Mistrz Polski, Wisła Kraków, zremisował na wyjeździe 1:1 z Widzewem Łódź w meczu 1. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bramkę dla gospodarzy zdobył Oziębała. Wyrównał Biton, który trafienie zaliczył w doliczonym czasie gry.
Pierwsza połowa nie wyglądała zbyt ciekawie. Składnych akcji oraz strzałów było jak na lekarstwo. Żadna z drużyn nie zarysowała wyraźnej przewagi. Jako pierwszy zagrożenie pod bramką rywali stworzył Widzew. Po błędzie defensywy gości przed znakomitą szansą stanął Grzelczak. Napastnik łodzian nieczysto trafił w futbolówkę, przez co z obroną strzału problemów nie miał Mielcarz. W 18. minucie o uderzenie z dystansu pokusił się Ostrowski, lecz i jemu zabrakło precyzji.
Wiślacy po raz pierwszy zagrozili bramce rywali w 23. minucie. Prawą stroną przedarł się Kirm, wszedł w pole karne i dograł wzdłuż linii bramkowej. Na futbolówkę nabiegał Genkow, który mimo usilnych starań minął się z nią.
Kilkanaście minut później jeden z niewielu stałych fragmentów dla Widzewa mógł przynieść gospodarzom upragnioną bramkę. Z bocznej strefy boiska rzut wolny wykonywał Budka. Pomocnik drużyny prowadzonej przez Radosława Mroczkowskiego silnie wbił piłkę w pole bramkowe, a tam z trudem do boku sparował ją Jovanić.
Swojej szansy w uderzeniu z dystansu szukał także Melikson. Izraelczyk otrzymał piłkę około 25 metrów od bramki i bez zastanowienia huknął przed siebie. Na posterunku był jednak Mielcarz, który zdołał odbić futbolówkę. Przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę stały fragment gry w postaci rzutu wolnego na bramkę próbował zamienić Nunez, lecz jego uderzenie przeleciało ponad poprzeczkę.
Drugą część gry znacznie lepiej rozpoczęli gospodarze. Po serii błędów defensywy Wisły do wybitej piłki doszedł Broź, przedarł się środkiem i uderzył sprzed pola karnego. Futbolówka trafiła jednak tylko w poprzeczkę. Sytuacja ta sprawiła, że Wisła nieco się przebudziła. Kilkanaście kolejnych minut należało bowiem do piłkarzy „Białej Gwiazdy”. Strzałów próbowali m.in. Iliew oraz Genkow, ale obaj trafiali w bramkarza Widzewa, nie sprawiając mu większych problemów.
W 67. minucie piłkarze Roberta Maaskanta dostali kolejne ostrzeżenie. Rzut wolny wykonywał Dudu. Brazylijczyk uderzył w górną część bramki, a fantastycznie interweniujący Jovanić zdołał sparować piłkę na poprzeczkę. W kolejnej akcji wiślacy nie mieli już tyle szczęścia. Do dośrodkowania w pole karne doszedł Oziębała, który głową próbował pokonać serbskiego bramkarza Wisły. Ten zdołał odbić futbolówkę przed siebie, ale natychmiast dopadł do niej napastnik Widzewa, który dobijając swój strzał, umieścił piłkę w bramce.
W końcowych minutach na strzał zdecydował się jeszcze Budka, lecz pewną interwencją popisał się Jovanić. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się sensacyjną porażką Wisły, bramkę dla gości zdobył Dudu Biton. Długa piłka zgrana przez jednego z partnerów z zespołu przeleciała wprawdzie przed Izraelczykiem, ale ten zawalczył, do samego końca licząc na błąd Bieniuka. Doświadczony stoper osłaniał piłkę, mając nadzieję na to, że dojdzie do niej Mielcarz, a chwilę dezorientacji wykorzystał wspomniany Biton, który wysuwając nogę przed zawodnika Widzewa, zdołał kopnąć futbolówkę w taki sposób, że ta przeleciała ponad Mielcarzem i wpadła do bramki.
W ostatnich chwilach Wisła uratowała więc jeden punkt. Nie ma jednak wątpliwości, że był to słaby występ mistrzów Polski, którzy rozczarowali kibiców i ekspertów swoją grą. „Białej Gwieździe” zabrakło w tym spotkaniu lidera w środku pola, którym niewątpliwie jest Radosław Sobolewski. Jeśli chodzi zaś o Widzew, to zespół ten, mimo niezbyt dobrej gry, był bliski ogrania krakowian. Przed Radosławem Mroczkowskim jeszcze sporo pracy, ale jeśli jego podopieczni nadal będą czynić postępy, to utrzymania mogą być pewni.