnego zapraszania dalszej rodziny, wciąż drzemie w nas sarmacki zwyczaj: zastaw się, a postaw się!
A więc wciąż płonne są nadzieje, że rodacy dostosują się do tego co wytrwale epatuje im Radio Maryja i Telewizja Trwam, że nie powinni gonić za materialnymi dobrami dla ciał, ale głównie zadbać o dobra duchowe jakimi są: miłość (w tym obowiązkowo do oj. Rydzyka), dobroć (w tym szczególnie okazywana kasie zarządzanej przez oj. Rydzyka), wiara (zwłaszcza w to co głosi oj. Rydzyk) i modlitwa (najlepiej wspólna z mediami oj. Rydzyka).
Jakaż więc może być rada, aby poczuć się dobrze po tak długo trwających i „niepoprawnie” spędzonych świętach?
Jest jeszcze czas - nie stosując się do radiomaryjnych zaleceń - aby jednak ograniczyć polską tradycję z serwowaniem nadmiarnego bogactwa kulinariów i nieco przyswoić sobie tradycje amerykańskie, a więc zmniejszyć ilość wysoce kalorycznych dań wieprzowych na rzecz drobiu, różnorakich owoców morza i sałatek ze świeżych warzyw. Ograniczyć także spożywanie alkoholu tradycyjnie przeliczanego na litraż, a dodatkowo stonować jego moc tonikiem i oziębić lodem - czyli po prostu żłopać drinki. W zamian za to odniesiemy korzyść nie tylko w rachunku finansowym, ale i tym który po świętach wystawią nam nasze cielesne organy - zwłaszcza wątroba - bowiem nie będzie to rachunek wygórowany jeśli chodzi o wielkość cholesterolu i nadwagi oraz moc kaca i słuchowa wrażliwości na tupanie małżonki snującej się po mieszkaniu w miękkich kapciach.
Nawiązując jeszcze do sprawy przedświątecznych zakupów - warto tu wykorzystać trzy rozsądne zasady podpowiadane nam przez doświadczonych, życzliwych nam ekonomistów dbających o zasobność naszych portfeli, a nie wyokość obrotów firm handlowych. Oto one: wcześniej i rozsądnie zaplanować co należy kupić, porównywać w różnych sklepach ceny i jakość nabywanych artykułów, robić zakupy bez pośpiechu i poddawania się wizualnej fascynacji wymyślnie reklamowanych towarów.
Przedstawiając powyższe propozycje - dotyczące zarówno dokonywania zakupów jak i zastawiania stołów - spędzimy tegoroczne święta nie mniej radośnie niż planowaliśmy, a po poświętach będziemy czuli się dużo lepiej fizycznie i psychicznie niż bywało to drzewiej, gdy z uporem podporządkowywaliśmy się staropolskiej tradycji.
I na zakończenie jeszcze jedna rada wynikająca... z mądrej anegdoty.
Niedoświadczony Polak pracujący w Ameryce pyta doświadczonego: - Czy naszemu szefowi należy dać prezent na Boże Narodzenie czy na Nowy Rok?
Na to doświadczony: - Koniecznie na Boże Narodzenie, żeby ustalając przed Nowym Rokiem wysokość noworocznych premii dla pracowników docenił twój gest.
Andrzej M. Trzos