Koszty tarczy po połowie?
Andrzej Jarmakowski|Tuesday, March 29, 2011
Ogromny deficit budżetowy Ameryki powoduje, że ustawodawcy w Waszyngtonie ze zdwojoną energią poszukują oszczędności. Większość republikańska w Kongresie twierdzi co prawda, że wydatki na obronę i bezpieczeństwo są ostatnią dziedziną, gdzie należy poszukiwać oszczędności to jednak i tam zagląda finansowy skalpel ustawodawców. Wraz z zapowiedzianą na koniec maja wizytą prezydenta Baracka Obamy w Europie, w tym i w Polsce ustawodawcy przyglądają się wydatkom z tym związanym.
W Waszyngtonie od wielu lat narasta frustracja wobec Europejczyków, którzy zdaniem Amerykanów w niedostatecznym stopniu finansują wydatki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa, zwalając je na barki amerykańskiego podatnika, który ponosi zdecydowaną większość kosztów związanych z pobytem wojsk amerykańskich na Starym Kontynencie. W Waszyngtonie mówi się, że w ten sposób amerykański podatnik finansuje rozbudowane europejskie programy socjalne. Wielu ustawodawców z obu partii politycznych nie ukrywa, że system ten powinien ulec zmianie. Na pewno zaś Amerykanie nie mogą być jedynym bankierem zapewniającym finansowanie nowych przedsięwzięć obronnych. Dotyczy to w szczególności ciągle dość mglistego projektu tarczy antyrakietowej, opartej na ruchomych wyrzutniach zdolnych zwalczać ewentualne rakiety irańskie, jakie mogłyby zagrozić południu Europy.
Dla wielu ustawodawców argumenty finansowe są znacznie ważniejsze niż ciągły sprzeciw Rosji wobec tej inicjatywy. Mówi się, że jeżeli tarcza antyrakietowa miałaby powstać, to w kosztach muszą partycypować kraje, na terenie których realizowany będzie ten projekt. W konsekwencji oznacza to, że część kosztów spadłaby także i na Polskę.
Rozumowanie w tej materii jest proste i trudno mu odmówić logiki. Budowa tarczy antyrakietowej i związana z tym obecność żołnierzy amerykańskich w Polsce zwiększy bezpieczeństwo kraju nad Wisłą. Właśnie obecność żołnierzy USA w Polsce to główny argument Polaków za budową tarczy. Polska od dawna popiera rozmaite inicjatywy związane z ewentualną obecnością wojsk USA na ich terytorium. „Jest w tym sporo hipokryzji” – mówi jeden z ustawodawców, zresztą należący do zwolenników budowy tarczy. Bardzo złe wrażenie zrobiły na nim publikacje polskich mediów, które wyrażały zadowolenie z faktu, że obecnośc wojsk USA zwiększy bezpieczeństwo kraju, a jednocześnie Polska na tym zarobi. Podobnie jak wielu innych uważa on, że Polska powinna ponosić część kosztów związanych z realizacją projektu. „W innym wypadku trudno będzie mi podnieść rękę do góry, aby zaakceptować wydatki z tym związane” – przekonuje. Jego zdaniem Polska odniosła ogromne sukcesy w transformacji ekonomicznej oraz budowie stabilnej demokracji i obecnie jest krajem, który może ponosić koszta związane ze swoim bezpieczeństwem.
Jego zdaniem w dłuższej perspektywie czasowej należy doprowadzić do pewnego podziału kosztów związanych z bezpieczeństwem Europy, nie tylko w przypadku nowych inicjatyw obronnych, to jednak będzie znacznie trudniejsze.
Ciekawe więc, czy wobec takich nastrojów sprawa zdjęcia z Ameryki części kosztów stanie na agendzie podczas zbliżającej się podróży prezydenta Baracka Obamy do Europy. Na pewno jednak należy się liczyć z tym, że w przypadku tarczy antyrakietowej Amerykanie nie będą chcieli ponosić wszystkich kosztów, oczywiście pod warunkiem, że projekt ten przejdzie z fazy dyskusji i planowania do realizacji. Do tego zaś jeszcze długa droga. Nie można przecież zapominać o problemach politycznych i niechęci Rosji. Administracji bardzo zależy na utrzymaniu dobrych relacji z Moskwą, zwłaszcza świetle zbliżającej się kampanii wyborczej.
Opinii o konieczności ponoszeniu kosztów także przez Polskę związanych na przykład z pobytem wojsk amerykańskich na jej terytorium świadczy także o zmianie wizerunku Polski w Waszyngtonie. Polska nie jest już postrzegana jako biedny kraj, nowy członek Unii Europejskiej, ale jako nowoczesne państwo z dobrze rozwiniętą gospodarką, stosunkowo zamożne i stąd chęć wciągnięcia nowych demokracji w Europie w finansowanie inicjatyw zabezpieczających ich bezpieczeństwo. Wielu amerykańskich polityków ze średniego szczebla władzy bywa w Polsce czy to służbowo, czy prywatnie. Niektórzy posiadają tam swoje interesy. Dobrze znają polską rzeczywistość, wiedzą jak wyglądają główne polskie miasta. Dlatego nie a co liczyć, że dadzą się przekonać, iż Polska to biedny kraj wymagający pomocy. Wręcz przeciwnie, pragną, aby Polska w większym stopniu uczestniczyła w inicjatywach obronnych.
Ta zmiana wizerunku jest oczywiście korzystna, jednak powoduje również, że na darmochę nie ma co liczyć.
Andrzej Jarmakowski
Dodaj komentarz
• Jako amerykański podatnik bardzo cieszę się, że w końcu Amerykanie zaczynają myśleć, aby skończyć z tą przesadną dobroczynnością wobec Europy. W Polsce górnicy mają wysokie państwowe emerytury już w wieku 40 lat. W USA muszą pracować znacznie dłużej. od wielu lat mam odczucie, że Europa pod względem finansowym w kwestiach dotyczących obronności wykorzystuje Amerykę i należy z tym skończyć. Jeżeli Polacy chcą mieć amerykańskie wojska niech przynajmiej w części za to zapłacą. To bardziej ich interes niż nasz.
Tuesday, March 29, 2011 | Mateusz
• Nareszcie Amerykanie uświadomili sobie, że nie mogą być szeryfem całego świata. Europa obroni się sama. Nikt nie będzie płacił Amerykanom za ich obecność w Europie. Jeżeli chcą mieć tam bazy wojskowe, to muszą za nie płacić.
Tuesday, March 29, 2011 | ala
• Nie przesadzalbym z ta frustracja wobec Europejczykow. Najlepiej byc sfrustrowanym wobec Polski, bo niczym to nie grozi. Frustracja wobec Europy wyglada tak, ze Amerykanie pomagaja interesom Francji i Wloch i wala pieniedzmi w Libie, aby pomoc ruchom wolnosciowym arabow w Libii (w/g Obamy), z ktorych co piaty jezt zwiazany z Al Kaida. Jesli mamy dzielic koszty, to Liga Arabska, ktora ma wiecej pieniedzy niz sie to komus wydaje, a ktora prosila o pomoc w sprawie Libii, oraz Chiny, ktore sa odbiorcami ropy libijskiej wraz z Wlochami i Francja powinny pokryc koszty tej wojny o rope Libijksa, a nie my, podatnicy USA. Polacy zas powinny wziasc przyklad z USA i podliczyc koszty utrzymania tej tarczy tak, aby wyszlo to na 50% wlasnie tych calych kosztow - frustracji wtedy nie bedzie, bo Polacy pokryja polowe. Nalezy tez liczyc w/g amerykanskich norm, jak np. deska sedesowa w przyslowiowym sraczu - $5,000.00. Okaze sie szybko, ze pokrywamy wieksza czesc calego przedsiewziecia.
Wednesday, March 30, 2011 | AS