Internet do kożucha
Maciej Białecki|Wednesday, June 17, 2009
Podczas długiego weekendu chciałem wybrać się z Bemowa na Pragę. Wiedziałem, że w tym okresie planowany jest remont wiaduktu na ul. Powstańców Śląskich, dlatego w samym dniu podróży, 11 czerwca, zasiadłem przy komputerze, by sprawdzić rozkład jazdy na stronie internetowej Zarządu Transportu Miejskiego (www.ztm.waw.pl)
Znalazłem w menu "Rozkłady jazdy wg linii", następnie wybrałem pozycję "Rozkłady jazdy linii tramwajowych i autobusowych w dniu 11.06.2009". Pełnia szczęścia! Wszedłem na listę wyboru linii, wybrałem numer 523, którym chciałem jechać, kierunek z Bemowa na Olszynkę, i mój przystanek "Konarskiego". Trochę się zdziwiłem, że na dzień 11 czerwca (Boże Ciało) przewidziano rozkład jazdy w dwóch wersjach, dnia roboczego i święta, ale w końcu urzędnicy mają prawo wymagać myślenia od petentów. Pomyślałem więc i odczytałem godzinę odjazdu w wersji świątecznej, dopiłem kawę i poszedłem na przystanek. Myślą Państwo, że chcę ponarzekać, gdyż godzina odjazdu w rzeczywistości była inna, niż w internecie? Nie! W tym dniu autobus linii 523 miał zmienioną trasę i w ogóle nie zatrzymywał się na moim przystanku! Zarząd Transportu Miejskiego traktuje internetowy rozkład jazdy jak kwiatek do kożucha pamiętającego czasy serialu "Droga". Na stronie internetowej ZTM okresowe zmiany nie są nanoszone na rozkłady jazdy, a tylko umieszczane w odrębnej rubryce (zakładce) zatytułowanej "Aktualne komunikaty o zmianach tras". Korzystanie z rozkładu jazdy dowolnej linii należy poprzedzić uważną lekturą tej rubryki, zawierającej informacje o objętości około 200 stron maszynopisu. Ktoś, kto nie wie, czego szukać, nie ma szans. Zwróciłem się onegdaj ze skargą do ZTM w tej sprawie. Odpowiedzieli mi, że "taki tryb informowania o zmianach w układzie komunikacyjnym wynika z bardzo dużej ich liczby." Naprawdę tak napisali. Nawet Stanisław Bareja by tego nie wymyślił. Urzędnicy ZTM zbliżają się mentalnością do kolejarzy - jak wiadomo, wiszące w gablotach na Dworcu Centralnym PKP afisze z rozkładami jazdy są czasowo nieaktualne, kolejarze nie wyobrażają sobie bowiem, że na czas zmian można wydrukować nowe afisze. Aktualne informacje znajdują się tylko na karteluszkach umieszczanych w całkiem innych gablotach, oprócz tego na wyświetlaczach w holu głównym, korytarzach i na peronach. Kiedyś byłem tam świadkiem dantejskich scen, gdy zepsuły się wyświetlacze i jedynym źródłem informacji dla tłumu pasażerów były zapowiedzi przez megafon... Na oficjalnej stronie urzędu miasta (www.um.warszawa.pl) nie ma nawet linku do strony Zarządu Transportu Miejskiego. Nie dziwię się.
Dodaj komentarz
•
Z tego Białeckiego to Warsiawiak pełną gębą. Myślą Państwo, że nie ?
Nie-Warsiawiak napisze - Myślicie Państwo, że ....
A tak przy okazji - jak tam Piskorskiemu lasek rośnie? Kupiony zresztą za pieniądze niewykazane w żadnych zeznaniach podatkowych, a otrzymane pod stolikiem od przyjaciół budowlańców.
Wednesday, June 17, 2009 | west
• West opanuj sie, Bialecki pisze o tramwajach, a pan o Piskorskim. Co ma piernik do wiatraka, co ma tramwaj do polityki, chyba, ze tramwaj odjechal i west sie nie zalapal.
Wednesday, June 17, 2009 | wojtek
•
Wojtek też się nie załapał.
O Piskorskiego pytam przy okazji. Bo Białecki jest szefem stowarzyszenia "Obywatele dla Piskorskiego".
Natomiast nie pytam się wcale o tramwaje w Warszawie.
A pytam się o znajomość języka polskiego przez tego Warsiawiaka Białeckiego.
Jeżeli PAÑSTWO MYŚLICIE , że byle bzdeciarz może nazywać siebie dzisiaj dziennikarzem, to się Państwo nie mylicie. Białecki używa w tym artykule starowasiawskiego zwrotu spod Kielc - Myślą Państwo.
Wednesday, June 17, 2009 | west