Akcja za akcję, dwie poprzeczki, wiele sytuacji stykowych – tak można w wielkim skrócie opisać mecz III rundy eliminacji do Ligi Mistrzów pomiędzy Liteksem Łowecz a Wisłą Kraków. Polski klub wygrał pierwszy mecz 2:1 i wraca do kraju w znakomitym nastroju.
Jako pierwsi groźnie zaatakowali gospodarze, którzy już w 11. minucie mogli zdobyć bramkę. Bliski pokonania Jovanicia był Janew, który przymierzył niemal idealnie z rzutu wolnego i piłka wylądowała na poprzeczce, następnie wyszła w pole. Kolejną okazję dla gospodarzy zmarnował Milanow, kierując piłkę głową tuż przy zewnętrznej części słupka golkipera Wisły. Goście zrewanżowali się strzałem Meliksona, który bezpośrednio z rzutu wolnego szukał szczęścia w bramce rywala, jednak Vinicius zdoła sparować piłkę na rzut rożny.
Na szczęście dla wszystkich zebranych przed telewizorami polskich kibiców, to mistrzowie Polski otworzyli wynik spotkania w Łoweczu. Melikson posłał znakomitą piłkę z głębi pola, a zza linii obrońców idealnie w tempo wybiegł Lamey i ponad bramkarzem gospodarzy przeniósł futbolówkę. Bułgarzy byli niesamowicie blisko wyrównania w 28. minucie, kiedy Zanew ruszył lewą stroną, minął dwóch graczy krakowskiego klubu, a następnie dograł piłkę na piąty metr, do której Todorow niestety nie doszedł.
Jeszcze przed przerwą gospodarze pierwszego meczu mogli wyrównać stan rywalizacji. Cwetanow zaserwował świetne płaskie podanie między obrońców, którego adresatem był Miłanow. Bułgar zmarnował jednak okazję, strzelając z ostrego kąta obok bramki. Wiślacy odpowiedzieli natychmiast, kiedy Melikson drugi raz posłał precyzyjne dośrodkowanie na głowę Lameya, ale Holender minimalnie chybił.
Podopieczni Penewa wykorzystali moment dekoncentracji wiślaków, zdobywając bramkę na 1:1 tuż przed zejściem do szatni. Tom opanował piłkę na jedenastym metrze, po czym ze sporym spokojem oddał strzał, a piłka z pomocą jednego z obrońców krakowskiego zespołu wpadła do siatki.
Po zmianie stron obydwa kluby zdecydowanie zwolniły tempo. Przez pierwszy kwadrans najczęściej gra toczona była w środku boiska, gdzie nie brakowało walki. Wisła stworzyła sobie bardzo dobrą sytuację po kontrataku, kiedy prawą stroną przyspieszył Melikson, a następnie na wysokości pola karnego posłał dośrodkowanie, ale żaden z trzech krakowian nie potrafił dojść do podania.
Gospodarze odpowiedzieli arcygroźną akcją, kiedy Janew pokusił się o kolejne w tym meczu dobre dośrodkowanie. Tym razem piłka adresowana była do Bodurowa, który zdołał jedynie musnąć piłkę, a żaden z partnerów nie zdążył zamknąć akcji. Brak wykończenia piłkarzy Penewa ukarał Melikson, który przejął piłkę na 40. metrze, po czym z miejsca ruszył w stronę bramki Viniciusa i mimo asysty obrońcy, strzelił gola na 2:1.
O tym, że piłkarze z Łoweczu nie zamierzali rezygnować z walki o korzystny wynik, świadczą dwie okazje z okolic 80. minuty. Najpierw Bodurow oddał strzał z najbliższej odległości w poprzeczkę i drugi raz w tym meczu Jovanicia uratowało szczęście. Sekundy później Miłanow precyzyjnie wrzucił piłkę na głowę Toma, który umieścił ją w siatce, jednak sędzia główny dopatrzył się przewinienia niedoszłego asystującego i bramki nie uznał.
Do nie lada kontrowersyjnej sytuacji doszło w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry, kiedy pomiędzy zawodnikami obydwu drużyn doszło do przepychanek, jednak bez konsekwencji w postaci kar indywidualnych. Ostatecznie Wisła wygrała na trudnym terenie w Łoweczu i wraca do Krakowa ze sporą zaliczką przed rewanżem na własnym obiekcie.