Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Jakość trawy miernikiem rozwoju

Andrzej Jarmakowski|Friday, April 17, 2009

Wybory
Kiedyś jako bardzo młody człowiek, jeszcze w czasach głębokiego socjalizmu w podziemnym piśmie „Bratniak” napisałem, że w kapitaliźmie to nawet trawa lepiej rośnie. Od dokonania tego wyznania minęło kilkadziesiąt lat i z dumą muszę stwierdzić, że przekonania nie zmieniłem. Powiem nawet więcej. Choć zdaję sobie sprawę z uproszczenia, to dzisiaj sądzę, że jakość trwaników świadczy o cywilizacyjnym zaawansowaniu. Trawa przypomniała mi się z kilku bardzo szczególnych okazji.

Po pierwsze wreszcie zaczyna się wiosna, wiec zrobi się zielono. Po drugie dowiedziałem się, że w starej Ojczyźnie, czyli w Polsce ma zostać zniesiony jeszcze komunistyczny zakaz deptania trawników. Fakt, że wreszcie niemal w 20. rocznicę odzyskania niepodległości ktoś sobie przypomniał o trawnikach i starosystemowych idiotyzmach dobrze świadczy o polskiej polityce. Jakość polskich trawników poza ogrodami botanicznymi jest bowiem fatalna i teraz skoro będzie można je deptać może być tylko lepiej. Wiem co piszę, bowiem w chicagowskim Lincoln Park mamy ponoć największy trawnik na świecie. Właśnie wczoraj go odwiedziłem. W kilka osób, wychodząc ulicą Melrose, po minięciu synagogi i przystanków autobusowych wchodzi się do tego wielkiego parku pełnego rozlicznych atrakcji jak ogród botaniczny, ZOO, czy niewielkie jeziorka z kaczkami. Nawet teraz, krótko po zimie trawa jest już odpowiednio krótko przycięta. Wielki trawnik zdążył się już zazielenić, mimo, że ludzie sobie po nim chodzą i depczą. Jakoś to trawie nie przeszkadza. Gdyby Chicago chciało pomóc polskim miastom, to powinno zorganizować kurs hodowania trawników. Jak to jest, że tutaj ten największy trawnik świata może wyglądać tak fajnie, a na polskich osiedlach pielą się chwasty albo trawa została zadeptana i pozostało klepisko. Zakaz deptania trawników był oczywiście kompletnym nonsensem, ale jest ich znacznie więcej. Dla faceta przyjeżdżającego do Polski w odwiedziny nonsensy rzucają się w oczy zaraz po wylądowaniu. Często są one tak dokuczliwe, że uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, powodują podenerwowanie prowadzące w prostej linii do przeklinania, a nawet zapijania robaka w pierwszym lepszym napotkanym barze. Przed domem, gdzie w Gdańsku mieszkała moja matka pewnego roku trawa wyrosła tak wielka, ze zatrzymywały się autokary wożące niemieckich turystów. Niemcy wychodzili, fotografowali i nie mogli się nadziwić temu, że tak wielkie gąszcza rosną nad Bałtykiem. Przyczyną mojej frustracji stała się ustawa o ochronie danych osobowych. Z takich czy innych powodów, człowiek zawsze pragnie odwiedzić kilku starych znajomych. Kolega X w rozmowie telefonicznej zaprasza do siebie. Dla grzeczności pyta: - Pamiętasz gdzie mieszkam? - I rzeczywiście pamiętałem, tyle tylko, że podjeżdżając pod dom uświadomiłem sobie, że niestety uleciał z głowy numer mieszkania. Trudno się dziwić, w końcu to już tyle lat. Drugie, czy trzecie piętro? Nie jestem pewien. No i zaczyna się problem, bowiem nawet jak po wielu tarapatach wszedłem na pilnie strzeżoną klatkę schodową, to nie ma spisu lokatorów. Dziarska pani wyjaśniła mi, że zabrania tego ustawa o ochronie danych osobowych. O rany! – pomyślałem. Jednak pytam ją, czy w takim wypadku może mi powiedzieć gdzie X mieszka, na drugim czy trzecim piętrze? Ona na to: - Nie jestem pewna czy mogę Panu powiedzieć. Prosi mnie o dowód osobisty. Odpowiadam, że nie mam dowodu, tylko paszport. Jednocześnie lekko zdenerowany, ale i zaciekawiony zapytuję, czy ta tajemniczość ma oznaczać, że mój stary przyjciel został gangsterem? W pierwszym odruchu kobieta chciała dzwonić na policję, ale jakoś kryzys został rozwiązany. Okazało się, że X mieszka pod „17”. Zaskoczenie polegało na tym, że przyleciałem z kraju, gdzie listonosz nie wrzuci poczty do skrzynki, jeżeli nie będzie na nim nazwiska. Trawniki na osiedlu, gdzie miało miejsce opisane wydarzenie były całkowicie zdewastowane. Może jak trawa na tym osiedlu wyrośnie przyzwoicie, będzie odpowiednio przycinana do znajomego trafić będzie łatwiej. W Lincoln Park może dzięki dobrej trawie bez trudu można dowiedzieć się gdzie kto mieszka. Andrzej Jarmakowski

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Witam Andrzeju z zielonego grodu gdzie zadbane winnice(oczywiście odstępne dla wszystkich i nie podeptane) okalają piękną palmiarnię,trawniki są przystrzyżone i cudnie tej wiosny zielone.Na ulicznych wysepkach,klombach i rondach kwitną jeszcze hiacynty , zaczynają braki,tulipany,żonkile a lada dzień rododendrony i konwalie.Tak mój Andrzeju wyglądają ulice mojego miasta.Zapraszam do Zielonej Gory i nie bardzo wierzę,że w Gdańsku jest tak tragicznie w tej materii.Powielasz opinię,którą nam przyklejono i od której nie możemy się uwolnić, o nas, o naszej bylejakości(to samo z alkoholizmem)Zmieniliśmy się i to bardzo i na lepsze.Radzę to docenić a nie wytykać jakieś dawne spostrzeżenia.Myślę,że w Twoim Chicago znalazłabym obkakane trawniki,zaśmicone i zaniedbane.Trochę jeżdzę po Europie i mam porównanie.Przykro mi,że stresujesz się z tego powodu przyjeżdżając do Polski.Jeszcze raz dla odstresowania zapraszam na piękną Ziemię Lubuską.Zapewniam,że takich widoków natury w Chicago nie znajdziesz.Pozdrawiam i miłej niedzieli na łonie natury :>)
Saturday, April 18, 2009 | alutek

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

katalog stron internetowych
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---