
Home
NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportKomunikatyGoracy tematRaport SpecjalnyHumorKulturain EnglishRozneWybory Multimedia
Galeria
Ogłoszenia
BASIA
Iwona Sikorska - Szczupak|Tuesday, September 20, 2011
Poprosiłam o martini. Młoda barmanka podała mi wyśmienicie zmiksowanego drinka ze słowami: „mam nadzieję, że będzie zmakowało”... wypowiedzianymi czystą polszczyzną! Ha - ha! „My town, Chicago!”
Basia Trzetrzelewska ma wielu wielbicieli i to nie tylko tu w Chicago. Dzięki swoim zdolnościom wokalnym - czyli głosie o rozpiętości trzech oktaw - oraz muzyce będącej mieszanką jazzu i popu o charakterystycznym południowoamerykańskim brzmieniu, w błyskawicznym tempie zyskała popularność na całym świecie.
It’s hard for me to stop my heart
love never knows when the time is right
I don’t want to hurt anybody but
Can’t help loving you
I never felt like this before
I know this is passion worth waiting for
Let life take its course
That’s the only thing for us to do
Basia pochodzi z Jaworzna. Od dziecka oczami wyobraźni widziała się na scenie i od wczesnych lat próbowała śpiewać, ale jakoś jej to nie wychodziło. Jako nastolatka debiutowała w amatorskiej rockowej kapeli Astry z jej rodzinnego miasta. Kilka lat później śpiewała w najpopularniejszej polskiej żeńskiej grupie wokalnej Alibabki i razem z nimi nagrała nawet kilka płyt. Po tym przyszedł solowy występ w koncercie debiutów w Opolu. Niestety, ze względu na jakieś usterki techniczne jej występ został „wycięty” i nie przekazany w telewizyjnej transmisji z tego koncertu! „To się widocznie źle zapowiadało - śmieje się dziś Basia - wtedy jednak zrezygnowałam ze śpiewania w Polsce i wyjechałam”. Jednak zanim wyjechała śpiewała jeszcze z debiutującą wtedy grupą Perfect. W roku 1979 wraz z zespołem, do którego wówczas należała poleciała do Stanów. W Chicago próbowała swoich umiejętności wokalnych, ale nic z tego nie wychodziło i po dwóch latach przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Tam szukała pracy w domu dziecka, jednak nie zatrudniono jej ze względu na brak doświadczenia i... słaby angielski! Po nieudanych próbach z domem dziecka zdecydowała, że jednak jej źródłem utrzymania będzie muzyka i zaczęła szukać ogłoszeń pracy w prasie muzycznej. Nagrywała różne utwory na zlecenie, aż kiedyś dostała ofertę nagrania od muzyka o nazwisku Danny White. Wtedy jakoś nie zaprzyjaźnili się, ani nie znaleźli wspólnego języka, jednak Danny zapamiętał ją i kiedy jego nowa grupa muzyczna szukała dziewczyny do śpiewania szybko odnowił z nią kontakty. I tak Basia trafiła do nowego zespołu jako chórzystka. Brytyjska grupa o nazwie (a nie nazwisku) Matt Bianco powstała w 1983 roku i wykonywała muzykę z pogranicza popu, jazzu i bossa novy. Ich pierwsza płyta stała się przebojem i podbiła Europę sprzedając się w 1,5 mln nakładzie egzemplarzy! Do dziś „gra mi w uszach” ich ówczesny przebój „Get Out of Your Lazy Bed”, a przed oczami stoi obraz Basi śpiewającej wokalizę.
Po tym sukcesie Basia i Danny, który jest młodszym bratem słynnego gitarzysty Petera White’a, opuścili zespół i rozpoczęli solową karierę. Było to bardzo ryzykowne posunięcie z ich strony, ale udało się. Po dwóch latach intensywnej pracy nagrali swoją pierwszą wspólną płytę „Time and Tide”, która zachwyciła odbiorców. Pierwszym krajem, który ich zauważył była Francja, potem Niemcy, Włosi i oczywiście Anglicy. Ich album szybko zdobył uznanie w Europie i w Japonii, jednak trochę czasu zajęło zanim usłyszeli o nim Amerykanie. Ponoć stało się to za sprawą pewnego DJ-a, który zawiózł tę płytę do Stanów... Amerykanie przyjęli muzykę Basi z wielkim upodobaniem, a piosenka „Time and Tide” długo nie schodziła z list przebojów. Wkrótce, w 1990 roku, ukazała się ich druga płyta „London Warsaw New York”, która powtórzyła sukces poprzedniej. Wtedy to, podczas serii swoich występów Basia po raz pierwszy zaśpiewała w Polsce!
Pomimo wielkich międzynarodowych sukcesów Basia porzuciła karierę w 1998 roku z powodu wielu problemów, jakie dotknęły najbliższych członków jej rodziny. Bolesne były dla niej zarówno utrata mamy po ciężkiej chorobie jak i utrata siostrzenicy w wypadku samochodowym. Zrozpaczona nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet odrobiny energii, izolowała się od wszystkiego i zaszyła w rodzinnych sprawach aż do roku 2004, kiedy to Danny White i Mark Reilly z grupy Matt Bianco namówili ją do reaktywowania tego zespołu. Cała trójka powróciła na scenę z płytą „Matt’s Mood” i... natychmiast zdobyła uznanie. Rok później wyruszyli w międzynarodową trasę koncertową, a ich występ promujący tę płytę w Chicago był rewelacyjny i raz jeszcze zapewnił nas o ich wielkim talencie i ogromnej kulturze muzycznej.
W sobotę w House of Blues razem z Basią wystąpił zespół wspaniałych muzyków: Danny White na instrumentach klawiszowych, brytyjczyk Marc Parnell na perkusji, Giorgio Serci z Sardynii na gitarze, Paul Booth na saksofonie oraz dwie wokalistki - siostry bliźniaczki z wyspy Mauritius: Annick Clarisse - Willequet i młodsza od niej o 15 minut Veronique Clarisse, które towarzyszą Basi już od dawna. Peter White, który dotychczas brał udział w nagrywaniu ich wszystkich płyt opuścił ich ostatnio zajęty własną karierą gitarzysty. Stworzyli niepowtarzalną atmosferę, a ich muzyka, jak zwykle, zachwyciła. Kulminacyjnym punktem koncertu była rewelacyjnie zaśpiewana piosenka „Time and Tide”, wielki przebój Basi. Och, jak to brzmiało!
We’ve got time, oh baby
There’s no rush gonna be a better day for us
Hang on and I will wait for you
Our love will always be as good as new
Basia i Danny White byli od początku, i są nadal, świetnym duetem autorskim: on tworzy muzykę, a ona teksty opowiadające historie z ludzkiego życia, teksty prawdziwe i niezmyślone, takie w których każdy może znaleźć coś dla siebie i o sobie.
How can I stop my heart?
Love never knows when the time is right
Don’t want to hurt anybody
Don’t want to make them cry
A jaka jest prywatnie? Co by było gdyby nie wybrała muzyki? Mówi, że kiedyś studiowała nauki ścisłe, bo rodzice widzieli w niej lekarza, ale ona pewnie zostałaby nauczycielką - w liceum udzielała korepetycji i miała talent do uczenia. Ma też talent do gotowania, szycia i... sadzenia kwiatków w ogródku. Wieść niesie, że gdy wpada do Polski, a stara się zaglądać tam co miesiąc, to jej spotkania rodzinne zazwyczaj kończą się wspólnym śpiewaniem, bo rodzina jest muzykalna, a w repertuarze nie brakuje i piosenek biesiadnych, i harcerskich, i nawet takich trochę... no...nieprzyzwoitych. Poza występami, pisaniem muzyki, spotkaniami z ludźmi, na codzień, tak jak wszyscy, zajmuje się swoją rodziną i domem. I mówi, że takie życie jej wystarcza. Chociaż... i ona i Danny White mieli ponoć kiedyś plany, żeby zrobić musical. Ten pomysł wraca do nich niczym bumerang. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas ujrzy on światło dzienne.
We’ve got time, oh baby
There’s no rush, gonna be a better time for us
Hang on and I will wait for you
W czerwcu tego roku Basia Trzetrzelewska odsłoniła swoją gwiazdę w Opolskiej Alei Gwiazd.
Iwona Sikorska - Szczupak





Dodaj komentarz
• Z takimi "spacjami", "zjedzonymi literkami" nawet najlepszy tekst o Basi wydaje sie byc miernym. Kto chce czytac takie lamanie? A moze redakcji zabraklo dolarow na fotografa? Zdjecia tez nie grzesza jakoscia.
Wednesday, September 21, 2011 | milosnik dobrej muzyki
• Lamanie czasem nie wychodzi redakcji, to prawda :( Co do zdjec ... przyznam byly robione "w sekrecie", wszak na koncertach robic zdjec nie wolno... Ale koncert byl fantastyczny.
Wednesday, September 21, 2011 | autorka
• Dzieki za bardzo ciekawy artykul. Po raz pierwszy czytam o Basi.
Wednesday, September 21, 2011 | Czytelnik
Wspomóż nasza działalnosć i fundusz Progress For Poland - Chase Bank # 793762493

