
Home
NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia
Galeria
Ogłoszenia
Kto powinien ponieść największe koszty związane z wyciąganiem nas z finansowego kryzysu?
Dariusz Wisniewski|Saturday, August 13, 2011
Na razie republikańska wersja wygrywa. Przywileje podatkowe zamożnych zostały utrzymane, natomiast demokraci zgodzili się na cięcia w sektorze publicznym. Wszystko w zamian za zgodę na podniesienie progu zadłużenia.
Co to oznacza dla zwykłego człowieka? Wydatki rządu na cele publiczne i programy pomocowe wspierają najmniej zamożnych. Ta grupa czerpie największe korzyści z redystrybucji bogactwa. Oni więc ucierpią najbardziej. Kto jeszcze? Ludzie młodzi, studenci i emeryci. Dlaczego? Dlatego, że w sytuacjach kryzysowych najbardziej tracą najsłabsi. Człowiek, aby ocalić swoją uprzywilejowaną pozycję, zgadza się złożyć ofiarę w postaci obniżenia statusu słabszej grupie społecznej. Silni się ostaną – słabi raczej nie. Jest w tym zawarta logika, ponieważ nasilniejsi mogą rzeczywiście popchnąć gospodarkę do przodu. Nie zrobią tego ludzie starzy czy studenci, ale ci, którzy mają kapitał. Ale taki konsensus powoduje dość głębokie nierówności społeczne (w USA największe na świecie). Jest zatem podbudowany zawsze prawem. Społeczeństwo ma więc wrażenie, że widocznie tak musi być, że student nie może płacić już za studia, a emeryt nie ma na lekarstwa, ale za to zamożny, który zarabia ponad milion dolarów rocznie, ma płacić według propozycji Rona Paula, republikańskiego kandydata na przezydenta, 18 procent podatku dochodowego – znacznie mniej od robotnika fabrycznego czy sprzątaczki. Prawo, wspomagające zamożnych, uzasadnia również ich bogactwo.
Co więc mamy robić? Jeżeli chcemy ruszyć gospodarkę, to ludzie zamożni, właściciele korporacji, muszą poczuć się swobodnie, aby rozwijać firmy, inwestować i kreować miejsca pracy. Ale gdy kryzys jest bardzo głęboki, ekonomia staje się kwestią drugorzędną. Bogaci i tak nie stwarzają w tej chwili miejsc pracy, ani nie inwestują w rozwój firm. Od czasów kiedy George W. Bush zainicjował cięcia podatkowe, promujące głównie zamożnych, okazało się, że ten ruch nie stał się impulsem gospodarczym. Banki, które mają aktualnie dodatkowe salda (poprzez wzmożone oszczędzanie) i bogaci nie są zainteresowani w inwestowaniu. Bo po co ryzykować? Wszyscy czekają; ci, którzy mają forsę i ci, którzy jej nie mają. W USA bezrobocie utrzymuje się na stałym poziomie od dłuższego czasu. Bogaci nie ryzykują inwestycji, natomiast biedni i tak nic nie mogą zmienić. Oto klasyczny scenariusz stagnacji.
Rząd w takiej sytuacji nie może pozostać bierny i nie powinien wyzbywać się swojej regulacyjnej funkcji. Musi wykazać się działaniem pozaprofitowym, mającym na celu zabezpieczenie najsłabszych, gdyż obecnie rozwój gospodarczy, być może, w ogóle nie jest do osiągnięcia. Niewidzialna ręka wolnego rynku może okazać się niszcząca. Najważniejszym jednak zadaniem rządu to przywrócenie społeczeństwu optymizu i wiary w lepsze jutro. Jesteśmy bowiem nie tylko w głębokim kryzysie gospodarczym, ale i w kryzysie zaufania.
Aby uratować gospodarkę, musi dojść do szerokiego porozumienia narodowego. Republikanie nie mogą dłużej upierać się, że podatki dochodowe zamożnych są nietykalne. Tego nie da się utrzymać. Demokraci natomiast muszą pogodzić się z dalszymi cięciami, tym bardziej, że baby boomers właśnie przechodzą na emerytury. To spowoduje dodatkowe obciążenie dla podatnika. Poświęcenia muszą więc przyjść z obu stron, inaczej poczucie krzywdy jednej części społeczeństwa spowoduje poważne zmiany polityczne. Ochrona najbogatszych teraz nie ma sensu, gdyż najważniejsza jest aktualnie ochrona społeczeństwa jako całości. Gdy coraz więcej ludzi nie potrafi zaspokoić swoich podstawowych potrzeb, dbałość o ekonomię staje się sprawą drugorzędną. To prawda, że głodnemu lepiej dać wędkę niż rybę, pod warunkiem jednak, że głodny potrafi tę wędkę utrzymać.
Kryzys gospodarczy rodzi potrzebę egalitaryzmu. W dobrobycie istniejące nierówności są do strawienia, ale podczas zapaści gospodarczej ludzie chcą, aby wszyscy ponosili koszty związane z trudną sytuacją. Jeżeli tak się nie dzieje, to prędzej czy później niezadowolenie przybierze polityczny wyraz. Radość republikanów z powodu, że podatki zamożnych zostały nietknięte, jest przedwczesna. Przez najbliższe dwa, trzy lata – gdy pauperyzacja klasy średniej i biednych będzie postępować dalej – zacznie krzepnąć opinia, że mniej zamożna część społeczeństwa płaci za kryzys wywołany przez tych, którzy mają się całkiem dobrze i dzisiaj. Założyłem się o duże lody z p. Andrzejem Jarmakowskim, że tak się stanie. Jeżeli chodzi o mnie – proszę o dwie gałki truskawkowych.
Dariusz Wiśniewski/Radio Horyzonty
Dodaj komentarz
• Ale przeciez jeszcze nie wygrales Darek. Moze demokraci przegraja kolejne wybory, bo ekonomia drgnie. I co wtedy? Dwie galki waniliowych.
Saturday, August 13, 2011 | lodziarz
• No coz, pan Wisniewski napisal to co mysli, czyli chce byc gdzies blisko srodka. Ale tak najczesciej nie, bo srodek nie istnieje. Zawsze jakas ze stron wygrywa. Nigdy nikt nie sklada sie po rowno. Ale ogolnie zgadza sie, ze wszyscy powinni sie dolozyc do naprawy. Prawda jest tez, ze biedni zawsze bula.
Saturday, August 13, 2011 | galka truskawkowa
• Trzezwa i spokojna ocena sytuacji. Spojrzenie bez politycznych uprzedzen na kondycje i nature politycznej rzeczywistosci. Bardzo mi sie podoba ten artykul.
Saturday, August 13, 2011 | zainteresowany
• Chodzi jednak o to, ze jezeli jest mozliwe, aby uzyskac oszczednosci nie podnoszac podatkow to chyba dobrze. Wysokie podatki paralizuja dzialalnosc gospodarcza. Z tym sie wszyscy zgadzaja.
Saturday, August 13, 2011 | poludniowiec
• Najlepiej po dwie gałki środków nasennych i sznur na szyję jak Lepera a potem namowa na samobójstwo i do pierdla.
Saturday, August 13, 2011 | Gałka muszkatołowa
• Sprawa jest skomplikowana i nie polega tylko na tym kto wiecej zaplaci za wychodzenie z kryzyzu. odnoszę wrażenie, że Pan Wiśniewski poszukuje swiata idealnego, cos w rodzaju Utopii Platona. Niestety swiat taki nie jest. Ponadto mitem jest, że bogaci nie ponoszą kosztow wychodzenia z kryzysu. Ponoszą i to spore. Mitem jest także, że podatki są w USA niskie. Przeciez chcąc obliczyć realną wysokosc podatkow trzeba dodac wszystkie razem. federalne, lokalne, od sprzedazy, od nieruchomosci itp. Wowczas okaze się, że w USA podatki wyższe są niz w wielu krajach europejskich. Ludzie krzyczą, że nie placą korporacje. Podatki placone od korporacji są w USA pod wzgledem wysokosci na drugim miescu na swiecie, po Japonii. Nic dziwnego, że Ameryka traci miejsca pracy. Teraz z imię solidarnosci, w imię sprawiedliwości spolecznej trzeba bogatym zaplacic jeszcze wiecej. Obawiam się, że niestetety skonczy się to jeszcze większą katastrofą i zastojem gospodarczym. Niestety realny swiat wygląda tak, ze bedzie trzeba ciąc wydatki, zaś pan Wisniewski przegra lody, choć tutaj zaluję, gdyż także uwielbiam lody truskawkowe.
Saturday, August 13, 2011 | Matematyk
• Do Matematyka. Moze Jarmakowski da ci polizac swoje. Nie przejmuj sie.
Saturday, August 13, 2011 | drugi lodziarz
• Ale co to znaczy, ze ekonomia staje sie sprawa drugorzedna? Dla kogo? Chyba tylko dla Wisniewskiego
Saturday, August 13, 2011 | czytajacy
• Rozwiazanie jest proste : wstrzynac dotacje dla Izraela. Czy ktos zna lepsze rozwiazanie problemu ???? Cala reszta to mydlenie oczu....
Saturday, August 13, 2011 | ArtPart
• USA- to nie realia w Polsce ! Polski kryzys w duzej mierze jest spowodowany lobbingiem kosciola w polityce. Placz nad glodnymi dzieciakami, studentami i emerytami nic tu nie da. Ciecia dla sfery spolecznej ?- moj boze co tu ciąć ?W takim systemie placowym jakim jestesmy trudno nie oczekiwac buntu spoleczeństwa, tym bardziej,że sami politycy - czytaj PIS- nakrecaja wrogo różne grupy spoleczne na siebie. Trudno nie pokusić sie za wprowadzeniem widelek płacowych - to pomysl z tej "obrzydliwej komuny" - ale jezeli jakis tam prezes - nie ujmujac mu wiedzy , pracy i osiągniec- zarabia miesiecznie 300 tys. zł. - to chyba czas zacząc sie modlić o zdrowy rozsądek, gdy emeryt ma np. 800 zł na m-c i musi przezyc .
Sunday, August 14, 2011 | Grazyna Kuźmicka
• Bardzo wyważone gryzmolliny porównywalne do wyważania kół a jeszcze bardziej do wyważenia łomem drzwi do skarbca, w ktorym oprócz szmalu na końcu w nagrodę do wypin gryzmoły czekają gąłki lodów czekoladowych do pomazania się na diabła.
Sunday, August 14, 2011 | Cycek
• Matematyk kiepsko liczy. USA mają niektóre podatki wysokie i być może jedne z najwyższych na świecie - z jednej stony. Z drugiej strony USA mają jedne z najwyższych zwrotów podatkowych na świecie z tytułu nadpłaconych podatków i ulg. Podatki netto w USA są w rzeczywistości są bardzo niskie. System podatkowy w USA jest jak dżungla. I korporacje wiedzą, jak tam sie poruszać. Osobiście jestem za podatkiem liniowym - jednakowym dla wszystkich. Ale teraz w USA jest sytuacja szczególna - i wszystkie środki do zrównoważenia budżetu powinny być zastosowane.
Sunday, August 14, 2011 | ela
• Wiśniewski powtórzył w gruncie rzeczy tezy propagandy Partii Demokratycznej, zarzcając polityucznym oponentom brak chęci kompromisu. To jednak nieprawda. Republikanie przeciez zawarli kompromos i to moim zdaniem zbyt daleko idacy. Po pierwsze w ogole zgodzili się na podniesienie progu deficytu. Po drugie zgodzili się na symboliczne oszczednosci w pierwszych dwoch latach, czyli w tych latach kiedy rzadzic bedzie Obama. Prtawdziwe oszczednosci przewidziano na ruga kadencję lub dla kolejnego prezydenta. Dlatego sadze, ze te usepstwa sa zbyt wielkie. John Boehner poszedl wiec na daleko idace ustepstwa, godzac się takze na zasade, aby polowa oszczednosci dotyczyla wydatkow obronnych. Po trzecie powolano Komisję, ktora ma opracowac dopiero program dalszych dzialan. To raczej prezydent Obama wykazywal się brakiem politycznego realizmu, albo ekonomiczną glupotą. Przeciez w styczniu przyslal wniosek o podniesienie limitu zadluzenia, ot tak sobie, nie przewidujac zadnych ciec, a jedynie dalsze radosne zadluzanie się.
Sunday, August 14, 2011 | Zatroskany
• Pan Wisniewski znowu miesza na Polonii. Byle mieszac,byle mieszac.
Sunday, August 14, 2011 | Marianna
• To sa wszystko rozwazania typu przelewanie z pustego w prozne. Aby wyjsc z kryzysu nalezy zmniejszyc administracje stanowa i federalna o 50%. Zawiesic dzialanie "Union Mafia" w instytucjach stanowych i federalnych. Absolutnie nie dotowac korporacji prywatnych bedacych w klopotach z powodu "Union Mafia". Innej drogi wyjscia z kryzysu nie ma. Podwyzszenie podatkow nic nie da. Beda zjedzone przez korupcje.
Sunday, August 14, 2011 | roman
• Zgadzam się z Romanem. Najlepszym dowodem na slusznosc jego rozumowania jest stan Illinois, gdzie podziesiono podatki o 75% i w niczym nie zmienilo to sytuacji finansowej stanu, gdyż Union Mafia przeje kazde pieniadze w swoich funduszach emerytalnych i we wszystkich innych sposobach, a tych są tysiące. Jednym słowem im niej Partii Demokratycznej tym lepiej dla ludzi!
Sunday, August 14, 2011 | Aleksy
• Chodzi o federalne podatki, a nie stanowe.
Sunday, August 14, 2011 | controller
• Kiedy jednak mówimy o systemie podatkowym trzeba patrzeć na całość systemu. Ci sami ludzie drenowali są przez podatki stanowe i feferalne. Podnosząc podatki stanowe, czy podatki od nieruchomości drenujemy tych samych ludzi, którzy w koncu mogą nie dać rady. Podatki w Illinois przytoczono jako przyklad tego, że podnoszenie świadczen często wcale nie rozwiązuje problemu. Podatki zas są wysokie, problem raczej w tym, że te zebrane pieniądze n wszystkich szczeblach wladzy wydawane są mało efektywnie.
Monday, August 15, 2011 | Aleksy
• To o czym pisze Aleksy dotyczy wszystkich niemal krajow. Tam, gdzie eest sporo publicznych pieniedzy, tam zawsze sie ich troche marnuje i kradnie. To nic nowego. To nie ma nic wspolnego z wysokoscia podatkow.
Monday, August 15, 2011 | controller
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493

