
Home
NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia
Galeria
Ogłoszenia
Greenpoint z perspektywy Jackowa
Andrzej M. Trzos|Friday, October 3, 2008
Odwrotnie, znajomość tych dwóch diametralnie różnych dzielnic dała mi możliwość napisania książki pod nieco przewrotnym tytułem. „Życie z widokiem na Manhattan”. A dlatego przewrotnym, że - po pierwsze: życie bohatera tej książki toczy się na Greenpoicie – leżącym, o ironi, po wschodniej stronie Wschodniej Rzeki - z którego rozpościera się wspaniały widok na wyniosłe budowle Manhattanu - a po drugie: działania niemal połowy naszych rodaków zaludniających Greenpoint, zdominowane były myślami: jakie ja mam widoki przeniesienia się w ten wielki i bogaty manhattański świat.?.. Pierwsza moja wizyta na Greenpoicie - po zaledwie dwóch dniach przylotu do Ameryki i pobytu na Manhattanie – zrobiła na mnie wrażenie, które pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Zawiózł mnie tam swoim samochodem mój przyjaciel dziennikarz. Ale nie najkrótszą drogą przez „Wiliamsburg Bridge” lecz mostem prowadzącym na Queens, a potem po wschodniej stronie East River w kierunku Greenpointu. Z tej drogi, za połyskliwym srebrem rzeki Manhattan jawił się jak na dłoni: dumny, rozległy, niebosiężny, a jednocześnie jakiś niedosiężny, nierealny w swoim ogromie. Pomyślałem wtedy, że gdyby to było malowidło, to mógłby je stworzyć tylko socjalistyczny landszafcista z epoki stalinizmu. Na chwilę mój wzrok oderwała od Manhattanu stalowa konstrukcja mostu, na który wjeżdżaliśmy, a który zbudowano nad jednym z żeglownych kanałów. Z zaskoczeniem odczytałem na nim napis: „Kosciuszko Bridge”. Patriotyczna duma zafalowała mi polską piersią: jestem w Ameryce i oto przejeżdżam przez most imienia mojego rodaka!.. Po chwili nasz samochód zjechał z wysokiej konstrukcji i znalazł się na ziemskim gruncie, między niską zabudową. Głowa poleciała mi w lewo, w prawo i... opadły ramiona. Co to jest?.. W myślach wciąż jeszcze wspaniały Manhattan, a tu w oczach skrzyżowanie Suwałk z Biłgorajem. Wąskie ulice i zaledwie jedno lub dwupiętrowe domki. Do tego przeważnie drewniane. Czekałem nawet na to, że samochód zacznie skakać na kocich łbach. Ale podskakiwał tylko na dziurach w jezdni... A więc tak wygląda słynna polska dzielnica. A że polska – świadczyły o tym napisy nad sklepami w naszym ojczystym języku. Jedno co mnie podbudowało w tym swojskim widoku, to duży ruch ludzko-samochodowy i ogromna ilość dobrze zaopatrzonych sklepów.... Już od tej pierwszej wizyty na Greenpoincie - z literackiego nawyku - postanowiłem notować to co tu widzę i czego dowiaduję się o mieszkających tu rodakach i ich problemach. I tu pozwolę sobie przytoczyć elaborat, jakim - na jednym z licznych greenpoinckich przyjęć - życzliwie uraczył mnie, emigranckiego nowicjusza, wieloletni mieszkaniec tej dzielnicy. „Dwie trzecie polskich par na Greenpoincie żyje na... wizę turystyczną. Ludziska dobierają się w sposób odruchowy, czego skutkiem są częste zmiany partnerów. I zwykle kotłują się w mieszkaniach kolektywnie: czwórkami, szóstkami... Zawsze to raźniej i taniej. Bo dla większości przyjeżdżających tu turystów do wymyślonych kuzynów, najważniejsze są trzy rzeczy: robota, oszczędności i kawałek drugiego ciała, czyli mając kogoś do łóżka i do kuchni, jak najszybciej zdobyć jak najwięcej dolarów. A dopiero potem wbrew socjalizmowi tworzyć sobie kapitalistyczne warunki życia w oparciu o ukochaną rodzinę i zarobioną mamonę. Stąd mieszka się tu byle jak, je się byle co, a na kulturalne rozrywki wydaje się minimum. W ramach oszczędności kupuje się jedną gazetę przechodnią na cały dom i to przede wszystkim po to, żeby przeczytać tylko ogłoszenia o pracy. Za to każdego wieczoru zasiada się do kolacji suto zakrapianej gorzałą... No i obowiązkowo w niedziele wszyscy gnają do kościoła. A to z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby po katolicku walnąć się w piersi za popełnione tu grzechy i chórem zaśpiewać religijną pieśń, a szczególnie głośno słowa „Wybacza nam Panie!”. Po drugie dlatego, żeby po mszy spotkać przed kościołem innych pobratymców, od których można dowiedzieć się wszystkich „niusów”: kto z kim? komu co za co? i gdzie, za ile można załapać jakąś robotę?..” Pod koniec owego przyjęcia przybyła interesująca para: pani historyczka sztuki i pan inżynie- chemik, razem pracujący jako para kelnerów w polsko-amerykańskiej restauracji , której właścicielem był Grek. Potem dowiedziałem się, od tego samego życzliwego mi gościa, że: „są oni okolicznościowym małżeństwem i też niedawno przytaskali się z kraju, zostawiając tam w radosnej nieświadomości swoje drugie połowy, z piątką dzieci w sumie. Ale solidarnie ślą do obu swoich krajowych domów paki tanich towarów, radząc się nawzajem w łóżku, co kupić dzieciom pozostawionym za wodą i współmałżonkom wpuszczonym do wody..” I na dodatek poinformowano mnie dyskretnie, że para inteligenckich kelnerów nie wpadła tu po pracy na drinka, ale żeby odebrać od jednego z gości lewe karty „social security” niezbędne tu do uzyskania pracy. Jak na jeden wieczór - pozałem wtedy znaczny kawałek prawdy o Greenpoincie i bytujących tu rodakach. I nie będę zaprzeczał, że wiele lat później usłyszałem niemal to samo o chicagowskim Jackowie. Tyle, że bez widków na panoramę Manhattanu, a jedynie - wzdłuż Milwaukee Avenue – na wąziuki skrawek Down Town. Ciąg dalszy nastąpi... Andrzej M. Trzos
Dodaj komentarz
• Dobry tekst, ale moze cos wiecej o jackowie.
Friday, October 3, 2008 | andrzej
• To nie tylko dobry tekst, ale rzeczywistosc. I jak tu sie nie wstydzic rodakow?
Friday, October 3, 2008 | lucy
• Panie Trzos! Znakomity tekst! Mozna by tylko jeszcze dodac w ktorym roku to bylo pisane- ten urywek zaraz po przyjezdzie, rok w ktorym akcja sie rozgrywala, bylby duzym uzupelnieniem. Niech zgadne: 1981???
Friday, October 3, 2008 | John
• znakomity tekst, czekam na kolejne odcinki. Bardzo prawdziwie oddana rzeczywistosc.
Saturday, October 4, 2008 | wojtek
• W PRLu - w dobie rozwoju przemysłu ciężkiego - zakłady pracy (huty, kopalnie, firmy budowlane) borykały się z brakiem rąk do pracy. Aby ściągnąć ludzi z wiosek do miast - budowano dla robotników Hotele Pracownicze. Robotnicy ze wsi zaczęli zarabiać więcej. Część pieniędzy wysyłali do domów, resztę przeznaczali na życie i konsumpcję w nowym miejscu. Z dala od własnych żon i mężów znajdywali sobie nowych tymczasowych towarzyszy życia. W pokojach bez łazienek mieszkało po kilka osób. Cykl życia był jeden. W tygodniu praca, w soboty ciężka popijawa. Brzmi znajomo? To smo się działo i jeszcze dzieje na Greenpoincie lub na Jackowie. Jackowo i Greenpoint, to takie wielkie hotele robotnicze dla ludzi, którzy przyjechali do USA, aby się dorobić. W umysłach tych ludzi wszystko tutaj jest tymczasowe, jak ich pobyt w USA. Mój pierwszy kontakt z Greenpointem był na lotnisku w Newark. W kolejce do urzędnika imigracyjnego stała przede mną kobieta. Urzędnik się zapytał ją o coś, ale ona nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie. Na szczęście była tam tłumaczka z LOTu, która jej pomogła. Okazało się, że ta kobieta mieszkała w USA 5 lat i nie zna paru słów po angielsku. Na Greenpoincie są osoby, które nigdy nie były na Manhattanie. Najbardziej rozśmieszył mnie chłopak-sprzedawca w sklepie z telefonami, który był w USA 2 lata, ale już prawie nie mówił po polsku.
Saturday, October 4, 2008 | west
• To West mieszka w N.Y.? NIe w Chicago? To by w duzym stopniu usprawiedliwialo jego fascynacje Obama. Ja przez kilka lat raz w tygodniu przejezdzalem obok Sroger Hospital, tego starego, i obok slamsow, ktore ustapily miejsca pod budowe nowego szpitala. Niejaki Resko, wykupil te slamsy, za grosze ,nastepnie, dal gruba lapowke zarzadowi szpitala by zamkneli szpital, ten stary, a wybudowali nowy na ziemi nalezacej do Resko. Tak tez sie stalo, a Resko zarobil na tym miliony, bo grunt pod szpital sprzedal po dobrej cenie. Oczywiscie szpital jest NIE prywatny tylko powiatowy. Za to teraz Resko siedzi w areszcie, majac jeszcze 25 innych spraw. A teraz ciekawostka: Zona Obamy, z pensja 300tys, jest , byla w zarzadzie tego szpitala. Resko teraz zaczyna juz sypac, prawdopodobnie sie nie zdazy, ale jakby posypal szybko, to jeszcze przed wyborami zdazyliby wsadzic do wiezienia Obame.
Sunday, October 5, 2008 | John
• John. Jeżeli masz dowody na popełnienie przestępstwa poinformuj FBI lub Policję, a nie mnie. Skoro tak dbasz o czystość w polityce, to może napiszesz coś o największym skandalu korupcyjnym stulecia wywołanym przez pewnego republikańskiego senatora z Alaski. Gwoli ścisłości - ja nie jestem Demokratą. Uważam tylko, że McCain nie jest najlepszym kandydatem na prezydenta. Ale ty wyznajesz zasadę - kto nie z nami, ten jest przeciwko nam i dla Ciebie jestem Demokratą. Taką samą zasadę wyznaje Kaczyński i PiS. A tak naprawdę wyjaśnij mi, co złego jest bycie Demokratą w USA i co takiego wspaniałego jest być Republikaninem ?
Monday, October 6, 2008 | west
• Niestety West! Nie moge z Toba dalej polemizowac, poniewaz przekrecasz i przeinaczasz, i inputujesz mi rzeczy ktorych nigdy nie napisalem.
Monday, October 6, 2008 | John
• gdzie w usa mozna kupic ksiazke "zycie z widokiem na manhattan"?
Saturday, January 16, 2010 | vesp
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493
---

