Mitt Romney nieznacznie wygrał caucusy w Maine, zdobywając 39% głosów. Jednak drugi - Ron Paul (27%) dostał raptem o 170 głosów mniej. Wynik więc można uznać za remisowy, gdyż obaj pewnie podczas majowych stanowych konwencji w tym stanie dostaną taką samą ilość delegatów. Caucusy w Maine w ogole trudno traktować poważnie. Był to typowy konkurs piękności, gdy wskazania z caucusów nie są zobowiązujące dla wybranych delegatów na konwencję stanową.
Frekwencja była żenująca. W stanie tym mieszka ponad 1.3 miliona ludzi, tymczasem na caucusach pojawiło się raptem 4.5 proc. republikańskich wyborców. Z takim entuzjazmem wobec swoich kandydatów trudno będzie republikanom wygrać w listopadzie. Caucusy w Maine były raczej żenadą także z powodu mało zrozumiałego systemu wyborczego, preferującego raczej zielony stolik.