Ogłoszenia | Powiadom innych o tej stronie   Imieniny: Jana, Moniki, Wiktora
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia Galeria Ogłoszenia

Batalia w sprawie Palestyny

Andrzej Jarmakowski|Friday, September 16, 2011

Wybory
Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmoud Abbas, przemawiając w piątek w Ramallah, po raz kolejny stwierdził, iż występując przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, 23 września zgłosi formalny wniosek o pełne członkostwo Palestyny i uznanie Autonomii jako w pełni niepodległego i suwerennego państwa. W identycznym duchu wypowiadał się dzień wcześniej szef palestyńskiej dyplomacji. Od dłuższego już czasu wokół Palestyny toczy się wielka, dyplomatyczna gra, która, gdyby wypadki wymknęły się spod kontroli może doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu na Bliskim Wschodzie. Na działania dyplomatyczne pozostało 7 dni. Abbas w piątek nie zamknął drzwi ostatecznie, stwierdzając, że rozmowy trwać będą nadal.

Stany Zjednoczone i wiele państw europejskich pragną negocjacji, jednak te nie toczą się od roku. Sporo w tym winy administracji prezydenta Baracka Obamy, która zajęta problemami wewnętrznymi, zupełnie zaprzestała działań. Izrael zaś twierdził, że nie ma z kim rozmawiać. Abbas, popierany przez wiele krajów arabskich rządzi jedynie kawałkiem Palestyny, a Hamas żadnych rozmów nie chce i co najwyżej wysadza bomby.

  W piątek Abbas dodatkowo skomplikował sytuację stwierdzając, że będzie domagal się uznania Palestyny w jej naturalnych granicach, co oznacza, że Izrael powinien usunąć wiele zbudowanych osiedli, na to nie zgadza się rząd w Jerozolimie.

  Nic dziwnego, że w tej skomplikowanej sytuacji na Bliski Wschód wyruszyła sfora negocjatorów, głównie z przestraszonej wizją kolejnego konfliktu Europy. Propozycje są różne, między innymi Palestynie, posiadającej obecnie status obserwatora, proponuje się przyjęcie statusu takiego jakiego obecnie ma Watykan. Jednak w piątek Abbas jasno dał do zrozumienia, że nie zadowala go ta propozycja i będzie ubiegał się o pełne członkostwo. Wygląda więc na to, że propozycja upadła.

  Decyzja  o kształcie wniosku Abbasa będzie miała konsekwencje dla USA. Jeśli administracja USA zawetuje palestyński wniosek, "Arabia Saudyjska nie będzie w stanie współpracować z Ameryką w takim stopniu jak dawniej" - napisał w "New York Timesie" były ambasador saudyjski w USA książę Turki al-Fajsal. To poważne ostrzeżenie, bo Rijad obok Egiptu i Kataru to najważniejszy arabski sojusznik Ameryki.

  Sytuacja wrze także w Egipcie, gdzie szturmowano ambasadę Izraela, zaś rządząca Rada Rewolucyjna przyznała, że może nie uznawać porozumienia pokojowego z Izraelem. Zupełnie nie wiadomo jak zachowa się Syria. Konflikt z Izarelem byłby reżimowi w tym kraju na rękę, gdyż odwracałby uwagę od powstania trwającego w tym państwie, zmuszał naród do jedności i walki z odwiecznym wrogiem.

  Administracja w USA na razie jest podzielona i nie wie jakie zająć stanowisko. Jedna grupa obawia się, że weto zniszczy reputację i wiarygodność USA w świecie arabskim oraz przyczyni się do jego radykalizacji lub do jeszcze czegoś gorszego.  Druga grupa polityków w Białym Domu uważa, że amerykańskie weto jest powszechnie oczekiwane i nie spowoduje katastrofy, zaś kraje arabskie jakoś je przełkną po serii papierowych protestów. Administracja zaniepokojona jest także utratą poparcia wyborców żydowskiego pochodzenia, o czym jasno przekonano się w miniony wtorek podczas uzupełniających wyborów w Nowym Jorku.

  Wystąpienie ze strony Abbasa do ONZ o pełne członkostwo jest dyplomatycznym majstersztykiem. To fakt. Rokowania nie toczą się od ponad roku, amerykański wysłannik na Bliski Wschód podał się do dymisji. Z punktu widzenia Palestyńczyków, widząc zastój mogli oni rozpocząć kolejne powstanie, albo wystapić do ONZ. Wybrali to ostatnie rozwiązanie. Choć takie państwa jak Polska nie mówią jak będą głosować, wydaje się, że uznanie niepodległości Palestyny przez Zgromadzenie Ogólne jest przesądzone. Izrael zaś zapowiada twardą reakcję i rzecz jasna nie uzna tej decyzji. Premier Izraela będzie w ONZ przemawiał także w przyszły piątek.

  Mamy więc sytuację będącą mieszanką wybuchową. Prezydenta Abbasa uznaje 120 państw, a najmniejsze poparcie ma w Palestynie, którą reprezentuje. Nad częścią jego teoretycznego państwa rządzi Hamas uznawany przez USA za organizację terrorystyczną. Palestyna może zostać uznana za państwo, co zablokowane zostanie w Radzie Bezpieczeństwa przez USA być może razem z Wielką Brytanią. Wszyscy uczestnicy tego spektaklu zdają sobie sprawę, że wystarczy jeden fałszywy ruch, aby wydarzenia wymknęły się spod kontroli.

    Andrzej Jarmakowski

Dodaj komentarz
Wpisz treść komentarza:

Podpisz się:

•  Byłem w Palestynie i w Izraelu. Palestyna to gnój smród i ubóstwo. Jakie to państwo! To ludzie, zazwyczaj analfabeci zyjący w sredniowiecznym systemie. Tam nie ma zadnej demokracji, zaś Hamas morduje swoich przeciwników. Na liscie jego ofiar pewnie jest więcej Arabów niż Żydów. Mam nadzieję, iż Izrael nie ugnie się pod tym oenzetowskim badziewiem. Gospodarka Palestyny utrzymywana jest przez Izrael. Bez pieniędzy z Izraela gospodarka Palestyny nie przetrwa ani jednego dnia.
Friday, September 16, 2011 | Turysta

•  Żydzi nigdy nie zgodzą sie na powstanie państwa palestyńskiego. Bo to oznacza wyznaczenie granic i zastopowanie anektowania kolejnych ziem palestyńskich. Gdyby chcieli dalej zajmować panstwo Palestynę, to oznaczało by jawna wojnę. Z Autonomią Palestyńską sprawa jest prosta. Budujemy nowe domy na ich terenach. A każdy ich sprzeciw nazwiemy teroryzmem. Świat to widzi i nic z tym nie robi.
Friday, September 16, 2011 | ela

•  Oczywiście zdaniem eli Hamas to także tylko takie pokojowe towarzystwo chaytatywne. Popatrz się Ela na Palestynę! Bogate wille urzędnikow, korupcja i kompletny bezwlad tego obszaru. Osiedla zydowskie są tylko pretekstem, bo stanowia nie więcej niż 0.5% terytorium. Więc to tylko pretekst. Nie bedzie osiedli znajdzie się inny pretekst. A ponadto kwestią dyskusyjną jest czyja to ziemia. Zydzi mają do niej takie samo prawo jak Palestynczycy.
Friday, September 16, 2011 | Turysta

•  Wojna idzie...wielkimi krokami...i juz nic jej nie zatrzyma...
Saturday, September 17, 2011 | zasmucony

•   I znowu bingo ! Zgadzam się z Panem, Panie Andrzeju, że Mahmoud Abbas wykonał mistrzowski krok w konflikcie palestyńsko-izraelskim występując o uznanie państwa Palestyńskiego przez ONZ. Zastanawia mnie jednak dlaczego akurat teraz Abbas zdobył się na takie rozwiązanie i dochodzę do nieco innych wniosków niż Pan. To nie był, moim zdaniem, ruch wywołany bezwładem w negocjacjach, ale precyzyjnie zadanym ciosem. Dlaczego ? Ten krok musi wywołać reakcję tej skostniałej organizacji, tak samo niemrawej jak Liga Narodów. Jeśli nie wywoła to jeszcze bardziej spolaryzują się więzy pomiędzy państwami popierającymi z jednej strony Izrael, z drugiej Palestyńczyków. Najtrudniejsze będzie to dla Francji, Wielkiej Brytanii i USA, które w rewolucji libijskiej stanęły po stronie powstańców, a przez to wiele zyskały w oczach przeciętnych zjadaczy chleba ze świata arabskiego. Pomińmy ekonomiczne przyczyny, dla których te kraje tego dokonały - wydźwięk propagandowy był ogromny. Nagle ten zgniły Zachód stanął otwarcie po stronie biednych, uciśnionych Arabów. Tych samych Arabów, którzy uważali się pokrzywdzeni, wykorzystywani, zepchnięci na boczny tor cywilizacji i z tego powodu gotowi iść na dżichad z Zachodem. Taki ruch był wielkim zagrożeniem dla konserwatywnych przywódców muzułmańskich, bo obalał wtłaczane przez lata do prostych głów schematy – o solidarności islamskiej (a tu: część państw islamskich poparło przecież Kaddafiego) i nienawidzącym Islamu chrześcijańskim Zachodzie. Dlatego też zastanawiam się czy ostatni ruch Abbasa nie był spowodowany właśnie przez wspierających go konserwatystów. Oni mogą na tej nagłej „przyjaźni” najwięcej stracić. Rozpoczęła się ciekawa rozgrywka, Panie Andrzeju. Albo da ona światu pokój, a Palestyńczykom ich kraj, albo ... Bliski Wschód, a szczególnie Palestyna/Izrael to dzisiaj klucz do światowego pokoju. Odwiedziłem wszystkie kraje w tym regionie i jestem przekonany, że jedynym sposobem by wytrącić argumenty do walki wszystkim zainteresowanym w trwaniu tego konfliktu, jest stworzenie państwa Palestyńskiego. Nie, zależnej od izraelskich dostaw prądu, materiałów i żywności Autonomii Palestyńskiej, ale kraju Palestyna w konkretnych granicach. Zarówno w Jordanii, Libanie, Syrii czy na terytoriach AP Palestyńczycy są już zmęczeni konfliktem. Coraz częściej słyszy się głosy, że chcieliby żyć we własnym kraju, pracować zarabiać, cieszyć się rodzinami – po prostu żyć. Jak słusznie tutaj ktoś zauważył wielu z nich żyje w biedzie, a nawet ubóstwie. Widziałem najbiedniejsze obozy dla uchodźców na plażach Libanu, widziałem miasta, z których palestyńscy uchodźcy wyparli rdzenną ludność, a w których dzisiaj strach samemu się pokazać – mnie towarzyszyła lokalna służba bezpieczeństwa z bronią gotową do strzału. Ale widziałem także palestyńskich bossów z sygnetami na palcach, kilogramowymi złotymi łańcuchami na szyjach i jeżdżących wyłącznie mercedesami. Na każdym konflikcie można się dorobić. Dlatego jego trwanie może być komuś na rękę. Korupcja jest skutkiem trwającego tam konfliktu i sposobów dystrybucji pomocy międzynarodowej oraz tego, że kraje arabskie cały czas finansują Palestyńczyków tymi samymi partyjnymi kanałami Hanije, Hamasu lub skłóconego z nimi Fatahu. Stworzenie niepodległego państwa odebrałoby wielu dzisiaj dobrze prosperującym bossom dostęp do źródeł. Strumień pieniędzy popłynąłby do jednego skarbca Palestyny, a więc do Abbasa. Milionowe społeczności w Libanie, Syrii, Jordanii straciłyby też wsparcie państw, w których dzisiaj żyją, bo skoro „macie wreszcie swoje państwo to wracajcie do niego”. Tyle, że Palestyna to dzisiaj zniszczony kraj, a sąsiednie państwa zdążyły się podnieść nawet po ostatnich wojnach (np. Liban). Zbudowanie państwa od nowa, na pustyni to nie taka łatwa sprawa. Tym bardziej, że części ziem dawniej palestyńskich na pewno ono nie odzyska – wbrew temu co słyszy się o zagrabieniu ziemi znaczną jej część Żydzi legalnie wykupili. Poza tym kto miałby to państwo budować skoro tylko niewielki procent Palestyńczyków pozostałych na Bliskim Wschodzie jest jako tako wykształconych. Państwo Izrael zrobiło z nimi to co III Rzesza chciała zrobić z Polakami – sprowadziła ich do roli prostej siły roboczej. W tej sytuacji znacznie wygodniej jest postawić warunki, których druga strona przyjąć nie może. Jednym z nich jest palestyńska stolica w Jerozolimie. Miasto, w którym trzy religie mają swoje najświętsze miejsca nigdy nie stanie się Wolnym Miastem Jerozolima na kształt przedwojennego Gdańska. To rozwiązanie się nie sprawdziło. Nie ma też sensu dzielić go murem jak Berlina, bo i ten mur kiedyś runie. Można więc pozostawić je w jednym z państw – Izraelu lub Palestynie. I co do tego strony muszą się też dogadać. Gdyby Palestyńczycy zgodzili się zostawić Jerozolimę Izraelowi Autonomia Palestyńska przekształciłaby się w państwo już kilka lat temu. Do tego trzeba jednak zgody, a skłócone ze sobą organizacje mają nikłe szanse na porozumienie. Przyjęta przez nie strategia i stosunek do państwa izraelskiego wynika z różnych warunków w jakich funkcjonują. Fatah rządzi na Zachodnim Brzegu. Jego obywatele są bardziej zależni od Izraela. To oni skłonniejsi są szukać porozumienia. Gdyby nie konflikt mogliby mieć niezłe dochody z turystyki – Betlejem to ich miasto. Gaza, gdzie rządzi Hamas jest wydzieloną enklawą na uboczu, wciśniętą między Egipt i Izrael. Przemyt jest tu narodowym i rodzinnym biznesem. Otwarcie granicy to koniec biznesu dla wielu ludzi. Hamas ma też wielkie wpływy w bogatym Libanie. Tutaj też prowadzi interesy, nie zawsze czyste i jawne. To zapewne przypadek, że to właśnie Hamas jest przeciwny uznaniu Izraela, a szczególnie oddaniu Izraelowi Jerozolimy. A przecież Jerozolima była wprawdzie kananejska, egipska, filistyńska, żydowska, asyryjska, rzymska, bizantyjska, osmańska i brytyjska, ale nie palestyńska. Ciekawe po czyjej stronie zostawiłaby ją dzisiaj ONZ ?
Saturday, September 17, 2011 | Krzysztof Mich

•  Anglicy wiedzieli co robia po wojnie kreujac sytuacje z Palestyna i panstwem Israel. Anglicy to wysza szkola jazdy w dyplomacji.
Saturday, September 17, 2011 | Mefisto

•  Fakt, dyplomacja brytyjska opuszczająć kolonie zawsze tak je dzieliła by osłabił je konflikt np. Palestyna, Indie-Pakistan
Sunday, September 18, 2011 | kem

ProgressFor Poland | Utwórz swoją wizytówkę
Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep Praca Linki About us Współpraca Medialna Reklama/Ads

Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493