
Home
NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia
Galeria
Ogłoszenia
List Andrzeja Olechowskiego
Andrzej Olechowski|Friday, July 3, 2009
Warszawa, 2 lipca 2009 r. Pan Donald Tusk Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Rzeczypospolitej Polskiej Warszawa Szanowny Panie Przewodniczący! Pragnę Pana poinformować, że postanowiłem zrezygnować z członkostwa w Platformie Obywatelskiej Rzeczypospolitej Polskiej. Wierzę, że obaj jesteśmy w polityce nie dla trywialnego interesu osobistego lub grupowego, ale dlatego, że mamy do wykonania jakieś zadanie. Zadanie, które ja sobie postawiłem to modernizacja Polski i rozwój liberalnej demokracji. Obecny stan tego projektu budzi mój poważny niepokój. Mimo osobistych osiągnięć milionów Polaków pozostajemy daleko w tyle za nowoczesnym centrum. Polacy nadal są zakładnikami marnej edukacji, absurdalnych przepisów gospodarczych, zgrzebnej infrastruktury, nieudolnego, stronniczego i skorumpowanego państwa, żenującej kultury politycznej. Co najgorsze brak jest strategicznej wizji naszej przyszłości: jak chcemy dogonić świat? Jaki ma być polski kapitalizm? Ile ma być państwa? Jaką rolę chcemy odegrać w świecie? Politycy do tych pytań się nie odnoszą. Brak poważnych głosów w okresie głębokiego kryzysu gospodarczego i wyborów do Parlamentu Europejskiego jest tyle smutny, co kompromitujący. Polska nie jest solidnym, dobrze rozpędzonym pociągiem jadącym na sprawdzonych torach. Wszystko jeszcze może nas spotkać - dobrego i złego. Nie wystarczy Polską administrować, trzeba nią kierować: wytyczać szlaki, rozpoznawać przeszkody, skłaniać do podejmowania wyzwań. Trzeba przywrócić poważny ton w polskiej debacie politycznej. Musimy pozbyć się dominującej dziś nieznośnej miałkości i atmosfery gry. Trzeba formułować poważne propozycje i przekonywać do nich obywateli. Czuję się w obowiązku aby podjąć to wyzwanie. Naturalnym miejscem dla tej aktywności powinna być dla mnie PO. Po głębokim namyśle doszedłem jednak do - bardzo dla mnie trudnego - wniosku, że w tej partii nie podołam swojemu wyzwaniu. Dlaczego? Z czterech powodów. Po pierwsze, dlatego, że PO zatraciła swój programowy charakter. Współtworząc z Panem i panem Maciejem Płażyńskim PO zdeponowałem w niej swoją nadzieję na partię, która będzie konsekwentnym liderem modernizacji Polski i Polaków, poprowadzi nas do centrum nowoczesnego świata. Przypomnę, że za najwyższą wartość uznaliśmy wówczas „wolność człowieka – obywatela - jego godność, kreatywność i aspiracje”. Mieliśmy „uwolnić energię Polaków”, pomóc „oszlifować polskie diamenty”, sprawić, że „państwo nie będzie zajęte same sobą”! Dlatego z narastającym rozgoryczeniem obserwowałem metamorfozy programowe PO: niesławny sojusz z kolektywistami z PiS, poddanie się obsesji rozliczeń z PRL, „ukąszenie” ideą IV RP, awanturę o Niceę, akceptację dla obniżenia standardów demokratycznych, porzucenie planu reformy podatków, obojętność wobec degradacji służby cywilnej, itd. Te fascynacje i zwroty zepchnęły w kąt troskę o awans życiowy Polaków - ambitne programy edukacyjne, likwidację barier dla przedsiębiorczości, obniżkę podatków. Dewastacji dopełniło podporządkowanie wysiłku programowego grze politycznej, konkurencji z PiSem. Dziś, jak wielu Polaków nie umiem powiedzieć, jaką partią jest PO. Wiem tylko, że w danej sprawie nie jest PiSem. Po drugie, dlatego, że straciła ona spójność. Współtworząc naszą platformę obiecywałem publicznie, iż zgromadzi się na niej „wspólnota zwarta, skupiona wokół łączących ją idei i celów programowych, a nie zgromadzenie od Sasa do lasa czy sprytne joint-venture zawiązane w celu zdobycia wpływów i władzy”. Naszą partię mieli stanowić „ludzie wypróbowani, którzy po stokroć wykazali wierność głoszonym przez siebie zasadom, którzy w działaniu, a nie tylko w słowach udowodnili swoje kompetencje i odpowiedzialność”. Nie tylko mną wstrząsnęło zaproszenie do grona kandydatów do Parlamentu Europejskiego pana Mariana Krzaklewskiego, który jest przecież symbolem sprzeciwu wobec otwarcia i modernizacji Polski. A to tylko jedna z wielu osób, których poglądy i dorobek polityczny wprowadziły do PO chaos, pozbawiły ją w moich oczach wiarygodności. Nadały jej też rys cynizmu, na który partia reformatorska pozwolić sobie nie może. Po trzecie, dlatego, że PO stała się partią władzy. Budując ją zapewnialiśmy Polaków, że będzie się różnić od innych partii, które „są jak korporacje - rozgałęzione przedsiębiorstwa z udziałami we wszystkich dziedzinach życia społecznego i gospodarczego. Zajmują się gruntowaniem wpływów i zarządzaniem układem interesów na wszystkich szczeblach władzy – od samorządu dzielnicy do senatu – i we wszystkich jednostkach finansowanych przez państwo – od kas chorych, przez teatry do komunalnych cmentarzy”. Czy moglibyśmy dzisiaj inaczej opisać PO? Czy moglibyśmy powiedzieć, że jest „inna, lepsza. Nie zajmuje się swoimi interesami, ale tym co stanowi istotę partii - realizacją programu w parlamencie”? Czy moglibyśmy nie zgodzić się z panem Rafałem Dutkiewiczem, gdy twierdzi, że dla przedstawicieli PO „w samorządach decydentem nie są wyborcy, tylko aparat partyjny”? W zapomnienie poszły prawybory, współpraca z organizacjami i środowiskami społecznymi, „lekkie struktury na wzór amerykański”. PO dołączyła do niesławnego grona poprzedniczek upartyjniających państwo, gmatwających interes prywatny z publicznym i bezwstydnie rozbudowujących nomenklaturę. W partii władzy, chaotycznej i wieloznacznej, partii, która zapomina o swoich celach i obietnicach nie ma miejsca dla mnie i mojego zadania. W takiej partii nie da się uzgodnić i zrealizować ambitnych planów modernizacyjnych, projektów o strategicznej głębi, przedsięwzięć naruszających interesy istotnych grup społecznych. Takiej partii – i to jest czwarty powód - nie uda mi się też zmienić. Oceny i propozycje obojętnie czy zgłaszane prywatnie czy publicznie nie zdają się na nic, gdy brak jest elementarnych form wewnętrznej debaty oraz demokratycznych procedur wyciągania z niej wniosków. A tak właśnie jest w PO. Krytyka i postulaty zmian interpretowane są jako przejawy osobistych ambicji, chęć podważenia autorytetu kierownictwa, zamiar zajęcia czyjegoś stanowiska. Myśl o zaangażowaniu się w taki proces jest dla mnie odstręczająca. Takie są powody mojej decyzji. Z ciężkim sercem opuszczam partię, którą współtworzyłem. Nie opuszczam jednak środowiska, które Platformę powołało do życia. To także moje środowisko. Darzę je szacunkiem, życzliwością i przyjaźnią. Demokratów i liberałów, „ludzi umiarkowanych i nowoczesnych, samodzielnych i przedsiębiorczych, inteligencji, młodzieży; ludzi, którzy współczesny świat rozumieją, potrafią go wykorzystać i twórczo rozwinąć; ludzi, którzy doceniają znaczenie rozumnego przywiązania do tradycji i zasad”. Nie tylko go nie opuszczam - odchodzę z partii by go nie zawieść. By na nowo podnieść nasze cele i marzenia. Wierzę, że robię to dla dobra Rzeczpospolitej. Z poważaniem i sympatią, Andrzej Olechowski PS. Z oczywistych względów pozwolę sobie ten list podać do wiadomości opinii publicznej.
Dodaj komentarz
• Myślałem, że Olechowski jest poważnym politykiem, ale jak widać jest tylko patetycznym dupkiem.
Friday, July 3, 2009 | west
• A ja mysle, ze West jest patetycznym dupkiem. Platforma upada i to jest fakt. Partia ta stracila zupelnie swoj charakter, nie wiadomo dzisiaj czy jest odnoga kosciola czy folwarkiem Tuska. Bez koncepcji, bez jakiejkolwiek moralnosci. Banda cwaniakow.
Friday, July 3, 2009 | Krzysztof54
• Wlasnie widac niezbicie po przeczytaniu tego listu jak powaznym i odpowiedzialnym czlowiekiem i politykiem jest Olechowski,brawo Panie Andrzeju! W Polsce zapanowalo medialne zamieszanie,wystarczylo tylko pare dni i wszystkie ukladanki Tuska i Kaczynskiego legly w gruzach.Poziom tego polityka jest za wysoki jak na standarty polskie ze dlatego miedzy innymi glosy frustracji i zwyklej ludzkiej zazdrosci,ludzi ktorzy nie potrafia tego dostrzec albo nie chca.Ludzie marza,chcieliby po prostu miec taki prestiz,aparycje i meska prezencje jak ten polityk,chcieliby miec taka moc oddzialywania na innych jak on.Majac talent sam dodatkowo na to wszystko sobie zapracowal w swoim zyciu.Wystarczylo trzy,cztery dni i nagle wszystkie scenariusze politycznych przedszkolakow runely w gruzach,zaczelo sie momentalne poszukiwanie pieluch i pampersow:) Jako niezalezny kandydat w 2000 roku dostal prawie 4 miliony glosow co jest historycznym osiagnieciem w historii polityki,nie tylko polskiej.Dzieki temu zwyciestwu powstala PO a pan Tusk z innymi ma cos do roboty dzisiaj.Gdyby nie Olechowski nie byloby PO a Tusk nie bylby premierem.Start i w ewentualna wygrana Olechowskiego pokaze ze w Polsce czas skonczyc z dziecinna zabawa w iscie onanistyczny antykaczyzm i antypisowska propagande.Polakom potrzeba jest powaznej polityki z wizja a nie polityczna dziecinada w chlopiecych krotkich majtkach w wykonaniu Tuska,Niesiolowskiego,Czumy,Komorowskiego i innych.PO na dzien dzisiejszy nie ma lidera i sposobu na nowoczesna polityke,to widac golym okiem. Na dzien dzisiejszy Andrzej Olechowski ma moj glos i mojej rodziny dlatego ze nie chce sie wstydzic za Polske i chce byc z niej dumna ps. ...a poza tym ten kandydat jest bardzo przystojny i juz:)
Friday, July 3, 2009 | Martyna
• Tresc tego tekstu jest tak prawdziwa jak jego zdjecie. Zenada :-)
Friday, July 3, 2009 | gdanski
• Moim zdaniem Andrzej Olechowski ma wszelkie predyspozycje na prawdziwego Męża Stanu i z powodzeniem mógłby kandydować na Fotel Prezydenta pod warunkiem, nie wiązania jego kandydatury z żadną legitymacją partyjną. Musi przedstawić społeczeństwu wiarygodny i konstruktywny program. Ma poważne szanse przejścia do II tury w wyborach prezydenckich i powalczenia z Donaldem Tuskiem w której stawiam na A.O.
Sunday, July 5, 2009 | HI-polit
• oczywiscie pierwszy Masson w Polsce bedzie dążył do przejecia władzy realizujac cele masonerii a jakie sa to troche oczytani powinni je znać.
Tuesday, July 7, 2009 | kandydat na presydenta
• List napisany dobrze, tylko autor jest miałki.
Tuesday, September 8, 2009 | xzy
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---

