Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Miasto świętego Marka, Casanovy i karnawałowych masek

Iwona Sikorska-Szczupak |Friday, July 15, 2011

Wybory
„Kto nie wyjeżdżał za granicę, jest pełen przesądów.”


Odebraliśmy nasze bagaże i nie tracąc chwili wyruszyliśmy w stronę postoju... wodnych taksówek. - Wodne taksówki?! - niedowierzały moje dzieciaki - Cool!


Po chwili już mknęliśmy w stronę miasta wyznaczoną wysokimi palami „wodną autostradą”.  Taksówka podskakiwała po falach niczym po wyboistej drodze, zwalniając nieco przy wymijaniu małej łódeczki udekorowanej kwiatami. Zauważyliśmy w niej parę - śliczną pannę młodą w zwiewnej  jak obłoczek białej sukience i wpatrzonego w nią z uśmiechem pana młodego.  Ach, cóż za romantyczne miejsce na rozpoczęcie wspólnego życia! 
  A oto i Wenecja!  Dzieciaki, po raz pierwszy patrząc na to cudo, wielkimi oczami chłonęły panoramę miasta w zauroczeniu...
    Okolice te były zamieszkane już od 1500 roku przed naszą erą!  Bagna rozciągające się wzdłuż wybrzeży Morza Adriatyckiego nie raz użyczały schronienia okolicznej ludności uciekającej przed najazdami wrogów. Osiedlono się tu na dobre po ataku Hunów dowodzonych przez króla Attylę w roku 452.  Przez następne sto lat wielkie liczby Wenecjan uciekających przed kolejnymi napadami osiadały na tych bagnach powoli budując miasto.  Miasto, które miało się stać wielką potęgą handlową, kulturalną i... rozrywkową Europy.
    Historia Wenecji obfituje w ciekawostki przykuwające uwagę każdego, kto choćby na chwilę zaduma się nad jej pięknem, niesamowitością i fantazją. Jakie? A choćby te...
    W czasach, gdy miasto było pod bizantyjskim władaniem, jego patronem był święty Teodor.  Jednak miejscowa legenda głosiła, że święty Marek Ewangelista odwiedził kiedyś wyspy laguny i usłyszał od anioła, że właśnie tu spoczną jego zwłoki.  Weneccy kupcy chcący zadośćuczynić tej przepowiedni ułożyli plan i w roku 828 wynajęci przez nich złodzieje  w zuchwały sposób wykradli ciało świętego Marka z Aleksandrii w Egipcie, gdzie był pochowany.  Jak wieść niesie, wykradzione ciało ukryto pod stertą wieprzowiny i tak przeszmuglowano je do nowego miejsca przeznaczenia.  Wenecjanie zaangażowali wtedy najlepszych artystów swoich czasów, by zbudować miejsce kultu swego nowego patrona przewyższające urodą i przepychem wszelkie dotychczasowe. Jednak kłopoty związane z budową kościoła były niemałe, a  pożary aż trzykrotnie zniszczyły wnętrza w czasie konstrukcji!  Podczas tych zawirowań zapomniano o najważniejszym - o świętym Marku, którego kości... zagubiono i to aż dwa razy! Dopiero 250 lat później ukończono budowę tej bazyliki i złożono w niej szczątki Świętego.
    Wenecja była miejscem urodzenia Isotty Nogarola - inteligentnej i błyskotliwej panny, która już jako szesnastolatka prowadziła filozoficzne dysputy z wielkimi uczonymi Renesansu.  Wkrótce znaleźli się anonimowi przeciwnicy oburzeni jej wiedzą i odwagą w wypowiadaniu własnych przemyśleń, którzy zarzucali, że „tak elokwentna kobieta nie może być cnotliwa”!  Weneccy uczeni występując w jej obronie uchronili jej życie, a ona kilka lat później opublikowała... traktat feministyczny!  W tym traktacie pisała, że skoro Adam i Ewa byli na równi odpowiedzialni za wygnanie z raju, kobiety i mężczyźni muszą więc być równi. Zadziwiająca odwaga w myśleniu, zwłaszcza, że był to rok 1453!
    Osiemnastowieczna Wenecja, która w tym czasie z potęgi morskiej powoli przeobrażała się w europejską stolicę rozkoszy, wydała na świat Giacomo Casanovę.  Porzucony przez rodziców jako dziecko, żeby przetrwać, nauczył się wielu sztuczek: studiując prawo w Padwie utrzymywał się z hazardu; pracując dla kościoła w Wenecji zajmował się między innymi wyręczaniem kardynałów w pisaniu liścików miłosnych; był też żołnierzem i skrzypkiem w marnej (!) orkiestrze, jednak szybko stał się poszukiwaczem przygód... wszelkich przygód.  Dzięki jego urokowi osobistemu drzwi najbogatszych wenecjan i... ramiona ich żon, córek i kochanek były dla niego zawsze szeroko otwarte.  Jednak nie zakazane związki miłosne lecz jego powązania z masonami przysporzyły mu wielu wrogów. Przyłapany w alkowie z francuskim ambasadorem i... dwoma mniszkami dostał wyrok wielu lat więzienia pod zarzutem „przestępstw przeciw religii”.
  Skazany na pięć lat więzienia w gorącej i zawszonej celi mieszczącej się na poddaszu weneckiego Pałacu Dożów wymyślił plan ucieczki, który udało mu się zrealizować z właściwą sobie brawurą.  Wydostał się ze swej celi i spokojnie wymijając straże pałacowe wyszedł na wolność!  Po ucieczce z Wenecji wylądował w Paryżu, gdzie zrobił fortunę działając jako francuski szpieg.  Jego awanturniczość nie szczędziła mu momentów mrożących krew w żyłach: stracił majątek w Niemczech; w Polsce cudem uniknął śmierci w pojedynku na pistolety, w którym ciężko ranił w brzuch podstolego wielkiego koronnego Franciszka Ksawerego Branickiego w sporze o względy włoskiej aktorki; w Anglii nie ominęły go choroby weneryczne...  W późnym okresie życia wrócił do Wenecji, gdzie znów działał jako szpieg.
  Ostatnie swoje lata spędził jako... bibliotekarz w zamku w Bohemii, gdzie nuda zmusiła go do spisania wspomnień, które zakończył sławnym zdaniem: „Mogę powiedzieć, że żyłem”.
  W XVII wieku Wenecja stała się europejską "stolicą opery". Na przedstawienia, które wystawiane były w okresie karnawału,  zjeżdżali się entuzjaści tej sztuki z całej Europy. Była to atrakcja tak wielka, że u schyłku XVII wieku w Wenecji działało 16 teatrów Obliczono, że do końca XVII wieku wystawiono tu około 360 dzieł, najczęściej komponowanych specjalnie dla weneckich oper.  Tutaj odbywały się premiery Giuseppe Verdiego, a najwybitniejszy ówczesny kompozytor Claudio Monteverdi pełnił funkcję "maestro di capella" w bazylice św. Marka.
  Liczne orkiestry potrzebowały muzyków i Wenecja znalazła na to ciekawe rozwiązanie - zaczęła kształcić osierocone dziewczynki z przytułków.  W tamtych czasach, na skutek niekończących się skandalicznych balów maskowych i szerzącej się prostytucji, w mieście było niewyobrażalnie dużo sierot.  Ktoś wpadł na pomysł, by w przytułkach zapewniających podstawową opiekę, wikt i opierunek, a hojnie finansowanych przez anonimowych dobroczyńców, wprowadzić edukację muzyczną.  Miasto zatrudniło znakomitych barokowych kompozytorów Antonio Vivaldiego i Domenico Cimarosa, na których barkach spoczęła odpowiedzialność za prowadzenie tych dziecięcych orkiestr i przygotowywanie ich do występów.  Takie orkiestry i chóry przyciągały tłumy zwolenników muzyki, a publiczność płaciła za te koncerty hojną ręką. Bo któż to wiedział, czyimi córkami były te osierocone lub porzucone dziewczynki?
  Wenecja to także, a może przede wszystkim, karnawał.  Tradycja weneckiego karnawału sięga XI wieku.   Rozpoczynał się on 26 grudnia, aby zakończyć się w Środę Popielcową,  jednak często udzielane były  zwolnienia karnawałowe na noszenie masek już od 1 października i nie było wyjątkowym uczestnictwo w zabawach i bankietach również podczas Wielkiego Postu. Organizowano publiczne zabawy, których atrakcją były ćwiczenia akrobatyczne, piramidy ludzkie i Volo del Turco czyli akrobata w stroju Turka schodzący po linie z dzwonnicy kościoła San Marco.  Odbywały się również pokazy sztucznych ogni, zaimprowizowane spektakle gimnastyków, kaskaderów i innych artystów ulicznych. Oficjalnym uroczystościom towarzyszyły liczne prywatne zabawy w domach i w pałacach patrycjuszy, gdzie organizowano wspaniałe bale i często oddawano się grom hazardowym.
    Kiedy Republika Wenecka została podbita przez Napoleona karnawał zniknął z mapy imprez miasta, a na dobre powrócił do życia Wenecjan dopiero w 1979 roku i od tamtej pory znowu stał się bardzo popularny na całym świecie. 
    Jak Karnawał to i... maski!  Maska na twarzy zapewniała całkowitą anonimowość i nietykalność.  Obowiązujące w czasie Karnawału specjalne przepisy prawa mówiły o surowych karach dla osób łamiących nietykalność karnawałowych przebierańców. Nie bez powodu, przecież nigdy nie wiadomo, czy maska nie skrywała twarzy jakiejś ważnej osobistości!  W czasie karnawału zamaskowane postacie można było spotkać w każdym zakątku i uliczce Wenecji. Zwyczaj nakazywał, aby pozdrawiać się jedynie skinieniem głowy, gdyż głos mógłby zdradzić tożsamość zamaskowanych!  Szalone karnawałowe zabawy to był jedyny w roku czas, kiedy zacierały się granice statusu majątkowego i społecznego. Mężczyźni przebierali się za kobiety, dewotki - za orientalne tancerki, kurtyzany - za mniszki. Występowanie in cognito pozwalało rozbudzić w uczestnikach karnawału najśmielsze marzenia i co więcej, zrealizować je pod osłoną głęboko skrywanej pod maską tożsamości.
    Wenecja - 118 wysepek i 400 mostów, a wśród nich Most Westchnień, którego legenda mówi, że całujące się pod nim pary zachowają swą miłość na zawsze. Wenecja - setki gołębi łasych na okruchy rzucane łaskawą ręką turystów.  Wenecja - tysiące wąskich, krętych uliczek i kanałów, którymi przepływają malownicze gondole.  Wenecja – według jej mieszkańców  – „kawa z wierzchu filiżanki, czekolada z dna”.
    Iwona Sikorska-Szczupak

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Szanowna Pani autorko! WEnecja okupuje we wszystkich rakingach jedno z czolowych miejsc na listach przereklamowanych atrakcji. Ponieważ niedawno tam byłam wiem, ze restauracje w Wenecji są fatalne, w miescie w wielu miejcach smierdzi, woda jest w tych kanalach koszmarnie brudna, a Pani tekst do rzeczywistosci ma się jak piernik do wiatraka i nie wiele pomogą historyczne ciekawostki. Wenecja umiera, nie warto tam jezdzic, gdyz Wlos poprzez swoje nieudolne rzady i cwaniactwo zniszczyli. Szkoda, ze Pani tego nie zauwazyla!
Saturday, July 16, 2011 | Karla

•  Zachwycona Wenecja, jej urokami i ciekawostkami nie zauwazylam tych "przeraznosci" przez Karla opisywanych. W restauracjach "a la fresco" opychalam sie pysznym makaronem, smrod wody jakos mi nie przeszkadzal, a moj tekst... no coz, jest tekstem pelnym ciekawostek i... zachwytow (tak, tak, zachwytow wlasnie) nad tym, co jeszcze w tym miescie zostalo :)
Saturday, July 16, 2011 | autorka

•  Karlo- nie dosc, ze zachowalas sie wyjatkowo nieladnie piszac taki komentarz, to rowniez troszke sie osmieszylas. Jesli kogos interesuje historia, to dla niego troche smrodu w kanalach dodaje autentycznosci tym miejscom. Jesli ktos szuka czystej wody, a nie szuka historii- nie powinien jezdzic do Wenecji.
Sunday, July 17, 2011 | zniesmaczony

•  2 miesiace temu mialam szczescie odwiedzic Wenecje i moge dwoma rekami podpisac sie pod tekstem autorki. Warto, przynajmniej raz w zyciu, zobaczyc ten piekny, historyczny "skansen", ktorego za kilkadziesiat lat moze juz nie byc. Dziekuje, Pani Iwonko, za fajne ciekawostki o Wenecji, ktore sa wspanialym uzupelnieniem mojej "przygody" w tym "wodnym miescie".
Sunday, July 17, 2011 | A.M.

•  Pytanie do autorki: czyje są słowa umieszczone przed artykułem? Tak mi się spodobały, że chciałbym wiedziec.
Tuesday, July 19, 2011 | zainteresowany

•  „Kto nie wyjeżdżał za granicę, jest pełen przesądów.” To slowa Carlo Goldoni - wloskiego dramatopisarza, ktory zyl w latach 1707 - 1793. :)
Monday, July 25, 2011 | autorka

•  dziekuje
Monday, July 25, 2011 | zainteresowany

•  Goldoni byl prawnikiem z wyksztalcenia, ktory w pozniejszym okresie swojego zycia poswiecil sie pisaniu operowych librett i sztuk komediowych. Zwiazany byl dlugo z Wenecja, lecz ostatnie lata zycia spedzil w Paryzu. Inna jego zlota mysla jest: "Ze wszystkich ludzkich ułomności najsmutniejszy jest brak zdrowego rozsądku." :)
Tuesday, July 26, 2011 | autorka

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493