W finałowym spotkaniu piłkarskiego Pucharu CONCACAF Stany Zjednoczone uległy przed własną publicznością na stadionie Rose Bowl Meksykowi 2:4. Najjaśniejszymi postaciami meczu byli strzelec dwóch goli Andres Guardado oraz zdobywca najpiękniejszej bramki turnieju, Giovanni Dos Santos.
Po raz trzeci z rzędu w finale Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów zmierzyły się ze sobą drużyny Stanów Zjednoczonych oraz Meksyku. Nie ma co ukrywać, iż nie była to jakaś spektakularna niespodzianka, gdyż wielu ekspertów przewidywało właśnie taki finał Złotego Pucharu CONCACAF. W uprzywilejowanej pozycji do starcia finałowego podchodzili piłkarze Stanów Zjednoczonych, gdyż to właśnie na ich ziemi odbywał się cały turniej.
Droga gospodarzy do finału nie była jednak usłana różami. Amerykanie aby zagrać w ostatnim meczu rozgrywek musieli się solidnie zmęczyć. Podobną wyboistą drogę do finału musieli przebyć piłkarze Meksyku. Jednakże różnica polega na tym, iż wielu postronnych obserwatorów zdecydowanie bardziej za postawę na boisku chwaliło podopiecznych Jose Manuela de La Torre, aniżeli ekipę dowodzoną przez Boba Bradley’a. Ci drudzy niewątpliwe do finału podchodzili niezwykle umotywowani. Mieli powody, aby zrewanżować się na swoich odwiecznych rywalach, ponieważ dwa lata temu skompromitowali się przed własną publicznością przegrywając z drużyną „El Tri” aż 5:0. Warto jednak odnotować, iż na tym turnieju występowała rezerwowa drużyna Stanów Zjednoczonych. Najlepsi zawodnicy oddelegowani byli do rywalizacji w Pucharze Konfederacji, w której notabene radzili sobie całkiem dobrze, ulegając w finale Brazylii 3:2, mimo że do przerwy to właśnie Amerykanie prowadzili 2:0.
Mecz finałowy Gold Cup zgodnie oczekiwaniami lepiej rozpoczęli piłkarze Meksyku, którzy w pierwszych fragmentach gry za sprawą Javiera Hernandeza oraz Giovanni Dos Santosa mogli wyjść na prowadzenie. Jednak to co nie udało się czterokrotnym triumfatorom Pucharu CONCACAF udało się gospodarzom turnieju. Dokładnie w 9. minucie spotkania kapitalne dośrodkowanie z prawej strony boiska wykorzystał syn selekcjonera reprezentacji Stanów Zjednoczonych, Michael Bradley. 24-letni pomocnik popisał się kapitalnym strzałem głową nie dając żadnych szans bramkarzowi Meksyku.
Meksykanie ani myśleli się poddawać po utracie gola. Wręcz przeciwnie nacierali z jeszcze większą determinacją, niż w początkowych fragmentach gry. Defensywa „The Yanks” miała nogi pełne roboty. Bocanegra i spółka nie radzili sobie z Hernandezem oraz Dos Santosem, którzy swoją przebojowością raz po raz wkręcali w ziemię swoich przeciwników. Trud dowodzonych przez Jose Manuela de La Torre piłkarzy mógł zostać nagrodzony w 14. minucie. Właśnie wtedy Hernadez oddając strzał zza linii pola karnego ostemplował słupek bramki strzeżonej przez Tima Howarda.
Meksykańscy piłkarze atakowali, a gospodarze turnieju wykorzystywali swoje okazje strzeleckie. Podobnie było w 23. minucie spotkania. Wyśmienite podanie Clinta Dempseya bez żadnych skrupułów wykorzystał jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy Stanów Zjednoczonych, Landon Donovan, który tym samym wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie.
Kibice zgromadzeni na stadionie Rose Bowl w Pasadenie mieli powody do zadowolenia, gdyż mogli oglądać bardzo dobre widowisko piłkarskie. Drużyny grały ofensywnie i co najistotniejsze nie zabrakło soli piłki nożnej, czyli goli. Gdy wydawało się, że to Amerykanie przejmują inicjatywę, to wtedy do gry wrócili piłkarze Meksyku. Za sprawą Pablo Barreri w 29. minucie Meksykanie zdobyli kontaktowego gola i ponownie zaczęli z optymizmem patrzeć na dalszą rywalizację. Warto dodać, że zawodnikiem, który zainicjował cała akcję był napastnik Manchesteru United, Javier Hernandez.
Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy stało się coś niewiarygodnego. Reprezentacja Meksyku wykorzystała mizerną postawę defensywy Amerykańskiej i zdobyła gola na 2:2. W zamieszaniu w polu karnym Tima Howarda najprzytomniej zachował się Andres Guardado, który zadedykował swojego gola narzeczonej zasiadającej na trybunach Rose Bowl. Przy tej akcji błysnął z kolei talent Giovanni Dos Santosa, który popisał się niesamowitą błyskotliwością na prawej stronie boiska. Nie długo po tym wydarzeniu arbiter spotkania zaprosił piłkarzy na 15-minutową przerwę.
Druga odsłona była kontynuacją dobrej gry meksykańskiej drużyny. Zwieńczeniem tego był gol zdobyty pięć minut po wznowieniu gry. Szczęśliwym strzelcem gola okazał się być po raz drugi w tym spotkaniu Andres Guardado, który wyprowadził po raz pierwszy w tym spotkaniu Meksyk na prowadzenie. Zdobycie bramki znacznie poprawiło nastroje sztabu szkoleniowego oraz piłkarzy zasiadających na ławce rezerwowych.
Zupełnie inny stan rzeczy miał miejsce w drużynie, której opiekunem jest Bob Bradley. Tam z minuty na minutę nerwy coraz bardziej plątały nogi piłkarzom. Co prawda woli walki i determinacji graczom Stanów Zjednoczonych nie brakowało, aczkolwiek po utracie gola na 3:2 coś w drużynie gospodarzy turnieju pękło. Lekarstwem na taki obrót wydarzeń miało być wprowadzenie na plac gry Jasona Agudelo, który zmienił Bedoye.
Zmiana na nic się jednak zdała. Bo najjaśniejszym blaskiem świeciła tego dnia gwiazda Giovanni Dos Santosa. Zawodnik, który nie radził sobie w Tottenhamie, a odrodził się w Racingu Santander, pokazał prawdziwą klasę w 76. minucie meczu. Wtedy to 22-letni piłkarz zabawił się najpierw z obrońcami Stanów Zjednoczonych, a następnie kapitalnym technicznym strzałem umieścił piłkę w siatce bezradnego Tima Howarda, zdobywając jednocześnie gola na 4:2. Bezapelacyjnie młody Meksykanin stał się tym samym autorem najpiękniejszego gola całego turnieju.
MVP Pucharu CONCACAF – Javier Hernandez
Najlepszy strzelec Pucharu CONCACAF – Javier Hernandez ( 7 goli)
USA – Meksyk 2:4 (2:2)
Bramki: Bradley (8.), Donovan (23.), Barrera (29.), Guardado (36.), Barrera (50.), Dos Santos (76.)
Żółte kartki: Donovan (33.), Dempsey (87.), Jones (90.)
USA: Howard - Bocanegra, Goodson, Lichaj, Cherundolo (11. Bornstein) - Dempsey, Jones, Bradley, Bedoya (63. Agudelo) - Donovan, Adu (86. Kljestan)
Meskyk: Talavera - Márquez (43. Reyonso), Salcido (28. Torres), Moreno - Guardado, Torrado, Castro, Barrera (75. Zavala), Juárez - Dos Santos, Hernández
Sędzia: Joel Aguilar (Salvador)
Widzów: 93420
(fot. Goal.com)
Więcej na www.igol.pl
Dodaj komentarz
• Wygral faworyt tegorocznego turnieju.Kto wietrzyl niespodzianke po 25 minutach finalu ten wczesniej nie widzial jak Meksykanie w tej chwili graja."Sila ognia" jest niesamowita i tylko nalezy zalowac,ze to Kostaryka a nie oni grac beda w Mistrzostwach Ameryki Poludniowej.
W druzynie amerykanskiej pokazal sie po dlugiej przerwie Freddy Adu.Czy sa tacy co pamietaja to nazwisko?
Okrzykniety 6 lat temu "drugim Pelem" w tej chwili jest tylko "cieniem Pelego" i to bardzo dlugim cieniem...
Zatrzesienie pilki na swiatowym pozimie w nasze wakacje.Juz trwaja MSw Niewiast w Berlinie,niestety bez naszych Bialoglow.Za kilka dni wspomniana Copa America a od 29 lipca w Kolumbii Mundial U-20.
Dobrze mieszkac w Szikagowie.Ogladnie sie wiekszosc meczow tych turniejow
Sunday, June 26, 2011 | don tadzio