Irracjonalne zachowania rynku, giełda znowu pikuje
Andrzej Jarmakowski|Wednesday, August 10, 2011
Po wczorajszych znacznych wzrostach na amerykańskiej giełdzie, środa była dniem spadków. Po drastycznej wyprzedaży aktywów w Europie, gdzie giełdy znacznie spadły panikarskie nastroje udzieliły się także amerykańskim inwestorom. Trudno to wszystko zrozumieć. W poniedziałek najważniejszy wskaźnik na giełdzie Dow Jones stracił ponad 600 punktów. We wtorek odrobił ponad 400 punktów, aby w środę dołować przez cały dzień. Ostatecznie Dow Jones stracił w środę 521 punktów, NASDAQ 101 punktów przy bardzo wysokich obrotach.
W Europie traciły banki, główne we Francji, Hiszpanii i Włoszech. Straciły w ciągu jednego dnia ponad 20% swojej wartości. Niektórzy twierdzą, że to dziwne, bowiem przecież nie wybuchły żadne bomby atomowe, ani od Ameryki nie oderwał się Teksas.
Dowodzi to jedynie jak wielki niepokój panuje na rynkach i jakie rekacje mogą wywołać plotki, tym razem o obniżeniu przez S&P ratingu Francji. Inna sprawa to fakt, że inwestorzy coraz mniej wierzą, że Europa poradzi sobie z kryzysem finansów publicznych w krajach południa Starego Kontynentu. Po zastanawieniu niepokój budził także wtorkowy komunikat FED, który zapowiedział utrzymanie niskich stóp procentowych do końca 2012 roku oraz stwierdził, że odbudowa ekonomiczna następuje znacznie wolniej niż przypuszczano. Z tym, że wczoraj po południu komunikat ten wywołał falę wzrostu. Brak więc w tym jakiejkolwiek logiki.
Przy spadku giełdy rosły ceny złota jako bezpiecznej inwestycji. Cena przekroczyła 1800 dolarów za uncję. Rekordy bił też frank szwajcarski. Zaniepokojenie giełdy wzbudziły także nominacje do Superkomisji, która ma opracować program budżetowych oszczędności. Mało kto wierzy, że komisja w tym składzie opracuje coś sensownego. Dlatego na giełdzie nerwowo, wahania są ogromne, a jeżeli ktoś posiada sporo złota, to może liczyć zyski.
Eksperci podkreślają jednak, że rynek zachowuje się irracjonalnie, gdyż tak wielkich wahań nie uzasadnia sytuacja ekonomiczna. Widać ludziom puszczają nerwy i nikt nie wierzy, że może być lepiej.
Na pewno na panikarskie nastroje na giełdzie wpłynęły republikańskie nominacje do Superkomisji Kongresu. John Boehner mianował do tego ciała reprezentantów Jeb Hensarlinga z Teksasu, Dave Campa i Freda Uptona z Michigan. Z Senatu z kolei do Komisji weszli Pat Toomey, Rob Portman z Ohio oraz John Kyl z Arizony. Portman był dyrektorem budżetowym w administracji George W. Busha. Cała republikańska szóstka uchodzi za konserwatystów, która zapewne nie zgodzi się na podniesienie dochodów i szukać będzie przede wszystkim oszczędności. Swoich kandydatów nie mianowała jeszcze Nancy Pelosi. Panuje jednak przekonanie, że we wspomnianym gronie dogadać będzie się bardzo ciężko. Senator Toomey popierany przez Partię Herbacianą na pewno będzie trudnym przeciwnikiem dla liberałów z Partii Demokratycznej.
Przypomnijmy, że agencje ratingowe domagają się znacznie większych oszczędności w wydatkach w wysokości przynajmniej 4 bilionów dolarów w ciagu najbliższych 10 lat. W Kongresie nikt nie mówi o tak wielkich oszczędnościach, aczkolwiek dodatkowe cięcia na pewno nastąpią w projekcie budżetu na kolejny rok obrachunkowy, który zaczyna się 1 października. To jednak wszystko niewiadoma, a wiadomo rynek niewiadomych nie lubi.
Andrzej Jarmakowski
Dodaj komentarz
• Pikuje, bo idzie kryzys, a głupie wladze w Chicago chcą podnosić podatki od nieruchomości. Będzie gorzej, dlatego od roku oszczędności lokuję w złocie i dobrze na tym wychodze. Te akcje to papiery bezwartościowe. Trochę dzieje się tak dlatego, że swiatem rzadzą glupi politycy. Nic dobrego z tego nie wyjdzie.
Wednesday, August 10, 2011 | Arcisz
• Bedzie zle, poniewaz republikanscy konserwatysci podpisali "cyrograf", ze pod zadnym pozorem nie zaglosuja za podniesieniem podatkow. Jest to przyklad nieodpowiedzialnosci i braku wyobrazni. Tak sie zachowuja dzieci w czarno-bialym swiecie, gdzie wszystko jest albo dobre, albo zle i nie ma nic pomiedzy. I teraz tacy ludzie maja prowadzic negocjacje...przeciez to kpina- jakie negocjacje? W ich wykonaniu negocjacje beda wygladac tak, ze albo bedzie po ich mysli, albo nic nie bedzie.
Sam fakt podpisania czegos takiego przez parlamentarzyste powinien go jako takiego dyskwalifikowac. Szkoda ze ludzie tego nie widza...
Wednesday, August 10, 2011 | zainteresowany
• Proponuje nie tracić nerwów jak ci na giełdzie! Zobaczymy, może sytuacja zmusi ich do rozsadku. A ponadto nie chodzi o podniesienie podatków, tylko co najwyżej o likwidację ulg z czasów Busha. Likwidacja ulg a podniesienie podatków to dwie rozne rzeczy. Ja tez jestem przeciwny podnoszeniu podatkow. W czasach kryzysu to wykonczy ekonomię do reszty. Wystarczy, że w już w Chicago podniosą podatki od nieruchomosci.
Wednesday, August 10, 2011 | Obserwator
• Panie Jarmakowski, irracjonalnie byłoby wtedy gdyby Pan nic nie jadał a był codziennie grubszy albo dużo jadł a codziennie chudł. Od prawie trzech lat ziemia i nieruchomości straciły na wadze około trzydziest procent. Obywatele i inwestorzy potracili swoje posiadłości a Pan by chciał a Ci cinkciarze giełdowi, kombinatorzy, cwaniacy, spekulanci zarabiali i podwajali swoje miliony lub miliardy. Z tego co widać chyba nie jest Pan z nimi w tej samej spółce. Coś z Pana logiką jest nie w porządku. Może potrzebuje Pan młotka albo innych bardziej pomocnych narzędzi do wybijania sobie z głowy irracjonalnych myśli.
Wednesday, August 10, 2011 | Cycek
• Cycek, o co ci chodzi? O to, że wszyscy mają mieć po równo, o to, że bogaci mają zbiednieć? Pojedź raczej na Kubę do Fidela Castro!
Wednesday, August 10, 2011 | Sprawiedliwy