Gingrich pozostaje sennym koszmarem Mitta Romney'a
Andrzej Jarmakowski|Sunday, February 5, 2012
Newt Gingrich, zdobywając w Nevadzie 25% głosów i nie wydając ani jednego dolara na telewizyjne reklamy pozostaje sennym koszmarem Mitta Romney'a. Romney, który zainwestował w Nevadzie kilka milionów dolarów zdobył raptem 2200 więcej głosów niż jego najgroźniejszy konkurent. Gingrich zrezygnował z emitowania telewizyjnych reklam, gdyż zdawał sobie sprawę, iż w Nevadzie, gdzie sporą siłą wyborczą są mormonii, nie ma on wielkich szans. 91% mormonów głosowało na Mitta Romney. Jednak w najludniejszych powiatach stanu, obejmujących Las Vegas i Reno, Gingrich wypadł całkiem dobrze. To dzięki temu, że głosy wyborców w tych powiatach rozłożyły się pomiędzy Gingricha i Ron Paula, Romney wygrał w Nevadzie.
Gingrich zapowiedział ponadto nową strategię jego kampanii. Twierdził, że republikanie nie mogą godzić się na sytuację, w której ich kandydata wybierają ludzie wielkiego świata finansów jak George Soros. Mimo, iż Mitt Romney jest obecnie zdecydowanym liderem, to jednak ma on powody do niepokoju. W badaniach prowadzonych na terenie całego kraju Gingrich minimalnie prowadził. Co jednak najważniejsze dla niego - dobrze wypadał on w takich stanach jak Georgia, Arizona i przede wszystkim Ohio. Gdyby utrzymał te wyniki, już po superwtorku Gingrich mógłby powrócić na arenę jako poważny gracz. Trudno także przewidzieć, czy dobrą stategią jest emitowanie przez sztab Mitta Romney dużej ilości negatywnych reklamówek. Republikańscy wyborcy nie lubią kiedy poszczególni kandydaci atakują się między sobą. To dlatego Gingrich tak sporo stracił na Florydzie. Gingrich wezwał także Mitta Romeny do debaty jeden na jednego. Były spiker Izby Reprezentantów powiedział, iż jest gotowy w każdym miejscu i o każdym czasie spotkać się ze swoim konkurentem.
W tej chwili nie wiadomo jeszcze, czy nowa strategia Gingricha przyniesie spodziewane przez niego rezultaty. Na pewno jednak przedwczesne jest stwierdzenie, iż Romney ma już nominację w kieszeni. Czeka go jeszcze długa i ciężka walka. Musi on pamiętać, że Gingrich nie złożył broni. Ten zaprawiony w bojach konserwatysta nie jest facetem, który kapituluje po kilku porażkach. Do uzykania nominacji potrzeba poparcia 1144 delegatów na konwencji partyjnej. Na razie Romney ma nieco ponad 90. Sporo jeszcze brakuje, a pamietajmy, że w Georgii będzie ich ponad 70, a tam czyli u siebie w domu, Gingrich na razie pozostaje faworytem.
W Ohio także nie jest bez szans. Wyborcy w tym stanie, gdzie zamknięto dziesiątki fabryk, które przeprowadziły się do Chin, obwiniają wielki kapitał za ten stan rzeczy. Romney może być przez nich utożsamiany właśnie z drapieżnym, wielkim kapitałem. Z pewnością wykorzystywał to będzie Gingrich. Romney może mieć kłopoty z przekonaniem wyborców, że nie jest tym gościem ze znienawidzonego Wall Street. Prawybory więc trwają, wszystko jeszcze jest możliwe. Przynajmniej do superwtorku trudno będzie wskazać zdecydowanego faworyta.